Anioł Stróż

Autor: yaasiu

            Przebudzenie Michała nie należało do najprzyjemniejszych. Owszem, leżał u siebie w domu, we własnym łóżku, aczkolwiek dziewczyna, którą zobaczył obok siebie w niczym nie przypominała mu jego własnej. Zabawki leżące na podłodze też nie przypominały mu niczego znajomego. Usiadł na krawędzi łóżka i sięgnął po gumowy krucyfiks, który leżał koło jego stóp. Obrócił go w ręce i zauważył metkę.

- „Wyprodukowano w Toruniu. Chronić przed dziećmi poniżej 3 lat” - odczytał w myślach

Ciężko dźwignął się z łóżka i podszedł do lustra. Widok, który się przed nim pojawił, też nie przypominał mu tego, co widział wczoraj. Wziął głęboki oddech i zabrał się do porządkowania własnego ciała. Wszedł pod prysznic i zmył pozostałości po wczorajszej nocy.

Po opuszczeniu toalety udał się do kuchni, gdzie zjadł skromne śniadanie. Zaraz potem ubrał się w wyjściowy garnitur, założył aureolę na głowę i wyszedł do Biura.

            Biuro ds. Przydziału Śmiertelników niczym nie różniło się od pozostałych instytucji, które mieściły się na ulicy Żytniej w Warszawie. Zwyczajny budynek, którego szary kolor gryzł się niemiłosiernie z rosnącymi w około drzewami liściastymi. Michał wysiadł z odrapanego autobusu, linia numer dwadzieścia jeden i minąwszy kilka przejść dla pieszych, wszedł do środka budynku.

            Wnętrze budynku w niczym nie przypominało obrazu nędzy i rozpaczy, który widać było z zewnątrz. Nawet, jeśli do wnętrza dostałby się jakiś niepożądany gość, nie zauważyłby nic niezwykłego. Ot, taki sobie zwyczajny zakład pracy produkujący plastikowe pudełka dla najbardziej leniwych gospodyń domowych. Jednak prawda leżała kilka pięter pod ziemią i była ona najprawdziwszym Centrum Dowodzenia ds. Przydzielania Stróżów dla Katolickich Śmiertelników.

            Michał wszedł do portierni zakładu i poprosił starego, nieco głuchego ochroniarza o klucz do toalety. Wiedział, że dziadek zapomni o tym kluczu tak szybko, jak tylko straci go z oczu. Od razu po otrzymaniu klucza udał się do kabiny numer 3 i wystukał na dość sfatygowanych kafelkach rytm refrenu piosenki „Taki duży, taki mały”, Arki Noego. Rozległ się głuchy trzask i kafelki ze zgrzytem rozstąpiły się, ukazując masywne drzwi do windy. Michał wszedł do niej i przyłożył swoją legitymację do czytnika znajdującego się obok przycisków, które określały poszczególne piętra. Po chwili rozległ się słodki do bólu kobiecy głos.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy