KTO DROGĘ SKRACA...

Autor: Lady_Mary
ak źle: co prawda nie mamy pojęcia, gdzie jesteśmy, ale cały czas jest asfaltowa szosa. A skoro jest dobra droga, to może oznaczać tylko jedno - ciągnął dalej swój wywód - a mianowicie, że żyją tu jacyś ludzie, prawda?
    Ewa spojrzała na niego z wściekłością.
    - Skoro tak uważasz - wycedziła przez zaciśnięte zęby - to jak wytłumaczysz fakt, że już od dobrych paru minut nie spotkaliśmy ani jednego samochodu i nie widzieliśmy ani jednego światła, które mogłoby nam pokazać, że ktokolwiek tutaj mieszka?!
    - No, nie wiem. - Marek podrapał się za lewym uchem - Jest przecież burza; może gdzieś trafił piorun i nie ma prądu? - dokończył z pytającym uśmiechem.
    - Trafi to zaraz mnie, ale szlag nie piorun! Albo ciebie moja pięść!
    Gdyby ludzie mogli zabijać wzrokiem, Marek zapewne leżałby już dawno martwy. Ewa wydała z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk, połączenie syczenia, charczenia i jęku, a zarazem zapytała:
    - Czy w całym swoim dwudziestotrzyletnim życiu widziałeś pioruny w czasie burzy bez grzmotów i błyskawic? Bo ja nie! - wysyczała Ewa.
    I w tym momencie zarówno Ewa, jak i Marek poczuli się jak na rodeo. Tyle że nie ujeżdżali dzikiego mustanga, ale starali się utrzymać "w siodle" starego poloneza: samochód Ewy zaczął charczeć, burczeć, wyrzucać z siebie kłęby czarnego dymu i posuwać się skokami do przodu.
    - Cholera jasna! - Ewa ze złością uderzyła pięścią w kierownicę - Jeszcze tylko tego brakowało!
    Po kilku jeszcze konwulsyjnych drgnięciach polonez Ewy zatrzymał się z ponurym szarpnięciem.
    - No, pięknie! - Ewa zrezygnowana rozpięła pasy i oparła głowę na kierownicy - A mówiła kiedyś moja babcia: "Kto drogę skraca - do domu nie wraca". Czemu jej nie posłuchałam?
   Nikt na jej pytanie nie odpowiedział, gdyż Marek patrzył ze współczuciem na Ewę, ale bał się odezwać.
   - I to jest ten twój skrót, tak? - Ewa powoli przekręciła głowę w stronę Marka - Ten, który rzekomo tak dobrze znałeś? - popatrzyła wyczekująco na Marka i tym razem nie pozostawiła pytania bez odpowiedzi.
    Marek mimowolnie skulił się na swoim fotelu i delikatnie przesunął w stronę drzwi.
    - No, wiesz... - w świetle padającym z przednich reflektorów nie było zbyt dobrze widać twarzy Marka. Lśniły tylko szkła jego okularów. - Tym skrótem jechałem już dosyć dawno temu. Poza tym był dzień, a dookoła pełno śniegu. Może po prostu minęliśmy jakiś zakręt lub boczną dróżkę…
    - Zamknij się! - wykrzyknęła Ewa - Zamknij się i nie odzywaj się więcej ani słowem na temat błądzenia i zgubionych dróżek, dobra?
    Marek skulił się jeszcze bardziej i tylko pokiwał głową. Ewa wysiadła z samochodu. Kłapnęła drzwiami i ruszyła prosto przed siebie, zarzucając na głowę dżinsową kurtkę. Marek wyskoczył za nią:
- Ewka! Oszalałaś?! Wracaj do samochodu! Poczekamy, aż przestanie padać! - usiłował biec za nią, ale pośliznął się na mokrym gruncie i klapnął prosto w kałużę. Ewa odwróciła się do niego:
    - Jeśli chcesz, to siedź w samochodzie! - powiedziała stanowczo - Ja nie mam zamiaru czekać do samej śmierci! Idę! Spójrz tam! - Ewa wskazała ręką przed siebie - Oj, to znaczy tutaj! - zmieniła kierunek wskazywania i teraz pokazywała w bok od siebie, na wprost Marka.
    Deszcz obmywał chłopaka od stóp do głów. Mokre strąki włosów przylepiały mu się do skroni i do szkieł okularów. Przez to wszystko Marek nie od razu zobaczył, co mu pokazuje Ewa. Odgarnął włosy z czoła i okularów i w świecie

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy