Opowieści pomagają mierzyć się z nieznanym. Wywiad z Pauliną Kuzawińską

Autor: Sławomir Krempa

– Klasyczna „wyprawa bohatera” to historia, w której bohater opuszcza swoją strefę komfortu, żeby stawić czoła nieznanemu i zmierzyć się z doświadczeniem śmierci, zagrożenia oraz straty. Powraca odmieniony i wzmocniony tym, co przeżył, ponieważ pokonał swój strach. Takimi opowieściami dzielono się kiedyś przy ognisku, takie historie opowiadane są również teraz – mówi Paulina Kuzawińska, autorka powieści Dama z woalką – trzeciego tomu cyklu o Madeline Hyde. 

Londyn przed Bożym Narodzeniem był w XIX wieku piękny? 

Myślę, że taki właśnie był w oczach ówczesnych mieszkańców, rzecz jasna zwłaszcza tych z uprzywilejowanych klas wyższych.

Ale nie jest to urok, jaki dobrze znamy choćby ze współczesnego kina czy grudniowych wizyt w City.

To raczej urok licznych kolędników, kwestujących dam, rautów organizowanych na rzecz ubogich, ręcznie malowanych lalek i drewnianych dziecięcych zabawek. A także – z naszej współczesnej perspektywy – po prostu głęboki, nostalgiczny urok przeszłości.

W Damie z woalką – trzeciej części cyklu o arystokratce z detektywistycznym zacięciem, Madeline Hyde – Londyn to jednak tylko epizod. Przede wszystkim przenosimy się na Wzgórze Mgieł. A Madeline raczej nie ma okazji nacieszyć się atmosferą zbliżających się świąt.

W Damie z woalką świątecznej atmosferze, którą chciałaby stworzyć Madeline, zagraża ukrywający się na wrzosowiskach morderca. Z drugiej strony, przy okazji bożonarodzeniowego spotkania przy stole ożywają dawne wspomnienia, sympatie i animozje pomiędzy domownikami. I one również sprawiają, że atmosfera świąt zostaje podszyta pewnymi niedopowiedzeniami.

Pisze Pani w powieści o Wzgórzu Mgieł jako o jednym z miejsc, które przechowują przeszłość. To tylko figura retoryczna? 

Niekoniecznie. Sądzę, że prawie każdy z nas ma swoje własne „miejsca pamięci”. Miejsca, które wiążą się z ważnymi dla nas przeżyciami i które za każdym razem, kiedy je odwiedzamy, wywołują w nas pewne wspomnienia. To także zakamarki naszej podświadomości, w których przeszłość pozostaje wiecznie żywa.

W każdym domu są też takie pokoje, których lepiej nie otwierać. 

Myślę, że rzeczywiście tak jest w wielu domach. Takie „pokoje” to na przykład trudne tematy, które nigdy nie są w domu poruszane. Wiele rodzin skrzętnie ukrywa swoje ponure tajemnice, które bywają bardzo pilnie strzeżone przed światem na zewnątrz. Czasem jest to nałóg któregoś z domowników, czasem choroba czy fakt istnienia w domu przemocy. Na szczęście w ostatnich czasach mentalność w tym zakresie powoli ulega przemianie. Coraz więcej osób rozumie, że tylko naruszając istniejące w domu tabu można przerwać pewne toksyczne mechanizmy, które wyrządzają wiele zła.

Nie ma lepszego tła dla powieści gotyckiej niż samotne domostwo wśród mgieł na wrzosowiskach?

Dla mnie jest to idealna sceneria – mroczna, mglista i tajemnicza. Tworzy poczucie swoistego odrealnienia. Dzięki temu wszystko wydaje się w niej możliwe.

Choć nadal gra Pani z konwencją, nadal nieco Pani przerysowuje, tworząc swoisty pastisz powieści gotyckiej, nadal w powieści świetną zabawą jest odnajdywanie literackich tropów i nawiązań do powieści z epoki, to Dama z woalką wydaje się bardziej mroczną niż wcześniejsze tomy serii.

Faktycznie chyba taka jest. Może dlatego, że tym razem mrok nie pochodzi jedynie z zewnętrznych wydarzeń, takich jak zbrodnia na wrzosowiskach, ale wypływa ze środka bohaterki. Z jej wspomnień, z jej nierozwiązanych traum. To ciężki bagaż, z którym trudno jej rozpocząć nowe życie tak, jakby tego pragnęła. Mam nadzieję, że ten ciężar przekłada się na atmosferę powieści.

Nie, ale – inaczej niż w przypadku poprzednich tomów serii – miałem wrażenie, że nie tęskni już Pani za czasami, gdy świat miał przed ludźmi zdecydowanie więcej tajemnic niż dzisiaj?

Tęsknię. Myślę, że to jedna z przyczyn, dla których piszę. Brakuje mi świata, w którym człowiek uważałby się za cząstkę jakiejś większej tajemnicy, a nie za pana i władcę naszej planety. Od zawsze fascynowały mnie wyprawy dawnych podróżników. Trochę brakuje mi czasów, w których tak wiele było jeszcze do odkrycia, kiedy nawet pojedynczy człowiek mógł wnieść ogromny wkład do wiedzy o świecie. Dziś to raczej niemożliwe. Dostęp do informacji jest tak łatwy, że chyba przez to jesteśmy pod tym względem odrobinę zblazowani.

We wcześniejszych książkach o Madeline wyraźnie widoczny był też ten urok XIX wieku, związany ze strojami, obyczajami, zajęciami, takimi jak seans spirytystyczny, teraz dostrzegamy dużo więcej wad tego okresu. Jak choćby ta, że młoda kobieta nie mogła praktycznie o sobie decydować, będąc zależną przede wszystkim od ojca.

To przypomina, jak wiele zawdzięczamy feministkom, począwszy od ruchu sufrażystek, który był w Wielkiej Brytanii brutalnie tłumiony. Wcześniej kobiety nie były pełnoprawnymi członkami społeczeństwa. To mężczyźni w przeważającej mierze decydowali o ich życiu

Jedynym sposobem na wyrwanie się spod kurateli ojca mogło być dla kobiety małżeństwo. Tyle, że szanse na nie mógł przekreślić skandal lub chociażby skandalik, podobny do tego, który stał się udziałem Madeline.

Wielkie znaczenie przywiązywano do nienagannej opinii i do postępowania w sposób, który pochwalało społeczeństwo. Towarzyski ostracyzm mógł być surową karą dla młodej kobiety, gdyż według ówczesnych standardów jej szansy na realizowanie się w życiu upatrywano wyłącznie w „odpowiednim” małżeństwie.

Stygmatyzować, wykluczać z towarzystwa mogły też pewne choroby, na jakie cierpiano...

Ogromnym tabu były w szczególności choroby psychiczne, do których zaliczano między innymi padaczkę. Według informacji, na które się natknęłam, jeszcze w 1979 roku w Wielkiej Brytanii istniało prawo które zakazywało osobom cierpiącym na epilepsję zawieranie małżeństwa.

Madeline, próbując oswoić swoje lęki, koszmary, sięga po literaturę. Konkretnie – po Opowieść Wigilijną.

Opowieści pomagają mierzyć się z nieznanym. Klasyczna „wyprawa bohatera” to historia, w której bohater opuszcza swoją strefę komfortu, żeby stawić czoła nieznanemu i zmierzyć się z doświadczeniem śmierci, zagrożenia oraz straty. Powraca odmieniony i wzmocniony tym, co przeżył, ponieważ pokonał swój strach. Takimi opowieściami dzielono się kiedyś przy ognisku, takie historie opowiadane są również teraz.

Dzisiaj też literatura pozwala nam oswoić pewne sprawy? 

Zdecydowanie tak. Uczestniczymy w opowieści na zasadzie empatii i dzięki temu możemy „przeżyć” pewne wydarzenia, odczuć pewne emocje bez opuszczania wygodnego fotela. To tak, jakbyśmy spędzali czas w symulatorze lotów, który pozwala nam oswoić się ze sterami.

Co zatem może pomóc oswoić Dama z woalką i cały cykl o Madeline Hyde? 

Nie chciałabym dawać jednoznacznej odpowiedzi. Wydaje mi się, że to akurat zawsze zależy od czytelnika. Odbieramy świat w różny sposób i różne mamy doświadczenia. Ale prawie wszyscy posiadamy takie „zamknięte pokoje”, o których mówiliśmy wcześniej, i do których wolelibyśmy nie zaglądać…

Skończyła już Pani z Madeline?

Na ten moment tak. Ale czy definitywnie? To się okaże.

Książkę Dama z woalką kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Dama z woalką
Paulina Kuzawińska

Warto przeczytać