Zakrwawiony Las

Autor: izabellagadek

Zanim Frodo otworzył oczy, kilka minut delektował się otaczającymi go woniami. Doskonale wiedział, że ciepłe promienie słońca, które rozgrzewały jego norkę tylko potęgują leśne aromaty. Mama jak zwykle wstała wcześniej, żeby przygotować mu śniadanie z znalezionych nasion i pobliskich korzonków. Od kiedy stracił brata w wypadku,  był oczkiem w głowie swojej rodzicielki. Czasem potrafiła być nieznośnie nadopiekuńcza. Co kilka chwil sprawdzała czy wszystko z nim w porządku, a za każdym razem, kiedy chciał pobawić się z kolczastym kolegą - musiał prosić o pozwolenie. Kochał ją jednak jak tylko jego malutkie serduszko potrafiło.

Frodo wstał i przeciągnął swoje brązowe futerko na ile tylko pozwalała mu poranna gimnastyka. Pogładził się po białym brzuszku, w którym poburkiwał głód i ruszył do dołka obok na śniadanie. Mama krzątała się pospiesznie, co rusz zerkając na powierzchnię, jakby w obawie przed czymś nieoczekiwanym. Malec zjadł przygotowane smakołyki i po napełnieniu brzuszka był gotowy na poranny spacer z matką. Wspólne wyjście po śniadaniu było ich rytuałem. Mama dumna ze swojego syna - puszczała go przodem, a chłopak zadowolony, że ma więcej swobody wesoło pobrykiwał po znajomym terenie. Dzisiaj ranek był wyjątkowo ciepły, jednak nie na tyle by popsuć śnieżny dywan, który natura rozłożyła dla swoich mieszkańców w nocy.

Frodo ganiał z przodu, matka zaś wolnym, ale czujnym krokiem szła za nim, co jakiś czas pozdrawiając napotkane sąsiadki. Ich przestronna norka znajdowała się w okolicy wielu innych osiedli domków jedno i wielorodzinnych. Sąsiadami były wesołe jeże, zamknięte w sobie krety i szalone wiewiórki. Dorośli często spotykali się pod jakąś pachnącą choinką robiąc małą imprezę piknikową, a w tym czasie dzieci ganiały po puchatym śniegu, bawiły się w chowanego, czy jak to małe urwisy - robiły sobie na złość. Frodo lubił wielu chłopaków w jego wieku – jednak zwierzał się ze swoich tajemnic tylko Maxowi. Mimo, że przyjaciel zamiast miłego futerka miał twarde igiełki i nie mogli bawić się wspólnie w turlanego – rozumieli się we wszystkim. Nie raz stawali po swojej stronie w sytuacji, kiedy ktoś koniecznie szukał problemów. W czasie, gdy rodzice czasem mieli co do Maxa inne plany i chłopcy nie mogli razem pobyć– Frodo bardzo lubił spokojne towarzystwo białej Mimi. Koleżanka strzygła zabawnie swoimi długimi uszami i miała taki malutki ogonek przypominający malutką śnieżkę. Spotykali się pod pachnącą choinką i ukryci w jej dolnych gałązkach dyskutowali o przyszłości ich ukochanego lasu.

Po spacerze zjedli obiad. Mama kazała synowi posprzątać w norce, a potem przyszedł tata Maxa i zabrał go w okolicę ich apartamentu, aby mogli się pobawić pod okiem rodziny Przyjaciela. Frodo nie miał pojęcia, że ściska swoją mamę ostatni raz. Nie przypuszczał, że za godzinę - cały leśny świat, jaki znał zostanie zniszczony. Nie spodziewając się niczego złego pośpiesznie musnął noskiem pyszczek matki i pobiegł w stronę znajomego placu zabaw…

Powoli zapadał zmierzch. Chłopcy nie mogli się tradycyjnie nagadać i nawygłupiać. Co chwilę rodzice Maxa słyszeli ich radosne, przepełnione szczęściem piski. Nagle trzask łamanych gałęzi przeraził wszystkich. Zaskoczeni chłopcy stali jak wryci z walącymi serduszkami. Rodzice Maxa rzucili się w ich stronę, ale coś niszczącego stanęło na ich drodze i bezpowrotnie rozdzieliło. Jakieś ogromne zwierzęta wpadły do lasu i zaczęły przewracać drzewa, rozrzucać w koło ziemię, wywracać świat przyjaciół i zaprzyjaźnionych rodzin do góry nogami. Chłopcy rzucili się na oślep do ucieczki w odwrotnym kierunku. Bolesny wrzask Mimi rozdarł powietrze…

Malcy schronili się w korzeniach wielkiego drzewa. Dotarli tam ostatkiem sił i poczekali do rana. Kiedy słońce rozzłociło niebo – postanowili odszukać drogę do domu. Po śladach i znajomych woniach w południe dotarli na miejsce. Nie mogli uwierzyć co się stało z ich domem, z ich życiem, całym światem. Wiele drzew zniknęło. Niektóre ukochane choinki zostały bestialsko wyrąbane, inne wyrwane z korzeniami. Ślady drzewnej krwi były wszędzie… Połamane gałęzie wydawały ostatnie tchnienie… Dom Froda został zadeptany. Ciało matki wspólnie z innymi mieszkańcami chłopak odkopał po kilku godzinach. 13 grudnia stał się dniem wielu pogrzebów. Nie musiało tak być. Ci co przeżyli nie mogli zrozumieć powodów tej potwornej rzezi…

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy