Łzy Anioła cz. II

Autor: Aldonka9216

Czasami człowiek przybiera maskę bezwzględnego egoisty by się po prostu bronić przed innymi. Po prostu mamy świadomość tego, że inaczej nie da się przetrwać na tej skażonej ziemi. Można przecież zmienić świat, trzeba tylko naprawdę tego chcieć. Jeśli zapragnie tego tylko jedno ludzkie serce, to zbyt mało. Tysiące serc musi stworzyć opór, zbuntować się wreszcie przeciwko złu. Można przecież to zrobić, ale nie, wam chyba dobrze się żyje w tym niesprawiedliwym świecie, bo w nim łatwiej do czegoś dojść, coś osiągnąć, ale to opcja tylko dla ludzi bez uczuć, a co z tymi, którzy naprawdę czują i chcą być uczciwi? No tak, oni głosu nie mają. Tak było z Marcinem, po śmierci ojca zbuntował się przeciw całemu światu, stracił wszystkie wartości. Ukrywał to jednak w sobie. Jak udało mi się wydobyć z niego tę tajemnicę? To długa historia.   Nowa szkoła jednak mi się bardzo podobała. Była taka duża i przestronna. Było wielu ludzi których nie znałam, tutaj nikt nie był oceniany po nazwisku, tutaj zawsze radość unosiła się w powietrzu, był taki nieokreślony klimat. Słowa tego nie opiszą ani chwili kiedy na nowo z zapachem kasztanów przybyła do mnie nadzieja na lepsze życie. Ach, ta cenna nadzieja, daje siły, daje wszystko, a jednak nie można jej kupić, trzeba ją odnaleźć głęboko w sobie. To ona przecież drzemie na dnie serca, ona daje sens dla dalszych działań. Bez niej nic przecież nie jest ważne, ona jedynie podtrzymywała mnie przy życiu. W duchu wmawiałam sobie, że wszystko się jeszcze ułoży, że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa, przecież każdy człowiek ma prawo do szczęścia. Niestety wygląda na to, ze tylko ten, który nieczystą drogą wyszarpie je z cudzych rąk. Trzeba być mądrym, cierpliwym, spokojnym by własną ścieżką łez dotrzeć do szczęścia. Choć moja droga była długa, w mękach spojona cierpieniem to nigdy nie doprowadziła mnie do szczęścia. Życie to jednak wielki labirynt, każdego dnia stajesz na rozstaju dróg i każdy wybór musisz dokładnie przemyśleć. Nie każda decyzja jest dobra, ale ma na celu nauczyć nas czegoś choć często każda chwila wyciska łzy. Najboleśniejsze były dla mnie momenty dy moja nadzieja umierała w torturach. To sprawiało, że moja droga życiowa wyboista była, rzucano w serce kamieniami, aż czasami wydawało się, że prowadzi do szczęścia. Nic bardziej złudnego. Jaki początek, jaka droga taki i koniec. Nie poddawałam się, ale szłam dalej. Wierzyłam kiedyś pogrążona w marzeniach, że kiedyś wyciągnie do mnie dłoń Stwórca tego labiryntu zwanego życiem, Ten, który był mi zawsze przyjacielem, a rzucał kłody pod nogi. Wierzyłam, że kiedyś w białej szacie nadziei uśmiechnie się i powie: gratuluję, tej drogi tak perfekcyjnie nie przeszedł jeszcze nikt. Być może cierpienie spowodowane złem ludzkim nie ma na celu zabicie duszy i katowanie serca, ale ma dać do myślenia, że nie można się na to godzić. Pewnego majowego dnia w szkole po nudnej lekcji języka polskiego po głośnym dzwonku wszyscy zerwali się z ławek jak poparzeni. Ja wzięłam do rąk lektury, które właśnie omówiliśmy chcąc zanieść je do biblioteki. Harmider w klasie totalnie mnie zdezorientował, wszyscy wokół biegali, krzyczeli, jakby nie wiadomo było na kim skupić uwagę. Nagle natknęłam się na Marcina niechcący. Wszystkie książki wypadły mi z rąk na niezbyt czystą podłogę. W pośpiechu jakby zamroczona zbierałam je, ale nagle usłyszałam dziwne pretensje wypływające z ust Marcina. Obok niego stał oczywiście Gabriel z zaciekawieniem przyglądał się całej sytuacji. - Uważaj jak chodzisz! - krzyknął ze złością w głosie Marcin mierząc mnie wzrokiem. Nie lubił mnie od początku, a ja nie rozumiałam dlaczego.- Stary, daj jej spokój...- Wstawił się nagle za mną niespodziewanie Gabriel. To imię jego zawsze coś mi mówiło i stawało się z każdym dniem jakieś coraz bardziej znajome. To było dziwne jednak nie zawracałam sobie głowy dziwnymi uczuciami mojej podświadomości.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy