Budka z pocałunkami cz4

Autor: AkFa
padli nieprzytomnie i wyjść rano bez żalu, bez oczekiwań, bez oglądania się za siebie – odparł Cory wspierając głowę na piersi Connora. – Masz wszystko czego potrzebuję. Czego pragnę. A jednak nie mogę tego mieć. Szczucie mnie jest okrutne. Dlaczego to robisz?

– A dlaczego nie? Sam mnie poszczułeś. Chcę więcej. Co w tym dziwnego? – Wielka dłoń bez udziału jego myśli wylądowała na karku Cory'ego lekko masując napięte jak postronki mięśnie.

Opanowana, spokojna konwersacja wydawała się wręcz absurdem w porównaniu z burzą, która trawiła ich umysły. Pragnienia ich obu się ścierały. Co do tego nie było wątpliwości. Obaj jednak równie dobrze wiedzieli jak bardzo te pragnienia się różniły.

– Tylko na jak długo? – Cory zapytał odchylając się do tyłu i spoglądając na Connora po raz pierwszy. Jego spojrzenie było ostrożne i twarde. – Fascynacja nową zabawką szybko mija. A ja nie potrafię podchodzić do ciebie jak do jednorazowej przygody. Dla mnie to nigdy nie byłoby dość! Nie rozumiesz tego!?

– Myślałem, że już ustaliliśmy, że to nie jest zabawa! – Connor ze złością warknął w twarz swojego kochanka. Nienawidził kiedy ludzie przypisywali mu cechy czy zachowania, które nie miały nic wspólnego z jego charakterem. To co im się wydawało, bardzo często nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. Nie wielu jednak zadawało sobie trud, aby się o tym przekonać. Zakładali, że go znają, a tak nie było.

Ujął twarz Cory'ego i pocałował go z całym gniewem, i rozczarowaniem jakie odczuwał. To była lepsza kara niż chęć potrząśnięcia nim i wybicia mu z głowy głupich pomysłów.

Kto powiedział, że dla niego jeden raz byłby wystarczający?

Miękkie wargi ustąpiły bez protestu pod naporem jego ust i języka. Choć Cory nie do końca się poddał, zaciskając ramiona na jego szyi jak imadło.

Starli się jak zwykle. Ciałami i umysłami. Wolą i pragnieniem. Pieszczota za pieszczotę. Dotyk za dotyk.

Głęboko liżąc i ssąc nawzajem swoje wargi. Mieszając swoje smaki. Oddechy ich splatane w jeden, utknęły w pół drogi między nimi, wręcz zapierając im dech w piersiach. Walczyli o to, kto komu sprawi więcej przyjemności, lgnąć do siebie desperacko i gwałtownie.

Gdyby nie moc Connora, obejmującego teraz Cory'ego z całych sił, mężczyzna chybaby upadł. W głowie wir myśli i pragnień kołatał się, i mieszał z potrzebą, aby wchłonąć Connora głębiej. Mocniej i szybciej. Chciał posmakować każdego skrawka wyśmienitej skóry swojego ukochanego. Chciał sprawdzić na ile mu pozwoli. Nie mógł jednak skupić się na niczym innym niż tylko na sprawnym języku w swoich ustach, odnajdujących każdy najskrytszy jego sekret. Na wargach nieustępliwych i twardych zniewalających go całkowicie. Nie wiedział kiedy wspiął się na palce, by choć lekko móc trzeć swoim boleśnie wzwiedzionym penisem o równie nabrzmiałe ciało w morderczo ciasnych jeansach Connora.

Jęk rozkoszy i pragnienia wdarł się do jego skołatanego umysłu. To on jęczał, garnąc się jak desperat do seksownego, umięśnionego ciała w swoich ramionach. Był uzależnionym, spragnionym kretynem. Miał zero oporów.

Mógłby się oddać tu i teraz Connorowi, bez względu na to ile by go to kosztowało…

Ta myśl podziałała na niego jak wiadro zimnej wody.

– Nie tak, nie w ten sposób… – wyszeptał zdławionym z pragnienia głosem, patrząc głęboko w oczy Connora. Znów rzucili się na siebie jak zwierzęta. Jak ostatnio. Jak przedostatnio. Następnego takiego razu nie przeżyłby. – Kochaj się ze mną, albo odejdź. Nie wykorzystuj mnie.

Connor zgrzytnął zębami.

– A ty nie wykorzystujesz mnie? – zapytał zaciskając pięści na koszulce Cory'ego. Miał ochotę nim potrząsnąć. Podniecenie dławiło g

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy