Gałęziste

Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 2019-11-13
Kategoria: Horror
ISBN: 978-83-7731-340-4
Liczba stron: 450
Ilustracje: Michał Lorenc

Ocena: 4.75 (28 głosów)
Inne wydania:

Nowa, ulepszona wersja powieści, która zdobyła Nagrodę Czytelników Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego!

Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz… i w co do tej pory wierzyłeś.

Jest taki dom, w którym nie chciałbyś spędzić nocy. Z jakiegoś powodu ciemność w nim jest inna. Jeszcze bardziej złowroga niż gdziekolwiek indziej.

Jest takie jezioro, w którym mieszkają nieumarli. Ich przewaga nad Tobą jest prosta – oni nie potrzebują nabierać powietrza.

Jest taki demon, o którym wolałbyś nie wiedzieć. Niematerialne uosobienie zła, przed którym nie sposób uciec.

Jest takie miejsce, w którym znajdziesz ten dom. Miejsce, które skrywa też to jezioro, miejsce, w którym ten demon był od zawsze. To las. Las, w którym za nic w świecie nie chciałbyś się zgubić. Kiedy już raz do niego wejdziesz, nie pozwoli Ci wyjść.

Jest taka historia, której nie chciałbyś poznać. Opowieść, która Cię zaintryguje, zaskoczy i przerazi do szpiku kości. Powieść grozy na baśniowych ziemiach Suwalszczyzny, z zaskakującym zakończeniem godnym mistrzów gatunku.

Odważysz się?

W porównaniu z pierwowzorem tekst powieści został gruntownie przeredagowany, poprawiony, okraszony klimatycznymi ilustracjami oraz uzupełniony o rozbudowane posłowie.

Tagi:

Kup książkę Gałęziste

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Gałęziste

Avatar użytkownika - kamila9314
kamila9314
Przeczytane:2019-10-14, Przeczytałam, Mam,

Karolina i Tomek-para z Warszawy, postanawia odpocząć od zgiełku miasta i spędzić ze sobą trochę czasu. Ona to skromna i spokojna bardzo silnie wierząca w Boga katoliczka, on natomiast to ateista, którego sposobem na życie staje się negowanie wszystkiego, a do większość spraw podchodzi zupełnie bezstresowo. Wspólne chwile maja zbliżyć ich do siebie i pomóc w odbudowie relacji. Na cel obierają Suwalszczyznę. Piękny i malowniczy region nie wita ich jednak z otwartymi ramionami. Podróż która miała być odpoczynkiem już od pierwszych chwil zaczyna się trudnościami. A to dopiero początek serii niefortunnych zdarzeń pełnych zjawisk, których nie sposób zrozumieć, a tym bardziej wytłumaczyć. Czy wyjazd który miał był przyjemnym wypadem okaże się tragiczną pomyłką?

Ponad cztery lata temu Artur Urbanowicz zadebiutował na rynku wydawniczym słowiańską powieścią grozy pod tytułem „Gałęziste”. Fabuła osadzona została na ukochanej przez autora rodzinnej Suwalszczyźnie. Książka zdobyła „Złotego Kościeja”, została nominowana do Nagrody Literackiej im. Wiesława Kazaneckiego, jak również znalazła się w finałowej czwórce walczącej o Nagrodę Polskiej Literatury Grozy imienia Stefana Grabińskiego. W związku z tym mogłoby się wydawać że skoro powieść odniosła niezaprzeczalny sukces nie ma potrzeby jej ulepszać i udoskonalać. Nic bardziej mylnego. Autor nie osiadając na laurach postanowił wykorzystać zdobyte doświadczenie i powrócić do swojej debiutanckiej powieści. Tym sposobem książka zyskała wyrazistą okładkę, nowy zredagowany tekst, posłowie Krzysztofa Grudnka i klimatyczne ilustracje w wykonaniu Michała Loranca.

Niestety nie czytałam poprzedniej wersji książki ciężko jest mi się zatem odnieść do efektywności wprowadzonych poprawek, dlatego tez skupię się na swoich odczuciach związanych z ta wersją.
„Gałęziste” to świetna powieść grozy z dobrze przemyślaną wciągającą od pierwszej strony fabułą i nieprzewidywalnymi zwrotami akcji. Akcja która początkowo rozwija się powoli potem, zaczyna nabierać tempa by wreszcie pędzić na łeb na szyje, aż do zakończenia, które jest swoistym ukoronowaniem historii, kropką nad i .

Nie ma tutaj czasu na nudę. Czegoś takiego się nie spodziewałam, ale to właśnie nieprzewidywalność jest jednym z mocnych punktów tej powieści. Niczego nie jesteśmy pewni. Urbanowicz usypia naszą czujność. Cały czas ma sie wrażenie że coś umyka, brakuje jakiegoś kawałka układanki. Niczym wytrawny oszust wodzi nas za nos, by w najmniej spodziewanym momencie zaskoczyć, dzięki ciągłym zwrotom akcji, niedomówieniom i trzymającą w napięciu historią. W efekcie czytelnik nieustannie balansuje na granicy wiedzy, niewiedzy, domysłów i luk wypełnionych przez wyobraźnię.
Język nie jest zbytnio skomplikowany, pełen uproszczeń, co z jeden strony może irytować, z drugiej natomiast sprawia ze ksiązka staje się bardziej przystępna dla czytelnika.

Autor umiejętnie oddaje piękno drogiej mu Suwalszczyzny. Drobiazgowe, ciekawe i barwne opisy przenoszą nas w te niesamowite miejsca. Wszystko razem nadaje tej książce niepowtarzalny klimat przesycony niezwykłym pięknem ale i groza, lękiem i tajemnicą która pobudza wyobraźnię .

Kolejnym mocnym punktem tej książki są bohaterowie. Wyraziści, charyzmatyczni dopracowani. Przedstawieni na zasadzie kontrastu. Idealnie oddane skomplikowane relacje między główną parą bohaterów. Ich rozmowy głównie na temat religii, Boga i wiary pozwalają spojrzeć na nich zupełnie z innej strony, zgłębić ich rysy psychologiczne i uczestniczyć w dyspucie na tle konfliktu światopoglądowego. Co ważne dyskusje te pobudzają do refleksji, a poruszona relacja między religia a nauką tworzy pewien mistyczny, nowy wymiar książki. Bo historia przedstawiona w „Gałęziste” wymyka się schematom, to fantastyczna mieszanka mistycyzmu pod postacią słowiańskich mitów i lokalnych legend stanowiących punkt odniesienia, pięknych opisów przyrody i treści paranormalnych. Autor bardzo sprawie połączył wszystkie te wątki i wplótł w nie losy głównej pary.

Wspaniała opowieść o odwiecznych powiązaniu człowieka z przyrodom, o strachu i o prawdziwym „ja” w sytuacjach niedowyobrażenia.

Nie można zaprzeczyć że Gałęziste to historia niebanalna, pełna magii i sił przyrody. W której zatracona zostaje granica między tym co nierealne a tym co rzeczywiste.
Moim zdaniem pomysł na to by wydać jeszcze raz remake był świetnym pomysłem, bo to kawał solidnej literatury

Jeśli zatem chcecie wybrać się w podróż po mrocznych terenach Suwalszczyzny, poznać słowiańskie legendy, zobaczyć cmentarzysko Jaćwingów i doświadczyć całej gamy emocji to „Gałęziste” będą idealne,

Link do opinii
Patrząc na okładkę pierwszego wydania, a tego od Wydawnictwa Vesper, oczywiście jestem pod ogromnym wrażeniem tej drugiej. Świetnie nawiązujące do treści książki i uważam, że lepszej okładki być nie mogło. Poprzednia przyciągała moją uwagę, ale myślę, że ta już w ogóle przebiła wszystko i będzie zwracał na nią uwagę każdy. Żółtopomarańczowe oko, las, ciemność... Szczerze? Ma dreszcze, jak pomyślę o tym, co działo się w środku książki.  Mamy tutaj kremowe strony! Czyli coś, co lubię najbardziej, ponieważ przy białych stronach oczy nie tylko moje, ale i Wasze szybciej się męczą. Czcionka jest duża, dzięki czemu czyta się dobrze. Odstępy między wersami i marginesy zostało zachowane, literówek brak.  Co ważne, w lekturze pojawiło się kilka ilustracji, które świetnie przedstawiają wydarzenie, które ma miejsce w tym rozdziale. Myślę, że niektórym mogą podziałać na wyobraźnie, oj mogą... :)    Autora miałam okazje poznać ponad dwa lata temu, przy pierwszym czytaniu debiutu, Gałęziste od wydawnictwa Novae Res. Później spotkałam go osobiście na Targach Książki w Krakowie. I cały czas, bacznie obserwuję jego poczynania pisarskie i przyznam szczerze, że jestem pod wielkim wrażeniem. Widać, jak każda jego kolejna książka jest jeszcze lepsza od drugiej, mimo iż wydawać by się mogło, że lepiej się już nie da, a jednak. Patrząc na niedawną premierę Inkuba, zachwyty czytelników... Nie zostaje mi nic innego, jak trzymanie kciuków, by było tak dobrze i jeszcze lepiej - o ile się da.  Pióro, jakim posługuje się autor jest niebywale lekkie i sprawia, że czytelników wciąga się do granic możliwości i płynie wraz z akcją. Aż trudno się oderwać od tego, co nam przedstawił na kartach lektury. Cieszę się ogromnie, że miałam okazję poznać wydanie drugie, poprawione, przeredagowane. Pozwoliłam sobie na chwilę zapomnienia o tym, że pierwsze Gałęziste znam i dałam się porwać po raz drugi.    Nie mogłabym nie wspomnieć o dwójce głównych bohaterów, którzy niegdyś irytowali mnie ogromnie. Teraz... Chyba się do nich przyzwyczaiłam i przymknęłam oko na ich czasami nietypowe zachowania, kłótnie, co po niektóre w ogóle na siłę, jako w ich relacji. Chociaż i tak ich nie lubię. Są takimi osobnikami, z którymi nie chciałabym mieć do czynienia. Ale dzięki temu swojemu zachowaniu sprawiają, że historia ma sens i ciekawie się toczy.    Niektórzy narzekali na nadmiar opisów, które były rzekomo zbędne. Ja uważam, że wcale tak nie jest. Bo właśnie dzięki ciekawym, rozbudowanym opisom mogę poznać przyrodę Suwalszczyzny bliżej. Gdy przeczytałam dany fragment, zamknęłam oczy - widziałam to przed sobą. I to było piękne, dla takich chwil naprawdę opłaca się czytać książki. Artur w dodatku pisze na tyle ciekawie, że chce się to czytać mimo wszystko.    Kiedyś narzekałam na fantastykę, której szczerze nie lubiłam. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Lubię elementy fantastyki, takiej, jak np. w książkach Urbanowicza, ale nie lubię ciężkich, trudnych wręcz powieści tego gatunku, bo najzwyczajniej w świecie mnie to nudzi, a tutaj... było wprost przeciwnie. Wszystko było interesujące i wow, mimo iż chwilami przechodziły mnie ciarki...  Akcja ma swoje odpowiednie tempo, nie za szybkie, nie za wolne - w sam raz. I dodatkowo dopasowane do sytuacji, bo wtedy, kiedy chcielibyśmy, żeby coś szybko się skończyło, jest wprost przeciwnie... Klimat jest jak najbardziej, wiele mroku, tajemniczości kryje się na stronicach tej książki i myślę, że każdy zaciekawiony tą powieścią nie zostanie zawiedziony. Oryginalna fabuła sprawia, że książka staje się jedną z niewielu takich prawdziwych powieści, nieszablonowych.    Uważam, że słusznie książka dostała Nagrodę Czytelników Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego. Sama nawet głosowałam na nią i cieszę się, bo jest jej warta. Takich książek, jak pisze Artur, nie ma. Cenię autora za niesamowitą pomysłowość, pokręcone sytuacje, które naprawdę wciągała i potrafią sprawić, że ktoś z czytelników, będzie się bał. Nie leje się tu krew strumieniami, bo to nie o to chodzi. Myślę, że gdy tylko sięgniecie po tę powieść z pewnością przypadnie Wam do gustu. Ja wciąż jestem pod wrażeniem i czekam na więcej, a jakże by inaczej! :)
Link do opinii
Avatar użytkownika - jeke5
jeke5
Przeczytane:2019-09-22, Ocena: 5, Przeczytałam,

Po bardzo udanym spotkaniu czytelniczym z ,,Inkubem" Artura Urbanowicza postanowiłam sięgnąć po debiutancką powieść autora ,,Gałęziste", ale w nowej, poprawionej wersji.


Karolina Górska, drobna dziewczyna o ognistych włosach i dobrym sercu, studiująca psychologię i Tomek Wawrentowicz, dumny, dobrze zbudowany samiec alfa chorujący na cukrzycę wyruszają z Warszawy na wyprawę w okolice Suwałk. Po licznych przeciwnościach na drodze, w końcu docierają do celu i lokują się w domu w Białodębach, ale tak naprawdę ich przygoda dopiero się zaczyna...


Nie czytałam pierwszej wersji ,,Gałęzistych", dlatego nie mogę porównać obu wersji powieści, ale mogę stwierdzić, że autor w nowym wydaniu skutecznie bawi się z czytelnikiem, dokonuje nagłych zwrotów akcji, a fabuła nie nuży.  Opisy są zwarte, dialogi autentyczne i przez całą powieść miałam wrażenie jakbym znajdowała się w klimatycznym ciemnym borze zasnutym mgłą. Bohaterowie osaczeni mrokiem, nieokreślonym złem, przerażeni do szpiku kości pokonują baśniowe ostępy Suwalszczyzny, a wraz z nimi wędruje czytelnik i poznaje słowiańskie legendy, cmentarzysko Jaćwingów i piękną przyrodę. Tomek, Karolina i Anna wciąż odczuwają wokół siebie czyjąś obecność, mają wrażenie że w oddali stoi ,,coś" i gapi się na nich, przekrzywia twarz w złośliwym uśmiechu i podąża za nimi krok w krok. Jeszcze to ,,coś" ich nie dosięgło, nie dotknęło, ale czai się tuż, tuż... Nie wiedzą, czy to ich bujna wyobraźnia, zmęczenie wędrówką, głód i wycieńczenie psychiczne sprawia, że nie mogą odróżnić jawy od snu i balansują na granicy szaleństwa, czy rzeczywiście jakiś demon depcze im po piętach. Racjonalne tłumaczenie tego co przeżywają nie pomaga zapanować nad osaczającym ich strachem.


Powieść Artura Urbanowicza intryguje, zaskakuje klimatem, wzbudza lekki niepokój i działa na wyobraźnię. Wyjątkowy mrok, magia, słowiańskie rytuały, dziewicza wprost przyroda, a do tego lekki styl i zaskakujące zakończenie sprawiły, że bardzo dobrze czytało mi się tę powieść. Serdecznie polecam:)

Link do opinii

PRADAWNE ZŁO

Kilka tygodni temu trafiła do mnie książka, która premierę swą miała w 2015 roku. Wydało ją wydawnictwo Novae Res, a autorem jest Artur Urbanowicz. „Gałęziste” to debiut autora. Klimatyczny horror osadzony w realiach Suwalszczyzny.


Tomek i Karolina to para studentów, którzy tuż przed świętami wielkanocnymi wyruszają w podróż na Suwalszczyznę, która ma być dla nich zarówno ekscytującą przygodą , jak i próbą ratowania nieco już osłabionego związku. Karolina to pobożna kobieta, która dużą wagę przykłada do spraw wiary i swoich zasad. Zafascynowana przyrodą i intrygującymi zabytkami odnajduje w rejonie Suwałk mnóstwo miejsc, które ją zachwycają. Z kolei jej partner to osobnik gnuśny, irytujący i nie potrafiący cieszyć się z niczego, no może poza puszką piwa. Tomek jest cukrzykiem, a do swojej choroby i odpowiedniego dawkowania insuliny podchodzi w sposób lekkomyślny. Piękna wiosenna pogoda, malownicze wioski i piękne lasy, które są jednym z bogactw tamtych rejonów skłaniają do spacerów i ciekawych wycieczek. Nasi bohaterowie jednak wolą wszędzie, gdzie to tylko możliwe, przemieszczać się samochodem.


Od samego początku ich wyjazd obfituje w rozmaite perypetie. Gdy dojeżdżają do gospodarstwa agroturystycznego, w którym wynajęli lokum , okazuje się, że na miejscu nikogo nie ma. A to dopiero początek dziwnych i nie dających się logicznie wytłumaczyć zjawisk, których stają się świadkami. Drzewa, które do złudzenia przypominają ludzkie sylwetki . Las, który zdaje się zmieniać swoje położenie. Mieszkańcy wioski, którzy zachowują się w irracjonalny sposób to tylko niewielki ułamek przedziwnych wydarzeń. Co takiego kryje się w lesie? Czy to możliwe, że zamieszkuje w nim pradawny byt?


Od samego początku autor snuje opowieść pełną niedomówień. Prawda miesza się z sennym koszmarem. Zdarzenia, pozornie błahe, w miarę rozwoju akcji zyskują na znaczeniu. Groza narasta. To nie jest horror, który rzuca czytelnika na głęboką wodę. Akcja rozwija się powoli. Pewne wątki zdają się być podrzucanymi przez pisarza, ot tak, mimochodem. W lesie kryje się coś złego. Tajemnicza siła, która nie zdradza swych zamiarów. Bohaterowie błądzą gdzieś między marami i widzeniami, a prawdziwymi wypadkami. Nie wiedzą, co tak naprawdę jest autentyczne. I my także gubimy się w tym. Bardzo umiejętnie mieszane są wątki snów, marzeń i lęków. Fabuła, choć pozornie prosta, przenika między umysłami Karoliny i Tomka, niedopowiedzeniami, przywidzeniami. Bardzo podoba mi się styl prowadzenia narracji. Z jednej strony mamy typowe dla dwójki zżytych ze sobą postaci dialogi, kłótnie, drobne złośliwości i sprzeczki, a z drugiej poznajemy myśli, którymi nie chcą się między sobą wymieniać. Dzięki temu zabiegowi czytelnik ma podwójną okazję uczestniczenia w zdarzeniach : jako uczestnik i osoba stojąca z boku. To bardzo przemyślany i sprawny trik . Wnikamy w tę opowieść. Wraz z naszymi studentami błądzimy w tych lasach i boimy się ich. Prawda, do której powoli się zbliżamy, okaże się zaskakująca i przerażająca. Demony, które władają siłami przyrody. Pierwotne wierzenia, które sprawiają, że ciało przenika złowieszczy dreszcz. I ludzie, dla których lęk jest motorem napędowym ich działań.

Nastrój jest istotnym i jednym z najmocniejszych punktów tej powieści. Arturowi Urbanowiczowi udało się wykreować klimatyczną, lekko baśniową, mroczną historię, która nie opiera się na agresywnym atakowaniu czytelnika mordami, brutalnością i krwią. To misternie skonstruowana pieśń opierająca swe takty na tym, co niewypowiedziane, złowrogie, mistyczne. Atmosfera narastającego strachu, plejada przedziwnych postaci i wypadki, które mogą zachwiać poczuciem rozsądku każdego człowieka składają się na powieść niezmiernie interesującą i pasjonującą. Podoba mi się ta gra napięciem. Książka jest bardzo solidnie przemyślana i czyta się ją naprawdę bardzo dobrze. Wyważony klimat i ciekawe prowadzenie narracji przykuwają uwagę. Niekwestionowaną zaletą powieści jest osadzenie jej w naszych rodzimych realiach. Piękne bujne lasy, jeziora, stare młyny – Artur Urbanowicz włożył mnóstwo serca w pokazanie nam piękna i surowości swojego regionu. Osadzenie akcji na Suwalszczyżnie to strzał w dziesiątkę. Dla osób takich jak ja , które nie miały jeszcze w swym życiu okazji odwiedzenia tego regionu, to interesująca literacka podróż. Wierzenia i legendy tych miejsc pobudzą wyobrażnię każdego poszukiwacza przygód.


Wspomniałam o umiejętnie tworzonym przez autora napięciu i to napięcie, niestety,wytraca w końcówce książki. Myślę, że większa atmosfera niedopowiedzenia byłaby lepszym zwieńczeniem tej opowieści. Być może ten fakt wpłynąłby na niższą notę tej książki, gdyby nie to, że „Gałęziste” to debiut. I to bardzo mocny. Myślę, że jeśli ktoś debiutuje w tak udany sposób, to można więcej wyrozumiałości wykazać w krytyce. Najważniejsze jest, że finał okazał się dużym zaskoczeniem, a nawet jest nieco szokujący. Mnóstwo pozytywnych wrażeń wywołała we mnie ta lektura i z czystym sercem polecić mogę ją każdemu. Oryginalny pomysł, ciekawe miejsce akcji i dobrze stworzeni bohaterowie, którzy choć bywają irytujący, to dzięki temu są prawdziwsi. Bardzo dobra powieść, która na pewno dostarczy wrażeń miłośnikom tajemnic i wysublimowanej grozy. Oceniam na 5. Diabeł poleca.

Link do opinii

Tomek i Karolina, dwoje studentów z Warszawy, w wielkanocną przerwę świąteczną wybiera się na Suwalszczyznę w celu podratowania związku. Już od samego początku ich wyprawa nie przebiega szczęśliwie - najpierw cukrzyk Tomek dostaje ataku hipoglikemii, następnie okazuje się że gospodarstwo w którym mieli nocować jest kompletnie opuszczone...Co jeszcze czeka ich podczas tej podróży? Kim okaże się zjawiskowa Natalia i jej rodzina, u której otrzymają schronienie? I co ma z nimi wspólnego zaginiona jakiś czas temu w suwalskich lasach poznańska lekarka Anna Żukowska?


"Gałęziste" to mało straszny horror, co nie znaczy że fakt ten czyni z niego złą powieść. Wręcz przeciwnie, pojawiające się powoli niepokojące zjawiska paranormalne tworzą swego rodzaju układankę, którą rozwikłać może tylko najbardziej dociekliwy czytelnik. Napięcie budowane jest tu powoli, przez jakieś 3/4 książki mamy zatem zwyczajną powieść obyczajową z przewijającymi się w coraz częściej epizodami nadprzyrodzonymi.


Oś powieści stanowi jednak nie ten dziwny, tajemniczy i coraz straszniejszy świat, lecz stosunek do wiary głównych i niektórych drugoplanowych bohaterów. Karolina jest praktykującą chrześcijanką, jej chłopak zatwardziałym ateistą, a spotkany przez nich przypadkowo pan Andrzej agnostykiem. Wszyscy troje, niewzruszeni w swych poglądach, stają wreszcie "oko w oko" można by rzec z jeszcze jednym wyznaniem. Jest nim pogańska wiara pradawnych Jaćwingów zamieszkujących podlaskie ziemie we wczesnym średniowieczu. Okazuje się, że nie wszyscy Jaćwingowie wymarli, a ci którzy pozostali chcą odbudować dawną potęgę praktykowanego kultu i zemścić się na chrześcijanach odpowiedzialnych - ich zdaniem - za zagładę tego plemienia. Dadzą oni całej trójce, a przede wszystkim do bólu "niewiernemu" Tomaszowi nowe spojrzenie na niejednoznaczność dobra i zła oraz rangę religii w życiu człowieka.


Przyznam że książka Artura Urbanowicza przypadła mi do gustu, mimo że nie przepadam za horrorami. Jednak - precyzując - nie lubię horrorów głupich, z wyskakującymi z każdego kąta wampirami, demonami i tym podobnymi stworami (dobrze, tutaj potwory też są, ale pod koniec powieści poznajemy stricte naukowe wyjaśnienie ich pojawiania się), jednak "Gałęziste" to horror poruszający wiele istotnych problemów. Oprócz zagadnienia różnego stosunku wobec religii podjęta jest kwestia wiary versus "szkiełka i oka", a także, między wierszami, ekologii i kary która spotyka ludzi niszczących życiodajną przyrodę. Interesujący jest również motyw pogańskiego plemienia Jaćwingów, o którego istnieniu dowiedziałam się właśnie z "Gałęzistego". Miło że autor wyszedł poza oklepany już dziś schemat przeciwstawiania sobie na przykład chrześcijaństwa i islamu i poszukał do stworzenia potrzebnego mu kontrastu wierzenia pradawnego i prawie dziś już zapomnianego. Ciekawie budowane są tu też postacie, Tomek i Karolina stanowią swoje przeciwieństwa zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i o charakter. Ich perypetie to też piękna historia miłosna pokazująca, że prawdziwie kochający się ludzie mogą żyć ze sobą pomimo ogromnych nawet różnic, troszczyć się o siebie i walczyć jedno o drugiego wiedząc, że bez siebie nie przeżyją (dosłownie i w przenośni). Książka pisana jest przy tym dynamicznym, młodzieżowym językiem, charakterystycznym dla współczesnych studentów.


Prawdę mówiąc, jedyne co mi się w tej książce nie podobało to zakończenie - durne, idiotyczne, pozbawione jakiejkolwiek logiki i sensu, psujące dość pozytywne przesłanie powieści i jakby na siłę pokazujące, że zło i tak zawsze zwycięży. Zupełnie nie rozumiem, po co autor dopisał ten pożal się Boże "Epilog", skoro bez niego "Gałęziste" miało o wiele ciekawsze, otwarte i nieoczywiste jak cała historia zakończenie.


Polecam "Gałęziste" wszystkim wielbicielom horrorów, zwłaszcza tych z górnej półki, ale też i miłośnikom powieści obyczajowych, którzy nie byli do tej pory do horrorów przekonani. Powieść Artura Urbanowicza łączy te dwa gatunki pokazując, że doskonale mogą one ze sobą współgrać. W końcu w każdym prawdziwym życiu zdarzają się czasami epizody horroru, a dobry horror da się wytłumaczyć zjawiskami z życia.

Recenzja pochodzi z mojego bloga "Świat Powieści": http://swiat-powiesc.blogspot.com/

Link do opinii

W ostatnim czasie na polskim rynku książki znacznie przybyło dobrych kryminałów, ciągle jest dużo średniej jakości książek obyczajowych i zdecydowanie zbyt wiele przeciętnych romansów. Z tych popularnych gatunków chyba najmniej mamy powieści grozy, przyzwoitych horrorów czy thrillerów. Artur Urbanowicz wypełnia jedno z wolnych miejsc swoim debiutem – „Gałęzistym”.

Będący od kilku lat w związku studenci, Karolina i Tomek, wybierają się na świąteczną (Wielkanoc) wyprawę na Suwalszczyznę. Te wspólne kilka dni sam na sam z przyrodą mają poprawić ich relację. Para przeżywa bowiem lekki kryzys, być może wynikający z coraz większych różnic między nimi. Ona jest symbolem czystości, niewinności i wrażliwości, on zaś jej całkowitym przeciwieństwem. Podczas gdy Karolina jest odpowiedzialna i troskliwa, Tomek woli korzystać żyć tu i teraz. Największą zadrą jednak jest ich podejście do świata w ogóle, szczególnie do religii. Studentka psychologii jest katoliczką respektującą wszelkie zasady wiary, przyszły matematyk z kolei deklaruje ateizm. Zresztą jego niechęć możemy dostrzec już w warstwie językowej.

Od początku podróż pełna jest niebezpiecznych przygód. Gdy udaje im się szczęśliwie dotrzeć do celu, okazuje się, że muszą szukać zastępczego miejsca na nocleg. Trafiają pod dach ponętnej Natalii i jej babci, której właśnie zmarł mąż. W domu Prusów bohaterowie czują się nieswojo, co rusz nawiedzają ich złe sny, doznają omamów, przeczuwają czyjąś obecność, przeżywają zdarzenia z pogranicza rzeczywistości i wyobraźni. Te niezwykłe doznania potęguje wszechobecny, złowrogi i surowy las. Karolina i Tomek zwiedzają głównie miejscowe pomniki natury, rezerwaty przyrody nieświadomi, że naruszają czyjąś przestrzeń i są bacznie obserwowani.

Świetnym pomysłem jest stopniowe zawężanie miejsca akcji, uwięzienie postaci w mrocznym i nieprzewidywalnym lesie, który upomina się o swoje i pochłania ofiary. Karolina i Tomek spotykają tu innych bohaterów, m.in. Annę Żukowską, od kilkunastu dni błąkającą się, nieskutecznie próbującą opuścić złowrogie miejsce. Kobieta jest na skraju wycieńczenia, głównie psychicznego. Ale poza fizycznymi istotami są tu jeszcze inne byty. Czy można wygrać z potęgą natury? Czy możliwe jest unicestwienie demona? A co jeśli to my nosimy w sobie zło?

Urbanowicz jest niesamowity w budowaniu napięcia. Z wyczuciem mistrza, stopniowo i konsekwentnie,  realizuje swój plan. Ukazuje rozmaite sytuacje, w których główną rolę grają celowe niedopowiedzenia. Gdy wyobraźnia czytelnika zostaje pobudzona, autor ucina spekulacje – rzeczowo wyjaśnia sytuacje, a więc uspokaja akcję (odbiorca wtedy wypuszcza oddech i czuje się już komfortowo). I dopiero wtedy należy się bać, bo to tylko pozorne wyciszenie. Kolejne sceny potwierdzają już, że pisarz maksymalnie potęguje niepokój, uderza w nas ze zdwojoną siłą. Szczególnie podoba mi się fakt, że w tej fabule najbardziej przerażające jest to, czego nie ma. Postacie boją się, gdy zobaczą kogoś (coś) obcego i nienaturalnego, ale w panikę wpadają dopiero, gdy dany obiekt nagle znika z ich pola widzenia.

Ta fantastyczna atmosfera to również niezwykła sceneria. Akcja osadzona została w budzącym grozę lesie, mamy tu cmentarzysko, stare domostwa, zapomniane zakątki, tajemnicze jezioro – już same te miejsca przyprawiają o gęsią skórkę. Również postacie przyczyniają się do zintensyfikowania odpowiednich wrażeń – np. tajemnicza Natalia, milcząca babcia, pan Andrzej. Ich zachowanie każe trzymać się na dystans i uważnie przyglądać się rozwojowi sytuacji. Irytująca jest jedynie para głównych bohaterów – przy czym w finale Tomek nieco się rehabilituje za nijakość przez większość fabuły.

Jestem pod wrażeniem zamysłu autora i ambicji stworzenia powieści wielopłaszczyznowej. Opowieść grozy, niebezpieczne przygody to jedna warstwa. Drugą jest historia i geografia, a więc wszelkie wzmianki o Suwalszczyźnie i jej bogactwie oraz dziedzictwie. Odkrywanie skarbów natury wraz z bohaterami, wędrówka w głąb historii Jaćwingów, a także miejscowe legendy, mitologia słowiańska. Dostrzegam także trzecią – to swoista gra z czytelnikiem, zabawa konwencjami, korzystanie ze skrótów myślowych, aluzji i subtelnych metafor. Jakby Urbanowicz między wierszami mówił „zobacz, ile tu ukryłem, podejmiesz wyzwanie?”. Być może to tylko moje czytelnicze drążenie w powieści i odurzenie intertekstualnością, ale zauważam w „Gałęzistym” dystans pisarza i pewną przekorę. Świadczą o tym choćby wszelkie odwołania do książek, filmów, religii, świata sportu, reklam oraz baśni (np. motywy z utworów baśni Grimm – np. z „Czerwonego Kapturka”, „Kopciuszka czy „Jasia i Małgosi”).

Równie fascynujące od tego, o czym pisze Urbanowicz jest to jak pisze. Nie mam tu na myśli tego zbyt współczesnego, nieco irytującego slangu młodzieżowego, zdrobnień czy wulgaryzmów, ale świadomość językową autora. Może i jego pióro nie jest jeszcze do końca wyrobione, ale pisarz doskonale zdaje sobie sprawę, że w tej materii można naprawdę wiele zdziałać. Sporo informacji uzyskujemy właśnie dzięki narracji (by coś lub kogoś scharakteryzować albo uwypuklić daną cechę wcale nie trzeba posiłkować się nudnymi opisami lub sztucznymi dialogami).

Artur Urbanowicz pokazał się z bardzo dobrej strony. Jako debiutant udowodnił, że chce podbić literacki rynek pozycjami ciekawymi, oryginalnymi, w których stawia na rodzimą historię oraz związki wyobraźni z rzeczywistością, człowieka z przyrodą, jawy i snu, elementów nadprzyrodzonych z prawami natury, wiary z pogańskimi zwyczajami. Polecam odkrywanie bogactwa „Gałęzistego” i baczne śledzenie dalszych pisarskich poczynań autora.

Link do opinii

Recenzja znajduje się również na www.zksiazkadolozka.blogspot.com


Przygodę z powieściami grozy rozpoczęłam od... polskiej literatury! Czy popełniłam błąd i zniechęciłam się już na starcie?

Karolina i Tomasz wyruszają na wycieczkę, by podreperować swój związek. Trafiają do miejsca, gdzie las żyje odrębnym życiem i ma złowrogi wpływ na swoich mieszkańców. Czy uda im się opuścić to miejsce w szczęściu i miłości? Czy tajemnicza postać i dziwne, nietypowe sny odpuszczą?

Najlepszą scenerią do czytania tej książki jest las... nocą. Ja niestety czytałam to w domu, w dodatku pod pościelą. Dla lepszego efektu czytałam to w nocy, gdy za oknem gałęzie rozszalały się w swoim głośnym tańcu. Czy poczułam dreszcz ekscytacji? Tak i nie.

Początek mnie ogromnie wynudził. Pierwszy rozdział był zapowiedzią niesamowitej przygody w ciemnym, mrocznym lesie. Szkoda tylko, że został tak nagle urwany. Później mamy treść bliżej nieokreśloną, nieodbiegającą od powieści obyczajowej, gdy nagle... znów powraca klimat grozy i niepewności. I dla tych momentów warto czytać debiutancką powieść Artura Urbanowicza. Nie ukrywam, że potrafi on wprowadzić w stan bliski przerażeniu.

Autor dobrał do powieści dwa sprzeczne charaktery, które podkręcają ogień w treści. Ich ciągłe kłótnie i wewnętrzne rozterki sprawiają, że „Gałęziste” stało się książką wielowątkową. Miałam problemy z akceptacją ich zachowania, często również mnie irytowali – zwłaszcza Tomasz. Nie rujnuje to jednak powieści, ponieważ dobrze wykreowana postać to nie tylko taka, którą pokochamy od pierwszej kartki, a także taka, która wzbudza jakiekolwiek emocje. Nawet te negatywne.

Akcja osadzona jest na Suwalszczyźnie, a doskonałe opisy przyrody i miejsc, które odwiedzają nasi bohaterowie, potęguje uczucie niepokoju, wprowadzając wyobraźnię w aktywny stan. Były momenty, kiedy te opisy niepotrzebnie się wydłużały, przez co zaskoczenie czy strach słabły, a na ich miejsce pojawiała się konsternacja i znudzenie. Jednak tak pobudzały one mój umysł, że jestem skłonna przymknąć na to oko. Autor doskonale maluje słowem obrazy.

Małym zdziwieniem może być to, że nie zwróciłam uwagi na to, co innych w tej powieści często odstraszało – na wulgaryzmy. Jako że mamy parę współczesnych studentów, to wydaje się być to nieuniknione, naturalne. Dlatego powinien należeć się dodatkowy plus dla Pana Artura za doskonałe wczucie się w rolę.

Momentami było strasznie, było bez śmiałości i chłodno. Nigdy wcześniej szelest liści nie działał na mnie tak, bym czuła się zagrożona i przerażona. Zakończenie urwało głowę i wbiło w fotel. Musicie zapamiętać jedną zasadę: Nie wierzcie w swoje początkowe przypuszczenia.

Link do opinii

"Znaczycie mniej niż mrówki".



Blogowe recenzje potrafią skusić do złego… Zachęcona wieloma bardzo pozytywnymi opiniami o tej książce, z wielką radością i z równie wielkimi oczekiwaniami rozpoczęłam jej lekturę. Aura za moim oknem w postaci deszczowej i ponurej pogody oraz umiejscowienie mojego domu w lesie, sprzyjały głębszemu przeżywaniu klimatu grozy, jaki zaserwował mi autor. "Gałęziste" okazało się więc trafionym, literackim wyborem.

Artur Urbanowicz to matematyk, informatyk i wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim. Od najwcześniejszych lat uzależniony od pisania, fascynujący się horrorem pod każdą postacią. Jest chorobliwym perfekcjonistą. Jego zdaniem literatura powinna pełnić w głównej mierze funkcję rozrywkową. "Gałęziste" to jego debiut literacki.

Tomek i Karolina to dwójka młodych ludzi, którzy w okresie Triduum i Świąt Wielkanocnych wyjeżdżają na Suwalszczyznę, by ratować swój związek. W wyniku splotu pewnych okoliczności, bohaterowie trafiają do wsi Białodęby, gdzie nocują w domu zlokalizowanym przy cmentarzu. Już od pierwszej chwili wokół pary mają miejsce dziwne zjawiska, które kryją w sobie mroczną tajemnicę.

Słowiańska powieść grozy, jaką szumnie nazwano debiut Artura Urbanowicza już swoim mocnym początkiem zachęciła mnie do jej wnikliwej lektury. A dalej było równie mrocznie i makabrycznie, gdyż umiejętne ukazanie przez autora przenikających się dwóch światów – paranormalnego i rzeczywistego, wzbudzało we mnie wielokrotnie dreszcze. Osadzenie przez autora akcji swojej książki na Suwalszczyźnie oraz nawiązanie do lokalnych wierzeń i legend, zwiększyło moje zadowolenie z lektury, gdyż rzadko mam okazję poczuć tak dobrze oddany klimat grozy zlokalizowany w naszych, rodzimych stronach. Uwielbiam ten stan, gdy książka serwuje mi tyle głęboko odczuwalnych emocji – strachu, tajemnicy i makabry. Muszę się wam także przyznać do tego, że po przeczytaniu jednej z fabularnych scen, bałam się pójść do łazienki i spojrzeć w lustro.

"Gałęziste" to oprócz wymiaru typowo rozrywkowego, także książka, w której znajdziecie wiele treści dotyczących kwestii wiary i istnienia samego Boga. Artur Urbanowicz kreując sylwetki dwójki głównych bohaterów – ateisty Tomka oraz zagorzałej katoliczki Karoliny, którzy tworzą związek, co chwilę ścierał ze sobą te dwa, zupełnie odmienne sposoby patrzenia na życie. Pełno w tej książce ciekawych i przede wszystkim poważnych dyskusji na ten temat, wyzwalających głębsze refleksje.

Artur Urbanowicz zastosował dość ciekawy zabieg w postaci ukazania myśli bohaterów. Nie mogę jednak ukryć, że autor przesadził ze zbyt kolokwialnym językiem, jakim porozumiewali się ze sobą bohaterowie. Taka stylizacja jest oczywiście zasadna w przypadku bohaterów w tak młodym wieku, jednak podczas lektury odczułam przesyt takich słów jak "ja jebię" czy "kurwa". 

Zakończenie historii pobytu na Suwalszczyźnie jest takie jakie powinno być w tego typu prozie – zaskakujące, wywołujące niedowierzanie, nieprzewidywalne. Z takiego debiutu można być naprawdę zadowolonym. "Gałęziste" spełniło moje oczekiwania czytelnicze, a do tego zachęciło do poznania Suwalszczyzny.

Link do opinii
Jakiś czas temu zainteresował mnie niniejszy tytuł, byłam go ciekawa, ale nie złożyło się, abym go przeczytała. Nie do końca jest to mój gatunek i tematyka, miałam spore obawy przed rozpoczęciem czytania, ale dzięki propozycji autora postanowiłam dać tej książce szansę. I nie żałuję, bo kolejny raz mile się zaskoczyłam. "Gałęziste" to debiut powieściowy Artura Urbanowicza. Karolina i Tomek - para studentów z Warszawy, która postanawia spędzić czas Wielkanocy na Suwalszczyźnie. Ich związek przechodzi kryzys, a ten wyjazd ma im pomóc w rozwiązaniu problemów. Podczas podróży zabierają nieoczekiwanych pasażerów. Do tego wszystkiego dojdzie choroba jednego z bohaterów, a poza tym zaczną dziać się dziwne, niepokojące incydenty... Bohaterowie będą musieli zmierzyć się z tajemniczą siłą. Czy znajdą sposób, aby się od niej uwolnić? "Jeszcze się zdziwisz. Zdziwisz się, co jeszcze tutaj zobaczysz i co przeżyjesz. Zdziwisz się, jaka jest tego inwencja. Odwoła się do twoich najgłębszych, najbardziej zakorzenionych lęków, o których nawet nie miałeś pojęcia i przed którymi nie masz żadnych szans się obronić." Stworzeni bohaterowie zostali nakreśleni w wiarygodny sposób. Są z krwi i kości, budzą skrajne emocje, niekiedy irytują, innym razem wzbudzają sympatię. Zarówno ci pierwszo- jak i drugoplanowi nakręcają spiralę obaw i niepewności, która zaczyna udzielać się i czytelnikowi. Mają odmienne poglądy na życie i w zasadzie dzieli ich wszystko. Możemy poznać ich światopogląd, motywacje lub ich brak. Karolina postawiła na psychologię, chrześcijaństwo, aktywność, intuicję, wiarę w ludzi i niesienie pomocy. Tomek zaś na matematykę, ateizm, bierność, logikę i koncentrację na sobie. Mroczny las i to, co kryje, to coś, co zawsze wzbudza w ludziach niepokój. Nie inaczej jest w tej powieści. Już sam prolog, pierwsze zdania sprawiły, że poczułam dreszcz niepokoju, a im dalej, tym to uczucie się potęgowało. Przybywało zwrotów akcji i niespodzianek. Mimo sporej objętości czyta się dość szybko. Zasługa to płynnej narracji i interesującym opisom, zwłaszcza Suwalszczyzny, które wyraźnie budują mroczny, niepokojący, tajemniczy klimat. Trzeba przyznać, że książka napisana jest bardzo obrazowo. Z jednej strony to duża zaleta, ale z drugiej zbyt długie i złożone zdania mogą męczyć. Do mnie zawsze krótsze zdania dobitniej trafiają, a sama akcja wydaje się żwawiej posuwać. "To miejsce to gniew. Gniew jest tym miejscem." Tym, co mocno przebija się, to wulgaryzmy i perwersja. Tych bardziej wrażliwych czytelników może odstraszać czy zniechęcać do lektury, ale uważam że akurat są one w tej książce potrzebne i zostały we właściwy sposób użyte. Pojawiają się elementy paranormalne, które okazały się dla mnie największym zaskoczeniem. Nie przepadam za tego typu rzeczami w książkach, ale tu przenikanie się świata realnego z nierzeczywistym dość interesująco wypadło, więc ten element był dla mnie do zaakceptowania. Poza tym autor odwołuje się do miejscowych legend, baśni, wierzeń i demonów, co buduje specyficzną swojskość i klimat. To powieść z wyraźnie wysuwającym się przesłaniem, że ideałów nie ma, trzeba docenić to, co posiadamy. Natomiast otaczającą nas naturę powinniśmy szanować. Zwłaszcza teraz ten aspekt jest ważny, gdy wokół nas wszystko się bezmyślnie niszczy i wycina. "Gałęziste" to poruszająca, o psychodelicznej atmosferze powieść grozy. Arturowi Urbanowiczowi udało się mnie zmanipulować. Polecam czytać tę książkę najlepiej w lesie, dzięki czemu jeszcze mocniej odczujecie tę aurę grozy, tajemniczości i niebezpieczeństwa. Tylko koniecznie w towarzystwie. Ja bym nie odważyła się na samotną wyprawę z nią do lasu... Po tej lekturze już nigdy nie spojrzę na las w ten sam sposób co do tej pory. Każdy, nawet najmniejszy szmer, szelest będzie wywoływał we mnie gęsią skórkę. A Wy, odważycie się wejść do "Gałęzistych"?
Link do opinii
To moje drugie spotkanie z literaturą grozy (choć w obu przypadkach nie użyłabym owego terminu). Zewsząd zachwalano "Gałęziste". Z kimkolwiek bym nie rozmawiała, gdziekolwiek bym nie zajrzała, dosłownie wszędzie spotykałam się z pochlebnymi opiniami. Coraz bardziej zatem zaczęłam się przekonywać do tej książki i z każdym tygodniem rosła moja ciekawość poznania ukazanej w niej historii. Intrygowała mnie bardzo, ale miałam obawy przed ewentualnymi scenami drastycznymi (w sensie krwawymi). Jednak kiedy zapewniono mnie, że takowych nie ma, że to thriller paranormalny, wtedy podjęłam decyzję. Że będę miała na uwadze tę powieść. Że przeczytam na pewno. Zakodowałam w głowie tytuł. Pewnego dnia otrzymałam wiadomość od autora z propozycją przeczytania i tym samym zrecenzowania książki. Moja odpowiedź była pozytywna. I tym sposobem "Gałęziste" znalazło swoje zaszczytne miejsce w mojej biblioteczce. I choć wcześniej odwlekałam moment rozpoczęcia przygody z piórem autora (wiele czynników na to wpłynęło), a później miałam wątpliwości, czy zdecydowanie się na ową prozę było słusznym wyborem, tak teraz mogę z pełną świadomością rzec, że nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z tą książką. Podobało mi się. Bez dwóch zdań. I chcę więcej. Zapraszam na recenzję. Artur Urbanowicz (ur. 20/04/1990) – pracownik firmy informatycznej, matematyk i wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim. Uzależniony od pisania w każdej formie. Od najmłodszych lat zafascynowany gatunkiem horroru pod każdą jego postacią i zakochany w swoim rodzinnym regionie – Suwalszczyźnie. Chorobliwy perfekcjonista. W swoich tekstach wierny pięciu podstawowym zasadom – mają się lekko czytać, wciągać, manipulować, grać z czytelnikiem i posiadać zaskakujące zakończenie. (źródło: novaeres.pl) Anna przyjeżdża na Suwalszczyznę do schorowanej matki, która wymaga opieki. Nie ma tak naprawdę kto się nią zająć, bowiem jej mąż i jeden z synów nie żyją, a ten drugi przebywa w Ameryce. Pozostaje zatem Ania - ordynator oddziału onkologii, mieszkająca w Wielkopolsce z córką, rozwódka. Kobieta swój pobyt zaczyna od odwiedzenia grobu ojca na pobliskim cmentarzu. Wspomina bolesną przeszłość i odczuwa ogromną tęsknotę za najbliższą jej osobą. Po kilkunastominutowej zadumie wraca do samochodu i udaje się w drogę do domu rodzinnego. Wybiera trasę prowadzącą przez las. Niestety warunki pogodowe i otaczająca aura nie sprzyjają bezpiecznej podróży. Z nieba leje się obfity deszcz. Nagle auto Ani staje i nie ma zamiaru ruszać. Na dodatek kobieta nie może wezwać pomocy, bowiem nie ma zasięgu w telefonie. Postanawia zatem jej poszukać i kieruje się leśną drogą, mając nadzieję, że ta doprowadzi ją do celu. Powoli się ściemnia, słychać szelesty, dziwne odgłosy i krople deszczu spadające na liście drzew... Kobieta nie dociera do domu... Po kilku dniach na Suwalszczyznę udają się Karolina i Tomek. Pierwszy raz para opuściła rodzinne domy na czas Świąt Wielkanocnych. Dziewczynie bardzo zależało na tym wyjeździe, pragnęła bowiem poprawić relacje z partnerem. Czuła, że ostatnio między nimi się nie układa. A pobyt w jednym z piękniejszych zakątków Polski miałby im pomóc we wzajemnym lepszym zrozumieniu się, rozpaleniu na nowo uczuć i docenieniu tego, co najważniejsze. Fakt, ich poglądy na świat kompletnie się od siebie różnią, inaczej postrzegają pewne kwestie, każde z nich w inny sposób definiuje podejście do życia, a poza tym dzieli ich coś jeszcze. Ona to osoba niezwykle wierząca, a on - ateista. Jednak darzą się uczuciem, lubią ze sobą spędzać czas i czują się bezpieczniej, wiedząc że ta druga osoba jest tuż obok. Początkowo Tomek był przeciwny pomysłowi Karoliny, ale po kilku dniach przemyśleń, stwierdził, że to nawet ciekawa propozycja. Wyruszają do malutkiej miejscowości Osinki, gdzie zarezerwowali pokój w jednym z gospodarstw agroturystycznych. Jednak kiedy docierają na miejsce, nikogo nie zastają w domu. Po wykonaniu telefonu do gospodarzy, okazuje się, że ci gdzieś wyjechali i zwyczajnie zapomnieli o złożonej rezerwacji. Proponują zatem pobyt u swych znajomych we wsi Białodęby. Karolina i Tomek udają się we wskazane miejsce, gdzie wita ich miła gospodyni. Od momentu zakwaterowania czują dziwną aurę panującą w domu. Nie wiedzą, że od chwili przekroczenia jego progu ich życie zmieni się diametralnie... Nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem owej powieści. Jestem pełna podziwu dla wyobraźni autora i stworzenia przez niego tak oryginalnej, intrygującej, a przede wszystkim zaskakującej fabuły oraz operowania słowem w hipnotyzujący sposób. To cudowne uczucie, kiedy człowiek zaczyna czytać daną książkę i przepada. Znajduje się w transie, nie docierają do niego żadne dźwięki, nie widzi nic poza literkami układającymi się w wyrazy, a te w zdania, które zapełniają kolejne strony i tworzą niesamowitą historię, od której nie można się oderwać. Powieść czytałam głównie późnymi wieczorami, odpływałam. Niezwykle szybko mijał mi wówczas czas. Zostałam wciągnięta w tę opowieść tak bardzo, że nie chciałam choćby na chwilę jej odłożyć, a musiałam, bowiem oczy odmawiały posłuszeństwa. Zamykałam książkę i zasypiałam, po czym po przebudzeniu o niej myślałam i szukałam wolnej chwili, aby ponownie do niej wrócić. Powieść ta ma w sobie to "coś", ona uzależnia. Nie można się od niej uwolnić, nawet parę dni po lekturze. Ja nadal myślę, analizuję, szukam informacji o wspomnianych w niej miejscach, legendach. Brakuje mi tej historii. Brakuje mi podekscytowania, napięcia wynikającego z niemożności przewidzenia kolejnych wydarzeń, zaangażowania, wnikliwości, ciekawości. Brakuje mi uśmiechu, który towarzyszył mi podczas poznawania co poniektórych fragmentów. Oczywiście nie bawiły mnie ukazane zdarzenia, ale reakcje głównego bohatera na zachodzące zjawiska nadprzyrodzone. Brakuje mi tego niepowtarzalnego klimatu, lasów będących oazą ciszy i spokoju, ale też budzących przerażenie, jezior pełnych tajemnic oraz nadzwyczajnej magii. Brakuje mi tych niesamowitych wrażeń, ciągłej niepewności, elementów zaskoczenia, przedstawionych anegdot, legend, żywych i autentycznych opisów przyrody, krajobrazów i dziwactw. To powieść, do której chce się wracać. Jest nieszablonowa, przedziwna i wyjątkowa. Mam ochotę ponownie się w niej zanurzyć. Znów dać się ponieść opisanej historii. Uważam, że "Gałęziste" to rewelacyjna powieść, która napisana jest lekkim, prostym, swobodnym, czasem potocznym i wulgarnym językiem (co mi kompletnie nie przeszkadzało, tym bardziej, że niecenzuralne słowa używane były przez głównego bohatera jako odzwierciedlenie jego emocji w sytuacjach ekstremalnych). Ponadto na uwagę zasługują szczegółowe, plastyczne, ciekawe opisy miejsc, lasów, jezior znajdujących się na terenach Suwalszczyzny. Zdecydowanie wpływały one na moją wyobraźnię. A poniekąd zachęciły do odwiedzenia tamtejszego regionu i wszystkich wymienionych w powieści miasteczek czy wiosek z ich osobliwościami. Wspomniano między innymi: Kiepojcie, Smolniki, Botkuny, Stańczyki, Osinki, Przełomki, Cmentarzysko Jaćwingów, Górę Zamkową, Górę Cisową, a także jeziora: Wigry, Samle Wielkie, Samle Małe, Gałęziste. Intrygujące były także pokrótce omówione legendy o siei, o tajemniczym jeziorze oraz historia o klasztorze nad Wigrami. Powiastki te zgrabnie wpleciono w fabułę. Wszystko idealnie ze sobą współgrało i tworzyło spójną całość. Co ważne, nie odnotowałam ani jednego momentu znudzenia, zniecierpliwienia czy monotonii. W powieści poruszane były między innymi zagadnienia dotyczące pogaństwa, chrześcijaństwa oraz ateizmu. Atutem owej prozy jest również doskonała kreacja bohaterów, zarówno pierwszo, jak i drugoplanowych. Skrupulatnie ukazano ich zalety, wady, emocje, przemyślenia, wnioski, analizy poszczególnych zdarzeń, myśli kotłujące się w ich głowach każdego dnia, postrzeganie świata, plany, marzenia, wybory i decyzje, które znacząco wpłynęły na ich dalsze życie i na zawsze takowe zmieniły. Z uwagą śledziłam losy Karoliny i Tomka, przyglądałam się ich zachowaniu, kibicowałam im, nie oceniałam ich postępowania, choć niekiedy mnie irytowało. Starałam się zrozumieć i postawić w sytuacji, w której nieświadomie i niezależnie od ich woli się znaleźli. I z której nie mogli się wydostać bez poniesienia konsekwencji... Pragnę wspomnieć w kilku słowach również o pewnej - moim zdaniem - słabszej stronie powieści (jeśli w ogóle tak to mogę ująć). Mianowicie na tylnej okładce odnajdziemy informację sugerującą, iż opisana w książce historia "...przerazi do szpiku kości". A poza tym na niejednym portalu czy na stronie księgarni internetowej przeczytałam, że "Gałęziste" to powieść grozy. Cóż... W trakcie lektury nie zaznałam ani przerażenia, ani strachu, ani lęków. Owszem, na początku jedynie udzieliło mi się lekkie napięcie bohaterów, ale potem już nic takiego nie miało miejsca. Raczej towarzyszyły mi ciekawość i ekscytacja. Czytałam książkę wieczorami, a po odłożeniu na stolik nocny po prostu zasypiałam i nie miałam koszmarów. Być może wynika to z tego, że ja w ogóle nigdy się nie bałam i nie boję nadal wszelakich zjawisk paranormalnych. Dla mnie to nic strasznego i przeraźliwego. Co nie zmienia faktu, że nigdy nie chciałabym się znaleźć sama w lesie. Ale to całkowicie z innych powodów. Co prawda, chwil grozy akurat ja nie doświadczyłam (a wiem, że inni czytelnicy a i owszem), ale i tak uważam, że to świetna pozycja. Czas przejść zatem do ostatniego i jakże istotnego punktu powieści, a ściślej rzecz ujmując do jej zakończenia. Nie ukrywam, że miałam wiele jego wizji i wyobrażeń. Ale to, co otrzymałam zwaliło mnie z nóg. Im bliżej końca byłam, tym moje usta coraz szerzej się otwierały ze zdziwienia. Po czym w pewnym momencie moja żuchwa całkowicie opadła. Była godzina 00.30, a ja z rozdziawionymi ustami siedziałam na łóżku dłuższy czas. Jakbym była zahipnotyzowana. Nie mogłam ich zamknąć, nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. I tkwiłam tak przez kilkanaście minut. A gdy już w miarę powróciłam do rzeczywistości, od której byłam zupełnie oderwana, to z mego gardła wydostały się na zewnątrz tylko dwa słowa - w tym jedno niecenzuralne, którego nie będę tutaj cytować. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to, jak nieoczekiwany obrót przybrały pewne sprawy i jaki koniec historii zafundował mi autor. To było dobre. Bardzo dobre. WOW! Podsumowując, moje pierwsze spotkanie z piórem autora uważam za bardzo udane. "Gałęziste" to niebywale wciągająca, pochłaniająca, zaskakująca, nieoczywista, angażująca, pasjonująca, uzależniająca, magiczna, budząca emocje i refleksyjna powieść, która zdecydowanie zapada w pamięć. Bez wątpienia warto po nią sięgnąć. Warto poznać tę historię. Gorąco polecam!
Link do opinii
Przygody Karoliny i Tomka sprawiają, że włos się jeży, a w głowie pojawia się strach. Strach o tych, którzy nieświadomie wchodzą w śmiertelną pułapkę. Niewinna z pozoru wycieczka okazuje się dla nich walką o życie. Jak połączą się losy Anny oraz walczącej o swój związek pary? Czy to prawda, że kłopoty wzmacniają i utrwalają uczucia? Czy wszyscy poradzą sobie z demonami lasu? Autor używa prostego języka ze sporą dawką wulgaryzmów, ale to w niczym nie przeszkadza. Podkreślają one tylko emocje bohaterów, którzy idealnie współgrają z powieścią. Są takie historie, które nie pozwalają zapomnieć o przeczytanych słowach jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę. Ja zdecydowanie będę unikać lasów i jezior po zmroku, chociaż mieszkam przy lesie z jeziorem. Opisy okolic Suwałk zachwycają. Poznajemy również różne legendy tych stron, a to wszystko sprawia, że ma się wrażenie autentyczności, styczności z tamtą naturą. Ogólnie rzecz biorąc, ciekawa konstrukcja książki wciąga od pierwszych do ostatnich stron, a zaskakujące zakończenie sprawia, że długo nie jesteśmy w stanie zrozumieć działań jednego z bohaterów.
Link do opinii

Karolina, studentka psychologii, namawia swojego chłopaka Tomka na wycieczkę na Suwalszczyznę. Ma nadzieję, że kilka dni spędzonych razem w pięknej, odmiennej scenerii sprawi, że ich związek odżyje. Ekscytują ją spacery po lesie, jeziora, przeróżne zabytki. Tomek tymczasem nastawia się na nudę. Żadne z nich nie podejrzewa, że między drzewami czai się coś złowrogiego – coś, czego nigdy się nie spodziewali.

„Gałęziste” kusi od samego początku. Kusi okładką, opisem, zapowiedzią dreszczy na plecach i specyficznym klimatem Suwalszczyzny. Przyznam szczerze, że ten region jest mi kompletnie nieznany, nigdy tam nie byłam, a po przeczytaniu książki Artura Urbanowicza chyba dwa razy się zastanowię, zanim rzeczywiście tam pojadę.

Już sam początek zapowiada akcję, która będzie rodziła kolejne pytania. Pierwsze kilkadziesiąt stron dało mi złudne wrażenie, że wiem, co mogę zastać dalej. I wydawało się to całkiem banalne. Trzeba przyznać, że las to jedno z wielokrotnie przerobionych w horrorach i thrillerach miejsc akcji. Nie dziwi mnie to, bo jako osoba wychowana na wsi zdaję sobie sprawę, że lasy potrafią być zarówno urokliwe i przyjazne, ale też zwodnicze i przerażające. To sprawiło, że ze spokojem czytałam dalej, z zimną krwią przyjmując kolejne sygnały świadczące o tym, że dzieje się coś niedobrego. Wówczas dotarłam do punktu kulminacyjnego i odkryłam, że moje stalowe nerwy puszczają.

Muszę zaznaczyć, że w „Gałęzistym” natrafiłam na wiele dłużyzn. Doceniam wielowątkowość tej powieści – autor nie skupił się wyłącznie na tematyce paranormalnej, starał się prowadzić dialog z czytelnikiem na różnych płaszczyznach. Podobały mi się dyskusje na temat wiary (Karolina jest bardzo wierząca, Tomek to zatwardziały ateista) czy opisy poświęcone zakątkom, które zwiedzali bohaterowie. Czasem wpisywałam w googlach nazwy niektórych miejsc, żeby obejrzeć zdjęcia i lepiej wczuć się w akcję. Umieszczenie fabuły w rzeczywiście istniejących punktach dodało książce smaczku. Jednocześnie trochę się naczekałam, zanim wydarzenia zaczęły się bardziej dynamizować. Moją ciekawość podtrzymywały regularnie rozmieszczone wskazówki autora, które podsycały rosnący niepokój. Przez większość czasu byłam jednak dość sceptyczna i nie sądziłam, że później się to zmieni. Cóż... Dawno się tak nie pomyliłam.

Każdą, nawet najdrobniejszą niedogodność wynagrodziło mi to, co zaczęło się dziać na ostatnich dwustu stronach. Były sceny, które sprawiały, że bałam się rozglądać nawet po własnym pokoju, a trzeba powiedzieć, że przy czytaniu nie tak łatwo mnie przestraszyć. Wątki zaczęły się rozwiązywać w niesamowity, pełen grozy sposób. Nagle niczego nie mogłam być pewna, wszystko działo się szybko i powodowało, że mocniej zaciskałam palce na książce. Autor świetnie wykorzystał regionalne legendy i lokalną historię, wplatając je do fabuły tak umiejętnie, że klimat stał się niepowtarzalny. Mój początkowy dystans stopniał błyskawicznie, bo książka zaskakiwała mnie raz po raz, zwłaszcza że niektórzy bohaterowie okazali się kimś zupełnie innym, wcześniej nic nie wskazywało na ich prawdziwą tożsamość. A już samo zakończenie dosłownie wbiło mnie w fotel. Po raz kolejny ryzykowałam podejrzenie, że finał będzie bardzo prosty i oklepany – że po prostu wszystko skończy się szczęśliwie. Tymczasem niespodziewany zwrot akcji na ostatnich stronach zupełnie wytrącił mnie z równowagi.

Pod względem technicznym było naprawdę dobrze. Styl jest niezły, zdarzały się pewne zgrzyty, ale nie było w tym niczego, czego nie dałoby się poprawić. Bardzo przypadły mi do gustu dialogi, są w stu procentach naturalne, ani trochę wymuszone; m.in. dzięki nim tak łatwo poznać poszczególnych bohaterów. Skoro już o nich mowa: postacie są skonstruowane konsekwentnie i barwnie. Często wzbudzają ambiwalentne uczucia, bo jak prawdziwi ludzie z krwi i kości mają zarówno zalety, jak i wady. O dziwo jednak najbardziej znienawidzonym przeze mnie bohaterem był... Tomek. Jego zachowanie w stosunku do Karoliny sprawiało, że miałam ochotę go uderzyć. Na dodatek coś się zdecydowanie poprzestawiało w jego systemie wartości. Nawet najczarniejsze charaktery z tej książki nie wzbudzały we mnie tylu negatywnych uczuć.

„Gałęziste” to umiejętnie skonstruowana powieść, choć niepozbawiona słabszych punktów. Wykorzystuje znane z powieści grozy motywy, jednak wyznacza wśród nich własną, oryginalną ścieżkę. Nawet jeśli trochę się pomęczycie przed dotarciem do właściwej akcji, warto poczekać. Kolejne strony zafundowały mi mnóstwo emocji i niezłego stracha. Dla wielbicieli thrillerów paranormalnych będzie jak znalazł.

A, jeszcze jedno. Obyście nigdy nie spotkali Jaćwingów w niewłaściwym czasie.

 

Link do opinii
"Jest taka historia, której nie chciałbyś poznać" Czytelniku. Są takie emocje, które nas przerażają, są takie momenty kiedy rzucasz książką i obiecujesz sobie, że już więcej po nią nie sięgniesz. To za dużo, nie na Twoje siły. Przechodzisz obok niej kilka godzin, kilka dni. Patrzysz na nią, ona patrzy na Ciebie i wzajemnie próbujecie swoich siły. W końcu i tak do niej wracasz, ale Twoje emocje już nigdy nie będą takie same, takie jak wcześniej... Karolina i Tomek postanawiają spędzić święta Wielkanocne sami. Wybierają się na Suwalszczyznę, gdzie zatrzymują się w małej wiosce u lokalnych gospodarzy. Mają zamiar pozwiedzać miejscowe atrakcje jakie serwuje tutejszy rejon. \\\"Jest taki dom, w którym nie chciałbyś spędzić nocy. Z jakiegoś powodu ciemność w nim jest inna. Jeszcze bardziej złowroga niż gdziekolwiek indziej... Jest takie jezioro, w którym mieszkają nieumarli. Ich przewaga nad Tobą jest prosta – oni nie potrzebują nabierać powietrza... Jest taki demon, o istnieniu którego wolałbyś nie wiedzieć. Niematerialne uosobienie zła, przed którym nie sposób uciec... Jest takie miejsce, w którym mieści się ten dom. Miejsce, w sercu którego kryje się też to jezioro i w którym ten demon był od zawsze. To las. Las, w którym za nic w świecie nie chciałbyś się zgubić. Gdy już raz do niego wejdziesz, nie pozwoli Ci wyjść... Jest taka historia, której nie chciałbyś poznać. \\\" Te kilka dni zmieni wszystko co wiedzieli, w co wierzyli... Te kilka dni sprawi, że nic już nie będzie takie jak wcześniej... Karolina i Tomek - dwoje młodych ludzi, dwa różne temperamenty, dwa różne światopoglądy. Dwie sprzeczne ideologie. Dwa różne światy, które będą musiały się ze sobą zmierzyć. Będą musiały zmierzyć się z czymś zupełnie nowym i im nieznanym. A miało być tak dobrze... ten wyjazd miał umocnić ich kilkuletni związek znajdujący się w fazie kryzysu. Miał ich zbliżyć, zcementować. Tylko od momentu ich wyjazdu ciągle coś było nie tak. Zaczęło się niewinnie, od problemów Tomka z cukrem, poprzez autostopowiczów, a następnie okazało się, że własciciele agroturyski, w której mieli się zatrzymać zapomnieli o ich przyjeździe. W ostateczności zatrzymują się w sąsiedniej wiosce, przy starym cmentarzu Jaćwingów. To rozpocznie serię dziwnych wydarzeń, sytuacji, w których rozum zawodzi, a uczucie obecności kogoś jeszcze nie opuszcza ani na chwilę... Bardzo lubię emocje, które mogę znaleźć w dobrych thrillerach. Adrenalina i uczucie niepewności to jest waśnie to czego po tego rodzaju książkach oczekuję. Tutaj mamy do czynienia z czymś więcej. Przez niemal cały czas mamy wrażenie, że zaraz stanie się coś złego, niepokojącego, coś czego się nie spodziewamy, czego my jako czytelnicy również nie umiemy wyjaśnić. Przewracając kolejne kartki z duszą na ramieniu towarzyszmy historii Tomka i Karoliny, która z każdym następnym momentem przeraża nas coraz bardziej, wywołuje gęsią skórkę i strach, tak silny, że zastanawiamy się czy kontynuować czytanie... Tutaj akcja dzieje się bardzo płynnie, momentami przyśpiesza, ale nigdy nie odczujemy nudy. Poznajemy piękną Suwalszczyznę, jej wizytówkę, ale i elementy bogate w tutejsze legendy i zwyczaje. Bohaterowie, jak i pozostałe elementy książki zostały bardzo dobrze dopracowane łącznie z najdrobniejszymi detalami. Opisy regionu, lasów, jezior są tak dobrze przedstawione, że czytelnik odczuwa magię tych miejsc, Wszystkie czynniki paranormalne, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć są również ciekawie przedstawione. W pewnym momencie sami nie jesteśmy pewni czy mamy do czynienia z fikcją czy nie. Emocje... tych nie brakuje. W pewnym momencie odłożyłam książkę i bałam się kontynuować czytanie. Musiałam złapać przestrzeń, uspokoić serce i myśli. Zakończenie natomiast mnie zabiło. Czytałam je trzy razy ponieważ nie mogłam dopuścić do siebie prawdy, że książka kończy się w taki a nie inny sposób. Trzy razy umierałam ponownie, tak samo intensywnie, tak bardzo zdezorientowana wydarzeniami. Kolejny raz miałam wrażenie, że mój umysł sobie ze mnie żartuje, jednak rzeczywistośc okazała się znacznie trudniejsza. Nawet w najmniejszych moich przypuszczeniach nie spodziewałam się takiego finału. Powiem jedno - kac ksiażkowy na pewno gwarantowany. Łzy też. Podsumowując. Ksiązka przenosi nas w całkiem inny wymiar, gdzieś na granicy rzeczywistości, a baśniowych legend. Do końca sami nie wiemy po której stronie obecnie jesteśmy, jednak zakończenie tego koszmaru niejednokrotnie wbije w Was w fotel. A emocje? Cóż, od tych nie będziecie mogli się odpędzić. Być może najdzie Was również refleksja o przeznaczeniu, miłości i swojej wierze, ale to każdy z Was odczuje indywidualnie na swojej skórze. Jedno jest pewne, o tej książce już nigdy nie zapomnicie.
Link do opinii
Wyobraźcie sobie taką sytuację: Jesteście studentami. Mieszkacie w głośnej i zatłoczonej Warszawie. Wasz związek nie układa się tak jak powinien i właśnie zbliża się przerwa wielkanocna. Postanowiliście wykorzystać ten fakt i razem z partnerką/ partnerem wyjechać na Suwalszczyznę, by tam odpocząć w otoczeniu natury i poprawić relacje z drugą połówką. Wasza podróż w docelowe miejsce nie obywa się bez nieplanowanych przygód- dodatkowi pasażerowie, małe problemy ze zdrowiem, spotkanie z policją, przymusowa zmiana noclegu i zakwaterowanie w samym środku lasu. Prawda, że nie do końca brzmi jak wymarzony wypoczynek? Uwierzcie mi jednak, że to co spotkało Was do tej pory to tylko początek. Najgorsze i najstraszniejsze dopiero przed Wami. Właśnie tak wygląda pierwszy dzień wyjazdu Karoliny i Tomasza. Para zatrzymuje się w jednym z domostw w Białodębach i już w pierwsze dni odkrywają, że zarówno w chacie jak i wiosce mieszkają dziwnie zachowujący się ludzie o dość nietypowych zwyczajach. Jakby tego było mało, ich wycieczki po pięknych lasach i okolicach przeradzają się w przerażające chwile, które z początku tłumaczą sobie jako złudzenia i urojenia. Tylko czy na pewno? Czy aby to co widzą jest tylko tworem ich wyobraźni? Czy może te dziwne rzeczy dzieją się naprawdę? Jak myślicie? Pan Artur Urbanowicz już pierwszymi stronami książki potrafi wywołać na czytelniku gęsią skórkę i niepokój. Trzeba też przyznać, że w książce jesteśmy świadkami wciąż nowych sytuacji i zdarzeń, które spotykają głównych bohaterów i mimo że w pewnym momencie miałam wrażenie, iż autor za bardzo rozciągnął całą historię w czasie, umieścił zbyt dużo szczegółowych opisów (tak, pojawiło się lekkie znużenie w połowie książki) to zapewniam, że szybko o tym zapominamy wraz z kolejnymi stronami i zakończeniem, które wywołuje całkowite osłupienie i niedowierzanie. Obowiązkowo muszę nadmienić o stylu w jakim jest napisane "Gałęziste", ponieważ autor używa w nim specyficznego języka- bardzo luźnego i lekkiego- lecz jak sam nas informuje na początku książki jest to zamierzony zabieg. W moim przekonaniu sprawia on, że odbieramy całą historię jeszcze bardziej autentycznie oraz utożsamiamy się z bohaterami i sytuacjami, w których się znaleźli w pełni, nie wspominając o tym, że ma to w nas wzbudzać większy lęk i strach. Moim zdaniem udało się to osiągnąć. W książce znajdziemy również dużo wulgaryzmów, nagości i scenę seksu. Piszę o tym ponieważ wiem, że niektórzy są na tym punkcie przewrażliwieni- mi to nie przeszkadza, a wręcz sprawia, że taka opowieść jest dla mnie bardziej prawdziwa. Dla kontrastu (żeby nie było sztampowo) w książce jest poruszony temat religii, wierzeń i ogólnie wiary. Każdy znajdzie coś dla siebie. Warto wspomnieć też o postaciach, które były dość nietypowe i bardzo urozmaicone. Podobał mi się również kontrast między dwójką głównych bohaterów, dzięki temu cała lektura była jeszcze ciekawsza. Tomasz był wykreowany tak dobrze, że od samego początku miałam ochotę udusić go gołymi rękoma, a tajemniczy pan Andrzej od razu mnie zaintrygował i wzbudził we mnie sympatię. Tak samo trzeba pochwalić autora za opisy otoczenia i podziękować, że przeniósł nas za pomocą słów w tak piękne rejony i miejsca. Jeśli jesteście fanami thrillerów, horrorów, niewyjaśnionych zjawisk i tajemniczych miejsc to ta pozycja powinna Was usatysfakcjonować. Od razu jednak chcę uprzedzić przyszłych czytelników, że po lekturze nie spojrzycie już na żaden las tak samo. Ja osobiście nie mam pojęcia gdzie będę teraz spacerowała, bo na pewno nie pośród tylu drzew.
Link do opinii
"Gałęziste" to świetna, skomplikowana i dopracowana powieść, która zabiera nas w przerażającą podróż. Książka daje do myślenia, porusza trudne tematy wiary, wywołuje mnóstwo emocji, zaskakuje i fascynuje. To z pewnością pozycja warta uwagi, szczególnie dla fanów opowieści z dreszczykiem. http://korcimnieczytanie.blogspot.com/2016/10/artur-urbanowicz-gaeziste.html
Link do opinii

Tomek i Karolina postanowili spędzić Wielkanoc na Suwalszczyźnie. Kilkudniowy wyjazd miał ponownie zbliżyć ich do siebie i ożywić związek, w którym powiało chłodem. Od początku wyprawa daleka jest od ich wyobrażeń- skłania się raczej ku koszmarom kojarzonym z filmami grozy.

Po „Gałęziste” sięgnęłam wiedziona wielką ciekawością, dopatrując się w tej książce specyficznej i wyróżniającej ją na tle innych polskich powieści fabuły. Połączenie różnorodnych gatunków zaintrygowało mnie szczególnie. W takich powieściach nigdy nic nie jest oczywiste i przewidywalne. Miałam wielkie nadzieje i duże oczekiwania. I nie zawiodłam się.

Przyznam szczerze, że na początku nie zaiskrzyło. Nie do końca mogłam poczuć ten klimat, a książkowi bohaterzy nieco mnie drażnili. I… nie jestem nawet pewna, kiedy te odczucia zeszły na dalszy plan, a następnie zupełnie zniknęły. Czytałam szybko, niecierpliwie pragnąć poznawać kolejne wydarzenia. Pochłonął mnie mrok, opanował strach. Musiałam trochę ze sobą powalczyć, by zepchnąć na bok własną bojaźliwość, ale było warto.

Tak. Podczas czytania odczuwałam niepokój. Udzielał mi się klimat grozy, na własnej skórze odczułam obecność książkowych upiorów. Autor zbudował mroczną i przepełnioną nieprzyjemnymi emocjami powieść, jakiej nie mógłby się powstydzić żaden pisarz z dużym doświadczeniem, a mowa tutaj przecież o kimś, kto tak naprawdę stawia swoje pierwsze kroki!

Czy znacie to uczucie, kiedy w drodze do łazienki gorączkowo szukacie włącznika światła, obawiając się spojrzeć za siebie?

Czy wiecie jak to jest, kiedy nieśmiało myjecie zęby, zastanawiając się, czy spojrzenie w lustro okaże się dobrym pomysłem?

Tak wpłynęła na mnie ta książka. Obawiałam się własnego cienia. Dawałam się ponieść wyobraźni. Wrócił strach przed koszmarami mieszkającymi pod łóżkiem. I czytałam dalej. Owszem, jestem bojaźliwa. I nie lubię horrorów. Ale nie mogłam się oprzeć. Historia stworzona przez Urbanowicza była dla mnie na tyle intrygująca, że zmierzyłam się z własnym strachem, by móc poznać jej rozwinięcie i zakończenie. Choć jestem pewna, że byłaby to także wielka gratka dla osób lubujących się w takich powieściach.

Kolejne strony przedstawiają szereg przerażających wydarzeń z udziałem Karoliny i Tomka. Do tej pory upiorne opowieści, których akcja rozgrywała się w lesie, znałam jedynie z filmów. Zagłębienie się w książkę dało mi jednak o wiele bardziej obrazowe i emocjonalne odczucia. Autor wspaniale stopniuje napięcie, zaskakując zwrotami akcji i wprowadzając wątki dodatkowo wzbogacające akcje. Ta książka nie byłaby tak dobra bez istotnego obyczajowego tła i informacji dotyczących Suwalszczyzny. Z przyjemnością wymieniłabym kilka cennych elementów i garść interesujących ścieżek, którymi za Urbanowiczem podążałam, szkoda mi jednak odbierać to innym czytelnikom.

Duże znaczenie miało dla mnie zakończenie książki. Zupełnie nie spodziewałam się, że autor wybierze takie rozwiązanie i w ogóle, ani przez chwilę, nie przyszło mi wcześniej do głowy, że można by pokierować akcją w ten sposób. Zbliżając się do zakończenia otrzymaliśmy odpowiedzi na wszystkie pytania i uniknęliśmy jakichkolwiek niedomówień czy niepewności, co także zasługuje na pochwałę.

Chętnie napisałabym więcej, tylko po co? Warto samemu przeczytać i ponapawać się tą opowieścią- bardzo przemyślaną, przyjemnie opowiedzianą, odpowiednio dopracowaną. Ciężko przyczepić mi się do czegokolwiek- nie dlatego, że nie chcę, po prostu nie ma do czego.

 

 

Link do opinii
Gałęziste to ten rodzaj książki, która bezpośrednio nie przestraszy, ale pobudzi twoją wyobraźnię i sprawi, że w ciemności zaczniesz się oglądać za siebie, aby upewnić się, że nic nie kryje się w kącie. Nim się obejrzysz, będziesz przesiąknięty tym światem, zaczniesz podwójnie analizować każdy swój ruch i zastanawiać się nad istnieniem zjawisk nadprzyrodzonych. http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com/2016/09/sprawdz-co-kryje-sie-w-lesie-gaeziste.html
Link do opinii

Thrillery to książki, które jakiś czas temu zyskały moją sympatię. Potrafią trzymać w napięciu, wywoływać wielkie emocje, chwile uśmiechu, zwątpienia, słone łzy oraz targać nerwy czytelnika. Najczęściej książki z tego gatunku, które stoją na mojej półce i nad którymi się zachwycałam, pochodzą z rąk zagranicznych autorów. Cieszy mnie to, że moi rodacy coraz częściej piszą i to dobrze piszą, a kolejne debiuty stają się coraz ciekawsze. Dziś pragnę podzielić się z Wami moją opinią na temat thrillera polskiego autora, debiutanta, który na dodatek swoją fabułę osadził w Polsce. Czy to go nie zgubiło?
     Artur Urbanowicz, kto to taki? Matematyk, informatyk i wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim. Swoją pierwszą powieść napisał w wieku 14 lat. Od dziecka uzależniony od pisania, wymyślania różnych historii i zafascynowany gatunkiem horroru pod każdą jego postacią. Wychodzi z założenia, że literatura ma pełnić funkcję przede wszystkim rozrywkową, więc w swoich tekstach stawia na lekkość, bawienie czytelnika, manipulowanie nim i obowiązkowe zaskoczenie na końcu. Chorobliwy perfekcjonista. Jego kolejna książka ma się ukazać pod koniec 2016 roku. [opis autorski]
     Akcja powieści rozgrywa się na Suwalszczyźnie. Karolina i Tomek, młodzi i ambitni po studiach postanawiają zatroszczyć się o swój związek. Wyruszają w odludne miejsce i tak trafiają do wsi  Białodęby, a dokładnie do pensjonatu znajdującego się tuż obok cmentarza. Nie mija dużo czasu, a zaczynamy być świadkami dziwnych incydentów. Zwidów, tajemnic, snów... Zaczyna się robić coraz bardziej tajemniczo, mrocznie i strasznie...
     Lubicie czytać debiuty? Często spotykam się z opinią, że ludzie nie lubią sięgać po debiuty, ponieważ nie wiedzą czego się spodziewać po autorze. Cóż, coś w tym jest. Ja jednak mam na odwrót. Lubię poznawać debiutanckie powieści, dzięki którym od początku mogę wyrabiać sobie zdanie o autorze i jego twórczości. Wiedzieć jak się rozwija i zmienia z każdym kolejnym dziełem. Tym razem szansę dałam Arturowi Urbanowiczowi i wiecie co? To była kolejna dobra decyzja. Gdybym nie wiedziała, nie powiedziałabym, że to pierwsza wydana książka autora. Spisał się naprawdę dobrze.
    Czego oczekuję po thrillerze, sensacji? Może nie zupełnie nowej, oryginalnej fabuły, bo wiem, że o taką bardzo ciężko. Wymagam jednak odpowiedniego napięcia, porządnych emocji i choć odrobiny dreszczu, który pozostawi przez chwilę gęsią skórkę na moich rękach.To wszystko udało się autorowi. Po niezwykle intrygującym opisie zabrałam się za lekturę. Od samego początku odczułam dobrze poprowadzone tempo i rosnące z każdą chwilą napięcie. Cieszę się, że w miejscu, w którym aktualnie przebywam nie ma żadnych lasów (zazwyczaj ubolewam nad tym faktem), ale dziś jest inaczej. Kocham lasy, jednak po skończonej opowieści po prostu bałabym się tam wejść! Pisarzowi udało się również pobudzić moje emocje. Nie wbiły mnie one w fotel, jednak były bardzo przyjemne, podobnie jak dobrze poprowadzony wątek obyczajowy. Ta książka nie jest mocnym horrorem (których nie lubię!), a połączeniem thrillera z powieścią obyczajową i elementami paranormalnymi, które tutaj mnie zaskoczyły. `
     Karolina i Tomek to świetnie wykreowana para bohaterów. On niecierpliwy i szybko się denerwujący, a ona miła, uczynna i spokojna. Idealnie się uzupełniają i przyciągają sympatię czytelników. Skrajne charaktery jednak nie ułatwiają im znalezienia klucza do szczęścia i furtki, za którą kryje się idealna (dla nich) przyszłość.
     To, co najbardziej mnie zauroczyło to opisy Suwalszczyzny. Nigdy tam nie byłam i chętnie kiedyś odwiedzę jej okolice. Sposób jednak, w jaki autor opisał bardzo dobrze sobie znane miejsce jest wyjątkowy i magiczny. Uważam, że wielu autorów powinno brać z niego przykład - osadzać fabułę swojej powieści w miejscu, które się bardzo dobrze zna, dzięki czemu można oddać jego głębię, magię i sprawić, że czytelnik bez problemów przeniesie się w najdalsze zakamarki świata.
     Gałęziste to debiut, który stawia wysoko podniesioną poprzeczkę autorowi na jego twórczej ścieżce. To powieść, która trzyma w napięciu od początku, niemal do samego końca, przenosi czytelnika do wspaniałego miejsca i porusza emocje. Przy tej książce nie sposób się nudzić. I... uważajcie na lasy! Polecam.
http://krainaksiazkazwana.blogspot.com

Link do opinii
POMIEDZY GAŁĘZIAMI Jeśli chodzi o fantastykę, to właśnie gatunek horroru jest mi najbliższy. W końcu, jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało, groza należy do najbardziej przyziemnych z odmian paranormalnej literatury. I chociaż polskie filmy nie potrafią niczego osiągnąć na tym polu, literatura radzi sobie znakomicie. Pytanie, jak na tym polu wypadł debiutujący ,,Gałęzistymi" Artur Urbanowicz? Kiedy młoda kobieta, Anna, zmuszona sytuacją wyrusza w podróż na Suwalszczyznę, nie jest w najmniejszym stopniu świadoma tego, co spotka ją, kiedy zepsuje jej się auto. W mroku i ulewie, sama w lesie, gdzie każdy kształt przypomina ludzką postać zdecyduje się na pieszą wędrówkę, która... Czy coś w ogóle może jej grozić? Karolina i Tomek są parą, której związek niestety wisi na włosku. Szansą na jego naprawę, a może i całkowite odbudowanie staje się wspólna wyprawa do Suwalszczyzny z okazji Świąt Wielkiej Nocy. Ciągle kłócąca się dwójka, która nie potrafi wytrzymać bez wzajemnych oskarżeń, a jej przekonania, zainteresowania i poglądy stawiają oboje po przeciwnych stronach barykady będzie musiała spędzić ze sobą jeszcze więcej czasu. Czy ich podróż może się udać? Wszystko wskazuje na to, że nie, a z każdą kolejną chwilą jest coraz gorzej. Przez problemy z cukrem we krwi Tomek omal nie zabija oboje w trakcie jazdy. Wkrótce okazuje się także, że będą musieli zamieszkać gdzie indziej, niż planowali, a miejsce to nie jest wcale lepsze od pierwotnego - budynek znajduje się obok dawnego cmentarza, a na dodatek pod dachem nie brak świeżo zmarłej osoby. Żeby jednak na tym skończyły się problemy Tomka i Karoliny, nie byłoby tak źle. Niestety. W domu zaczynają mieć miejsce dziwne zdarzenia, a bohaterów nawiedzają tajemnicze sny. Powoli wokół ich szyj zaciska się pętla... Mroczny las i jego sekrety to temat stary, jak sama literatura grozy. Na wykrzesanie zeń czegoś oryginalnego nie ma więc już większych szans, ale nadal można mieć nadzieję na dobre powielenie znanych schematów i podanie ich w ciekawej formie. Są w końcu rzeczy i motywy, które nigdy się nie przejadają i tak jest w tym właśnie przypadku. Urbanowicz poradził sobie z nimi całkiem nieźle. Owszem, czuć w ,,Gałęzistych", że jest to dzieło debiutującego pisarza, ale książkę czyta się przyjemnie i z napięciem, a warstwa obyczajowa ma swój urok. Treść i poprowadzenie akcji także wciągają w świat, który wyłania się z mroku lasu i spokojnej zdawałoby się wsi. Pomiędzy gałęziami rozciąga się groza zakorzeniona daleko w przeszłości i pomiędzy tymi samymi gałęziami, jak pajęczyna, rozciąga się także dramat rozpadu związku. Wszystko dobrze znane, a jednak czyta się miło i przyjemnie, jeśli więc lubicie rodzime horrory sięgnijcie, nie zawiedziecie się. Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2016/08/22/galeziste-artur-urbanowicz/
Link do opinii
"To miejsce to gniew. Gniew jest tym miejscem." Bardzo dobry thriller, osadzony w klimacie pięknych miejsc na Suwalszczyźnie, umiejętnie nawiązujący do miejscowych legend, baśni, wierzeń i demonów. Świetnie się go czyta, napięcie budowane jest z dużą smykałką, lekkim piórem i zrozumieniem czytelniczych potrzeb. Zajmująco skonstruowana intryga. Nie brakuje wyczucia uruchamiania wyobraźni czytelnika, przykuwania jego uwagi, przewrotnego sugerowania prawdopodobnego przebiegu wypadków. Po spokojniejszych wydarzeniach, wprowadzone zostają nagłe przyspieszenia i gwałtowne zwroty akcji. Autorowi sprawnie udało się osiągnąć efekt zmysłowego przenikania się dwóch światów, realnego i nierzeczywistego. Mocno zaskakujące i nieprzewidywalne zakończenie, doskonale wpasowuje się w kontekst opowiadanej historii. Bardzo udany debiut. Ciekawe i pogłębione portrety głównych bohaterów, młodej pary warszawiaków, dla których wycieczka jest okazją do naprawienia relacji i odświeżenia związku. Animozje między Karoliną i Tomkiem, zaczynają być coraz bardziej widoczne, często się kłócą, ranią słowami i wzajemnie oskarżają o niepowodzenia. Wydaje się, że wspólny wyjazd w ich przypadku nie jest chyba najlepszym, i jak się okazuje, najszczęśliwszym pomysłem. Postaci bardzo wiarygodne, z całkowicie odmiennym spojrzeniem na świat i poglądami odnośnie wiary, z mieszanką wad i zalet, które ubarwiają ich charaktery i mają znaczący wpływ na przebieg wydarzeń. Ona studentka psychologii, katoliczka, chętnie niosąca pomoc innym. On przyszły matematyk, ateista i skoncentrowany na sobie. Mieszkańcy wioski i jej okolic wnoszą wiele ciekawego swoimi dobrze zarysowanymi profilami i niezwykle tajemniczą przeszłością. Już od początku powieści zaczyna się nakręcać spirala obaw i niepewności, która towarzyszy czytelnikowi podczas pojawiania się drugoplanowych osób. Z wielkim zaangażowaniem śledzimy ciekawe losy bohaterów, momentami chaotyczne i desperackie działania, niebezpieczną walkę z niezidentyfikowanymi nadprzyrodzonymi mocami. Towarzyszy nam przy tym prawdziwy dreszczyk emocji, a przygody Karoliny i Tomka nasycone są mocnymi i nieoczekiwanymi akcentami. W miarę rozwijania się opowieści zwielokrotniają się dziwaczne i irracjonalne wydarzenia, a w konsekwencji pojawia się u młodych ludzi coraz większe zadziwienie, zaniepokojenie, obawa, lęk, strach i przerażenie. Autor z łatwością wciąga nas w intrygującą grę psychologiczną, sukcesywnie i niemal niepostrzeżenie zostajemy coraz bardziej wchłonięci przez ciemny i złowrogi las, z którego prawie niemożliwym jest się wydostać, udaje się to tylko nielicznym, ale czy na pewno? Jak bardzo wyobrażenie studentów o świecie różni się od tego, czego są świadkami i uczestnikami? Z czym przychodzi zmierzyć się bohaterom? Kto i co czyha na ich życie? Czy uda im się wyjść obronną ręką z tego koszmaru? bookendorfina.blogspot.com
Link do opinii

Karolina i Tomek wyjeżdżają na krótki urlop. Zjawiskowe krajobrazy Suwalszczyzny mają uatrakcyjnić im prace nad wspólną przyszłością. Tam można spotkać najdzikszą przyrodę i zupełnie przypadkowo natrafić na rusałki czy ogniki, które zmylą nam dojście do właściwej trasy. Idealne miejsce na refleksje nad swoim życiem i tym, co dla nas najistotniejsze. Zero zasięgu, zero Internetu, tylko ich dwoje i przyroda.  Wyjechali tam, by naprawić swój związek, ale czy ta wycieczka scementuje ich nadszarpnięte relacje czy zweryfikuje ich poglądy na wspólne życie razem?

Karolina jest mocno wierzącą dziewczyną. Studiuje psychologię i próbuje wcielać jej metody w życie. Jej postać  możemy obserwować z różnych perspektyw, łącznie z jej samokrytyką. Wyjazd z Tomkiem, był jej pomysłem, który miał zacieśnić ich relację. Od początku wszystko idzie w przeciwnym kierunku. Nie dość, że miejsce, w którym będą spać nie jest typowym hotelem, tylko zwykłym domkiem, w którym właśnie umarł jeden domownik(!), to jeszcze jego właścicielka jest idealnie w typie Tomka (duże piersi, ponętne krągłości). Wymarzone miejsce dla uzdrowienia związku!

Tomkowi nie udało się ukryć jak bardzo podoba mu się nowa znajoma. Stara się zachowywać w porządku i nie kusić losu, a to,trzeba przyznać, że kiepsko mu wychodzi. Jako matematyk i ateista w jednym nie wierzy w przypadki. Losowe zdarzenia stara się wytłumaczyć w logiczny sposób. Dziwny dom, dziwny domownicy, jeszcze dziwniejsza okolica – zdarza się! Po co się martwić na zapas? Szczerze mówiąc, już po pierwszych kilku rozdziałach uciekałabym gdzie pieprz rośnie. Albo jeszcze dalej. 

Więcej na zukoteka.blox.pl

Link do opinii
Avatar użytkownika - codzienna
codzienna
Przeczytane:2019-12-02, Ocena: 5, Przeczytałem, Posiadam, 52 książki 2019,

Drugi raz sięgam po twórczość Artura Urbanowicza i po raz drugi jestem zafascynowana jego piórem.Określiłabym Jego twórczość jako porządną literaturę i to przez duże L. Nie powiem,że jestem fanką tego rodzaju literatury ale przy takiej lekturze czytelnik nie jest w stanie się nudzić. Zresztą i sama okładka pobudza wyobraźnię ,ma się ochotę otworzyć książkę i rozpocząć lekturę.A sama historia? Jest na prawdę klimatycznie napisana,poczucie niepokoju i niepewności rośnie z każdą kolejno przewracaną stroną, a wraz z nimi wzrasta też towarzyszące im napięcie.To historia o Karolinie i Tomku,którzy podczas przerwy świątecznej wybierają się na Suwalszczyznę by odpocząć i dać sobie szansę na podratowanie związku.Nie wszystko idzie jednak po ich myśli.Wkrótce doświadczają dziwnych zjawisk i zdają sobie sprawę,że otaczający Suwalszczyzną las skrywa niejedną tajemnicę.Jest tu jeszcze tajemnicza Natalia.Jaką rolę odegra i jaki będzie miała wpływ na dwójkę studentów,tego dowiemy się po lekturze .,Dodatkowym atutem jest na pewno oprawa graficzna,która jest niesamowita i doskonale współgra z czytanym tekstem.Sam fakt również tego,że opisane miejsca w Gałęzistych istnieją na prawdę ,sprawiają,ze ma się ochotę wsiąść do samochodu i pojechać w te klimatyczne miejsce. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko polecić powieść Urbanowicza.

Link do opinii
Avatar użytkownika - piotrmaka
piotrmaka
Przeczytane:2019-11-22, Ocena: 5, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - katooola
katooola
Przeczytane:2019-11-09, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2019,

Czekałam na nią długo, bo od maja od kiedy przeczytałam Inkuba. I warto było czekać! Nie wiem która nich lepsza? :D Wciągnęła mnie w ten swój świat. Piękna okładka i świetne ilustracje w środku. Polecam! To taki nasz polski Stephen King.

Link do opinii
Avatar użytkownika - czytanienaplatan
czytanienaplatan
Przeczytane:2019-11-03, Ocena: 5, Przeczytałam,

W porównaniu z pierwszym wydaniem, które również miałam okazję czytać, to jest zdecydowanie bardziej dopracowane pod względem stylistycznym, językowym i graficznym.

 

Mroczny klimat napięcia i grozy został zachowany, a wręcz spotęgowany przez wyraziste ilustracje nawiązujące do treści.

 

Każdy z nas instynktownie dąży do racjonalnego wyjaśnienia wydarzeń, które zdają się mistyczne, czy paranormalne. A jeżeli nie da się ich wytłumaczyć? Czy dopuściłbyś inną możliwość? Czy byłbyś skłonny uwierzyć?

 

Klimatyczne krajobrazy Suwalszczyzny okazują się nie tylko cudownym miejscem do odpoczynku na łonie natury, ale również tajemniczym i mrocznym, o czym przekonują się Karolina i Tomek. Para młodych ludzi, których zaczyna więcej dzielić, niż łączyć, przyjeżdża na Wielkanoc do małej miejscowości Białodęby, by podjąć próbę poprawy wzajemnych stosunków. Doskwiera im rutyna, zaczyna się wzajemne obwinianie i wyrzucanie braku zaangażowania. Różnice chociażby w poglądach religijnych, które wcześniej były akceptowalne, urastają do rozmiaru problemów.

 

Młodzi ludzie realizują aktywny plan zwiedzania urokliwych miejsc regionu, jednak co rusz przydarzają im się dziwne i niewytłumaczalne sytuacje. Początkowo ukrywają je przed sobą nawzajem, próbując je tłumaczyć, lub obawiając się ośmieszenia. Z czasem otaczająca ich aura tajemniczości i dziwnych zjawisk zaczyna się zacieśniać wywołując wręcz paniczny strach. Czy stare legendy są nadal żywe i doświadczają właśnie tego ukrytego w nich ziarnka prawdy? Czy może natura dopomina się należnego jej szacunku i strzeże lasu przed intruzami? W każdym razie objawiają się moce, których istnienia się nie spodziewali w małej suwalskiej wsi.

 

W książce znajdziemy opisy wielu ciekawych miejsc tego regionu, widzianych oczyma bohaterów. Jest to swoisty przewodnik po okolicy wpleciony w bieżące, często mrożące krew w żyłach, wydarzenia. Poznajemy mroczne legendy zamieszkujących te tereny Jaćwingów, lokalne baśnie i ludowe wierzenia. W połączeniu z tym, co spotyka bohaterów oraz realistycznymi opisami ciemnych okolicznych lasów, budują niesamowity klimat, w którym nietrudno o dreszcz strachu i oczy szeroko otwarte z przerażenia.

 

Autor umiejętnie buduje napięcie, angażując i wprawiając czytelnika w stan oczekiwania, który zmusza do pochłaniania kolejnych i kolejnych stron. Pomysł na zakończenie zaskakuje i znakomicie oddaje klimat całej historii, która momentami jest wręcz irracjonalna. Gorąco polecam jeżeli lubisz wniknąć w klimat grozy i poczuć to specyficzne mrowienie na karku, ten pierwotny lęk przed tym co nieznane i niewytłumaczalne.

Link do opinii
Inne książki autora
Inkub
Artur Urbanowicz; 0
Okładka ksiązki - Inkub

Dwie epoki.Dwie historie.Jedna wioska.Jedna czarownica.Jedna klątwa. Wyobraź sobie, że możesz wszystko. Nawet oszukać śmierć.Nad Suwalszczyzną za kilka...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Okna z widokiem na Weronę
Hanna Kowalewska
Okna z widokiem na Weronę
Niedzielna dziewczyna
Pip Drysdale
Niedzielna dziewczyna
Ktosiek 2.0
Beata Piliszek-Słowińska
Ktosiek 2.0
Zawsze i na zawsze
Jenny Han
Zawsze i na zawsze
Brytyjska monarchia od kuchni
Adrian Tinniswood
Brytyjska monarchia od kuchni
Grypa. Sto lat walki
Jeremy Brown
Grypa. Sto lat walki
Relikwiarz
Elżbieta Bielawska
Relikwiarz
iBoy
Kevin Brooks
iBoy
Pokaż wszystkie recenzje