"Dziwka"

Autor: Beatka1161

Jak zaczęłam…

tego nie obejmuje jeszcze kronika policyjna, żadne akta i zapiski na ulotkach czy w gazetach reklamowych-to obejmuje tylko moja pamięć, moje spękane serce, moje oczy które jeszcze widziały lepsza przyszłość.

 

 

Wyobraźmy sobie malutka wieś gdzieś na szarym zakamarku  w biednym koncie ubogiego

kraju. W sumie można by napisać o szumiących lipach, o pachnącym bzie na wiosnę, o ptakach nucących swą urocza pieśń tuż o świcie. Można by zwrócić uwagę na malownicze maki w zbożu i  dzieci biegające boso po jeszcze zroszonej trawie. Na to słońce które wstaje leniwie ponad daleko posuniętym horyzontem i mocno grzeje, zwłaszcza latem, pieści promieniami liście  kasztanowców, mieniącą się  kukurydze na wysokich tyczkach i łany rzepaku. Można by sobie wyobrazić, że wszyscy tu pija tylko zdrowe mleko prosto od krowy jedzą jabłka zerwane z drzewa, umyte deszczem i zbierają do koszyka poziomki w pobliskim zielonym zagajniku leśnym. Można by sobie tak opisać i taką wieś wyobrazić… można by, ale do takich daleko idących posunięć to są wielcy literaci, ja opiszę to co widza moje oczy, nie Reymonta czy Mickiewicza, moje. Ja widzę zapyziała wiochę na końcu świata i już pomijam brak metra czy osobnej linii tramwajowej. Mnie tam wystarczy mój prosty rower i też sobie  poradzę, ale w owym miejscu jakie chce Wam przybliżyć wszyscy jeżdżą głownie starymi rowerami, głownie to zardzewiałe gruchoty, które pamiętają czasy najstarszej komuny. Jest parę osób, które posiada jakiegoś junaka czy inny jeszcze starczy motor, który świetnie by się sprawdził jako rekwizyt w muzeum. Ale pomijamy to, bo każdy jakoś tam sobie radzi, do sklepu skoczy, a do miasta jest PKS więc, ok. nie ma problemu, skoro samym mieszkańcom jest to na rękę to nie ingerujemy. Ale ogólnie co tu dużo pisać… miejscowość z której pochodzi moja bohaterka, 19letnai Ania to straszna dziura i nazwy nie podam, ze względu na szacunek dla mieszkańców. Bieda smród, ubóstwo patologia i szczury…

Tak bym to ujęła. Z resztą sama Anka tak mówiła o swoim domu… „ to było miejsc, gdzie nie ma miłości, nie ma chleba co rano, nie tylko świeżego, ale nie ma żadnego, nie ma czystej pościeli, i wykrochmalonych  bluzeczek, nie ma dużej wanny i prysznica z brodzikiem , nie ma nawet tylu łóżek ilu jest mieszkańców, nie ma codziennie ciepłego obiadu, ba nawet nie ma czystych sztućców. Nie  ma obrusu na stole, ani nawet dywanu na podłodze., nie ma zgrabnych falbaniastych  firaneczek na oknach i nie ma osobnego pomieszczenia, które wszyscy normalni nazwali by łazienką, albo choćby zimną ubikacja bez płytek i umywalki. Brak ciepłej wody równoważył się z tym, że stara lodówka rozmrażała się samoczynnie i raczej nie mroziła, ale cóż miała mrozić, stary pleśniejący ser czy może piwo dla ojca… Za to miałam wiele innych rzeczy, których wy nigdy nie mieliście… miałam grzyb na podłodze i pleśń na ścianach i suficie. Miałam codziennie awantury z pijanym ojcem , który gdy nie dopił to bił wszystkich czym popadnie, ja jestem już dorosła, ja umiałam się obronić przed lecącym w moja stronę pasem kablem, talerzem, sztacheta czy kluczem francuskim. Ale moje rodzeństwo, ja byłam najstarsza, ale miałam jeszcze 6 dzieciaków w domu, 2 siostrzyczki i 4 braci, najmłodszy Kamilek miał 2 latka, jego ojciec bił najrzadziej, może odzywały się w nim ludzkie uczucia, a może po prostu nie sprawiało mu frajdy, że chłopczyk jest mały i gdy siedzi w wózku to nie może uciekać. Najbardziej szkoda mi Tomka, urodził się z porażeniem mózgowym,  od urodzenia nikt o to nie zadbał i wcale nie mógł chodzić, w ogóle nie porozumiewał się z nim, wiecznie przykuty był do swojego łóżka w kuchni, niejednokrotnie leżała w swoich odchodach z odparzeniami n całym ciele i jego ojciec bił najczęściej, za wszystko, a głownie za to że jest kaleka, niedojda i społecznym ułomem. Ale miałam tez inne rzeczy, miałam linoleum w pokoju kuchni i ganku, miałam wiadro obok schodów do piwnicy na załatwianie swoich potrzeb, miałam  wiecznie zajdzione paznokcie od pracy w polu, miałam niejednokrotnie pusty żołądek, bo ojciec powtarzał, że skoro nie pracujemy to nie musimy jeść… miałam też wszy i szramę na policzku od klamry z pasa ojca. Miałam tez pościel którą na jednym łóżku dzieliłam z młodsza siostra Kalina, miałam całe dwa pokoje w domu i zawsze coś do roboty w obejściu. Miałam to wszystko i to miało mi dać szczęście… Póki żyła mama było inaczej, ona dbała o nas wszystkich, pamiętała o każdym, żyło się biednie, ale inaczej, była Ona i już. Zmarła rok po porodzie ostatniego dziecka, , jakieś komplikacje z którymi zmagała się dokładnie 10 miesięcy, cierpiała niesamowity ból , a potem odeszła. . ODESZŁA. Przy niej ojciec mniej pił, mniej nas bił, nawet pracował w swoim zakładzie mechanicznym w szopie za domem i z tego jakieś pieniądze były. Jak była mama to gwałcił tylko Ją, czasem na  naszych oczach , ale głownie na oczach Tomka, bo robił to na jego pościeli na jego wersalce kuchni, kiedy ten leżał tam. Mama płakała, krzyczała, broniła się, ale ten ja wówczas bił i robił to jeszcze bardziej brutalnie. Zawsze gdy zobaczyła któregoś z nas zapłakanego w drzwiach kuchni przestawała i udawała, że tak bawi się z tatusiem, zawsze zabierałam młodsze rodzeństwo żeby Mamie nie było wstyd. Wystarczająco upokarzające były sapania i jęki ojca kiedy dochodził, potem zrzucał Mamę i Tomka z łóżka, a sam szedł spać, wówczas Mama brała chłopca, przytulała do siebie i oboje płakali, kiedy przestawali przychodziłam do nich, siedzących na podłodze i pomagałam im wstać. Zabierałam Mamę  i Tomka do pokoju gdzie spali rodzice i najmłodszy Kamilek w wózku od którego już nie było koła, złamała się gdy ojciec kiedyś przyszedł po pijaku i przewrócił się na niego, pamiętam że wtedy Kamilek bardzo płakał, bo wypadł na ziemię, Mama zasłaniała go przed uderzeniami swoim ciałem , ale ojciec krzyczał, że musi bachor oberwać za to że drze się w nocy i ludziom spać mnie pozwala. Tak było zawsze, jak mama żyła, było lepiej, później z każdym dniem coraz ciężej i gorzej… Aż w końcu kiedy to pewnego czerwcowego dnia kiedy odebrałam świadectwo szkolne nie czekając już  na nic podjęłam plan. Prosta opcja, zostawię tę cholerną wiochę i ucieknę w nocy, znajdę jakąś pracę w mieście, jakieś malutkie mieszkanko i  na początek będę dzieciakom wysyłać pieniądze, a potem może nawet mogła bym ich ściągnąć do siebie, żeby chodziły  do szkoły w mieście  a przede wszystkim, aby odizolować je od ojca. Taki miałam pomysł i w sumie nie trzeba było się do niego długo przekonywać, wieczorem ojciec wrócił tak pijany, ze od razu poszedł spać na nic nie zwracał uwagi. Ja tego wieczoru wykąpałam Kamilka przebrałam go w czyste śpioszki, nakarmiłam mlekiem od sąsiadki, potem poszłam przytulić się  do Tomka, uściskałam Kalinkę i powiedziałam dobranoc reszcie dzieciaków… kiedy już wszyscy zasnęli ja ubrana w najlepsze buty i sukienkę wyszłam z domu z niewielkim bagażem. Idąc po polnej drodze ostatni raz obejrzałam się na mój dom i tak go zapamiętałam , pomachałam jeszcze, jakby ktoś stała za oknem i wiedział że odchodzę na długo, może na zawsze.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy