Z filmu "Różowa Pantera" zapamiętamy tylko muzykę...

Autor: Marta Surowiecka

Animowana pantera i inspektor stanowią wyjątkowo zabawny duet brykający po ekranie w rytm dobrej, wpadającej w ucho muzyki, którą w przeciwieństwie do filmu zapamiętamy.

Różowa pantera – opis filmu

To szara i płytka jak letnia kałuża komedyjka. Parę gagów, spośród których kilka już widzieliśmy. Na przykład motyw ze szpitalnym łóżkiem na pilota, który nieumyślnie naciska pechowy bohater, wskutek czego łóżko zmienia pozycje i jeszcze bardziej rani pacjenta lub strącony przedmiot, który spadając, tratuje wszystko po drodze. Znamy również parkowanie samochodu i niszczenie sąsiadujących aut. To wszystko już gdzieś było. Skądś to znamy.

Czytaj także: Miasto Gniewu – zdobywca trzech Oscarów!

Film Różowa Pantera to odgrzewane danie, na które wcześniej napatrzyliśmy się, aż zdążyło wystygnąć. Blasku i smaku całości próbuje dodać występująca w jednej z ról piosenkarka Beyonce Knowles. Nie można odmówić tej aktorce urody. Jej obecność na ekranie emanująca seksapilem przyćmiewa wątek historii. Uwagę przykuwają bujne kształty, opalona skóra, piękne włosy, bajeczny uśmiech. Istne lody czekoladowe z bitą śmietaną! Przez chwilę można poczuć, jakby miało się przed sobą okazały deser. Zaczynamy się nim delektować. Robi się tak słodko i błogo...

Czytaj także: Tropiciel. Miejmy tylko nadzieję, że nie będzie drugiej części...

Ale to chwilowy zawrót głowy, gdyż aktorka na ekranie obecna jest niezwykle krótko. Czasem gdzieś przemknie, lecz głównie mamy do czynienia ze Steve Martin’em, Jean’em Reno i Kevin’em Kline. Można więc obejść się smakiem.

Różowa pantera – obsada

Martin kręci się w kółko, a właściwie drepcze w miejscu (szukając tytułowego kamienia – Różowej Pantery) popełniając niezbyt śmieszne gafy powodujące, iż odnosi się wrażenie, że inspektor jest upośledzony umysłowo. Reno drepcze u jego boku, strugając nieco inteligentniejszego kretyna. Kline cieszy się z ich głupoty, mając zamiar kosztem nieudaczników rozwinąć swoją karierę.

Różowa pantera – recenzja filmu

Widz nie poznaje bliżej bohaterów filmu Różowa Pantera, nie ma okazji określić się wobec któregoś z nich. Inspektor Clouseau (Martin) wzbudza raczej żal i rozdrażnienie, niż sympatię. Dreyfus (Kline) miał być chyba tym złym. Jednak zbyt mało w nim sugestywnych negatywów, a jego masakrowane nieustannie przez detektywa ciało i uleganie różnym wypadkom nie pozwalają opowiedzieć się przeciwko niemu. Nuta smutku pojawia się, gdy Clouseau dowiaduje się, że został zatrudniony ze względu na swoją nieudolność, a nie umiejętności i talent.

Czytaj także: Jasminum. Klasztorny świat pełen magicznych zapachów

Można by ten wątek trochę zaakcentować, pokazać jakąś łezkę w oku bohatera, dać mu do powiedzenia jakieś słowa chwytające widza za serducho. A tu nic. Kretyński uśmiech, sztucznie wygimnastykowana błazeńska mimika twarzy rozwiewa nadzieję na emocjonalne zaangażowanie się w oglądaną historyjkę. Choćby się chciało, nie można nawet współczuć. Z całego filmu najbardziej podobała mi się rysunkowa czołówka z napisami. Animowana pantera i inspektor stanowią wyjątkowo zabawny duet brykający po ekranie w rytm dobrej, wpadającej w ucho muzyki, którą zapamiętamy – w przeciwieństwie do filmu.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.