Que debemos pasar tiempo juntos. Tom I. Rozdział 28

Autor: Pilar

Nadeszła kolejna rocznica śmierci rodziców. W kościółku została odprawiona uroczysta Msza święta. Po nabożeństwie poszłam na cmentarz, by zapalić znicze za dusze rodziców. Usiadłam na ławce obok grobu i momentalnie zalałam się łzami. Po raz kolejny miałam wyrzuty sumienia. To przeze mnie oni musieli zginąć. To ja jestem przyczyną wszelkich nieszczęść w mojej rodzinie. Niekiedy odczuwam, jakby wisiało nade mną pewnego rodzaju fatum. Szczęście już dawno mnie opuściło, pozostawiając za sobą cierpienie, żal i gorycz. Nie jestem już tą samą osobą. Starając się otrzeć łzy wstałam i poszłam do leśniczówki. Jak co roku w rocznicę śmierci rodziców wszyscy domownicy zasiadają razem do wspólnego obiadu. Jednakże w tym roku w domu byłam jedynie ja i córki Gabriela z pierwszego małżeństwa. Kiedy wróciłam do domu wszystko było już przygotowane. Zasiadłyśmy, więc do posiłku. Tego dnia nikt nie przerwał panującej od paru dni ciszy. Miałam wrażenie, jakby każde z nas dusiło coś w sobie. Atmosfera stawała się coraz bardziej nieznośna i krępująca tym bardziej, że pewnego dnia zauważyłam, iż jeden z lokatorów podsłuchuje moją rozmowę telefoniczną. Początkowo zbagatelizowałam to, jednak późniejsze jego zachowanie wyraźnie dało mi do myślenia. Coraz częściej zaczęłam słyszeć dziwne dźwięki. Czułam się obserwowana. Zaczęłam uważać na to, co i przy kim mówię. Nawet podczas tego obiadu czułam, jakby ktoś słuchał, o czym rozmawiamy. Kiedy wybrałam się po posiłku na spacer zauważyłam, że ktoś za mną idzie. Był to mężczyzna, którego zaczęłam podejrzewać o przeszpiegi. Postanowiłam zakończyć tą farsę i porozmawiać z nim.

                - Może mi pan powiedzieć, o co panu chodzi? - zapytałam, gdy doszedł do mnie.

                - Mianowicie?

                - Niech pan nie udaje. Śledzi mnie pan, podsłuchuje pod drzwiami.

                - Skąd to pani przyszło do głowy?

                - Bo mam oczy i potrafię obserwować. Może pan skończyć udawać. Kto tu pana przysłał i po co?

                - Jestem z gazety „Głos dnia”. Piszę o pani artykuł.

                - Tak? A na jaki temat?

                - Piszę o pani życiu. Tragedii, jaka panią spotkała i…

                - A czy ja wyraziłam na to zgodę?

                - Nie pytałem.

                - Właśnie. Niech mnie pan uważnie posłucha. Mam już o wiele za dużo na głowie i nie mam zamiaru opowiadać o tym całemu światu! Na nic nie wyrażam zgody. A jeśli zapragnie pan opublikować cokolwiek na mój temat to obiecuję, że spotkamy się w sądzie.

                - Może jednak pani zmieni zdanie?

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy