Dzieci boże

Autor: LKZelewski

DZIECI BOŻE

autor: LKZelewski

 

ŻĄDZE, CZYLI W ABERRACJĘ KROK PIERWSZY

 

ZŁY

dzień pięćdziesiąty pierwszy

 

Wiedział, że nie powinien… tak jak nie powinien robić pierwszego kroku wiele dni temu. Wiedział, że to się źle skończy. Nie mógł jednak dłużej się opierać. Nie da się wygrać ze swoją naturą, pomyślał ponuro. Wiedział co zrobi, chociaż wcale nie chciał tego robić. Nie wiedział jeszcze jak i kiedy, chociaż to musiała być nieodległa przyszłość.

 

OKRUTNE UMYSŁY

dzień czterysta dwudziesty piąty

 

Zło wyrządzone przez jednego człowieka rozlewa się, jak brudna maź na resztę społeczeństwa i zatruwa jego serca i umysły strachem, nienawiścią, rządzą odwetu…, pomyślała i odkręciła korek półlitrowej butelki wódki. Przez chwilę trwała nieruchomo, jakby zastanawiając się, czy warto znowu pić. Potem po raz kolejny przypomniała sobie przyczynę wszystkich tych filozoficznych rozważań, które ostatnimi czasy nawiedzały ją coraz częściej.

Była policyjnym psychologiem i widziała wiele. Może nawet więcej niż patolog, bo jej zadanie polegało często na wnikaniu w umysły tak niewyobrażalnie okrutne, że cywilizowany człowiek nawet nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Do tego ból ofiar, który był… Dosyć, stwierdziła. Najwyższa pora zmienić pracę.

Napełniła kieliszek i szybko opróżniła go jednym haustem.

 

WŚCIEKŁY

dzień dwieście dwudziesty siódmy

 

Zabiłbym cię, gnoju. Jeśli tylko będę miał taką szansę, rozwalę ci łeb na milion kawałków, pomyślał.

Zdecydowanie niepokoiło go, że od jakiegoś czasu, kiedy tylko próbował zasnąć, w jego głowie pojawiały się obrazy, jakby projekcje jego mrocznych fantazji: jak rozwala temu gnojkowi głowę o ścianę. Jak strzela mu w łeb. Jak wypycha go z okna, albo rozjeżdża samochodem. Każdy sposób dobry, byle tylko uśmiercić faceta, a przy tym mieć jeszcze satysfakcję.

Nie zasługujesz na życie, gnoju, pomyślał Daniel.

Jeszcze nigdy nikogo nie zabił, ale tym razem zwyczajnie miał na to ochotę. Tak po prostu.

 

ZWYKŁY DZIEŃ

dzień dwieście trzydziesty dziewiąty

 

Janina szła do lekarza. W jej wieku problemy ze zdrowiem, to żadna niespodzianka, chociaż po prawdzie, to nigdy nie mogła się z tym pogodzić. Poruszała się całkiem sprawnie, chociaż właściwie wszyscy przechodnie wyprzedzali ją, jakby stała w miejscu. „Starość, nie radość” – powtarzał często popularny slogan, ale nie narzekała zbyt wiele i nie użalała się nad sobą.

Mąż już wprawdzie nie żył, ale miała córkę i wnuki. Nie spodziewała się, że przeżyje jeszcze wiele lat, ale bez względu ile go jej zostało, zamierzała wykorzystać pozostały czas jak najlepiej.

 

W ZGODZIE

dzień zero

 

Siedział przed monitorem i stukał w klawisze klawiatury. Normalny dzień: praca, obiad, zabijanie czasu. Wylogował się z portalu społecznościowego. Przejrzał jeszcze zawartość skrzynki mailowej. Okazało się, że kolega z pracy podesłał mu link z informacją „musisz to zobaczyć”. Okazało się, że to filmik-składanka nagrań wypadków samochodowych w Rosji. Musiał przyznać, że się ubawił. Głupki, pomyślał. Pewnie przynajmniej połowa tych wypadków, to po pijaku.

W końcu pozamykał wszystkie otwarte okna. Od dłuższego czasu zastanawiał się, czy ma zrobić to, co właśnie zamierzał zrobić. Walczył z tym odkąd tylko pierwsza myśl zaświtała mu w głowie. Dlaczego ja?, zastanawiał się. Jak tylko mógł, starał się odwlec ten moment. Do dzisiaj, do tej chwili. Dlaczego nie umiem tego zwalczyć? Poddał się.

Po chwili zaczął stukać palcami w klawiaturę, wbrew sobie zapoczątkowując łańcuch tragicznych wydarzeń.

 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy