Łachudrow

Autor: aniaszumiec

„Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów na Ty,

choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.”

 

 

Łachudrow

 

Ulica Ciemna zwykle cuchnęła kocim moczem, toteż z reguły była omijana przez miejscowych szerokim łukiem. Pojawiali się, co prawda, ludzie przemykający pod zniszczonymi kamieniczkami, jednak należeli oni do rzadkości. A rzadkość na ulicy Ciemnej stanowili przyjezdni. Zabawnym było oglądać elegancików z brylantyną we włosach, krzywiących się ze wstrętem, zakrywających delikatne noski jedwabnym szalikiem i przebierających nogami tak, że tumany kurzu wzbijały się w powietrze i osiadały na czyściutkich do tej pory garsonkach i frakach. Ich rozdrażnienie sięgało wówczas zenitu. O dziwo, znalazła się grupka, której smród kudłatej zawartości pęcherza zdawał się nie przeszkadzać (warto jednak nadmienić, że odór owej grupki często bywał silniejszy niż miauczących małych pchlarzy) - jej zajęcia polegały na naigrawaniu się z uciekających bogaczy, wydłubywaniu czegoś z nosa i ucha oraz nieustannej degustacji tanich trunków. Zwykle honorowo pomagała kotom w moczeniu ulicy własną uryną, a kiedy miała dobry humor- wyszarpywała brudnymi paznokciami kleszcze z żałosnej kupki chodzącego futra. Powinienem w tym miejscu wytłumaczyć się, dlaczego nie traktuję członków tej szacownej kampanii indywidualnie, zabieram im osobowość, tłamsząc wstrętną nazwą „grupka”.

Drogi Czytelniku, gdybyś kiedykolwiek przespacerował się ulicą Ciemną, zrozumiałbyś moje postępowanie. Bezdomni kamraci, przykryci chyba stuletnią warstwą brudu, trącący potem, wyglądali i pachnieli identycznie. Idealnie wtapiali się w mroczne kamieniczki, gdyby nie błyszczące gałki oczne, można by było uznać ich za stos starych cegieł. Jeden z kamratów kiedyś wyróżniał się na tle zapijaczonych kolegów. Miał czapkę na tyle czystą, iż nietrudno było odgadnąć jej kolor. Ulica Ciemna szybko jednak zunifikowała ekstrawaganckiego jegomościa. Czytelniku, musisz uwierzyć mi na słowo, fascynująca jest obserwacja stopniowego zarastania czapki lasem kurzu i wymiocin. Ale przerwę tę opowieść, zanim poczujesz się zniesmaczony do reszty . Przedstawienie towarzystwa z ulicy Ciemnej służy mi jedynie do tego, byś zrozumiał specyfikę otoczenia, w którym przyszło żyć bohaterowi mojej, a za moment naszej, historii. Bohater ten właśnie smacznie zasnął w kartonie, wcześniej przegryzając spleśniałe resztki sardynek z puszki i poddając się operacji wyrywania kleszczy z pyska.

Łachudrow, bo tak ochrzciło kocurka towarzystwo z Ciemnej (dosłownie i w przenośni: pęcherze kamratów były pełne), pojawił się na tej znienawidzonej ulicy kilka miesięcy temu. Padał rzęsisty deszcz, dżentelmeni drzemali pod osłoną zmokłych gazet, a reszta kocich koleżków wybierała odpadki ze śmietników albo wylizywała rany na zadkach po ukąszeniach pcheł. Przybysz zupełnie nie pasował do Ciemnej- jak na warunki pogodowe był wyjątkowo czysty, a warstwa tłuszczyku pokrywała koci brzuszek. Czytelniku, pewnie domyślasz się, że Łachudrow nie zyskał sympatii zapchlonych mieszkańców ulicy. Towarzystwo szybko zauważyło równo przycięte pazurki i zadbane, szczotkowane zapewne futerko. Wyglądało na to, że kocur uciekł z domu, i to całkiem niedawno. Postanowiono zatem zasymilować go z towarzystwem: obsikano i zakwaterowano w mokrym kartonie. Wtedy też nadano mu imię, teraz już zupełnie do kota pasujące. Miauczący gang nie chciał przyjąć Łachudrowa, toteż nowy stał się częścią kompanii pijaków. Okazał się bardzo inteligentnym zwierzakiem, jego zwinność i spryt po stokroć górowały nad zwinnością i sprytem pozostałych kotów. Początkowo nie chciał jeść zgniłych ziemniaków, spleśniałych sardynek z puszki, resztek zwiędłej sałaty, ale kiedy w ciągu kilku dni nikt nie podał mu miski z kawałkami mięsa, bardzo niechętnie zaczął przeżuwać odpadki. Krzywił się przy tym niemiłosiernie, wzbudzając aplauz towarzystwa i niemalże owacje na stojąco. Pewnie już wiesz, drogi Czytelniku, z kim połączyła Łachudrowa szczególna więź. Kto podtykał mu pod nos kulki chleba i, od czasu do czasu, plasterki kiełbasy. Kto pozwalał zasypiać na swoich kolanach i przykrywał kocie ciałko brudną czapką. Kamrat ten kolejny raz miał okazję wyróżnić się na tle zapijaczonych koleżków. Ale o tym za kilka chwil.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy