Vox

Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2019-02-27
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-287-1141-9
Liczba stron: 416
Tytuł oryginału: Vox
Język oryginału: polski

Ocena: 4.55 (20 głosów)

Człowiek wypowiada dziennie około 16 tysięcy słów. Wyobraź sobie, że możesz powiedzieć
ich tylko 100. Na ręku masz zaciśniętą metalową bransoletkę, która liczy twoje słowa.
Przekroczenie limitu oznacza silny ładunek elektryczny wymierzony w dłoń. Licznik zresetuje
się o północy. Słowo pisane także ograniczono do minimum. Nie masz już dostępu do
komputerów i książek. Nie mówisz i nie możesz pisać. Jak odnaleźć się w tym świecie?
Najlepiej pozbyć się wszystkich zbędnych językowych ozdobników, odpowiedzi na pytania
ograniczyć do dwóch słów – tak lub nie. Nie pytać dzieci, jak poszło w szkole. Nie wdawać się
w dyskusje. Nie sprzeciwiać się werbalnie.
Neurolingwistka dr Jean McClellan większość swojego życia poświęciła badaniom
naukowym, a protesty i politykę do tej pory zostawiała innym. Teraz musi żyć w milczeniu i
ważyć każde słowo ze swojego dziennego limitu. I nie jest w tym odosobniona. Nowy rząd
pod naciskiem grupy fundamentalistów wypowiedział otwartą wojnę nowoczesnemu
feminizmowi. Sprawujący władzę mężczyźni wprowadzili odwołujący się do Biblii tradycyjny
podział ról, który sankcjonuje całkowitą uległość kobiet. Kiedy brat prezydenta ulega
wypadkowi, w wyniku którego traci mowę, zadaniem dr Jean jest kontynuowanie swoich
badań nad lekiem, który przywróci mu zdolność mówienia. Na czas projektu ma odzyskać
swobodę wypowiedzi. Kobieta staje się jednak pionkiem w grze ludzi władzy, którzy nie dążą
do likwidacji choroby, lecz do jej wywołania, a może nawet do czegoś więcej...
„Vox” to inteligentna i prowokująca do myślenia powieść dystopijna. Bardzo ważny głos w
świetle ogólnoświatowych dyskusji o prawach kobiet. Pokazuje, jak mógłby wyglądać świat, w
którym króluje skrajna dyskryminacja, a także przypomina, dlaczego dzisiaj powinniśmy
mówić na ten temat głośniej i więcej niż kiedykolwiek wcześniej. 

źródło opisu: wydawnictwo

źródło okładki: wydawnictwo

Tagi: Warszawa

Kup książkę Vox

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Vox

Na rynku księgarskim pojawia się coraz więcej książek zasługujących na miano fan fiction i luźno inspirujących się wcześniej powstałymi opowieściami. Część z nich nawet się z tym nie kryje.

Dobrym przykładem może być książka zatytułowana jako „Vox” Christiny Dalcher.

Mocno nawiązuje ona do tego, co mogliśmy przeczytać i co wiele osób, w tym ja, przeczytało w „Opowieści podręcznej”. A że o tej książce opowiedziano już w sumie wszystko, co było do opowiedzenia, przeanalizowano na wszystkie możliwe strony zarówno książkę, jak i serial, który po pierwszym sezonie stał się jej kontynuacją, skupię się na tej pierwszej pozycji.

„Vox” jest pisany z perspektywy kobiecej bohaterki, żony i matki, która z wykształcenia jest dosyć znanym naukowcem. Tak znanym, że gdy tylko dzieje się coś złego, władza, wbrew niechęci do kobiet i wielu próbach jej stłamszenia, zwraca się do niej z prośbą o współpracę i pomoc, która z obu stron obwarowana jest wieloma warunkami. Nie byłoby w tej historii nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że zarówno kobieta, jak i jej córka, noszą na rękach bransoletki w różnych kolorach – kolor pozwalają im wybrać, jakby miało to czemuś ulżyć, lub sprawić, że ich sytuacja stanie się przez to choć trochę bardziej normalna – bransoletka odlicza wypowiadane przez kobiety słowa, o czym daje znać delikatną wibracją, aż do ich granicy, czyli do osiągnięcia przez kobiety pułapu stu słów. Po ich wypowiedzeniu do końca dnia muszą milczeć i bez znaczenia jest fakt, ile ważnych spraw w danym dniu przyjdzie im omówić, lub załatwić. Kobiety, pragnąc obejść niezrozumiałe dla nich restrykcje, postawiły na język migowy, lub proste kiwanie i kręcenie głową, zamiast odpowiedzi. Główna bohaterka więc, podobnie jak jej córka i sąsiadki, milczą przez większą część dnia, podczas gdy jej mąż i synowie „trajkoczą” bez ustanku przez cały dzień, nie mając żadnych bransoletek, ani głupich ograniczeń.

Kiedy główna bohaterka, Jean, pomaga wysoko postawionemu członkowi rodziny prezydenckiej, dojść do zdrowia, jej sytuacja – jak już wspomniałam wcześniej – diametralnie się zmienia. Bransoletka zostaje ściągnięta zarówno z jej dłoni, jak i jej córki – choć ta druga nie ma ochoty normalnie rozmawiać . Kobieta próbuje na nowo odnaleźć się w nowej sytuacji i zrobić to, czego od niej oczekują, dobrze wiedząc, że gdy tylko to wszystko się skończy, wróci z powrotem do punktu wyjścia. Całą sytuację dodatkowo komplikuje kilka spraw; okazuje się bowiem, że jej małżeństwo nie było tak idealne, jak się na początku wydawało, a jej życie, teraz tak proste, ograniczone do domowych obowiązków i robieniu sprawunków, kiedyś było znacznie ciekawsze i bardziej skomplikowane. Przeszłość uparcie upomina się o Jean, więc wkrótce spotka na swej drodze nie tylko dawno niewidzianego kochanka, ulubioną współpracownicę, ale również koleżankę ze studiów, czynnie walczącą z panującą w kraju sytuacją polityczną i nieprzestrzeganymi prawami kobiet.

Całej sprawie rumieńców nadaje również fakt, że próbie odkrycia leku na chorobę dla wysoko postawionej u władzy osoby, Jean mogłaby uratować również swoją matkę, która od wielu lat cierpi na to samo.  Oraz fakt, że nie tylko oni, Jean i jej zespół, zostali zaangażowani do współpracy, bo jest tam jeszcze kilka innych zespołów, oznaczonych różnymi kolorami, a to, co robią jest utrzymywane w ścisłej tajemnicy, do której Jean, ani nikt z jej zespołu nie ma dostępu.

Na kartach książki pojawia się wiele postaci, których potencjał nie został, moim zdaniem, w pełni wykorzystany. Mamy tu złośliwego poniekąd wielebnego, naukowca, który mimo tego że wszystko to wygląda parszywie, dalej robi swoje, dzieci Jean wśród których najbardziej wyróżniają się jej córka, która milczy mimo zdjęcia bransoletki i buntowniczy syn, który stopniowo przechodzi na stronę oprawców i wprost mówi matce, że to dobrze, że zakłuli ją w te „bransoletkowe kajdany”, a jego bunt jest coraz bardziej uciążliwy, do momentu, gdy samemu przyjdzie mu wybrać w co naprawdę wierzy i kogo kocha, mąż Jean, który przez większą część książki wydaje nam się fajtłapą, by na koniec udowodnić, ile jest wart, policjant, jego rodzina i znajomi, którzy przynależąc do ruchu oporu robią różne rzeczy, by wyrwać się spod reżimu tej władzy i uciec do innego kraju.

Wszyscy oni przesuwają po kartach książki, niewiele robiąc, bo większość tekstu zapełniają ponure myśli Jean, jej spotkania z kochankiem i opisy zastanej rzeczywistości. Opowieść snuje się powoli, przyspiesza gdzieś w okolicy finału i serwuje nam tak cukierkowe zakończenie, że człowieka może zemdlić. To zakończenie zupełnie nie pasuje do ponurej rzeczywistości opisywanej w książce i odbierane jest przeze mnie bardziej jako żart, niż coś innego.

To tak jakby twórcy serialu „Opowieść podręcznej” napisali nagle scenariusz odcinka, w którym ogłoszono by, że władze państwa Gilead się pomyliły, rezygnują ze własnych poczynań i przekonań i wszyscy bezpiecznie, wraz ze swymi dziećmi, mogą wrócić do własnych domów. Przyznam, że gdyby coś takiego miało miejsce, czułabym się zarówno zszokowana, jak i co najmniej niezręcznie, pytając: „co za osioł mógł napisać coś takiego?”. To samo czułam po przeczytaniu książki „Vox”.

Trzeba przyznać, że powieść jest dość sprawnie napisana i wciąga, choć zdarzają się i dłużyzny, po których zostawiałam książkę na kilka dni na półce, żeby „odleżała swoje”.  Zakończenie w żaden sposób nie jest dla mnie zadowalające i zupełnie nie przystaje do fabuły tej historii.

Wygląda to tak, jakby autorka na siłę próbowała opisać wymyślony przez siebie wcześniej finał, ale do zupełnie innej historii. W tej najwłaściwszym wydaje się jakieś krwawo – łzawe zakończenie. A jednego i drugiego jest tu, jak na lekarstwo.

Zamiast tego mamy prawie że american dream. Nie do zniesienia.

Link do opinii
Avatar użytkownika - ikapolka
ikapolka
Przeczytane:2019-02-12, Ocena: 3, Przeczytałam, Książki XXI wieku, 26 książek 2019,

„W ciszy tęskni się najmocniej”. Jean McClellan ma za czym tęsknić. Od roku, tak jak inni mieszkańcy USA płci żeńskiej, w ciągu dnia może wypowiedzieć maksymalnie 100 słów, ale to nie wszystko. Kobiety (również dziewczynki) mogą zapomnieć o książkach, listach, telefonach, komputerach, czy choćby standardowej nauce. W tym świecie o wszystkim decydują mężczyźni. Tylko oni mogą być aktywni zawodowo, rozwijać się czy choćby odbierać pocztę. Nawet wizyta lekarska nie jest czymś normalnym. Sprzeciwienie się ustalonym normom grozi surowymi i poniżającymi karami. A przecież komunikacja werbalna i niewerbalna (ta druga też zabroniona) to klucz do życia w społeczeństwie i rozwoju zarówno jednostki, jak i całej populacji ludzi. Rozwój mowy miał kluczowy wpływ na przewagę człowieka nad innymi stworzeniami zamieszkującymi naszą planetę. To dzięki komunikacji rozwijały się cywilizacje. Słowa pozwalają na przekazywanie czegoś więcej niż mówienie o czynnościach czy przedmiotach. Dzięki nim jesteśmy w stanie opowiedzieć o uczuciach i innych abstrakcjach. Jest to jedna z potężnych, ale i pięknych wolności i to właśnie ona została odebrana bohaterkom książki Christiny Dalcher, które w ten sposób zostały zepchnięte do rangi człowieka niższego gatunku. Autorka na co dzień jest lingwistką, a więc kimś, kto najlepiej wie, jak ważna w życiu każdego człowieka jest mowa.

Książka „Vox” to dystopia, ale ma nam uzmysłowić co się może stać, gdy nie będziemy walczyć o to, co ważne. Czasem coś popieramy, a czegoś nie. Wielu z nas jednak robi to w ciszy, tylko się przyglądając. Działanie zrzucamy na karb innych. Wyobrażamy sobie, że jeden człowiek jest w świecie niczym kropla w oceanie. Tyle że ta kropla tworzy ocean, jest jego częścią. I ten jeden człowiek naprawdę może dużo zmienić. Autorka chce nam uświadomić, że to od nas zależy, jakie będzie nasze jutro.

Książkę tą czyta się szybko, lecz z pewnością nie jest to ława lektura. Christina Dalcher napisała, że liczy na to, że „Vox” da czytelnikowi do myślenia. I to się autorce doskonale udało. Czytając jej powieść, nie da się nie popaść w refleksje. I to nie jedną. Co prawda książka dotyka tematu równouprawnienia, a raczej jego braku, ale można znaleźć tu również wiele innych aspektów, nad którymi warto się zastanowić.
Pani Dalcher napisała również, że liczy, że jej książka rozbudzi w nas trochę gniewu. I tu muszę się rozwinąć. Owszem książka wywołała we mnie złość i nawet nie trochę, a całkiem sporo. O ile efektem zamierzonym było, aby czytelnik był zły na system, to jestem też nieco zła na samą autorkę. Bo pomysł naprawdę był dobry i historia, którą próbowała przekazać, również wzbudziła moje zainteresowanie. Jednak o ile po przeczytaniu pierwszych paru stron byłam entuzjastycznie nastawiona, a książka zdawało się, że napisana jest w sposób elokwentny i nieprzytłaczający, historia ciekawa, nawet wręcz intrygująca, to z każdą kolejną stroną rosło moje rozczarowanie. Niestety było tu sporo niedociągnięć i niedopowiedzeń, a zarazem niektóre z opisów i wątków, które do powieści nic nie wnosiły były zbędnie rozbudowane. Rozumiem też zamysł autorki, który miał ukazać nietolerancję i brak równouprawnienia, ale raził mnie zbyt duży kontrast. Wszystko było czarne albo białe, również bohaterowie, a przez to książka stała się przewidywalna. No i mamy jeszcze główną bohaterkę, która niestety mi osobiście do gustu nie przypadła.

Jednak podsumowując całokształt, muszę przyznać, że „Vox” to książka, z którą wręcz należy się zapoznać. Porusza ona ważne tematy, nad którymi warto się zastanowić.
Dlatego dziękuję Wydawnictwu Muza za umożliwienie mi jej przeczytania przed premierą.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Joannate
Joannate
Przeczytane:2019-03-04, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2019,

„Vox” Christiny Dalcher to książka, o której wiedziałam, że muszę ją przeczytać od momentu, gdy zobaczyłam zapowiedź. Spodziewałam się lektury trudnej, ciężkiej, budzącej gniew i bunt. Czy to dostałam? I tak, i nie. Widziałam recenzje, w których porównywano ją do „Folwarku zwierzęcego” czy „Procesu” – i z tym zgodzić się nie mogę. „Vox” jest zbyt dosłowna, aby zaliczyć ją do tej kategorii, a jednak uważam, że to bardzo ważna książka, którą powinien przeczytać (i przemyśleć!) każdy. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy coraz częściej dochodzą do głosu i władzy ludzie o ekstremalnych poglądach.

Zacznę od okładki, którą uważam za bardzo dobrą i wymowną w swojej prostocie: na białym tle mamy twarz kobiety i czerwone słowo vox umieszczone tak, że X zasłania jej usta - to najkrótsza i bardzo trafna zapowiedź treści. 

O czym jest „Vox”? O mowie. O słowach. O zamykaniu ust. W stanach Zjednoczonych dochodzi do władzy partia prowadzona przez szalonego człowieka: o poglądach tak radykalnych, że trudno w to uwierzyć. A jednak tak się dzieje. Jego zwolennicy przejmują władzę i wprowadzają absurdalne zakazy, które dotykają połowę populacji: wszystkie kobiety. Niemal z dnia na dzień tracą one niemal wszystkie prawa: nie mogą czytać książek, pracować, decydować o własnych dzieciach, mieć telefonu, komputera, a nawet… mówić. No nie, aż tak źle nie jest: mówić mogą, ale nie więcej niż sto słów dziennie, co skrupulatnie odmierzają założone na ich nadgarstkach liczniki – za przekroczenie tej liczby grozi bardzo dotkliwa kara. I właśnie w takiej rzeczywistości przychodzi żyć naszej bohaterce – doktor Jean. Jest ambitną, wykształconą kobietą, dla której praca stanowiła wielką pasję. Jest też żoną mężczyzny, którego uważa za słabego – bo Patrick nie potrafi przeciwstawić się temu, co się dzieje, tylko pokornie przyjmuje kolejne ograniczenia. Jest też matką czworga dzieci – trzech synów i córki. I musi patrzeć, jak jej córeczka jest uczona gotowania, zajmowania się domem i… milczenia.

„Vox” to książka, która budzi gniew i bunt. Jednak czyta się ją szybko – pochłonęłam ją w ciągu jednego dnia (trochę ułatwia to duży druk i krótkie rozdziały). Porusza bardzo ważne tematy i problemy i każe się zastanowić nad tym, czy taka wizja na pewno nie jest możliwa do zrealizowania? Autorka w bardzo przekonujący sposób prezentuje zastosowane przez fanatyków mechanizmy, które umożliwiają im – dosłownie – zakneblowanie kobiet. Od modyfikacji podstawy programowej w szkołach, przez wtłaczanie w głowy dzieciom i dorosłym propagandowych haseł i pseudonaukowych teorii, aż po kontrolę każdego aspektu życia i zamknięcie dostępu do bycia niezależną.

Książka podobała mi się bardzo, choć mam zastrzeżenia co do tego, że autorka nieco zbyt wszystko uprościła – a już szczególnie zakończenie. W przypadku tego typu powieści łatwo jest przedobrzyć – przedstawić świat w czarno-białych barwach, w którym wszyscy mężczyźni są źli, a wszystkie kobiety – dobre. Tutaj tak nie jest, aczkolwiek autorka niebezpiecznie zbliża się do takiej właśnie polaryzacji. To jest minus tej powieści. Drugim minusem jest sama główna bohaterka – niby powinna budzić sympatię i współczucie, a jednak… Czegoś jej brakuje. Trudno mi powiedzieć, czego – ale Jean wydaje mi się jakaś zimna, jej emocje do mnie nie przemawiają, choć rozumiem jej frustrację i mieszane uczucia w stosunku do męża i syna – i mimo najszczerszych chęci – nie polubiłam jej. Trzecim minusem jest zakończenie: zbyt oczywiste, zbyt przewidywalne i zbyt uproszczone. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tutaj zabrakło głębi, jakby autorka chciała jak najszybciej zakończyć – a szkoda, bo to zepsuło mi obraz całości. Ale mimo tych minusów, uważam tę książkę za mocny głos w sprawie praw kobiet i wartościową lekturę.

Komu może spodobać się ta książka? Wszystkim, którzy lubią wszelkie wizje alternatywnych rzeczywistości, którzy nie boją się zetknąć z tematem trudnym i bolesnym, którzy lubią powieści wzbudzające refleksje i zmuszające do zastanowienia się nad naszym światem.

Podsumowując: „Vox” to szeroko reklamowana książka, którą czyta się błyskawicznie, bo akcja wciąga czytelnika od pierwszej strony. To przerażająca wizja świata, w którym kobiety nie mają prawa głosu, a rządzący krajem mężczyźni uważają się za bogów – wizja, która każdy powinien poznać, przemyśleć – i zrobić wszystko, żeby nie stała się naszą rzeczywistością.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Bookendorfina
Bookendorfina
Przeczytane:2019-02-23, Ocena: 4, Przeczytałam,

"Dla triumfu zła wystarczy tylko, aby dobrzy ludzie nic nie robili."
Edmund Burke

Ciarki przechodzą po ciele, kiedy zagłębiamy się w książkę. Wyjątkowo intrygująca fabuła, uwzględniająca wiele perspektyw, ciekawych rzutów na fikcyjną rzeczywistość uwzględniającą cechy realności. Świadomie przejaskrawiono i zniekształcono pewne aspekty, ale dzięki temu udało się naświetlić sprawy związane z sytuacją kobiet, trendami panującymi sto lat temu, walką teoretycznej słabszej płci o szeroko rozumianą wolność, i tym, co obecnie dostrzegamy w społecznych nurtach, a co niekoniecznie przyjmuje zgodne z kobiecymi wyobrażeniami brzmienia. Jak wiele trzeba jeszcze zdziałać na płaszczyźnie równości płci, swobody wypowiedzi bez przyszywania łatek stereotypów, pogrążania w sferze wyrzutów sumienia i krytyki, jeśli nie spełni się wyznaczonych przez fanatyków fałszywych kryteriów jedynie słusznych wzorców?

Powieść przemyślana, za pierwszorzędnym pomysłem na fabułę podąża frapujące przyciąganie uwagi odbiorcy, intrygujący scenariusz zdarzeń podszyty niepewnością i napięciem, a także ciekawy materiał do przemyśleń i refleksji. Zwłaszcza pierwsza część książki zrobiła na mnie duże wrażenie, później już wchodzi się w efektowną sensację, której choć nie można odmówić zwrotów akcji, to jednak cechuje się lekką pobieżnością, wybieganiem od rdzenia interesującej koncepcji, szkoda mi tego zmarnowanego potencjału, który w miarę zbliżania się do finalnej odsłony nieco się rozmywał. Ale i tak podobało mi się, trudno było oderwać się, chętnie stawiałam się na miejscu bohaterów, bez względu na ich płeć i wiek. Jasno wybrzmiewają przesłania zawarte w przybliżanej historii, trudno przejść obok nich obojętnie, bo dotyczącą każdego aspektu i stylu życia. Atrakcyjnie prowokuje i pobudza do intelektualnego buntu, dostarcza interesującej rozrywki. Chciałoby się krzyknąć, że to czysta fantastyka zbliżająca się do thrillera, ale czy faktycznie we wszystkim przedstawiona dystopijna wizja świata imaginuje? Nie ma co brać książki zupełnie na poważnie i zasadniczo, wiele w niej wyolbrzymień i koloryzacji, a jednak sympatycznie drażni wyobraźnię i skłania do zastanowienia, a to pożądane cechy w przygodach czytelniczych.

Amerykańskie kobiety tracą prawo do wykonywania zawodu, dostęp do wykształcenia, możliwość decydowania o ścieżce kariery, wybór sposobu życia, posiadania lub nie dzieci. Mają być ślepo posłuszne partnerowi, zajmować się domem i dziećmi, a co zatrważające i upodlające, dziennie wolno wypowiedzieć im tylko sto słów. Limit słów dotyczy również dziewczynek, co oczywiście wypacza system wartości, odbiera radosne dzieciństwo, skazuje na niesprawiedliwość. Jean McClellean, kiedyś światowej słowy naukowiec, doktor neurolingwistyki, dziś gospodyni domowa, nie odnajduje się w nowej rzeczywistości, widzi szkodliwe konsekwencje rządowego dekretu, któremu musi podporządkować się cała rodzina, jak niszczy relacje z bliskimi, odmienia synów i ogranicza umysłowy rozwój córki. Jednakże nie ma mowy o buncie, są bezwzględnie tępione, kary zaś brutalne i bezlitosne. W następstwie nieszczęśliwego wypadku brata urzędującego prezydenta, Jean wcielona zostaje do zespołu pracującego nad nowym lekarstwem mającym pomóc pacjentom z problemami mowy po urazach mózgu. Czy można w jakikolwiek sposób zawrócić cofanie się świata, zejść ze ścieżki skrajnie prawicowego fundamentalizmu, zapomnieć o wiktoriańskim kulcie ogniska domowego, wykreślić religię ze szkolnego programu nauczania, przywrócić kobiety do sfery publicznej? Jak oddać siedemdziesięciu milionom kobiet wypracowane wcześniej prawa, zakończyć koszmar i wyniszczający obłęd doktrynerstwa? 

bookendorfina.pl

Link do opinii
Avatar użytkownika - Aivalar
Aivalar
Przeczytane:2019-02-22, Ocena: 5, Przeczytałam,

Właściwie każdy z nas powinien uważać na to, co mówi. Słowa mogą kogoś zranić, wyrządzić krzywdę nawet większą, niż czyny. Ale w świecie, w którym żyje Jean, każdy wyraz jest jeszcze bardziej cenny, bo... codziennie może ich wypowiedzieć zaledwie 100. W chwili, gdy przekroczy ten limit, metalowa obręcz na jej nadgarstku wytworzy bolesny ładunek elektryczny, przypominający, że powinna milczeć. Jeśli dalej będzie mówiła, ból z czasem stanie się nie do wytrzymania. Dlatego jedyne, co jej zostaje, to zazdroszczenie mężowi i trzem synom albo porozumiewawcze spojrzenie wymienione z córką. Tylko one mają założone liczniki – bo są kobietami.

Myślałam, że obejrzenie „The Handmaid’s Tale” przygotuje mnie na lekturę tej książki, co sprawi, że niczym mnie ona nie zaskoczy. Chyba dość mylnie uznałam, że jestem już uodporniona na podobne motywy, przez co nie są tak szokujące jak kiedyś. Tymczasem stało się odwrotnie. Wizja przyszłości roztaczana przez Christinę Dalcher, w której wszystkie kobiety w kraju zakuwane są w metalowe okowy, ograniczające liczbę wypowiedzianych słów do stu dziennie, zmroziła mnie do szpiku kości. To jak cofnięcie się do czasów, kiedy płeć piękna nie miała prawa głosu w żadnej kwestii poza prowadzeniem domu – z tym że bohaterowie „Vox” stanęli w obliczu sytuacji, gdy to milczenie jest rozumiane w sensie dosłownym.

Oczywiście na tym nie kończy się nowy porządek, wprowadzony przez ogarniętych fanatyzmem i okrucieństwem rządzących. Należy zachowywać czystość do ślubu, żona winna być zawsze posłuszna mężowi, a osoby homoseksualne nie mają prawa do bycia w związku, chyba że „nawrócą się” i wezmą ślub z kimś przeciwnej płci. I chociaż to kobiety są najbardziej piętnowane, traktowane niemal jak podwórkowe zwierzęta (nie mogą dłużej wykonywać pracy zawodowej, nawet książki są dla nich zakazane), to również nieprzestrzeganie zasad przez mężczyznę może się skończyć tragedią. Nic zatem dziwnego, że zaczyna narastać początkowo cichy, a z czasem coraz bardziej wyraźny bunt.

Ktoś może powiedzieć, że Christina Dalcher nie zaprezentowała niczego odkrywczego – chociażby wspomniana „Opowieść Podręcznej” prezentuje dość podobną, dystopijną rzeczywistość, w której społeczeństwo zdominowane jest przez mężczyzn, a rola kobiety ogranicza się do zajmowania się domem czy rodzenia kolejnych dzieci. Ale świat przedstawiony w „Vox” robi niemałe wrażenie. Autorka jest niezwykle szczegółowa w budowaniu tej fikcji, fikcji, która tak blisko dotyka świata realnego, w którym żyjemy, że trudno nie poczuć nawet delikatnego dreszczyku niepokoju. Ponadto pojawia się tutaj doskonały wątek związany z zawodem Jean – kiedy jeszcze mogła pracować jako lekarz, zajmowała się badaniami nad ośrodkiem Wernickego, czyli tej części mózgu, która odpowiada za naszą zdolność mówienia. Ukoronowaniem kariery bohaterki miało być opracowanie serum, mające pomóc osobom cierpiącym na tzw. afazję – zaburzenia mowy. I gdy Jean sądziła już, że nigdy więcej jej noga nie postanie w laboratorium, brat prezydenta ulega wypadkowi i to właśnie ona staje się jedną z niewielu osób, które mogą mu pomóc.

Muszę przyznać, że ta książka jest napisana naprawdę sprawnie. Pisarka zadbała o naturalność języka, dopracowała dialogi, a opisy niemal zawsze trafiały w punkt. Na dodatek nie widzę tutaj sztucznego działania na emocje – one same wyłażą z poszczególnych zdań. Fabuła broni się w każdym calu, bo pomijając szokującą tematykę, akcja zwyczajnie wciąga, a wątki nie ograniczają się jedynie do medycznych dywagacji czy walki z reżimem. Wiele w tej powieści pomniejszych historii, małych tragedii, rodzinnych rozterek i dramatów; nie zabrakło nawet romansu, na szczęście wpasował się w klimat i nie wydał mi się budowany na siłę.

Właściwie jedyne, co nie podobało mi się w „Vox”, to... zakończenie. Oczywiście pełno tutaj zwrotów akcji, bo to wtedy tempo wzrasta najbardziej i bardzo długo nie wiadomo, kto najbardziej ucierpi, jako że poważnie wątpiłam w to, by wszyscy bohaterowie wyszli z tego cało. I chociaż zostałam bardziej lub mniej przyjemnie zaskoczona w niektórych scenach, to sam finał został rozegrany zbyt szybko. Autorka, która wcześniej zyskała moją sympatię dbałością o detale, kilka ostatnich wydarzeń niemalże streszcza, na dodatek ostatnie strony są przesiąknięte zbyt dużą naiwnością. Wolałabym, żeby gra toczyła się dalej, żeby wciąż pozostało wiele niewiadomych, tymczasem dostrzegam w tym zakończeniu potrzebę dania czytelnikom zamkniętej, pełnej historii, co wbrew pozorom wcale nie okazało się tak satysfakcjonujące.

Co do kreacji bohaterów, niesamowicie mi się podoba, że ci stojący w centrum niemal nigdy nie okazują się albo jednoznacznie dobrzy, albo źli. Jean, jej mąż, jej koledzy po fachu, jej dzieci – każde z nich wydało mi się człowiekiem z krwi i kości, ich cierpienie bądź strach odczuwałam niemalże tak, jakbym ich znała. To trochę przerażające, że tak łatwo było się wczuć w ich skórę i wyobrażać sobie, jak to jest egzystować w objętym takim radykalizmem świecie. To sporo daje do myślenia; niby taki obraz życia codziennego wydaje się odległy, ale przecież historia już udowodniła, że czasem wystarczy jedynie kilka złych decyzji czy kilka złych osób, by zabić w nas wszystko to, co wrażliwe i ludzkie.

„Vox” warto przeczytać; dla dobrej lektury, dla świetnie wykreowanych bohaterów, dla plastycznego stylu autorki – a przede wszystkim dla przeżycia tego wszystkiego, przez co przeszła Jean i inne znane jej kobiety. Gdyby nie te mankamenty finału, pomyślałabym, że mimo tego, iż mamy luty, właśnie znalazłam kandydata do książki roku (a może jednak?).

Link do opinii
Avatar użytkownika - Pani_Ka
Pani_Ka
Przeczytane:2019-02-20, Ocena: 4, Przeczytałam,

Wyproszona, wymaszerowana w protestach i demonstracjach, wywalczona na mównicach i barykadach. Kobieca wolność. Poczucie współistnienia, współdecydowania, współtworzenia. Dla większości tak naturalna jak inne ludzkie przywileje, wręcz podstawowy element ludzkiego istnienia. Dla wielu rzecz tak oczywista, że każda dyskusja o niej zakrawa na kpinę i przeczenie naturze. Czy dla wszystkich równie zwyczajna i codzienna? Czy podobnie jak my - kobiety, o naszej wolności, samostanowieniu i swobodzie podejmowania decyzji, myślą wszyscy mężczyźni? A może i wśród kobiet są takie, które uważają kobiecą wolność za nadmiernie swawolną, jasną, pozbawioną zahamowań? I wreszcie, czy jest sens rozważać o powyższych kwestiach, czy wystarczy owe pytania pozostawić retorycznymi?

W kraju szalonych pomysłów na przyszłość, w Stanach Zjednoczonych, autorka powieści "Vox", Christina Dalcher, postanowiła odebrać kobietom głos. A dokładniej, ograniczyć dzienny limit wypowiadanych przez nie słów do stu. Sto słów. Czy zdajemy sobie w ogóle sprawę jak niewiele to jest? W tylu słowach nie można przekazać piękna uczuć, wyrazić pełnych emocji, opowiedzieć o swoich troskach ani podzielić się radościami. W tylu słowach można w trakcie doby przeczyć, przytakiwać i powiedzieć córce: Mamusia Cię kocha. Wszystko, co chcielibyśmy dodać musi pozostać milczeniem.

Z jak wielką tragedią zmaga się kobieta, która żyła opowiadaniem innym o cudach ludzkiego mózgu i mowy. Doktor Joan McClellan, straciła możliwość komunikacji z innymi naukowcami, dzielenia swej pasji. jak się okazuje, złość z takiej decyzji władz był jedynie zapowiedzią bólu jaki spowodowano kolejnymi dekretami: pozbawieniem kobiet pracy a dziewczynek prawa do nauki w znaczeniu dla nas podstawowym, ograniczeniem swobody umysłowej mężczyzn poprzez propagandowe wspieranie jedynie słusznej Cnotliwej wersji rodziny. zatrważające, jak wielu chłopców i mężczyzn ową propagandę wkrótce postanowiło utożsamić z własną myślą ba, nawet oskarżać kobiety o spowodowanie owych, jakże cofających nas w czasie decyzji rządu.

Same nasuwają się porównania do sytuacji typowej dla krajów ekstremalnie chrześcijańskich czy prawicowych w znaczeniu powrotu do modelu rodziny sprzed uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Być może taka lektura pozwoli niektórym osobom u władzy zrozumieć bezsens i niszczącą role takich właśnie posunięć.

Nasza bohaterka walczy z własnym sumieniem i narzucanym jej rolom, stawia naprzeciw siebie miłość do dzieci, chęć uczynienie z nich upartych, walecznych ludzi oraz własny, egoistyczny ale bardzo ludzki pęd za swobodą, za chęcią powrotu do tego, co ukochała dawniej. Wszystko co przeszłe kusi ja swoją doskonałością gdy pojawia się szansa odzyskania przywilejów. Tylko czy krótkoterminowość tej szansy i wewnętrzna niezgoda na bycie wyjątkiem pozwolą jej normalnie funkcjonować? Czy tez wreszcie wywołają w niej bunt? Romans, powroty pamięcia do ukochanych Włoch, pijany wrzask na przekór fizycznemu bólowi po przekroczeniu limitu słów - wszystko to stanowić będzie dla Joan element oporu, niezgody, oszołomienia niemożnością podjęcia słusznej decyzji. Bo jak się zdajee, takie decyzje nie istnieją.

Jednego można być pewnym. Autorka swa opowieścią nie tylko feminizującą ale też pokazującą jak ogromna jest rola kobiet w nauce, życiu społeczeństwa, wreszcie w życiu zrównoważonej rodziny, mówi 'nie' odbieraniu komukolwiek przyznanych mu, zgodnych z natura praw. Uczy szacunku, pokazuje niedoskonałości skrajnych form demokracji, lub jej braku. I co ważne stawia pytanie, czy w dzisiejszym świecie możemy sobie pozwolić na lekceważenie jakichkolwiek oznak odbierania nam praw, pozbawiania nas wolności, sterowania naszymi postanowieniami.

Mądra, choć nie filozofująca książka. Każdy apel podany jest w formie rozmów, sytuacji codziennych, matczynych trosk, ludzkich mniejszych i większych zahamowań czy wręcz przeciwnie, zbytniej swobody moralnej. Ważne tematy zaserwowane w bardzo płynnej formie, czasem z nutką złości, czasem z lekkim humorem, najczęściej z goryczą.
Polecam ku rozwadze.

Pani_Ka Czyta
(dziękuję wydawnictwu Muza oraz agencji Business&Culture za udostępnienie przedpremierowego egzemplarza książki - premiera 27 lutego)

Link do opinii
Avatar użytkownika - gala
gala
Przeczytane:2019-02-12, Ocena: 5, Przeczytałam, Posiadam, 52 książki 2019,

Sprawa wyborów, odmowa przeciwieństwo zgody

„ Pomyśl co musisz zrobić, żeby zachować wolność „

Trudno sobie wyobrazić społeczeństwo, które zmusza kobiety do bezwzględnego posłuszeństwa. Ucisza, pozbawia aspiracji, sprowadza do roli służącej posłusznej we wszystkim mężowi. Pozbawia pracy, telefonów, własnego konta w banku. Zabrania czytania i pisania. Ogranicza możliwość komunikacji z innymi do stu słów dziennie, która kontrolowana jest przez bransoletkę - licznik, którą nosi na nadgarstku każda osoba płci pięknej niezależnie od wieku a przekroczenie tego limitu powoduje porażenie prądem. Świat, który cofnął się w rozwoju.

Taką wstrząsającą i posępną wizję swojego kraju pod rządami mężczyzn na czele z fanatykiem religijnym wykreowała Christina Dalcher doktorantka z lingwistyki teoretycznej na Uniwersytecie Georgetown w swojej debiutanckiej powieści „ Vox”. Dotychczas pisała opowiadania flash fiction, które pojawiły się w ponad stu czasopismach na całym świecie. Jak dotąd nie była znana polskiemu odbiorcy, ale może to się wkrótce zmienić z powodu futurystycznego thrillera wydanego w Polsce, w którym przesadny sposób przedstawiła scenariusz życia kobiet pozbawionych głosu. Zagrożone społeczeństwo, w którym sześcioletnie dziewczynki są pozbawione możliwości wypowiadania się i nauki oprócz liczenia do stu.

Główna bohaterka Jean McClellan zanim założono jej bransoletkę i została sprowadzona do roli gospodyni domowej, większość swojego życia poświęciła badaniom naukowym w dziedzinie neurolingwistyki. Pracowała w najlepszym zespole naukowym i była bliska odkrycia leku na zaburzenia mowy. Protesty i polityka do tej pory jej nie interesowały w imię samolubnego pragnienia, aby mieć święty spokój, w przeciwieństwie do poglądów i postępowania jej przyjaciółki Jackie, za które ta została zesłana do ciężkiej pracy. Obecnie waży każde swoje słowo i z przerażeniem przygląda się jak jej mała córeczka coraz bardziej pogrąża się w milczeniu a jej pierworodny syn powoli staje się otwartym wrogiem kobiet. Kiedy brat prezydenta ulega wypadkowi w wyniku, którego traci mowę Jean zostaje zmuszona do współpracy z rządem. Jej zadaniem jest kontynuowanie badań nad lekiem, aby przywrócić mu zdolność mówienia. Jean wolałaby się przeciwstawić, ale zgadza się, bo na czas projektu ma odzyskać swobodę wypowiedzi a jej córeczka ma mieć zdjętą bransoletkę. Robi wszystko, aby przywrócić dziecku głos. Wkrótce kobieta przekonuje się, że jest tylko pionkiem w grze ludzi władzy, którym nie chodzi o lek. Od tego momentu powieść z dystopijnej zmienia się w prawdziwy thriller w hollywoodzkim stylu i odniosłam wrażenie, że dobry pomysł zmienił się w coś, co to już było. O ile byłam początkowo pod wrażeniem tej powieści to potem stało się wszystko oczywiste i przewidywalne.

Na plus świetny pomysł autorki na podzielenie powieści na krótkie rozdziały i trzymania się jednej kwestii, dzięki czemu czyta się dynamicznie bez znużenia. Na minus główna bohaterka, której nie polubiłam niestety. Niby współczułam jej, jako kobieta i matka, ale nie zgadzałam się z niektórymi jej poglądami, jednostronnym podejściem do swojej rodziny i nie potrafiłam do końca zaakceptować jej postępowania.

Autorka w podziękowaniach napisała, że przede wszystkim liczy na to, że ta książka obudzi w czytelnikach trochę gniewu i da czytelnikom do myślenia. I to w pewnym sensie jej się udało, gdyż wizja kraju rządzonego przez fanatyków próbujących manipulować całą populacją, sprowadzić ludzi do roli niewolników, budzi w człowieku bunt i złość. Po lekturze „Vox” mam swoje przemyślenia i refleksje, ale nie wiem czy o takie autorce chodziło.

Po pierwsze nie sądzę, żeby trzeba bronić praw amerykańskich kobiet, bo Ameryka to nie kraj islamski, gdzie życie kobiety jest mniej warte od życia zwierzęcia. O tym ani słowa. Druga sprawa to wmawianie czytelnikowi, że religia chrześcijańska i jej fanatyczne wyznawanie to jedno wielkie zło, które doprowadziło do przejęcia władzy przez człowieka o spaczonych poglądach, głoszącego strach i terror. Nie przez muzułmanina, ale przez katolika.

I na koniec jeszcze jedna refleksja. W dzisiejszych czasach nie potrzeba metalowych bransoletek uciszających głos, bo bardzo łatwo manipulować społeczeństwem przy pomocy środków masowego przekazu wmawiać jak mamy żyć, jakie leki brać, w co się ubierać, w co wierzyć. Obecnie dzięki zaawansowanej technologii władza w większości przypadków wie o swoim społeczeństwie więcej niż ono samo i dzięki temu może sprawować większą kontrolę. Wzrost coraz bardziej niepokojących zjawisk społecznych typu depresje, samobójstwa, uzależnienia, wzrost przestępczości to obraz współczesnego świata. Lęki, pragnienia, niepokoje odrzucające trzeźwość racjonalnej analizy i myślenia powodują, że władza może pozwolić sobie na stosowanie metod kontroli i zniewolenia. Każda dyktatura rodzi bunt, każda niewola sprzeciw, a co jeśli ludzie będą przekonani, że sami mogą decydować o swoim losie. Może najwyższy czas na koniec takiego traktowania ludzi. Warto się nad tym zastanowić.


Polecam zapoznanie się z powieścią, bo niewątpliwie zasługuje na uwagę i czyta się ją z dużym zainteresowaniem. Porusza ważne tematy i uświadamia, w jaki łatwy sposób można manipulować społeczeństwem szkoda tylko, że całość fabuły poszła w kierunku thrillera.

„ Nikt nie rodzi się potworem. Każdy potwór powstaje stopniowo, kawałek po kawałku , jako sztuczne dzieło jakiegoś szaleńca, który niczym Frankenstein zawsze jest przekonany, że ma rację. „

Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu MUZA

Link do opinii
Avatar użytkownika - Merlinka
Merlinka
Przeczytane:2019-02-19, Ocena: 4, Przeczytałam, 26 książek 2019,

Zacznę od tego, że otrzymałam propozycję przeczytania książki od Wydawnictwa Muza, za co serdecznie dziękuję. Właśnie wtedy pierwszy raz zetknęłam się z opisem książki i od razu stwierdziłam, że to jest to!

Bardzo lubię tego typu historie książkowe, śmiem stwierdzić, że zaczęła mnie kręcić dystopia, o zgrozo!

Vox jest bardzo fajnie napisana, szybko się czyta - rozdziały są krótkie, nie ma zbędnych opisów, co jak dla mnie jest ogromnym plusem.
Teraz do meritum - treść. Nie będę opisywać treści, bo nie mam tego w zwyczaju, nie po to jest recenzja. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że książka nie zrobiła na mnie wrażenia. Nasuwają mi się myśli, co by było gdyby? Co ja sama zrobiłabym będąc w takiej sytuacji? Mam lekko buntowniczy charakter i na pewno grzecznie nie zgodziłabym się na noszenie takiej bransoletki, jak kobiety w powieści. Ograniczenie do 100 słów dziennie? Mogłoby być zdecydowanie ciężko. Jestem kompletnie przeciwna takiemu traktowaniu przez mężczyzn. Mężczyzna jako Pan i właTCA? Na szczęście to tylko książka! Oby nigdy się taka wizja nie ziśćiła, chociaż patrząc na nasze władze, kto wie... 

Oceniając książkę jako całość w pełni odnalazłam się w panującym klimacie. Jest to lekko przerażająca wizja, jednak relacje (albo ich brak), brak empatii są tak bardzo - niestety - realne.

Jeżeli drogi czytelniku lubisz klimaty dystopii oraz lubisz wciągnąć się bez reszty w strony książki gorąco polecam!

Link do opinii

W Stanach Zjednoczonych wprowadzono zakaz wypowiadania się przez kobiety. Mogły zaledwie wymówić tylko 100 dziennie, podczas gdy przeciętnie człowiek wypowiada dziennie ok. 16 tysięcy słów. Sytuacja niewyobrażalna. Kobiety zostały pozbawione możliwości pracy zawodowej, uczestniczenia w życiu kraju, według zasady: zero jakichkolwiek praw, maksimum obowiązków i kar. A kto kobietom zafundował taką niespodziankę? Kto się boi siły i mocy drzemiącej w kobietach? To mężczyźni, ojcowie i mężowie, taki los zgotowali swoim żonom i córkom. Obawa przed przejęciem władzy przez kobiety i głoszeniem swoich poglądów odebrała mężczyznom zdolność logicznego myślenia. Lepiej mieć uległą kobietę, która nic nie jest w stanie zrobić i na nic nie ma wpływu, niż twardą wojowniczkę, o określonych przekonaniach i racjach.

Bohaterkę „VOX” dr Jean McClellan i jej córkę również spotkał taki los. Założono im na nadgarstkach liczniki słów i w ten sposób je zniewolono. Jean została pozbawiona możliwości kontynuowania swojej pracy zawodowej, nie mogła dokończyć badań nad lekiem na schorzenia neurologiczne. Ale niespodziewanie otrzymuje szansę na czasowe pozbycie się opaski w zamian za pomoc w wynalezieniu leku dla chorego brata prezydenta kraju. Nie rwała się do tego projektu, zrobiła chłodną kalkulację, co się jej bardziej opłaca. Może warto przeciwstawić się wielkim tego świata i powiedzieć stanowcze „nie”. Jakie to odniesie skutki dla niej i jej małej córeczki? Przecież one bardzo cierpią, ograniczono możliwości prawidłowego rozwoju córeczki. Ciekawe jaką podejmie decyzję? Czy pomoże prezydentowi i raz na zawsze pozbędzie się kajdan, czy też zagra mężczyznom na nosie? Każdy może oczywiście sam ocenić podjętą przez nią decyzję, tylko trzeba bardzo mocno wczuć się w jej położenie …

„Od Jackie nauczyłam się jednego – jeśli nie widzisz nadciągającego zagrożenia, nie możesz stawić mu czoła”.

Pierwsze spojrzenie na okładkę już przyprawia o drżenie ciała, ale też sugeruje o czym będzie ta książka. I przyznam szczerze – pierwsze moje skojarzenie – trafiło w sedno tej lektury, moje przewidywania co do fabuły spełniły się w zupełności.

„VOX” czyta się na jednym oddechu. Krótkie i treściwe rozdziały nie nudzą, a wręcz powodują szybie płynięcie ze wzburzonym nurtem rzeki. Bo ta powieść oburza, prowokuje, wyzwala gniew i wściekłość. Jak można tak traktować płeć piękną? Najlepiej osobom niewygodnym zamknąć usta – i to dosłownie – i nie pozwolić się udzielać czy wykorzystywać mocy tkwiących w potędze kobiet. Współczesne barbarzyństwo.

„Dla triumfu zła wystarczy tylko. Aby dobrzy ludzie nic nie robili”.

Ta powieść to manifest kobiet, wezwanie do walki z okrucieństwami tego świata, przeciwnościami które kobietom fundują mężczyźni. Nie pozwólmy, aby ktokolwiek zabronił nam żyć, chciał ograniczyć naszą wolność. Bądźmy również czujne i otwarte na świat, nigdy nie wiadomo, z której strony może nastąpić atak. A jak ukazuje lektura, często z najbardziej niespodziewanej. Walczmy o swoje prawa, głośno głośmy swoje poglądy i przekonania, nie bójmy się mówić, co nas gryzie i co nam się nie podoba. Realizujmy swoje marzenia i pragnienia. Przecież jesteśmy odważne i silne, teraz tylko pokażmy to światu.

Świetnie, że taka powieść ujrzała światło dzienne. Jest ona bardzo oczekiwana przez kobiety, zapewne sprowokuje je do działania i wyjścia z ukrycia. Porzucą codzienną bierność i wezmą sprawy w swoje ręce. W kobietach tkwi siła i niewyobrażalna moc. Codziennie świat coraz głośnej będzie słyszał o inicjatywach kobiet, gwarantuję, że nie będą one skierowane przeciwko mężczyznom, tylko będą zmierzały do poprawy jakości wspólnego rozwoju i szczęśliwego życia.

Polecam tę powieść wszystkim kobietom, ona zasieje w was garstkę niepewności i wyzwoli odrobinę gniewu. Sprowokuje do działania, a to już sukces! Trzymajmy się razem, nasz los jest w naszych rękach!

Link do opinii
Avatar użytkownika - Dagus93
Dagus93
Przeczytane:2019-02-15, Przeczytałem, 52 książki 2019,

Wyobrażacie sobie, że pewnego dnia zostaje wydane rozporządzenie, które odbiera nam, kobietom większość praw? Że od dzisiaj mamy nosić metalowe bransoletki, które będą liczyły nasze słowa? Że jednego dnia możemy ich powiedzieć tylko 100? Że za przekroczoną liczbę słów będziemy karane? Że odbiorą nam prawo do czytania, podróżowania i decydowania o sobie i o swoim losie? Że nasze małe córeczki również będą na to narażone? Im jednak będziemy mogły wybrać kolor tej cudownej bransoletki...może różowa jak dla małej księżniczki? 
Dystopia, która chwyta za serce i daje nam do myślenia. W końcu przy obecnych zmianach, kto wie jak to wszystko się potoczy? Podobała mi się narracja tej książki, wszystko opisuje nam dr Jean McClellan, która sama jest matką czwórki dzieci. Najbardziej cierpi jej córeczka Sonia, a bohaterka musi patrzeć jak każdego dnia powoli milknie coraz bardziej. Czasami cisza jest jednak głośniejsza niż krzyk... Obecna sytuacja w USA trwa dopiero rok, a już widać jak wiele zmian przyniosła i jak państwo i ruch religijny mocno wpływa na dorastające dzieci. Jak manipuluje, prowokuje i zmienia. Bohaterka chce działać! W końcu zawsze powstaje jakaś tajna organizacja, która chce zwalczyć to co dzieje się w państwie. Czy uda im się to zrobić? Dadzą radę cofnąć zmiany jakie zaszły w państwie czy jest już za późno? 
Mnie książka bardzo wciągnęła. Miałam jednak wrażenie, że autorka chce ją za szybko zakończyć. Na początku wszystko dzieje się wolno, chociaż mnie to kompletnie nie nudziło, a potem tak mocno przyśpiesza, że ja w pewnym momencie zaczęłam się gubić. Chciałabym, żeby ta książka miała więcej stron! Żeby ten koniec był dłuższy i tym samym mocniejszy, żeby nie był tak nagle urwany. I chce serial! Bardzo chce serial i mam nadzieję, że ktoś go stworzy! Fani "Opowieści podręcznej", to dla Was obowiązkowa lektura!

Link do opinii

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Pierwsze moje zetknięcie się z tą niezwykle opowiedzianą powieścią wywołało we mnie zaciekawienie, gdyż wśród świata kobiet panuje zagrożenie-zmowa milczenia, które nie podoba się jednej z bohaterek, która zmaga się również z tym problemem-Jean McClellan w książce autorstwa Christiny Dalcher pt. ''Vox''.

Nie każdemu podoba się zakaz wypowiadania przez kobiety, dziewczęta 100 słów dziennie wprowadzone przez amerykański rząd, który spowodował wielkie zamieszanie i poruszenie.

Gdyby w Polsce taki zakaz funkcjonował, toby on się nie spodobał, u większości osób, ponieważ każda kobieta ma swoje zdanie i powinno się je szanować.

Pozytywnym walorem przeczytanej przeze mnie książki jest to, że każdy z opisanych 80 rozdziałów są krótkie.

Występuje w tekście dużo dialogów, które są bardzo dobrze skonstruowane.

Dzięki nim możemy poznać, jacy są bohaterzy i odkryć ich prawdziwe charaktery.

Ciekawostką są tutaj występujące inne zwyczaje, bunt, krzyk niezadowolenia, które przekazują prawdziwe uczucia, ale pojawia się smutek, z powodu chwilowej niemocy.

Pani dr Jean McClellan za wszelką cenę próbuje udowodnić, że warto, jest walczyć o swoje.

Nie podoba mi się w niej to, że ma skrajne uczucia względem własnych dzieci. Traktowanie nierówne.

Kocha swojego męża. Lubi z nim rozmawiać, ale musi się pilnować z wyrażaniem własnego zdania, gdyż dla niej jest to niewyobrażalne, aby panowała cisza, która staje się powoli męcząca, a mężczyźni lubią zabierać wszędzie głos tam, gdzie nie zawsze jest on potrzebny.

Powieść podoba mi się, ze względu na to, że autorka dzieli, się swoimi spostrzeżeniami z Czytelnikami dając im możliwości do refleksji, która jest potrzebna w obecnym świecie.

Polecam przeczytać tę książkę.

Link do opinii
Avatar użytkownika - moniapili
moniapili
Przeczytane:2019-05-18, Ocena: 5, Przeczytałam,

„Pomyśl, co musisz zrobić, żeby zachować wolność.”

Jackie przewidziała, co może się stać, ostrzegała, zachęcała do aktywnego sprzeciwu, ale Jean jej nie słuchała. Teraz żałuje, ale żałuje niemo, bo szkoda na to słów a dokładnie tylko 100 słów, które może wypowiedzieć na dzień od ponad roku.

Zaczęłam czytać „Vox” mając w tyle głowy myśl, że będzie to książka podobna do „Opowieści podręcznej”. I nie pomyliłam się. Podobieństwo jest ogromne  - uzależnienie kobiet od mężczyzn, wszechobecne kamery, kontrola, odebranie kobietom prawa do pracy, do własnego zdania, do czytania i pisania a to wszystko za sprawą rządu. Chrześcijańskiego rządu. Rzecz dzieje się w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Jak dotąd wszystko tak samo jak w powieści Margaret Atwood. 

Problemów jest tutaj jednak więcej, więcej odwołań do tego co dzieje się aktualnie wokół nas, do tego czego czasem na codzień nie zauważamy. Christina Dalcher pokazuje jak łatwo zindoktrynować dzieci w szkołach, jak można nimi manipulować a tym samym niewinnie zmienić ich cały światopogląd. Przestrzega żeby nie bagatelizować pierwszych sygnałów że ktoś chce naszym dzieciom wmówić że pewne rzeczy są lepsze, inne gorsze. Książka z pewnością daje do myślenia. 

Poza tym akcja wciąga jak dobry thriller, dużo się tutaj dzieje, autorka nie poprzestaje na opisywaniu tylko odczuć i myśli, tak jak jest to u Atwood. Tutaj kryje się również intryga i to na szczeblu rządowym. Niestety końcówka mocno mnie rozczarowała - akcja zaczęła toczyć się zbyt szybko, wiele tu niedomówień i niewyjaśnionych kwestii, właściwie nie wiadomo w jaki sposób doszło do pewnych wydarzeń. Miałam wrażenie że autorka nagle musiała szybko skończyć książkę i bez wnikania w szczegóły wszystko nagle się urywa. Szkoda bo na pewno można było pociągnąć jeszcze temat albo przenieść dalszy ciąg historii na drugi tom. 

Pomimo to uważam że książka jest godna polecenia. „Vox” porusza i daje do myślenia a zarazem nie można się od tej książki oderwać, czekając co zdarzy się za chwilę - to wszystko, co powinna mieć świetna powieść!

Link do opinii
Avatar użytkownika - czyczytasz
czyczytasz
Przeczytane:2019-03-03, Ocena: 5, Przeczytałam,

Co zrobiłabyś gdyby okazało się, że z dnia na dzień straciłaś możliwość wyrażania własnych myśli ? Gdyby zegarek na nadgarstku liczył ile słów dziś wypowiedziałaś a limit wynosiłby 100 słów ? W takiej sytuacji znajduje się właśnie główna bohaterka książki pt. "Vox". Doktor Jean McClellan cale życie poświęciła na badania naukowe a teraz jej codzienność składa się z prac domowych i unikania wypowiadania zbędnych słów. Kobieta uświadamia sobie, że aby odzyskać głos musi walczyć z narzuconymi zasadami. Milczenie to ciche przyzwolenie. "Vox" to książka, o której mówi się dużo i głośno. Autorka porusza w niej dość drażliwy temat ograniczenia praw kobiet. Poznajemy obraz Ameryki, w której połowa społeczeństwa traci swoje prawa i nie ma możliwości pracy zawodowej, wyrażania własnych myśli a nawet decydowanie o swoim zdrowiu czy przyszłości. Kobiety zostają podporządkowane woli mężczyzn a ich los całkowicie zależy od dobrej woli przeciwnej płci. Jak odnaleźć się w świecie, w którym każde słowo jest na wagę złota a kilkuletnie dziewczynki są nagradzane za całodzienne milczenie w szkole ? Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i skłoniła do refleksji nad otaczającym nas światem. Nie da się ukryć, że w dobie XXI wieku, wolności słowa i czynów wciąż gdzieś na świecie zdarzają się sytuacje, w których kobieta jest całkowicie zależna od innych. Przyznaję, że ze względu na pojawiający się w pewnym momencie motyw romansu głównej bohaterki, pierwsza część o wiele bardziej przypadła mi do gustu - ale z czystym sumieniem polecam Wam lekturę ksiazki "Vox" i czekam na Wasze opinie !

Link do opinii
Avatar użytkownika - annrecenzuje
annrecenzuje
Przeczytane:2019-03-01, Ocena: 5, Przeczytałam, Czytam z legimi, Zagraniczne ,
Recenzje miesiąca
Okna z widokiem na Weronę
Hanna Kowalewska
Okna z widokiem na Weronę
Niedzielna dziewczyna
Pip Drysdale
Niedzielna dziewczyna
Ktosiek 2.0
Beata Piliszek-Słowińska
Ktosiek 2.0
Zawsze i na zawsze
Jenny Han
Zawsze i na zawsze
Brytyjska monarchia od kuchni
Adrian Tinniswood
Brytyjska monarchia od kuchni
Grypa. Sto lat walki
Jeremy Brown
Grypa. Sto lat walki
Relikwiarz
Elżbieta Bielawska
Relikwiarz
iBoy
Kevin Brooks
iBoy
Pokaż wszystkie recenzje