Każdy umiera w samotności

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 2011-11-23
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-7508-385-9
Liczba stron: 544
Dodał/a książkę: maja_klonowska

Ocena: 5 (6 głosów)

Powieść Hansa Fallady ,,Każdy umiera w samotności" osnuta jest na prawdziwych wydarzeniach. Jej akcja toczy się w Berlinie, w 1940r., kiedy to nazistowskie Niemcy stoją u szczytu swej potęgi. Kolejne kraje padają pod butem hitlerowców, nazizm wkrótce zaleje cały świat. ,, A jeśli chodzi o samą wojnę, toczy się ona daleko od Berlina, w obcych krajach (...) najpierw Sudety, Czechosłowacja, i Austria, a teraz Polska i Francja - będziemy najbogatszym narodem świata! Co to znaczy paręset tysięcy zabitych. Wszyscy będziemy bogaci". Jeden z głównych bohaterów Otton Quangel na te słowa odpowie, że żadne bogactwo nie jest warte nawet jednej śmierci. A ktoś najbliższy dla niego i jego żony Anny zapłacił tę najwyższą cenę za tryumf fanatyzmu : był to ukochany syn, jedynak Ottonek. Małżeństwo Quanglów było jeszcze niedawno typową robotniczą rodziną: Anna prowadzi dom, ale rządzi Otto- zamknięty w sobie, ponury człowiek o ptasiej twarzy, który pracuje jako stolarz w fabryce ( jeszcze produkują stoły, szafki i komody, ale wkrótce się to zmieni). Był jeszcze Ottonek - pociecha rodziców na stare lata, młody i zdolny chłopak, który potrafił skonstruować radio, który pragnął się ożenić z piękną dziewczyną Trudą, który rozpłakał się, kiedy dostał powołanie do wojska. Już na samym początku dowiadujemy się, że śmierć syna stanowić będzie przełom w życiu Quanglów. Postanawiają zrobić coś, by przeciwstawić się całemu systemowi zła, który zdaje się opanował wszystkich dokoła. Śmieszne, prawda? Prości, niewykształceni, ledwo piśmienni ludzie, którzy żyli z pracy swoich rąk, którzy nie znaczą nic ,, (...) którzy przez jedno wypowiedziane słowo mogli zostać skreśleni z życia na zawsze". Zwykłe, przeciętne, szare, nic nieznaczące jednostki wypowiadają swoją prywatną wojnę, walczą z ,, (...) fuhrehrem, partią, ogromnym aparatem, z całą jego siłą i blaskiem i trzema czwartymi, a nawet - czterema piątymi całego narodu niemieckiego". Postanawiają pisać listy, a właściwie karty, w których w kilku zdaniach będą informować społeczeństwo o prawdziwym obliczu Hitlera, jego polityce, które to następnie będą podrzucać w uczęszczane miejsca. Wyobrażają sobie, że karty będą podawane z rąk do rąk, że coraz więcej ludzi dzięki nim przejrzy na oczy i pozna prawdę o zbrodniczych czynach narodu niemieckiego. Dzięki tym kartom ludzie się zmienią, aż w końcu ten chory aparat władzy upadnie, a oni- jeżeli będą mieli szczęście - to przeżyją, doczekają, zobaczą upadek Hitlera. Autor trafnie określa ich zachowanie słowami: ,,Jak wszyscy nowonawróceni Quanglowie dążyli do tego, by nawrócić innych". Tak więc to Quanglowie są głównymi bohaterami, ich ,,misja" zostaje wyeksponowana na pierwszym planie, ale obok nich są postacie, na których ich decyzja także zaważy na życiu. W tej samej kamienicy mieszka stary radca sądowy Fromm, który również na swój sposób walczy z systemem. Są rodziny, którym wszystko wolno, bo ich dzieci pną się po szczeblach kariery w SS( rodzina Persicke), są rodziny patologiczne (Borkhausen), są ludzie, którzy chcą po prostu przetrwać ( Ewa Kluge). Tę sama kamienicę zamieszkiwali kiedyś Żydzi, ale rok 1940 to już nie były czas, który by im sprzyjał. Stara pani Rosenthal musiała umrzeć, skoro nie potrafiła skorzystać z pomocy jaką jej zaoferował radca. Musiała umrzeć, bo była zbyt bogata, a wiele osób skorzystało na jej śmierci. Otto Quangell starał się pisać przynajmniej jedną kartę na tydzień. Wierzył wraz żoną, że odnoszą one spodziewany rezultat. Niestety, większość z nich wzbudzała w znalazcach jedynie paniczny strach i trafiała na gestapo. Sprawę do wyjaśnienia otrzymał komisarz Escherich, którego w powieści określono jako prawdziwego myśliwego, który z zamiłowaniem polował na swoje ofiary. Początkowo lekceważył historię kart, ale z czasem było ich coraz więcej i przełożeni zaczęli domagać się wyników. Komisarz nadał tej sprawie nawet przydomek Klaubautermann, nawiązując do mitycznego morskiego potwora. Wiedział już, że nie będzie łatwo znaleźć autora kart, który nie popełnił żadnego błędu. Czas, który komisarz Escherich dostał od swoich przełożonych zaczął gwałtownie się kurczyć, a on nie miał żadnych wyników. Dobrze wiedział, że przyłapany z kartą Enno Kluge - ten zastraszony, śmieszny człowieczek był tylko przypadkowym znalazcą. Taka osoba, która kombinowała jak żyć na rachunek kobiet, jak wymigać się od jakiejkolwiek pracy nie posiadała w sobie dość odwagi i inteligencji, by ująć do ręki nawet pióro. Jednak skoro trzeba było kogoś oskarżyć, to dlaczego właśnie nie jego? Nie na wiele się to jednak zdało. ,,I komisarz Escherich - nie, żałosny, przerażony człowieczek Escherich , który jeszcze przed godziną był potężnym komisarzem gestapo, stara się ze śmiertelnym potem na czole przełykać mały, ciepły strumień krwi, aby nie poplamić dywanu, swego własnego dywanu- nie dywanu pana radcy kryminalnego Zotta". Wszechwładny komisarz Escherich trafił tam, gdzie zsyłał innych, a sprawę przejął inny śledczy. Tymczasem sytuacja w Niemczech ulega stopniowej zmianie. Jest coraz więcej nalotów, gospodarka zwalnia. Najtrafniej określił to Otto. Ten stolarz- artysta, który nie tylko z wielką satysfakcją (chociaż głęboko ukrytą w swoim wnętrzu)wykonywał swoją pracę, ale również z sumiennością i dokładnością. Tego samego wymagał również od własnej załogi. Jak wspomniałam wcześniej, w jego fabryce wytwarzano meble, a teraz... ,,Spadli już ze skrzyń na bomby do trumien, nędznych pudeł z najtańszego, najcieńszego wybrakowanego drzewa posmarowanego na brunatnoczarno. Klecili tysiące, dziesiątki tysięcy trumien, całe pociągi towarowe, cały dworzec pełen pociągów, wiele dworców pełnych trumien!(...) Trumny za trumnami, dla każdego z załogi, dla każdego Niemca! Jeszcze żyją, ale już heblują własne trumny". Każde pociągnięcie hebla utrzymuje Ottona w przekonaniu, że w każde niedzielne popołudnie czyni słusznie, pisząc swoje karty, gdzie w kilku prostych zdaniach ocenia sytuacje Niemców. Jednak dni Quanglów są już policzone, chociaż wydaje się, że szczęście im sprzyja. Chociaż zaaresztowani, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, udaje im się odsunąć od siebie podejrzenia, że mają coś wspólnego z roznosicielem kart. Jednak błąd komisarza Zotta, który to właśnie nakazał zwolnić Quanglów skutkuje tym, że do łask zostaje przywrócony komisarz Escherich. Wrócił z piekła, gdzie ,,(...) tak gruntownie nauczył się strachu, że nie zapomni tej nauki przez całe życie". Escherich wie, że nie otrzyma kolejnej możliwości na złapanie Klaubautermanna, że nie podźwignie się z upadku po raz drugi. I komisarz Escherich bardzo skrupulatnie wykorzystuje swoją szansę, ponieważ Otto Quangel popełnił błąd- zabrał swoje karty do pracy, do fabryki. Po aresztowaniu Quanglów rozpocząłł się żmudny proces zmuszenia przyznania się ,,winnych" do winy. Anna chce być godna działalności męża, którą przecież z całego serca popierała. Jednak jej mimowolne zeznania ( a przecież pamiętamy z lekcji historii w jaki sposób gestapo przesłuchiwało ludzi) pogrążą Trudę ( byłą narzeczoną Ottonka ) i jej męża- oni również nie wyjdą cało z tej historii. Przesłuchiwany Otto wszystkiemu zaprzecza. Jednak komisarz Escherich pokazał stolarzowi mapę Berlina, na której chorągiewkami zaznaczono miejsca, gdzie odnaleziono karty. W powieści pada informacja, że zaznaczono 276 kart i 9 listów. Otto zrozumiał, że nie oddano tylko 18 sztuk. A i te zostały z pewnością prędko, w tajemnicy i z obłędnym przerażeniem zniszczone. ,,Pan, prosty robotnik, chciał walczyć przeciw fuehrerowi, za którym stoi partia, Wermacht, SS, S.A.? Przeciw fuehrerowi, który już zwyciężył pól świata i który za rok czy dwa zwycięży naszego ostatniego wroga? To przecież śmieszne!(...) Tak to jest, gdy mucha chce walczyć przeciwko słoniowi". Załamany nikłym rezultatem swoich działań Quangel przyznaje się do swojej antypaństwowej działalności, ale jednak czuje, że czynił dobrze."(...) To wszystko jedno, czy walczy tylko jeden, czy dziesięć tysięcy. Jeżeli ktoś poczuje, że musi walczyć, wtedy walczy bez względu na to, czy ma współwalczących, czy nie. Musiałem walczyć i robiłbym to dalej". Następnie małżeństwo oczekuje procesu. Co noc kaci Ottona Quangla przychodzili do jego celi, by i tam go dręczyć podczas pijackich ekscesów. Ale ,,ta śmieszna figura(...) miała w sobie więcej godności niż wszyscy jego oprawcy". Nawet Escherich, w którym dokonał się swoista przemiana mówi o sobie: ,,Rozbijam swój kielich na głowie jedynego porządnego człowieka, ale każde uderzenie jest garścią ziemi na moją trumnę". Komisarz Escherich był jedyną osobą, którą nawróciły karty Quanglów, ale nie udźwignął on psychicznie swojej przemiany. Cóż, nawet takim ,,zbrodniarzom" jak Quanglowie w czasach III Rzeszy przysługiwało prawo do ,,uczciwego" procesu, nawet prawo łaski wniesione przez ich rodziny czy adwokatów. Proces oczywiście jest farsą, wyrok zapadł nim sędziowie weszli na salę obrad: zgilotynowanie. Otto odmawia podpisu podania o ułaskawienie: ,,Ostre spojrzenie uderzyło adwokata, to dawne, dumne, twarde ptasie spojrzenie. -Zostałem przynajmniej uczciwy(...) Nie współdziałałem". Chociaż dawny sąsiad radca Fromm dostarcza każdemu z małżonków trucizny, to żadne z nich z niej nie skorzysta. Anna chciała pozostać godną sprawy i męża do końca. Nigdy nie dowiedziała się, że został ścięty - z rozgryzieniem pigułki czekał zbyt długo. Po Annę śmierć również przyjdzie, ale kat nie zdąży jej odebrać życia w majestacie nieludzkiego prawa. Historia Quanglów dominuje w powieści ,,Każdy umiera w samotności", jednak trzeba pamiętać, że jest to powieść kilkuwątkowa. Na panoramę nazizmu w Niemczech patrzymy z perspektywy kilku postaci - tych, co stoją po różnych stronach barykady. Czytając te książkę, nasunęło mi się skojarzenie ze ,,Zbrodnią i karą". Jak u Dostojewskiego wiemy już od pierwszych kart, co zrobi Raskolnikow, tak podobnie jest u Fallady. Quanglowie zaczynają pisać karty, a czytelnik wie, że nie będzie dla nich szczęśliwego zakończenia. W prawie całej powieści czuć pesymizm i nieszczęście ludzkie. Źle się żyje w kraju, gdzie ,,cały naród stał się zbiorowiskiem wariatów, jeden zaraża drugiego(...), gdzie całe państwo - to jest przecież gestapo". Zdaje się, że nawet w takim kraju dzieci nie chcą przychodzić na świat( poronienie Trudy). Każda osoba, która ma w sobie jeszcze jakąś iskierkę dobroci i miłosierdzia dla bliźniego - jest skazana na klęskę i śmierć ( np. pastor Lorentz, doktor Reichhardt, czy strażnik - esesman w więzieniu, który pozwala wynieść z celi zmarłą więźniarkę, a następnie zostaje ,,zwolniony jako nie nadający się. Był jeszcze za bardzo ludzki, aby móc tu pełnić służbę".) Dużo jest śmierci i ludzkiego nieszczęścia w tej powieści. Jednak - jakby na przekór wszystkiemu książka kończy się optymistycznie. A wszystko to za sprawą historii Ewy Kluge- listonoszki. Ta żona kobieciarza i życiowego nieudacznika Enna, całą swoją miłość przelała na dwójkę swoich synów. Oni również walczyli za fuehrera. Jeden poległ, drugi jako esesman dopuszcza się okrucieństw, w co matka nie może początkowo uwierzyć, bo w dzieciństwie był taki wrażliwy, a teraz robi ,,takie okrutne rzeczy dzieciom innych matek". Jednak Ewa przejrzy na oczy, wyjedzie na wieś. Tam szczęśliwym zbiegiem okoliczności zajmie się wychowywaniem Kuna Borkhausena. W ponurych czasach nazizmu ciężko było wychować zdeprawowane dziecko na porządnego człowieka. Ewie się to uda. Po wojnie chłopiec wykorzysta swoją szansę, która zesłał mu los, by stać się uczciwym i dobrym człowiekiem. Powieść Hansa Fallady od lat leżała na półce w domowej biblioteczce. Moje wydanie książki jest stare, pożółkłe, a okładka nie przyciąga oczu swoim pięknem. Może dlatego przez lata omijałam te pozycję. Sama nawet nie wiem, ile straciłam. Dawno nie czytałam książki, która tak by mnie poruszyła, od której nie mogłam się oderwać. Autorowi genialnie udało się uchwycić atmosferę skrajnej psychozy hitlerowskich Niemiec, gdzie wszyscy bali się wszystkich, gdzie były miejsca, gdzie ,,politycznie niepewnych zmieniano w pewnych; są potem przez całe życie pewni". Jest to historia o tym, że trzeba zawsze postępować zgodnie z własnym sumieniem, że nie można pozostawać obojętnym na zło. A aby z nim walczyć, nie trzeba od razu biec na barykady. Człowiek sam nie wie, ile od niego zależy, a zależy bardzo wiele. To Edmund Burke irlandzki filozof stwierdził przecież, że aby zło zatryumfowało, wystarczy, by dobry człowiek nic nie robił. Książkę przeczytałam jakiś czas temu, ale jest to najważniejsza pozycja, z jaką zapoznałam się w tym roku. Pozycja mądra, ważna i obowiązkowa dla każdego. Polecam.

Kup książkę Każdy umiera w samotności

Zobacz opinie o książce Każdy umiera w samotności
Inne książki autora
Co dalej, szary człowieku?
Hans Fallada0
Okładka ksiązki - Co dalej, szary człowieku?

Niemcy. Lata 1930-1932. Johannes Pinneberg boleśnie odczuwa czasy kryzysu, kiedy to bezrobocie sięga prawie sześciu milionów. Haruje jak wół w obawie przed...

Człowiek z aspiracjami
Hans Fallada0
Okładka ksiązki - Człowiek z aspiracjami

Szesnastoletni Karl Siebrecht, sierota, przyjeżdża do Berlina z zamiarem zawojowania miasta. Początkowo ima się różnych zajęć - pracuje jako pomocnik...

Reklamy