Budka z pocałunkami cz4

Autor: AkFa
zabierał się za jeszcze więcej pracy. Aż do wyczerpania.

Dźwięk i wibracja telefonu komórkowego nagle przebijająca się do jego skołowanego umysłu praktycznie poderwały go na miejscu. Z obawą spojrzał na wyświetlacz.

Zdarzało mu się to coraz częściej. Trudno jednak już było mu określić czy bardziej bał się, że Connor zadzwoni… czy że nie odezwie się, jakby wcale nie istniał w jego poukładanym świecie. Jakby nie miał znaczenia…

– Cory? Gdzie jesteś? – Nolan nie tracił czasu na powitanie, tylko z miejsca przeszedł do rzeczy. Najwyraźniej znów był na misji.

– Mam przerwę na lunch… – odparł Cory zrezygnowanym tonem. Właściwie przyjazna twarz to było to czego potrzebował. Nie miał jednak siły żeby się do tego przyznać, nawet sam przed sobą. – Jestem w kafeterii…

– Okej. – Przyjaciel ucieszył się podejrzanie. – Nie ruszaj stamtąd swojego seksownego tyłka. Jestem w budynku, będę tam w minutę!

Rozłączył się zanim Cory miał szansę na jakąkolwiek odpowiedź. Lekko otępiały i oszołomiony przyjrzał się podejrzliwe odkładanej na stolik komórce. Minuta to było niewystarczająco długo, aby nastawić się psychicznie na spotkanie z żywiołowym przyjacielem.

A skoro Nolan powiedział, że  będzie za minutę, to pewnie będzie tu za pół minuty.

Jak zwykle elegancki w swoim popielatym garniturze Nolan Reed wpadł do kantyny z aroganckim uśmiechem na ponętnych ustach, bezczelnie mrugając na skuszone jego wyglądem kobiety, które praktycznie śliniły się na jego widok. Charyzmatyczny aż do bólu zawsze skupiał na sobie uwagę wszystkich. On jednak wlepił przekorne spojrzenie w Cory'ego i wręcz widać było, że coś knuje.

Zanim Cory nastawił się na to spotkanie psychicznie, Nolan zmaterializował się przy jego stoliku, chwycił go za kark i głośno cmoknął w rozdziawione ze zdumienia usta. Po czym z szerokim uśmiechem usiadł naprzeciwko niego.

– Chłopie słyszałem jakie wieści krążą po tej waszej zabawnej firmie na temat twojego romansu z Connorem! Ubaw po pachy! – zawołał, nie przejmując się nawet w najmniejszym stopniu tym, że praktycznie wszyscy w sali zaczęli im się przyglądać. – Ubawiłem się setnie wysłuchując tych bzdur! Pomyślałby kto, że tutaj pracują dorośli, wykształceni ludzie! Ha! Patrz jak pozory mylą!

Oczy Cory'ego z okrąglały tak bardzo, że wyglądał nieomalże komicznie.

–…eee…mmm… to znaczy… – wydukał cienkim głosikiem, drapiąc się po karku, zbyt zaskoczony, aby sformułować choć jedno inteligentne zdanie. – … ale no cóż, tego no…

Nolan jednak nie zamierzał dać sobie przerwać.

– Wiem, wiem. Ludzie są naprawdę zabawni. Te ploty, te wymysły. Jezu, kiedy oni dorosną? – zapytał rozglądając się bezczelnie po pomieszczeniu, zmuszając wielu do opuszczenia wzroku, kiedy napotkał ich ciekawskie spojrzenia. Pytanie jednak najwyraźniej było retoryczne, bo znów zwrócił się do siedzącego jak słup soli Cory’ego. – Ty wiesz co jest najlepsze w tym wszystkim? Te jęczące męskie hetero cipy. To po prostu komiczne, że ci tak zwani „prawdziwi mężczyźni” zachowują się tak żałośnie. Jak usłyszałem, że po kątach się żalą, że się boją o swoje kościste tyłki myślałem, że padnę ze śmiechu! – Rechot podążył za szokującym oświadczeniem Nolana. Cory czuł jak rumieńce uderzają mu na twarz.

– Co ty do cholery wyprawiasz? – wysyczał na wpół zażenowany, na wpół rozbawiony.

– Jezu, pomyślałby kto, że polecisz na takie sieroty jakie tu pracują! Nawet oka nie ma na czym zawiesić! – Uniósł ręce w geście poddania zanim Cory zdołał na niego naskoczyć. – Tak, tak wiem. Ale przyznaj sam, tylko Connor jest praw

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy