Tajemnica Melanie cz.12

Autor: niia11

 

Rozdział 12

- Trzymaj się! – krzyknął mi w myślach smok.

Przycisnęłam się do niego i splotłam ręce pod jego szyją. Wiatr huczał mi w uszach i robiło się coraz zimniej.  Niebo przykryły ciemne chmury i powoli z nieba zaczęły spadać pojedyncze krople deszczu.

W pewnej chwili z Shade, zmienił kierunek lotu i leciał w dół.

- Shade, co robisz ?! – nie odpowiedział mi. – Shade!

Nie działały na niego moje słowa, ani to, że obkładałam go pięściami po głowie.  Zlatywał coraz szybciej, a u mnie serce biło jak oszalałe.  Zbliżał się coraz bardziej do ziemi. Zabije nas! Krzyczałam w duchu.

Dzieliło nas kilka metrów od ziemi, w oczekiwaniu na upadek zamknęłam oczy. Ale nic nie poczułam, wszystko tak nagle ucichło. Czy ja umarłam?

- Melanie – ktoś mnie szturchnął, otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą Moe. Ale czy to na pewno był on?

Zeszłam ze smoka i odsunęłam się od Księcia. Nie byłam już tak bardzo przerażona, uspokajałam się powoli.

Rozejrzałam się wokół siebie, byliśmy na tyłach zamku. Para królewska przyglądałam na się z najwyższego tarasu, a wszyscy inni zajmowali się pracą w ogrodach, ukradkiem na nas spoglądając.

Pochwyciłam wzrok Moe na kilka sekund, a potem pobiegłam ile sił w nogach w stronę złotej wierzby.

- Melanie? – zawołał chłopak – Melanie!

Słyszałam jak za mną biegnie, ale z trudnością mnie doganiał. Zapewne szybkość to kolejna cecha w nas, o której się właśnie dowiedziałam. Dobiegłam na plac, przepychałam się między ludźmi, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Przeskoczyłam przez wodę wokół wierzby i w tym samym momencie znalazł się przede mną Moe.

- Melanie, co się stało? – przytrzymał mnie, bo chciałam go wyminąć.

Strąciłam jego dłoń z ramienia, wyminęłam go i podeszłam do wierzby. Dziura w niej ukazywała mój pokój. 

- Melanie… - usłyszałam w swoich myślach, jak wypowiada moje imię.

- Moe.. twoje milczenie powoli mnie przerasta. Ale podam Ci jedno imię, a o tej osobie chyba mogłeś mi powiedzieć. – spojrzałam mu w oczy i wypowiedziałam to głośno i wyraźnie – Zoe..  

Przeszłam przez Wierzbę, lądując na podłodze w pokoju. Obraz w zwierciadle zniknął. Ostatnią rzeczą jaką ujrzałam było smutne spojrzenie Księcia.  A potem usłyszałam tylko jego ciche przepraszam.

***

- Czemu nic jej nie powiedziałeś! – usłyszałam czyjś krzyk.

- Przepraszam… - to był Moe, wszędzie poznam jego głos.

- Czy ty wiesz, co by się stało gdyby ją złapali?! A gdyby ją zabili?! Ona jest naszą ostatnią nadzieją Moe, rozumiesz mnie?!

- Tak.. – i wtedy go ujrzałam. Stał z opuszczoną głową przy oknie, a za nim padał deszcz. Na tronie siedział Król Edgar, oprócz nich nikogo nie było w sali.

- Musisz zrobić wszystko co w twojej mocy, by odbudować jej zaufanie wobec Ciebie. Trzeba ją przygotować na wszystko co możliwe, że się stanie.  I najważniejsze nie możesz mieć przed nią żadnych tajemnic, dobrze?

- Tak ojcze.. – wypowiedział to z wielkim szacunkiem, widać, że szanował go i cenił każde jego słowa.

Po chwili wszystko się rozmazało i otworzyłam oczy. Znowu to samo, sen który jest rzeczywistością.

Niebo przykryły chmury, z których lał się deszcz. Na zegarze wybiła ósma i było tak jakoś cicho. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Wszystko wyglądało tak samo, telewizor grał, na stole stał talerz z jedzeniem i rodzina nadal nie przyjechała. Może to nawet dobrze.

Wyłączyłam telewizor, posprzątałam na stole i wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i patrzyłam w ścianę.

Było ciemno, cicho i w powietrzu unosił się dziwny zapach spalenizny. Nagle coś mnie oślepiło, do sali wpadło kilkanaście osób. Gdy otworzyłam oczy, stałam w okrągłym pomieszczeniu bez okien. Na ścianach wisiały pochodnie i obrazy mężczyzn z brodami. Co mnie szczególnie nie zdziwiło, ponieważ wokół mnie siedziało ponad pięćdziesięciu takich samych ludzi. Pomyłka, prawie takich samych. Tylko dwóch się wyróżniało. Jeden z nich wielki, dobrze zbudowany, z koroną na głowie, a ten drugi.. to był Zoe.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy