Rytuał

Autor: Fasoletti
dam! – krzyknął.
Chłopcy oniemieli. Pierwszy odzyskał głos Sebastian.
- Podupczyło cię, człowieku? Skąd to wytrzasnąłeś? Ja pierdolę, przecież jakby to znaleźli przy nas niebiescy, to idziemy do paki za bezczeszczenie zwłok!
Marian wyszczerzył zęby w głupkowatym uśmiechu. Liczył, że zrobi na bratu i koledze wrażenie, ale ich reakcja przeszła jego najśmielsze oczekiwania. Poczuł się podbudowany jak nigdy. Był teraz kimś, panem sytuacji. Widok Jacka, wpatrzonego w czerep wybałuszonymi oczami, bąkającego pod nosem jakieś niezrozumiałe słowa – bezcenny.
- Pamiętasz jak opowiadałem, że byłem tutaj z Burkiem na spacerze?
Sebek twierdząco kiwnął głową.
- On to wykopał pod jakimś drzewem. Zobacz – odwrócił trofeum.
Czaszka była dziurawa.
- O kurwa. Ktoś strzelił mu w tył łba – ocenił fachowo Jacek, który nieco już ochłonął. – To pewnie jakiś szwab. Ten, jak mu tam, kolaborant.
- Dobra, koniec tego pierdolenia – skwitował rozmowę Maniek. – Trza brać się do roboty.
Gestem dłoni nakazał towarzyszom by się rozstąpili i oświetlili podłogę latarkami. Spojrzał na kompas, po czym kredą wykreślił na betonowej posadzce prawoskrętny pentagram, zaczynając, tak jak nakazywał rytuał, od wschodniego wierzchołka. Na rogach symbolu postawił świece, a w jego centrum czaszkę z przymocowanym do niej, za pomocą wstążki, zdjęciem pani Kowalskiej.
- Zwiążemy cipę z tym trupem na zawsze – wytłumaczył. – Będzie ją straszył i nawiedzał. Zobaczycie, najdalej za miesiąc zawiną ją w kaftan i wypierdolą do wariatkowa.
Gdy skończył, zapalił świeczki.
- Pogaście latarki – szepnął.
Przedsionek pogrążył się w półmroku. Długie cienie rzucane przez chłopców drgały niespokojnie wraz z płomykami świec, poruszanymi wiatrem hulającym po wnętrzu bunkra. Maniek wydobył z kieszeni kurtki pomiętą karteczkę.
- Przeczytaj to na głos – szepnął, podając ją Jackowi.
Chłopiec rozłożył zwitek. Przebiegł wzrokiem po tekście.
- Co to kurwa ma być? Po jakiemu to?
- Po łacinie – odparł Maniek. – Nie mów, że teraz stchórzysz. To już zaszło za daleko.
Jacek przełknął ślinę. Cała ta zabawa przestała mu się podobać. Alkohol już nieco wywietrzał mu z głowy, więc przytomniej oceniał sytuację. W końcu jednak się przemógł. Nienawiść do pani Kowalskiej była silniejsza niż strach. Jednym tchem wydukał formułę. Maniek podał widelec.
- Dźgnij zdjęcie i powiedz, czego jej życzysz.
Jacek nabił podobiznę na sztuciec.
- A żeby ci cipa zgniła! – palnął pierwsze co przyszło mu na myśl.
Chłopcy zamarli w oczekiwaniu. W bunkrze zapadła cisza, jak makiem zasiał. Słyszeli swoje przyspieszone oddechy, walenie serc, nawet kapanie wody gdzieś w głębi korytarza. Tańczący w obiekcie wicher wyśpiewywał upiorną, huczącą melodię. Jednak oprócz tych odgłosów, jakże typowych dla starych, opuszczonych budowli, do ich uszu nie dotarło nic więcej.
Spodziewali się potępieńczego wycia zwiastującego przybycie ducha z zaświatów, latających w powietrzu kamieni, wycia wilków, dziwnych kroków w oddali. Nic takiego się nie wydarzyło. Za to Jacek poczuł, jakby ktoś położył mu na piersi olbrzymi głaz. Do jego świadomości dotarło, że zrobił coś okropnego, że coś się zmieniło. Wszedł w konszachty z siłami, które powinny pozostać uśpione.
- Co ci jest? – zapytał Maniek, widząc jak jego kolega z trudem łapie oddech.
- Nic – odparł Jacek, ale głos miał słaby, jakby przytłumiony. – To już wszystko?
- Chyba tak. Tyle było w opisie rytuału. Teraz musimy jedynie zostawić świeczki by same się dopaliły.
- Spierdalajmy stąd – wycharczał Jacek.
- Myślę, że to dobry pomysł – poparł go Seba. – Zaczyna się tu robić kurewsko duszno. Jakby p

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy