Fallout - Rozdział 1: Świat zewnętrzny, część 1

Autor: AS-R

            Oczywiście Blaine nie musiał tego robić. Nie musiał nigdzie patrzeć. Nie musiał o niczym myśleć, a już na pewno nie musiał oddawać się jakimś sodomistycznym perwersjom pod grodziami Krypty. On bardzo dobrze wiedział, że te flary to czysta kpina.

            - Bóg mi świadkiem – syknął przez zaciśnięte w klinczu zęby – jeśli kiedykolwiek wrócę do środka z hydroprocesorem, dam im wpierw jakąś stertę zużytych drutów, płytek, przewodników i innych komputerowych szpargałów. Będę się droczył i zwodził tego spierniczałego ramola, aż wyraz jego twarzy upodobni się do pyska zagłodzonego psa siedzącego u suto zastawionego stołu, z którego jego mało szczodry pan nie uraczył go do tej pory ani kawałeczkiem! Zobaczymy, kto wtedy będzie się śmiał. Zobaczymy…

            Pośród absurdalnie gęstej ciemności, pośród pierwszych, dziewiczych chwil w świecie zewnętrznym, Blaine Kelly po raz drugi był bliski zaniesienia się maniakalnym śmiechem. Już czuł zbierające się we wnętrzu przełyku spazmy eksplodujące w fali szaleńczego chichotu, kiedy niespodziewanie do jego ucha dotarł dźwięk o wiele bardziej złowrogi, niepokojący i wprawiający w osłupienie.

            Chłopak zesztywniał niczym mrożona szynka. Wydawało mu się, tylko mu się wydawało…

            Szur-szur-szur-szur-szur.

            Boże!

            Szu-szu-szur… i nagle cisza.

            Potem zaś oddalające się i zdystansowane szszszszszszszszszyyyszszzszuuu…

            To tylko wiatr, powtarzał w myśli Blaine Kelly. Tylko wiatr. Sieć wydrążonych u podnóża góry jaskiń ciągnie się w niezliczonej kombinacji kanałów, przesmyków i czegoś na kształt powietrznych wywietrzników. Na zewnątrz na pewno teraz mocniej zawiało, a jako efekt dźwiękowy…

            Mimo to pod wpływem wypływających wprost z pnia mózgu impulsów, bezwiednie położył dłoń na przywieszonej na skórzanym pasku kaburze broni. Trwał przez moment w absolutnym napięciu, po czym niepewnie, nieco bardziej świadomie, zaczął pieścić chłodny metal broni. Oficer dowodzący służb ochrony uroczyście wręczył mu kolt 6520: dwanaście pocisków 10mm. Sama świadomość posiadania przy sobie tego, co wisiało wzdłuż jego uda dodawała pewności i była na swój sposób uspokajająca.

            Blaine jeszcze przez chwilę chłonął zimno płynące z metalu. Kiedy jego własna dłoń ogrzała nieznacznie skonstruowany tylko w jednym celu przedmiot, odsunął ją i odwrócił się mierząc po raz pierwszy z ciemnością - i wszystkim tym, co poza usilnym przekonaniem samego siebie, że to tylko wiatr, mogło czaić się pośród niej.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy