OBRAZ esej

Autor: Grzegorz
„… ale już nie znali Tego języka… który we mnie śpiewał.” Król-Duch Juliusz zna język, który dawno umarł, a ten cytat jest z Rapsodu Piątego. A swoją drogą ile języków zaginęło, umarło wraz z ostatnim człowiekiem, który się nim posługiwał. I wskrzesić języka się nie da, no bo jak. Czy możemy mówić językiem polskiego Średniowiecza, albo Baroku? Ale że wszystko przecież możliwe, to i zdarzyć się może, że wróci tamten język, i zwykli zjadacze chleba będą rozmawiać w taki oto mniej więcej sposób. „Przeczże się poganie buntują, a narody przemyślaną próżne rzeczy” Bo też i wraz z językiem wrócą dawne obyczaje, stroje, potrawy. To nic, że to wirtualny świat na sprzedaż, ważne, że jest. Szkoda tylko, że spowoduje on zanik wyobraźni i książek już nikt nie poczyta, bo po co. Tak łatwo będzie można się przenieść, to do Pensjonatu Pani Pattey, gdzie spędza życie Juliusz Słowacki, a to popatrzeć, jak Beniowski żegna się z panną Anielą, i wyjeżdża w świat. Ale przecież Beniowski z poematu Julka jest wymyślony, ale sam Juliusz wymyślony nie jest. Tak myślę. Chyba nie jest. * * * Goście Marcina poszli na spacer, część nawet rozjechała się po Litwie. Chciał im Marcin pokazać różne miejsca. Wilno, Kowno który we mnie śpiewał.” Król-Duch Juliusz zna język, który dawno umarł, a ten cytat jest z Rapsodu Piątego. A swoją drogą ile języków zaginęło, umarło wraz z ostatnim człowiekiem, który się nim posługiwał. I wskrzesić języka się nie da, no bo jak. Czy, Szawle, Jaszuny, Troki, Lida. W Trokach spotkali Napoleona Orde. To polski malarz, który rysował i malował ciekawe polskie i litewskie miejsca. Zamki, pałace, dworki. Zaprosił go Marcin do siebie. Obiecał Napoleon, że przyjedzie. Przywiezie obrazy, i zrobi wystawę. * * * Jeszcze nie teraz. Następny tom naszej książki – cyklu „Imię moje jak dźwięk pusty” rozpoczęty. Cel jakby bliżej, już zarysy widać, osiągniemy go ale… jeszcze nie teraz. * * * Na grobie Robespierra taki napis „Przechodniu, nie płacz po nim, bo gdyby on żył, to ty nie żył byś na pewno.” Maksymiliana Robespierra zaprosiliśmy do dworku Marcina Cumfta w Radziwiliszkach. Przyjechał, rozmawiał ze wszystkimi, ale z chwilą kiedy przybyli chłopi z Wandei, gdzieś zniknął. Musimy go odszukać. Posłuchać co on powie, i co powiedzą nam, żyjącym w XXI wieku, powstańcy z Wandei, wierni Bogu i królowi. A Maksymilian Robespierre też był wierny. Sobie. * * * W bibliotece Marcina siedział zatopiony w lekturze książki stary Żyd Natan. Był on kiedyś właścicielem antykwariatu w Krakowie, a książki to była jego pasja. Godzinami całymi siedział i czytał, a klientów zbywał opryskliwym „nie ma”, mimo iż książka była, stała na półce. Bo on nie chciał się rozstawać z książką, bo to tak jakby rozstawał się z kimś bliskim, z przyjacielem. Nie wiadomo kiedy wszedł do naszego dworku, ale wszedł. Siedzi i czyta. Wszystko dla niego ciekawe, ważne. Wszystkie książki traktuje niczym ważną rozmowę z kimś bliskim. Za jego czasów książki przemycano, on sam przemycał. I „Pana Tadeusza” i „Dziady”, i nawet książki Juliusza, którego Natan nie zawsze rozumiał. A każdy dzień zaczynał Natan od czytania Świętej Księgi. Ukochał Psalmy, bo to drogowskaz dla niego, i piękne słowa. A dzisiaj myślał o tym wersecie Psalmu drugiego: „Przeczże się poganie buntują, a narody przemyślaną próżne rzeczy”. Ten naród, który przyjął jego ciągle się buntował. A te książki, które przewoził przez kordony zaborcze, tylko w tym pomagały. On nie rozumiał tej niecierpliwości Polaków, trzeba czekać. Cierpliwością pokona wszystko, a tu taki Mickiewicz i Słowacki każą im iść w bój, i co najgorsze, bez broni. Duchem pokonać armaty i karabiny. Ale biznes to biznes. Chcą czytać, to Natan im przemyci książki, i niech czytają. Niech się przerabiają w aniołów, niech płacą kolejną daninę krwi z najlepszych. Taki już i

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy