3. fragment książki "Rok 2018"

Autor: ksenagos

 

ODSŁONA  3.

- Zebraliśmy się tu dzisiaj po to – basem rozpoczął kapłan- by połączyć świętym i co ważniejsze nierozerwalnym węzłem małżeńskim Annę i Piotra. Jezus pobłogosławił małżeństwo w Kaanie Galilejskiej gdy uczynił cud zamiany wody w wino i my dziś, tutaj obserwujemy cud zamiany dwojga w jedno! Bo od dziś nie będą dwojgiem odrębnych ciał, ale stopią się w jedno, by…

- To znaczy, że powstanie przysłowiowa Conchita Wurst? – półgębkiem i prześmiewczo szepnął Misiek, brat Gosi, do stojącej obok siostry.

- … Z kolei z tego jednomyślnego, oddychającego tym samym rytmem ciała zostały powołane na świat ciałka ich dzieci! Od początku natchnione świętym ogniem Kościoła Powszechnego i w tym ogniu chowane przez swoich rodziców, przekazując go niczym znicz olimpijski kolejnym i kolejnym pokoleniom jako że znicz dziedziczy się!

Stojący obok Gosi mężczyzna parsknął śmiechem pod nosem. To Patryk, jej mąż, nie współkredytobiorca – co stale powtarzał.

Gdy Gośka spojrzała na niego pytająco, szepnął jej do ucha :

- Ciekawe jak to trzydziestodziewięcioletnie ciało ma wydawać na świat kolejne ciałka, hihihi. Na matki chrzestne Kościół powinien brać surogatki.

Gosia puściła tę uwagę mimo uszu. Patryk to była stara szkoła. Wszystko ulegało zmianie, ale poglądy jej męża stały uparcie w tym samym miejscu. W miejscu, w którym wychodziło się za mąż w wieku trzydziestu lat, rodziło dziecko siłami natury niedługo po ślubie, określało płeć dziecka jako „kobieta” bądź „mężczyzna” a ludzie przeżywali ze sobą co najmniej siedem lat zanim zdecydowali się na Świadomy Kryzys[1] po czym współistnieli dalej. Ten sam upór wobec zachodniego wzorca zrównoważonego rozwoju społecznego  sprawił, że Patryk zalazł za skórę świadkom na ślubie, a po części i połowie rodziny, gdy trzeba było spisywać specjalną deklarację w Urzędzie Stanu Cywilnego na przysięgę Passé czyli starą, z deklaracją miłości i wierności podczas gdy wszyscy ich znajomi przysięgali już sobie Novum.  Patryk – próbował negocjować świadek, czyli Piotr, który właśnie trzymał w kościele za rękę Ankę – czasy się zmieniły. Nie potrzebujemy już starej przysięgi, bo taka przysięga o niczym nie mówi. Nie gwarantuje niczego. Na taką beztroskę  mogli sobie pozwolić nasi dziadkowie, ale nie my, nowe pokolenie! To, ze ktoś jest gotowy wziąć z tobą kredyt to już świadczy o jego zaangażowaniu. Patryk odpowiadał na te uwagi zawsze w jeden sposób: Ja wiążę się z kobietą, zaznaczam to nawet jeśli się to komuś nie podoba: KOBIETĄ dlatego, że chcę z nią być aż do mojego siwego końca.

- To już groźba – zauważył Piotr.

- To już twoja interpretacja. Moi dziadkowie, a także moi rodzice decydowali się na małżeństwo z miłości, na dobre i na złe. I ja też się na takie zdecydowałem.

- Konsultowałeś to już z psychoterapeutą? – pytał zaniepokojony Piotr.

- Nie mam zamiaru rozmawiać z nikim o moich wartościach. Bo to tak jest; idziesz do psychoterapeuty niby na luźną pogawędkę, a dostajesz wykresy krajów Kontrolingu [2] i wychodzi na to, żeś wariat bo wierzysz w miłość!

- Patryk, nikt nie chce byś przestał wierzyć w miłość, ale to jest wartość zbyt ulotna by na jej gruncie stawiać fundamenty wspólnego życia. Tylko to  próbuję ci przekazać.

Ani ten, ani żaden inny przekaz do Patryka nigdy nie trafił. Uparcie nazywał siebie „mężczyzną na sto” [3] a swoją żonę zarówno żoną jak i „kobietą na sto”. Młodsze pokolenie rodziny kiwało głowami, Kajka wręcz wychodziła z siebie by możliwe najdelikatniej ale i najskuteczniej wdrożyć Patryka w nowe realia, ale na nic się to zdało. Patryk wyrósł na opowieściach rodzinnych jak to dziadek wyczekiwał na babcię pod witryną kawiarni, w której pracowała jako kelnerka, by odważyć się zaprosić ją na ciastko i kawę, a babcia drocząc się z nim, odmawiała mu przez dwa lata. Nawet rodzice Patryka mają kilka rzewnych historii, które, jakiekolwiek by nie były tato Patryka kończył zawsze słowami „Nie mieliśmy wiele, ale mieliśmy wszystko. Byliśmy niezwyciężeni bo mieliśmy siebie”. Tak to w Patryku przez całe trzydzieści jeden lat rosło i jaśniało przekonanie, że świat urządzony był dobrze, ale z czasem przestał takim być. I że jedyna nadzieja jest w ludziach, jednostkach, rodzinach, które gdyby tylko chciały, mogłyby zawalczyć o inny los. Ten prawdziwy. Na placu boju został jednak sam. Gosia przytakiwała mu za każdym razem, gdy wypowiadał swoje zdanie w tych tematach, ale jednocześnie w głowie jej się nie mogło pomieścić, jak ktoś taki jak jej mąż może na tym świecie przetrwać. I za każdym razem zdawała sobie sprawę z tego, że to, o czym mówi Patryk, nigdy już nie powróci, nigdy się nie odwróci! –jak to on mawiał- i nie zacznie być  inaczej. Życia w świecie według własnego męża nie potrafiła już sobie nawet wyobrazić.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy