Ta książka stawia pytania, których nie chcemy sobie zadawać: co jeśli rodzic nie jest świętością? Co jeśli matka nie jest uosobieniem dobra i bezpieczeństwa, tylko źródłem strachu, poczucia winy i systematycznego niszczenia?
Matka nikt to opowieść o relacji, w której miłość zostaje zastąpiona kontrolą, a miejsce bliskości zajmuje pogarda. To historia władzy niepotrzebującej przemocy fizycznej, bo wystarczą jej słowa, powtarzane latami, konsekwentnie, aż zaczynają działać jak prawda objawiona: nie jesteś już moim synem, jesteś nikim, jesteś dnem, do niczego się nie nadajesz, twoje życie to bagno.
Te zdania nie znikają wraz z dzieciństwem. One dorastają razem z bohaterem, zmieniają ton i kontekst, ale nigdy nie tracą mocy. Matka nikt pokazuje, co dzieje się z człowiekiem niszczonym dzień po dniu.
Bezlitosna historia przemocy psychicznej - takiej, która nie zostawia siniaków, ale potrafi obrócić świat w ruinę.
Wydawnictwo: Luna
Data wydania: 2026-03-25
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 176
Mamy wokół siebie ludzi, o których tak naprawdę nic nie wiemy. Patrzymy oczami obserwatora postrzegając drugiego człowieka z perspektywy własnego życia i doświadczeń.
Bardzo ciężko czyta się prawdziwe wspomnienia z dzieciństwa, które miało być beztroskim czasem, gdzie najbliżsi wspierają i otaczają opieką. Niestety w tej historii było zupełnie inaczej...
Codzienna niepewność, strach i poniżanie wywołały niesamowity wpływ na psychikę małego chłopca, który dorastał w niepełnej rodzinie. Trudne relacje pomiędzy matką i synem sprawiły, że młody człowiek postrzegał siebie jako osobę gorszą, nic nie wartą, co niestety matka codziennie mu uświadamiała. Samoocena dziecka kurczyła się z dnia na dzień pod wpływem prze*mocy psychicznej ze strony matki, osoby, która powinna budować bliską więź. Coraz bardziej podkopywane poczucie własnej wartości wpłynęło na codzienne życie i przez lata utkwiło w sercu jak drzazga.
Autor otworzył się przed czytelnikiem opowiadając historię życia, dorastania i wchodzenia w dorosłość w warunkach trudnych do rozwijania pewności siebie i funkcjonowania w społeczeństwie.
Choroba matki znacząco wpłynęła na życie mężczyzny i ukształtowała jego spojrzenie na rodzinne relacje, trudne wybory i poczucie własnej wartości. Ta trudna, pełna przeszkód droga pozostawiła trwały ślad. Fragmenty życia, sytuacje i bolesne w skutkach dialogi łamią serce, poruszają, smucą.
Opowieść przepełniona emocjami skłania do refleksji, budzi mnóstwo skrajnych uczuć. Wzruszająca opowieść o samotności, tęsknocie i braku wiary we własne możliwości, a to właśnie za sprawą najbliższej osoby, która swoim zachowaniem bardzo wpłynęła na kształtowanie młodego człowieka. Skupiamy się na wydarzeniach, które dla jednych mogą być błahostką, lecz dla innych znaczyć bardzo wiele...
Książka ogromnie poruszająca, do bólu prawdziwa, z pewnością na dłużej zostanie w pamięci. Bardzo polecam
Czy w naszym świecie można mówić o rodzicach źle? Czy albo dobrze albo wcale? Temat bardzo trudny, tak jak książka Wiktora Słojkowskiego "Matka nikt". Polecam mocno i uprzedzam, że nie jest to lektura łatwa. Emocjonalnie rozkłada czytelnika na łopatki i dociska do ziemi nie pozwalając długo się spionizować. Jest jednak książką cholernie potrzebną i odważną, choć z pewnością jej napisanie było przeżyciem bolesnym. Z drugiej strony - czy po takich przeżyciach, o jakich autor pisze, cokolwiek może być jeszcze odczuwalne jako bardziej bolesne? Czytając książkę, słyszałam w głowie słowa części oburzonego społeczeństwa: "jak tak można, o własnej matce". I w duchu, współczując autorowi, cieszyłam się że jest ktoś, kto miał odwagę głośno powiedzieć światu, że matka nie zawsze i nie dla każdego jest tym czym być powinna - synonimem bezinteresownej miłości, radosnej oazy, poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Dla pewnej grupy będzie ona synonimem strachu, domowego piekła i emocjonalnej pustki. Jest to książka, która krzyczy, pyta, uświadamia, otwiera oczy zaślepionym i tym idealizującym obraz matki. Autor wiele razy walczy sam ze sobą bo przecież jak sam często pisze - w końcu to matka. Raniąca, nie szanująca, emocjonalnie wykańczająca i doprowadzająca nie raz swoje nawet już dorosłe dziecko, na krańce jego wytrzymałości. Ale to wciąż matka...Nie mamy nadal społecznego przyzwolenia aby źle mówić o jej osobie. Nawet gdy dopuszcza się przemocy. Nie tej fizycznej, pozostawiającej widoczne gołym okiem ślady. Ale wciąż przemocy. Słownej, emocjonalnej, psychicznej. Jak wielkie odciska one piętno świadczy to, że autor jako dorosły człowiek nadal odczuwa jej skutki. Lektura ukazuje to, o czym świat wiedzieć nie chce. Nie każda matka to godny naśladowania wzór cnót. Życie "matki nikt" to przestroga. "Nie bądź jak ona" powtarza sobie autor. A ja, w ślad za nim mówię: "nie bądźmy jak ona, nie bądźmy matką nikt."
Słowa niszczą bardziej niż czyny, gdy ktoś przez całe życie powtarza Ci, że jesteś nikim, to w końcu w to wierzysz. A gdy tą osobą, która Ci to mówi jest Twoja matka, która jak się przyjęło powinna być wsparciem, kochać bezwzględnie i być dla dziecka najbliższą osobą to niszczy Cię już od narodzin.
Książka pokazuje co dzieje się z człowiekiem ciemiężonym dzień po dniu, dorosłość nie oznacza, że ten ból mija, on tylko zmienia się, ale słowa mają wciąż tę samą moc.
Depresja rodzica oznacza często emocjonalny chłód, matka bohatera koncentrację się na własnym cierpieniu, a dziecku towarzyszy wieczny strach, niepewność. Inni z boku widzą tylko to, że nie jesteś głodny, chodzisz do szkoły, to wszystko jest dobrze, jesteście przykładną rodziną, bo tylko siniaki świadczą o patologii, a tak nie jest. Niszczenie kogoś przez słowa boli bardziej niż ból fizyczny, a gdy to robi najbliższa Ci osoba, która powinna Cię kształtować, dawać wzorce i poczucie bezpieczeństwa jest jeszcze gorsze.
"Matka nikt" to surowy, brutalny, czasem chaotyczny tekst, z którego każde słowo to ból. Autor jakby chciał wykrzyczeć swój strach, żal i masę innych emocji, które mimo, że jest dorosły wciąż w nim są.
Poruszająca historia, która po przeczytaniu długo zostaje w człowieku, ważna, bo dotyka problemu o którym się nie mówi.
Zanim zaczęłam pisać tę recenzję, musiałam na chwilę odłożyć tę książkę, wziąć głęboki oddech i pozwolić, by ten duszny, lepki ciężar, który Wojciech Słojkowski zostawił w mojej głowie, nieco opadł. „Matka Nikt” nie jest lekturą, którą się konsumuje - to raczej literacka sekcja zwłok na żywym organizmie, przeprowadzona bez znieczulenia i, co najbardziej bolesne, bez rękawiczek.
To, co uderzyło mnie najmocniej, to fakt, że autor nie próbuje nas uwieść piękną frazą czy literackimi ozdobnikami. Ta opowieść jest surowa, niemal pierwotna w swoim bólu, chaotyczna. Słojkowski pisze tak, jakby wyrzucał z siebie toksyny, które gromadziły się w nim przez lata. Stylistyka tej książki jest intencjonalnie „brudna” - zdania bywają nieskładne, potoczne, gęste od wulgaryzmów. Momentami odnosiłam wrażenie, że nie czytam powieści, a uczestniczę w intymnej, bolesnej spowiedzi, w której autor nie ma już siły na dobieranie subtelnych słów. Ta szczerość dominuje i boli, ale to właśnie ona sprawia, że „Matka Nikt” jest tak autentyczna.
Mocną stroną tej pozycji jest bez wątpienia dekonstrukcja mitu matki-świętości. Słojkowski z ogromną odwagą pokazuje drugą stronę medalu: matkę chłodną, kontrolującą, niszczącą poczucie własnej wartości syna pod płaszczykiem codziennej troski. Genialnym, choć bolesnym zabiegiem, jest ukazanie mechanizmu parentyfikacji - tego tragicznego odwrócenia ról, gdzie dziecko staje się emocjonalnym opiekunem rodzica, który sam nie potrafi udźwignąć własnego życia. Symboliczny arbuz i bazarowe zakupy, które na początku wydają się niewinnym wspomnieniem, szybko nabierają ciężaru rytuału, z którego nie ma ucieczki. To książka o tym, że rany zadane słowem, drwiną i brakiem miłości krwawią tak samo mocno, jak te fizyczne.
Jeśli miałabym wskazać słabsze ogniwa, to z pewnością jest nim nadmiar wspomnianych wulgaryzmów. Rozumiem ich terapeutyczną funkcję i potrzebę oddania surowości emocji, jednak w pewnych momentach miałam poczucie, że ta „brzydota” języka przysłania głębię psychologiczną, którą autor potrafi tak świetnie wydobyć za pomocą metafor czy gier słownych. Czasami mniej znaczy więcej, a tutaj ta agresja słowna bywa męcząca i może odpychać czytelnika szukającego w literaturze nieco większego dystansu. Dodatkowo, forma zapisu - momentami rwana, chaotyczna, przypominająca zbiór luźnych wspomnień i listów - sprawia, że czujemy pewien niedosyt, jakby autor wciąż trzymał w sobie ten ostatni, najgorszy sekret, którego nie odważył się jeszcze wykrzyczeć.
To lektura absolutnie niezbędna, choć potwornie niewygodna. Czytając ją, czułam się jak intruz w czyimś domu, świadek scen, o których wolelibyśmy myśleć, że się nie zdarzają. Najbardziej poruszył mnie ten dualizm: nienawiść do oprawcy wymieszana z rozpaczliwą, niemal psią miłością do matki. To zawieszenie w emocjonalnej próżni jest oddane po mistrzowsku.
„Matka Nikt” to nie jest książka dla każdego. To pozycja dla osób o mocnych nerwach, gotowych na konfrontację z obrazem macierzyństwa, który budzi lęk. To literacki krzyk dziecka, które dorosło, ale wciąż próbuje pozbierać drobne kawałki siebie z podłogi.
Relacja matki i dziecka to jedna z najważniejszych relacji w życiu. Ona - matka, stanowi centrum świata na początku życia dziecka. Daje mu poczucie bezpieczeństwa. Zaspokaja podstawowe potrzeby. Nie ma wad. Przynajmniej w jego oczach. Przynajmniej w teorii. Ta emocjonalna pępowina często nigdy nie ulega przecięciu. Choć z czasem naturalnie dziecięce wyobrażenie o idealnej mamie poważnie chwieje się w posadach- może to tę niezwykłą więź osłabić, czasem zerwać, albo wręcz przeciwnie. Tylko co wtedy, gdy ta matka, choć nią jest, nie wie czy chce nią być, a może wie, tylko coś jej to nie do końca wychodzi.. Swoje niezrealizowane ambicje i złość na cały świat, kieruje na swoje dziecko, dla którego to właśnie ona jest tym całym światem. Dorastający w upośledzonej relacji pełnej emocjonalnych braków człowiek staje w obliczu strachu, poczucia winy, braku bliskości. Zderza się z rzeczywistością i nie widzi drogi ucieczki. Jest przekonany, że jego złych wspomnień, nigdy nie przykryją dobre. Choć jak się okazuje, będąc dzieckiem takiej matki można, odrzucić wzorzec i dzięki wewnętrznej sile i determinacji stać się dobrym, wrażliwym człowiekiem, pełnym empatii, dokonującym właściwych wyborów i ciężko pracującym na to, by bolesna przeszłość była zupełnie inna niż przyszłość..
,,Matka nikt" to powieść niezwykle osobista, wymagająca i angażująca czytelnika. Największym atutem jest tu realizm psychologiczny. Relacja matki i dziecka, choć zanurzona w ciszy, krzyczy emocjami. Autor nie daje łatwych odpowiedzi. A jego książka zostaje w pamięci i zostawia przestrzeń do własnych przemyśleń.
Polecam.
Trudno czytać tę książkę jak zwykłą opowieść, znacznie bliżej jej do bolesnego wyznania, zapisu emocji, które przez lata dojrzewały, aż w końcu znalazły ujście w słowach. To historia relacji matki i dziecka, ale opowiedziana z perspektywy, która burzy utrwalone wyobrażenia o macierzyństwie jako przestrzeni bezwarunkowego dobra i bezpieczeństwa. Przejmujące studium przemocy psychicznej, która nie zostawia widocznych śladów na ciele, a zniszczyć człowieka od środka.
Autori z odwagą odsłania mechanizmy relacji opartej na kontroli, chłodzie emocjonalnym i nieustannym podważaniu wartości dziecka. Wszystko to dzieje się pod pozorem troski i wychowania. W tym świecie słowa stają się narzędziem przemocy, a ich ciężar okazuje się równie dotkliwy jak fizyczne rany.
Język jest surowy, momentami poszarpany, jakby podporządkowany emocjom, a nie zasadom poprawności. Zdania bywają przepełnione gniewem i bezradnością, a obecność wulgaryzmów stanowi element autecznego przekazu. Miałam wrażenie, że autor próbuje oczyścić się z tego, co przez lata narastało w nim jak ciężar nie do uniesienia. Ta bezkompromisowa szczerość sprawia, że czytelnik nie pozostaje obojętny, zostaje wciągnięty w sam środek emocjonalnego chaosu.
Trudno odmówić tej książce siły oddziaływania. To poruszający obraz relacji, w której dochodzi do odwrócenia ról. Dziecko staje się opiekunem, a miłość miesza się z lękiem i poczuciem winy. Autor pokazuje, jak łatwo zatracić się w takiej więzi i jak trudno się z niej uwolnić, nawet w dorosłym życiu.
Książka nie daje łatwych odpowiedzi, ale stawia ważne pytania, między innymi o to, czy człowiek wychowany w takiej rzeczywistości jest w stanie zbudować zdrowe życie emocjonalne i uwolnić się od ciężaru przeszłości.
Wymagająca, bolesna i niewygodna, ale jednocześnie potrzebna historia. Nie jest to lektura dla każdego, zostawia ślad i zmusza do refleksji. Polecam, Tatiasza i jej książki :)
Katarzyna Butowtt, Wiktor Słojkowski Oddycham, odkąd moi rodzice umarli Ojciec przemocowiec. Wyrodna matka. Siostra alkoholiczka. Dom był więzieniem...
Szczery, intymny i dogłębnie poruszający wywiad o stracie oraz matczynej miłości. Miłość jest silniejsza niż śmierć. To książka o stracie, która odbiera...
Przeczytane:2026-04-29, Ocena: 4, Przeczytałam,
(...) Jest takie powiedzenie "Pomogłaś mi stać się wszystkim, czym jestem". Ono idealnie odzwierciedla historię jaką przeczytamy w książce Wiktora Słojkowskiego "Matka nikt".
To pełna bólu i emocjonalnego ładunku opowieść będąca niejako krzykiem dorosłego człowieka, w którym wciąż żyje dziecko pozbawione miłości własnej matki. To wręcz uderza z każdej kartki tej książki. Książki, która jest niesamowicie trudna. Czytając ją miałam w sobie wielkie rozdarcie pomiędzy tragedią dziecka i tragedią kobiety.
Mężczyzna odsłania przed czytelnikiem swoją trudną przeszłość, dzieciństwo i młodość naznaczone depresją matki. Choroba niszczy nie tylko ją samą, ale i jej własne dziecko, fundując mu psychiczną przemoc, która często bardziej boli niż fizyczna i pozostawia rany na całe życie. Relacja jaka łączy matkę z synem, to nieustanna huśtawka emocjonalna, słowne uderzenia dzień po dniu, zabijające w młodym umyśle poczucie własnej wartości, brak pomocy z zewnątrz. To mnie najbardziej zastanawiało przez cały czas. Gdzie byli inni, gdy kobieta zapadając się coraz bardziej w sobie, pociągała za sobą dziecko.
Dla mnie ta historia, to nie tylko dramat chłopaka, dziś już w ciele dorosłego człowieka, ale widać, że wciąż to młody chłopak. To też dramat kobiety, pozostawionej z pogłębiającą się chorobą. Czy mogła dać dziecku to, czego sama nie posiadała? Co innego, gdy rodzic niszczy własne dziecko z powodu chorych ambicji, złego charakteru. Ale czy depresję i jej skutki ktoś sam sobie wybiera? Wątpię..
Nigdy jeszcze tak nie miałam, żebym po przeczytaniu książki czuła się psychicznie obciążona. A tak było w przypadku tej historii. Zdecydowanie nie jest ona dla każdego.