Zdrada

Autor: viktoria12

   Miałam do wykonania ważną pracę, nie cierpiącą zwłoki, gdy zadzwonił telefon. Podniosłam słuchawkę po dziesiątym dzwonku.

-Marysia? - usłyszawszy ten kobiecy głos, wiedziałam, że stało się coś złego. Tamara, przyjaciółka, znająca napięty grafik moich zajęć, nie zakłócała go telefonami.

- Czy mogę do ciebie przyjść? Na piętnaście minut... - ostatnie słowo wymówiła z wyraźnym drżeniem głosu, po czym usłyszałam chlipnięcie.

- Tak, oczywiście. Zaokrąglimy nawet do godzinki - byłam w stu procentach pewna, że wybuchł wulkan,   o którym zaraz się dowiem.

   Przeszłam do kuchni nastawić wodę na kawę. Tamara zaraz powinna być. Mieszkała kilka domów dalej. Wyłączyłam komputer. Projekt musi poczekać. Andrzej, mąż Tamary, nie będzie miał mi tego za złe.

Dzwonek do drzwi zadzwonił natarczywiej niż zazwyczaj. Przestraszyłam się, gdy zobaczyłam przyjaciółkę. Tami, z natury pogodna, z burzą rudych włosów urzekających kolorem jesiennego ognia, tym razem mnie przeraziła: czerwienią oczu i zapuchniętymi policzkami. Nie, nie płakała w tym momencie. Patrzyła na mnie z ogromnym bólem.

   Usiadłyśmy w fotelach. Wyjęłam nasze ulubione martini i lampki. Nalewając, pomyślałam odruchowo, że Tamara bierze chemię i może powinna zrezygnować z alkoholu. Kilkanaście dni wcześniej poruszyłam ten temat. Stanowczo się sprzeciwiła. Nasz mały rytuał: po lampce na zdrowie i na nogę, jak sobie mawiałyśmy, został podtrzymany.

Wypiła duszkiem, podsunęła lampkę po jeszcze.

- Poczekaj - położyłam rękę na jej dłoni. - Najpierw opowiadaj.

- Wiesz jaki kształt ma zdrada? - zapytała ni w pięć, ni w osiem.

- Nie.

- To ci powiem. Po to tutaj przyszłam. Ma kształt najseksowniejszej kobiety świata! Właśnieją i Andrzeja wyrzuciłam z naszego domu!

   Osłupiałam. Co ona opowiada? Andrzejowie - idealny związek, idealne małżeństwo, Andrzej: wzór wszelkich cnót.

- Przyjechałam do domu wcześniej, bo boli mnie głowa - Tamara dotknęła skroni. - Weszłam do środka. Byli. Wyobrażasz sobie?! W naszej sypialni!

  Zaniemówiłam. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Zresztą, przyjaciółka nie chciała, żebym mówiła. Raczej, żebym słuchała. Słuchałam więc o zdradzie i uchodziło ze mnie powietrze, a z Tamary uchodziło życie. Widziałam to po jej oczach. Spojrzała na paznokcie. Utrzymywała je w nienagannym stanie.

 - Tym paznokciem - pokazała - przeorałam tamtej twarz.

Spojrzała na mnie z bliska. Dostrzegłam stan jej cery. Przyjaciółka walczyła z rakiem od kilku miesięcy. Ziemistą cerę maskowała podkładami i pudrami, ale przegrywały z chorobą. Choroba czyniła z Tamary szarą myszkę. Tak przed chwilą siebie nazwała: szara myszka. W myślach potwierdziłam, że się z tym zgadzam. Ale, na miłość boską, my mówimy o walce z rakiem, a nie mankamentach urody zaniedbanej, zdrowej kobiety.

- Wyrzuciłam ich - wznowiła temat. - Koniec naszego małżeństwa. Zamek już wymieniłam. Koniec mojego życia. Przerywam chemię.

Czajnik w kuchni zagwizdał przeraźliwie.

- Napijemy się jeszcze herbaty - zaproponowałam, żeby zyskać na czasie. Gorzej być nie mogło.

Usiadła na taborecie przy szafce.

- Napij się herbaty - podsunęłam szklankę ku jej drżącym dłoniom. I wtedy przypomniałam sobie tamtą historię sprzed kilku lat. Musi się udać!

- Tamaro! - przerwałam potok jej żali. - Pamiętasz, gdy przytyłyśmy trochę, ale pod okiem wizażysty przeszłyśmy metamorfozę. Co stoi na przeszkodzie teraz? Chodzi mi o ciuchy, tak zwaną drugą skórę, buty, fryzurę, makijaż.

Protestowała.

- Posłuchaj! Chcesz być piękna - mówiłam z żarem. - Będziesz piękna.

Co, do jasnej cholery - myślałam rozpaczliwie - strzeliło Andrzejowi do głowy? Rokowania w walce            z rakiem były dobre. Tamara miała szansę być całkowicie wyleczoną. Tylko bez żadnych stresów, bez obciążeń.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy