Każdy chodzi po górach z własnych przyczyn. Wywiad ze Sławomirem Matczakiem

Autor: Patryk Obarski

Każdy chodzi po górach z własnych przyczyn. Każdy ze wspinaczy ma swoje własne powody, by wspinać się i wędrować. Żeby zrozumieć sens wędrówki, trzeba po prostu samemu jej spróbować – mówi Sławomir Matczak, autor książki Bistari.

Sławomir Matczak autor

Pisanie jest jak górska wyprawa?

Chyba trochę tak, bo też wychodzi się w nieznane. Gdy zacząłem pisać, nie wiedziałem, jak będzie wyglądała książka. Podobnie jak na wiele górskich wyjazdów, tak i na napisanie książki, namówiono mnie. Nie wiedziałem za bardzo jak, wiedziałem jedynie, że chcę opowiedzieć historię.

W podróży człowiek musi mieć w sobie nieco samozaparcia, by w końcu się spakować i wyruszyć, jednak kiedy to nastąpi, to po prostu idzie się, aż dotrze do ostatecznego celu. Podobnie jest chyba także z pisaniem – kiedy już się zacznie, to kontynuuje się tę przygodę, aż dotrze się do jej kresu.

Czy ważniejsze jest zatem osiągnięcie szczytu od samej próby zdobycia go?

Jestem zwolennikiem takiego podejścia, które mówi, że znaczenie ważniejsze od samego osiągnięcia konkretnego szczytu, jest wędrowanie. Może to kontrowersyjne, ale znacznie bardziej wolę wędrować niż osiągnąć w tej wędrówce jakiś konkretny cel – piszę o tym w swojej książce: należy potrafić odczytać drogę, która się przede mną wije. Uważny wędrowca wie, że to droga nas dokądś prowadzi i to ona ustala zasady podróży, a nie my, którzy chcemy gdzieś dojść.  Poza tym warto zastanowić się, po co tak naprawdę chcemy dotrzeć na jakikolwiek szczyt. By zobaczyć widoki? By sprawdzić samych siebie?

W ten sposób, jasne, wejdziemy na szczyt góry, ale tego, co naprawdę ważne, nie zobaczymy.

Co jeszcze jest ważne w wędrówce?

Myślę, że przede wszystkim warto być otwartym. Mówię o tym w Bistari – otwartość i akceptacja to podstawowe słowa, które pozwalają żyć, nie tylko w górach. Przez akceptację rozumiem przyjmowanie tego, co było, ale też godzenie się na to, co dopiero będzie.  Nawet przykre chwile powinniśmy przyjąć, zrozumieć, a wędrując po górach, powinniśmy być gotowi na akceptację niespodziewanego. To zresztą jest chyba najpiękniejsze w podróży.

Wspinacz musi zaakceptować potęgę góry?

Też. Decydując się na wspinaczkę, trzeba zrozumieć, że nierzadko góra bywa od nas mocniejsza. To góra zgadza się na to, żeby mnie przyjąć, a nie ja na to, by ją zdobyć. Jestem wspinaczem starej daty, dla mnie Tatry czy wyższe góry były zawsze czymś magicznym, a nie jedynie obiektem sportowym.

W podobnym tonie piszę o wspinaczce w mojej książce – chociaż czasem ciężko jest się pogodzić z przegraną, warto to zrobić, by czerpać z konkretnej wędrówki lekcję.

A co z potęgą pisania? Można przysiąść i po prostu napisać książkę?

Ja zacząłem pisać, nie wiedząc, dokąd tak naprawdę dojdę. Powiedziałem sobie: „Idziemy, zobaczymy!”. Stworzyłem postacie i przygody. Moje zadanie było o tyle prostsze, że bazowałem na moich własnych wyprawach. Ktoś kiedyś powiedział, że pisarz jest złodziejem historii – własnych i cudzych. Ja ukradłem swoje historie, powróciłem do nich.

Więc dlaczego powieść oparta na faktach, a nie dziennik z wypraw?

Nie stworzyłem pamiętnika, żeby zachować pewną intymność i nieco rozdzielić życie prywatne od tego literackiego. Co jednak ciekawe, do tego, by opisać swoje doświadczenia, namówili mnie znajomi. Górskich przygód było naprawdę sporo, więc miałem w czym wybierać. Dzięki temu, że zdecydowałem się na fikcję literacką, nie przepisywałem historii, a budowałem historię pewnego człowieka od nowa.

Każde wędrowanie prowadzi do budowania pewnej historii – naszej wewnętrznej. Jest to tworzenie indywidualnych historii każdego z nas?

Wydaje mi się, że w pisaniu, podobnie jak w wędrowaniu po górach, ważna jest droga, która nas prowadzi. To, jakie ścieżki wybierzemy, kształtuje naszą historię. Ja się dopasowuję do drogi: wędruje tak, jak mnie niosą nogi, piszę tak, jak pozwala mi wyobraźnia.

Dla mnie niezwykle ważne jest, by patrzeć z dystansem na historię, odbieraną przez nas często osobiście. Stąd też ucieczka od literatury non-fiction. Trudno oddzielić historię od emocji. Często jedno przesłania drugie i ciężko jest odczytać, co jest faktem, a co jedynie wrażeniem lub wyobrażeniem. I to też jest w mojej książce.

W górach wszystko może się zdarzyć?

Będąc bardzo młodym, lubiłem się wspinać bez asekuracji. To było dla mnie zawsze największe wyzwanie. Zawsze wiedziałem, gdzie idę, byłem przygotowany na to, co może czekać na mnie na ścianie, ale była to swoista „czystość wchodzenia” związana z ogromnym skupieniem i silną adrenaliną – wtedy miałem wrażenie, że bezpośrednio dotykam potęgi gór. Pamiętam, jak w młodości przeszedłem południową ścianę Zamarłej Turni czy filar Koziego Wierchu bez asekuracji – było to brawurowe. Zdarzało mi się, że się wycofywałem, że zmieniałem kierunek, bo coś mówiło mi: „Nie idź tam”.

W moim życiu przez te wszystkie lata wiele się zmieniło i dziś zdecydowanie bym tego nie zrobił. Ale to nie oznacza, że teraz tego żałuję. Nie, wspominam ten czas z rozrzewnieniem – fajny był ten czas, bo byłem na tyle odważny, by śmiać się losowi w twarz. Dziś dziękuję Opatrzności, że mnie zachowała! Nie należy żałować młodości, ale wyciągać z niej lekcje. Myślę, że to ważne we wspinaczce, a na każdym etapie życia jest czas na podejmowanie swoich wyzwań.

Może więc nawet największy samotnik potrzebuje towarzysza dla bezpieczeństwa?

We wspinaczce jest jak przy pisaniu. Pozornie jesteśmy całkiem sami, ale to wszystko nie udałoby się, gdyby nie osoby, które nam nieustannie towarzyszą w wędrówce.

Jest taka zasada w górach, że pierwszy na linii jest bohaterem, drugi zna życie. Asekurujący zna życie, a pierwszy zdobywa ściany. Z pisaniem jest podobnie – człowiek pisze, a później ktoś to pisanie musi zweryfikować czytając.

W czasie mojej literackiej podróży spotkałem pięknych ludzi. Jestem niezmiernie wdzięczny pani Barbarze Korczak, mojej dawnej polonistce, która stała się towarzyszką przy tworzeniu Bistari i czytała (oraz poprawiała czerwonym długopisem!) pierwsze wersje tej historii. Istotną rolę odegrały także redaktorka książki Monika Kasperek-Rucińska i Ania Wiśniewska, która stworzyła ilustracje do mojej książki.

Więc zawsze potrzebna jest druga osoba, która asekuruje i wspiera?

Zdecydowanie zawsze – niezależnie od sytuacji – potrzebna jest druga osoba, która zna życie. I przy wspinaczce, i przy pisaniu książki potrzebny jest dobry partner, który cię asekuruje. Jasne, są momenty, kiedy wychodzi się na wspinaczkę samemu, ale często potrzebne jest wsparcie.

To porównanie pisania do wędrowania powraca i w książce, i w naszej rozmowie.

Bo i pisanie książki było dla mnie jak długa wędrówka – wielodniowa, czasem nieco wyczerpująca. Kiedy natomiast ostatecznie udało mi się dotrzeć do końca, okazało się, że miejsce docelowe wygląda zupełnie inaczej, niż się spodziewałem!

Dochodzimy do pewnego finału, a potem zostaje nam tylko zakrzyknąć: „Wow, to już jest koniec!”.

Pod koniec pisania, podobnie jak pod koniec wędrówki, człowiek zrzuca z siebie bagaż niepokoju, tęsknoty, wędrówki, niepewności wobec tego, co będzie. To jednocześnie nie znaczy, że należy usiąść – nie, po krótkim odpoczynku należy wstać i iść dalej. Dalej przemierzać nieznane.

Cały czas trzeba walczyć?

Jeśli zdecydujemy się zrobić krok, to trzeba później zrobić kolejny. Pamiętam, kiedy w czasie jednej z wędrówek Nepalczycy pokornie czekali pod blachą falistą po trzęsieniu ziemi i akceptowali to, że ich dotychczasowy świat całkowicie się zawalił – zginęli ich bliscy, zniszczeniu uległy domy. Wiedzieli jednak, że w następnym życiu będzie im lepiej.

Nepalczycy akceptowali rzeczywistość, całkowicie się jej poddając. Ja się akurat nie mogę pogodzić z poddawaniem się. Kiedy nie mogę zrobić czegoś w jeden sposób, próbuję w inny. I myślę, że o to chodzi w górskiej wspinaczce.

To, co cenię w Nepalczykach, to pokora, której mają w sobie bardzo wiele. Powinniśmy się uczyć od nich pokory wobec żywiołów i wobec gór – Nepalczycy wiedzą, że to właśnie góry są większe od ludzi i wychodzą z założenia, że to góry pozwalają nam się wspinać, a nie my pozwalamy sobie na zdobywanie szczytów.

Wędrowanie po górach to czas na refleksję?

Zdecydowanie. Kiedy jest się na wysokości, kiedy chodzi się po górach, człowiek uświadamia sobie, że wszystko to, co zostawiamy na dole, tak naprawdę nie jest aż tak bardzo istotne. Codzienne życie staje się malutkie, niedostrzegalne.

Wydaje mi się, że nawet chodzenie utartymi, znanymi nam szlakami, może prowadzić do tego, by zobaczyć, że nawet największe nasze problemy, są często w gruncie rzeczy niewiele znaczące.

Wielu z nas w dzisiejszym świecie wydaje się, że potrafi już wszystko, że może wszystko. Jednak kiedy stajemy przed górą i widzimy, jak wiele wymaga ona od nas wysiłku, okazuje się, że już wcale nie jesteśmy tacy wszechmocni. Góry uczą nas niezwykłej pokory.

A jak wędrować w czasie pandemii?

Myślę, że wszystko tkwi w nas. Kiedy wszyscy byli zmęczeni siedzeniem w domu z powodu pandemii, ja byłem zmęczony… od wędrowania. Wędrowałem w swojej książce, odnajdywałem swoje stare notatki, pisałem kolejne rozdziały. Zaakceptowałem, że jest pandemia i nasze życie się zmieniło, ale nie znaczy to, że popadłem w marazm. Przekułem nową sytuację w nową przygodę. Okazało się, że nawet w pandemii można wędrować.

Myślę, że warto podnosić się i próbować kolejny raz – pomimo wszelkich kryzysów, które spotykają nas w życiu. Zdarzają się dramaty i tragedie, nie powinniśmy im jednak całkowicie podporządkowywać swojego życia. Niejednokrotnie w czasie wspinaczki górskiej otarłem się o śmierć, a później zastanawiałem się: „dlaczego nie zginąłem?”.

Więc po co chodzimy po górach, mimo takich zagrożeń?

Każdy chodzi po górach z własnych przyczyn. Każdy ze wspinaczy ma swoje własne powody, by wspinać się i wędrować. Żeby zrozumieć sens wędrówki, trzeba po prostu samemu jej spróbować. Wydaje mi się, że każdy, kto wędruje, wie, po co to robi. Jeśli ktoś zaś nigdy nie wziął udziału w wyprawie, będzie zachodził w głowę, dlaczego inni narażają własne życie.

Bez motywacji nie ma sensu wdrapywać się na szczyty?

Najważniejsze, by zrobić pierwszy krok. Trzeba spakować się i wyruszyć, później już idzie z górki. Jeśli nie zrobi się tego kroku, nasz pociąg odjedzie, a my zostaniemy sami na peronie. Musimy mieć zachętę, by wstać i wyjść, zrobić ten krok. Nie szukajmy jednak motywacji usilnie, ten moment zawsze kiedyś nadejdzie sam – on dojrzewa w nas, a kiedy będzie gotowy - odezwie się.

Pisze Pan, że w wędrowaniu trzeba „być niecierpliwym i dociekliwym”. Niecierpliwość może być dobrą cechą? Przecież „bistari” (z akcentem na drugie i) oznacza…

Powoli. No tak, jak się idzie szybko po szlaku, często nie zauważa się wielu ważnych wskazówek, które pokazują nam góry. Jak się idzie szybko przez życie, to też często wielu rzeczy nie dostrzegamy. Wydaje mi się, że taka jest młodość. Będąc w górach Nepalczycy często mówili do mnie: „bistari”, czyli powoli. I chyba faktycznie warto zwolnić.

Gdy idzie się szybko, od razu można dojść do celu. Ale wtedy człowiek niezwykle się męczy. A kiedy idzie się powoli, bistari, możemy przejść nawet dwa tygodnie i nie poczujemy, że coś nas boli. Życie w biegu, podobnie jak szybka wspinaczka, to chyba nie jest najlepsze rozwiązanie. Lepiej robić coś bistari i obserwować, jak życie się toczy. I chociaż będą cię potrącać, bo idziesz tym wolno, nie należy się tym przejmować.

Ostatecznie góry mogą doprowadzić nas na skraj wytrzymałości, ale – jak mówi do Baflowa Żonka – ostatecznie często jest „ciężko, ale warto”?  Podobnie z pisaniem?

Pisanie nie było trudem, ale wymagało wiele pracy. Jednak później, kiedy przekazałem książkę swojej żonie, dzieciom czy znajomym z górskich szlaków, radość, jaka odmalowała się na ich twarzach, wynagrodziła wszelkie trudności.

Więc tak, na pewno warto. Zawsze warto robić coś, nawet popełniać błędy – bo i na nich czegoś się uczymy. Wszyscy mamy wątpliwości, popełniamy błędy, bo to określa nas jako ludzi. Zachęcam czytelników do tego, by w tych wszystkich sytuacja zobaczyli siebie samych.

Książkę Bistari kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.