Que debemos pasar tiempo juntos. Tom II. Rozdiał 26

Autor: Pilar

            - Przejdzie im. Wiesz, różnie bywa z rodziną.

            - Wiem, ale widzisz. Spotkała go prawdziwa tragedia, a oni mu wypominają jeden występek. Po jednym razie spisują go na straty. Kajtek jest inny! On nie będzie topił smutków w alkoholu! Do tego Inka! Ona myśli, tak samo, jak oni! – krzyczała, płacząc i wyrzucając z siebie ból, połączony z żalem. Chłopak stał nieruchomo, jakby nie wiedział, co ma zrobić. Po chwili podszedł do niej i delikatnie ją przytulił. Kiedy łzy przestały płynąć, a Basia nieco się uspokoiła odprowadził ja pod sam dom. Nie protestowała. Chciała, aby ktoś był przy niej. Tym samym czuła się bezpieczniej. Po pożegnaniu z chłopcem weszła do domu. W środku panowała cisza. Weszła do salonu, gdzie siedzieli jej rodzice z małą Ulą. Dziewczynka bawiła się swoimi zabawkami, porozrzucanymi na podłodze. Dorośli siedzieli na kanapie i milczeli. Ich smutek był wyczuwalny z daleka.

            - Przepraszam, że tak wybuchłam – powiedziała, podchodząc bliżej.

            - Nie przepraszaj kochanie, miałaś rację – odparł Kacper. – Nasz Kajtek cierpi, a oni tylko czerpali  z tego źródło plotek. Niestety kochanie jest to bardzo trudna sytuacja.

            - Rozumiem tato, ale czy nie powinniśmy zaufać Kajtkowi? Przecież to mądry chłopak. Nie stoczy się. Przecież ma córkę.

            - Basiu – zaczęła tym razem Waleria. – Alkohol to bardzo zły sposób na radzenie sobie z kłopotami. Wierz mi serce mi się kroi, jak widzę, jak on cierpi. Niestety on musi sam się z tego wygrzebać. My możemy tylko dać mu znać o swojej obecności. Nic więcej kochanie.

            - Wiem mamusiu. Bardzo mi brakuje Judyty. Ona zawsze działała na niego kojąco.

Tak rzeczywiście było. Oni się uzupełniali. Byli, jak dwa pasujące do siebie ogniwa, mające na siebie wzajemne oddziaływanie. Teraz los rozdzielił ich bezpowrotnie.  Dziewczyna nie mogła wyobrazić sobie jego cierpienia. Miała tylko nadzieję, ze chłopak będzie silny i poradzi sobie. Dla niej zawsze będzie ukochanym braciszkiem, dla którego zrobi wszystko. Rozumiała rodziców, którzy martwili się o syna. Jednak nie podzielała ich braku zaufania i lustrowania jego zachowania.

Święta Bożego Narodzenia zbliżały się nieuchronnymi krokami. Chyba wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, że nie będą one wesołe. Cała rodzina przeżywała ciężkie chwile. Wiedzieli, że mimo wszystko trzeba iść do przodu i zajmować się codziennym życiem, jednak nie należało to do prostych rzeczy. Święta to czas rodzinny. Wszyscy gromadzą się przy wspólnym stole, składają sobie życzenia, wręczają podarunki i śpiewają kolędy. W takich chwilach każdy chce mieć przy sobie najbliższych. Niestety to nie będzie możliwe.

            - A, jak tam w szkole, kochanie? Poradziłaś sobie z tym sprawdzianem? – usłyszała, zostając wyrwana z zamyślenia.

            - Chyba tak. Inka miała rację. Ten matematyk ma fioła na punkcie działań. Myślałam, że na profilu humanistycznym będzie ona ograniczona do minimum.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy