„Przede wszystkim zdrowia". Pierwsze miesiące pandemii okiem ludzi pióra 

Autor: Patryk Obarski

Zaczynając 2020 rok, życzyliśmy sobie tego samego, co zawsze: szczęścia, pomyślności i zdrowia – „bo to przecież najważniejsze”. Nikt nie spodziewał się, że ta wyświechtana fraza w kolejnych miesiącach nabierze zupełnie nowego znaczenia. Szybko okazało się, że wiele planów – skrupulatnie odnotowywanych przez nas w kalendarzach i notesach – przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Pierwsze miesiące pandemii koronawirusa oczami ludzi pióra oglądać możemy za sprawą książki Wiosnę odwołano. Antologia dzienników pandemicznych.

Zwiodła nas wiara

Kiedy na początku 2020 roku słyszeliśmy w radiu informacje o tajemniczym wirusie, który dziesiątkuje Azję, wierzyliśmy, że dziwne choroby zakaźne to dziś jedynie problemy krajów odległych, na pewno nie Europy. Po miesiącu okazało się, że epidemia zapanowała także i we Włoszech, a wielu z nas nie mogło uwierzyć, jak do tego doszło. Zwiodła nas wiara w ludzką wiedzę i możliwości współczesnej medycyny. 

W tym trudnym czasie szukaliśmy otuchy w różny, czasem dziwny sposób. Kiedy w marcu większość krajów zdecydowała się na lockdown, przymusowo zamknięci w domach z jednej strony mogliśmy w końcu wypocząć w rodzinnym gronie. Zamiast siedzenia po nocach w korporacji, pracowaliśmy wraz z bliskimi przy kuchennym stole. Z drugiej strony – obawialiśmy się tajemniczego wirusa. Zamknęliśmy biblioteki, wykupiliśmy papier toaletowy i drożdże. Spodziewaliśmy się najgorszego. To jednak było dopiero przed nami. 

Izolacja miłości 

Zamknęliśmy się. W krajach, w miastach, w domach. W domowej izolacji, na narodowej kwarantannie, zmuszni zostaliśmy do ponownego przyjrzenia się sobie i osobom, z którymi mieszkamy. 

W moim domu panuje anarchia. Albo ja już jestem tak mało wymagającą matką, albo jestem tak zmęczona, że nie mam sił zajmować sił, aby zajmować się jeszcze szkołą. Syn prowadzi dialog od rana do nocy z graczami online, a córka maluje paznokcie – odnotowuje w swoim dzienniku Sylwia Jaworska-Domagała. 

Konieczność izolacji wpłynęła na nasze związki. Ci, którzy pozostawali w stałych relacjach, musieli znieść ciągłą obecność partnera. Single zaś – przeciwnie – nagle zaczęli poszukiwać obecności drugiego człowieka. 

No i wybraliśmy się popołudniową porą wszyscy trzej, Adaś, Krzyś i ja, spacerkiem, oczywiście w maseczkach, każdy w innej, dumnie powiewając gotową laurką jak sztandarem na wietrze. I moi rodzice zobaczyli chłopców po raz pierwszy od czterdziestu dwóch dni. Przywitali nas przed domem, sami w eleganckich, nowiutkich czarnych maseczkach wielorazowych. Chcieli trzymać się obowiązujących zasad dystansu. Ale zasady nie trzymały się ich. Wyściskali chłopców i wycałowali ich w zamaskowane policzki, przez filtry własnych masek – przyznaje Tomasz Stokowski w tekście Anabioza

W internetowej pułapce

Świat ogarnął chaos. Uczniowie i studenci po chwilowej wolności od nauki powrócili do szkół – szkół, które w zaledwie kilka tygodni próbowały przenieść się w nieznany im dotychczas świat cyfrowy. A tworzone przez telewizje programy, mające pomagać nauczycielom, często powodowały u nich tylko wielki ból głowy. 

Gonią mnie teksty. Gonią mnie z dwóch stron: raz – trzeba mi czytać, dwa – trzeba mi pisać. Nie wiem, jak to się stało, że odejmując kilka godzin dziennie na dojazdy na studia, mam jeszcze więcej pracy. A pracy mam od rana do nocy – pisze Maciej Grzenkowicz w swoim tekście Przykładność, w którym przybliża losy zaklinowanego w wirtualnej rzeczywistości młodego człowieka, studenta. 

Grzenkowicz zauważa, że wygoda jest pojęciem względnym – jak niemal wszystko. Wygoda w postaci zdalnych studiów, zdalnej nauki, zdalnej rzeczywistości – staje się dla bohatera jego dzienników męcząca i wyniszczająca. 

Jednak nie tylko studenci są wyczerpani. Na skraju znajdują się także i nauczyciele, nadający codziennie do niezainteresowanych przedmiotem uczniów ze swoich kuchni, sypialni czy salonów. Czasem – z ogrodu lub łazienki, w zależności od sytuacji lokalowej. 

Obudziłem się dziś z zarodkiem buntu w sobie. […] I zarodek zaczął rosnąć… bo zdałem sobie sprawę z tego, że nie jestem u siebie w domu. Nie jestem już nawet panem w swoim domu – to nie jest mój kawałek podłogi. Jestem w pracy. W mojej sypialni stoi tablica – noż, kurwa! Nie dysponuję już swoim czasem. […] Przyłapałem się na tym, że biorę smartfona ze sobą do łazienki – opisuje wspomnienia z wiosny Bartosz Kozdęba w pandemicznym dzienniku 100 dni Żuczka Syzyfa

W świecie zdalnej pracy czas się rozciągnął. Zmienił się sposób spędzania go, zmienił się cel, który nam przyświecał. Zauważa to nie tylko Kozdęba, ale także Dominika Chmiel, która w refleksyjnym tekście Panna pandemia dodaje: 

Świat zmienił się bardzo, zmienił się też jego skład, zamiast miękkiej bawełny oblepia mnie teraz jak śliski poliester, przylega, nie daje oddychać. […] Nic już nie pasuje. Wszędzie tylko przytycie i rozciągnięcie – pisze Chmiel, po czym dodaje: Krótki czas ważności każdego dnia nagle przesunął się w stronę czasu suszonego, gromadzę ten szusz, dzień za dniem, i liczę na to, że kiedyś będę w stanie zalać go wrzącą wodą i wrócić do normalnego życia. 

Na pierwszej linii

Lockdown sprawił, że pozostaliśmy w zawieszeniu, nietypowym urlopie od codzienności. „Na zewnątrz” pozostali nieliczni. Ci, którzy pracować mogli, będąc… na linii frontu. Znajduje się na niej także niedawna absolwentka Uniwersytetu Śląskiego. Hanna Golda opowiada o tym, jak spokojna praca rejestratorki medycznej – praca wymarzona – w kilka tygodni stała się zajęciem szczególnie niebezpiecznym. 

Nasz zwyczajny dzień pracy w nowej rzeczywistości jest bardzo zawiły i wymagający. Obowiązkowo musimy nosić maseczki i rękawiczki. Po całym dniu, czasem po sięgającej 12 godzin zmianie w pracy, ma się wrażenie, że głowa boli z niedotlenienia. Ręce szczypią, robią się bardzo podrażnione od noszenia rękawiczek i traktowania dłoni środkami dezynfekującymi – zapisuje z datą 23 marca 2020 roku

To, co rzuca się w oczy, to ciągła niepewność – o własne zdrowie, o los swoich bliskich, o dalsze życie.

Co do lekarzy, ciekawe jest to, że strasznie się boją. Wielu z nich odmówiło przychodzenia do przychodni, a ci, którzy przychodzą, przyjmują tylko w fartuchach i ciągle proszą o przynoszenie nowych rękawic i środków dezynfekujących. Używają ich po prostu na potęgę – czytamy w tekście Kod czerwony aktualny. – Ten ich strach, to, jak poważnie do tego podchodzą, jest jedną z tych rzeczy, które mi nie pozwalają przestać się bać – dodaje Golda

Pierwsza linia frontu to jednak nie tylko medycy. To również sprzedawcy, taksówkarze, kurierzy, pracownicy fabryk i elektrowni, pracownicy usług komunalnych. To także dostarczyciele żywności.

19. dzień pandemii. Nie mam już pracy – dosadnie tytułuje podrozdział swojego pandemicznego dziennika Sebastian Wojdyło. W dniu dwudziestym autor postanawia zostać dostarczycielem żywności Uber Eats. Autor uwypukla problem odspołecznienia. Okazuje się, że w czasie pandemii zaczęliśmy obawiać się innych ludzi – ich dotyku, wzroku, obecności. 

Patrzę w komórkę – „live at the door”. To oznacza, że mam zostawić pod drzwiami, zrobić zdjęcie w aplikacji i uciekać. Odbiorcy nie mają życzenia oglądania mojego szlachetnego spoconego oblicza. Zero kontaktu, żadnego uśmiechu, smacznego, itp. Tak, oczywiście – jeszcze bardziej się odizolujcie i udawajcie, że mnie nie ma. Wasze jebane burgery same się pojawiają pod drzwiami – pisze sfrustrowany. 

Wojdyło zauważa patologie społeczne, w które popadliśmy, chroniąc się przed wirusem. Walcząc o własne bezpieczeństwo i zdrowie, wbrew pozorom, często zapominaliśmy o potrzebach innych. O tym, że ktoś musi pracować wśród innych ludzi, w miejscach publicznych, w sklepach, bo nie ze wszystkim poradzić można sobie we własnych czterech ścianach. 

Muszę porozmawiać z psychologiem – od tego przecież tu jest, i to jest ośrodek interwencyjny, więc jest czynne 24 godziny na dobę. 

Dzwonię, przełykam ślinę. 

– Halo? – odbiera zaspany głos. 

– Dzień dobry, chciałbym porozmawiać z psychologiem – wyznaję łamiącym się głosem. 

– Ale jest wirus i my nie przyjmujemy. 

– Aha. 

Pisarze od kuchni 

W zbiorze Wiosnę odwołano przedstawione zostają historię ludzi wykonujących różne zawody. Ale to tylko pozory – za sprawą swoich dzienników każda z tych osób staje się kimś znacznie więcej – autorem, twórcą. 

Pisząc o pandemii, o sposobach radzenia sobie z nią i z jej skutkami, twórcy wpuszczają nas do wyjątkowego świata, pokazując odmienność perspektyw. Ci bardziej doświadczeni w pisaniu zauważają często, jak ogromny wpływ pandemia ma na nas samych i na to, jak zmienia się pod jej wpływem nasze życie.

Zacierają się ramy i granice, a nieznośna lekkość bytu jest lżejsza niż jeszcze kilka miesięcy temu… Ale też zdecydowanie mniej nieznośna… – pisze Iwona Czerwińska w swoim tekście Mniejsza apokalipsa

Czerwińska zauważa także, że czas się rozlazł. W świecie pandemii zegarek przestał mieć jakikolwiek znaczenie, ponieważ każda z godzin i każdy spośród dni jest taki sam. Pozornie zyskując dodatkowe godziny, jednocześnie je utraciliśmy na rzecz czasowej próżni, w której się znaleźliśmy. To może męczyć, ale może także inspirować .

Ludzie właśnie teraz potrzebują radości, humoru i oderwania od rzeczywistości, z którą nie każdy sobie dobrze radzi. Terapia śmiechem to podstawowe, choć raczej tymczasowe remedium na strach i bolączki rodaków – odnotowała z datą 23 kwietnia Lidia Kowalczyk, która zapisuje się również na szkolenie z pisania komediodramatów. 

Czas pandemii spędza, odświeżając znajomość angielskiego, ćwicząc pisanie scenariuszy i wygrywając literackie konkursy. Kowalczyk zauważa, że do szczęścia nie potrzeba dużo – wystarczy wiedzieć, gdzie należy szukać. 

Mój 85-letni Dziadek zaczął pisać wiersze. A w zasadzie dyktować, bo nie widzi. Siedzi w fotelu i dyktuje na przemian mojemu Ojcu lub Mamie swój młodopolski poemat o Śnieżnych Kotłach – zauważa w maju Paweł Bień, autor tekstu Silva rerum

Zupełnie inaczej z codziennością radzi sobie Małgorzata Mazana, która w dzienniku Pa(nde)miątka ubytkowania opisuje swoje codzienne troski, które nie znikają wraz z zamknięciem sklepów i przekształceniem szpitali specjalistycznych w tymczasowe placówki jednoimienne. 

Mój dziennik jest kompromisem między tym, co mogłoby być, a tym, czego nie ma. To, co mogłoby być, to dobry tekst. To, czego nie ma, to czas na pisanie dobrego tekstu – pisze Mazana, jednocześnie kolejny raz przywołując w antologii problem czasu. – Czasu na pisanie tekstu podczas pandemii nie przybyło. Po prostu ubył gdzie indziej. Ten dziennik jest zatem na temat ubywania. 

Małgorzata Mazana próbuje znajdować czas na pisanie. Boi się jednak postawić pierwszy znak. Obawia się, że gdy zacznie, okaże się, że musi już skończyć – bo skończy się także czas, który na pisanie w czasie pandemii może poświęcić. 

W wyzwaniu #hot16challenge Prezydent RP walczył z ostrym cieniem mgły. Mariusz Sambor zaczyna swój dziennik zaś od słów: Mgła wyżarła całą prozę. Codzienne „rozpraszacze" dokuczają Alicji Lampie, próbującej pogodzić pisanie z życiem domowym, aktywnościami innych domowników i krążącymi po głowie pytaniami. 

Piszę, ale skupić się nie mogę, coś szeleści, coś przekłada. […] Pada pytanie, moja wena do pisania o poezji też pada – dodaje Lampa w tekście Areszt na dziewiątym piętrze.

Po początkowej radości z możliwości chodzenia w dresie cały dzień, nawet pisarze zauważają, że przymusowa alienacja prowadzi do ogromnego dyskomfortu. 

365 dni reżimu sanitarnego 

Rok 2020 nie był rokiem łatwym. Po wiosennym marazmie i zachowywaniu reżimu, powróciła także i wiara. Wiara, jak się okazało w listopadzie, zgubna, bo pomimo zerwania 365 dni kartek z kalendarza, pandemia nie odpuściła.

Przekonaliśmy się, że chociaż żyjemy w XXI wieku, nie zawsze możemy w pełni panować nad sytuacją. A oddech czy bliskość drugiego człowieka mogą... być niebezpieczne. 

2020 był rokiem pełnym bólu i niepewności o jutro. Rokiem, w którym naprzemiennie traciliśmy i zyskiwaliśmy status ludzi, z jednej strony zamykając się przed bliźnimi (nie działamy, jest przecież covid!), z drugiej – tworząc balkonowe koncerty i zbierając datki na służbę zdrowia. Miniony rok sprawił też, że możemy stać się silniejsi. Pod warunkiem, że wyciągniemy naukę z ostatnich 12 miesięcy. Okazją do uczestnictwa w takich lekcjach może być lektura książki Wiosnę odwołano. Antologia dzienników pandemicznych.

Książkę Wiosnę odwołano kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Warto przeczytać