Larkson Rozdział I

Autor: larkson

W tym rozdziale postacie już nie rzucają brzydkimi słowami na "k" na lewo i prawo. I jeszcze tak czysto informacyjnie: Chcecie rozdziały retrospekcyjne? Są dość nudne, ale mówią o przeszłości bohaterów? Piszcie w komentach. Miłej lektury :)

Rozdział I

Spadajmy stąd

Data i miejsce nieznane

Szliśmy biało-niebieskimi korytarzami szpitala. Po drodze mijaliśmy zwłoki zabitych żołnierzy, pod stopami dzwoniły nam łuski i stukały puste magazynki. Wciąż nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Porwanie autobusu, przetrzymywanie, tajne eksperymenty. Potem co? Ratowanie świata? Powstrzymanie Wielkiego Doktora Zło? Najchętniej to wróciłbym do swojego dawnego, nudnego życia.

-Idziemy do sali operacyjnej, z której cię wyciągnęliśmy, widziałam tam jakieś ciuchy-odezwała się ruda.

Dopiero, gdy wszyscy najemnicy zostali powystrzelani, mogłem porządnie się przyjrzeć „wybawcom”. Dziewczyna wyglądała bardziej jak gwiazda porno, niż żołnierz. Długie, proste włosy, prosty nos, brązowe oczy, brewki wystrzyżone (co jest raczej mało praktyczne), jest nieco niższa ode mnie, a mam ok. 180cm, w rękach trzyma M14 EBR. Cycki są całkiem całkiem, nie za duże, nie za małe… Chyba się zapędziłem. Ale za to z tyłu… Damn it! Pieprzone fantazje erotyczne!. Bliźniaki wyglądali tak, jakby wybrali się na jakąś dyskotekę, a nie na wojnę. Krótkie, nażelowane, czarne włosy, nos lekko wklęsły, oczy niebieskie. Jeden jest uzbrojony w lkm Stoner 63, drugi zaś ma M468 z granatnikiem i celownikiem optycznym.

-Jak się w ogóle nazywacie?- zapytałem-Chciałbym wiedzieć, kto mnie wybawił.

-Amy- odpowiedziała dziewczyna- Amy Woodward.

-A my jesteśmy Perry…- wyskoczył pierwszy.

-… i Gregory…- a teraz drugi.

-…Hox!- krzyknęli razem- I jesteśmy zajebiści!

-Taa, yyy jasne-tak zareagowałem na ich „przedstawienie”- Te dziołcha, kiedy tam dojdziemy w końcu, bo dupa mi już marznie?

-A właśnie, zapomnieliśmy ci powiedzieć: masz seksi tyłeczek, hehe- zaśmiali się debile. Popatrzyłem na nich i pogroziłem im pięścią. Po tym ich miny nagle zrzedły. Pieprzona pidżama.

-Już jesteśmy, tam są twoje szmaty-wskazała palcem Amy na kąt sali, leżały tam moje rzeczy rzucone byle jak.

-Dobra, fajnie, a teraz wypad! Przebierać się bede, nie?- Wygoniłem ich, a potem zabrałem się za ubieranie.

Majtasy? Są. Jeansy? Są. Czarna koszula? Jest. No i moja ulubiona szara kurtka? Być musi. Ale z kieszeń wszystko zabrali. Głównie telefon i portfel. Złamasy.

-Dobra, czas stąd spadać-powiedziałem do ekipy- Amy, prowadź!

Nie zaszliśmy może z 10 metrów, a usłyszeliśmy dziwny hałas. Jakby czyjś kaszel. Zza rogu wyłania się jakaś postać. Znam gościa.

-Jezusie z Maryją, Johnny!- Krzyknąłem na całe gardło po czym pobiegłem w jego kierunku. Wyglądał na wykończonego, ledwie stał na nogach podpierając się rekami o ścianę.

-Co ci oni zrobili?- zapytałem mocno przerażony.

-A no to!- po tych słowach zerwał się na równe nogi i walnął mnie z całej siły w klatkę piersiową, tak, że poleciałem na kilka metrów.

Jego też „przerobili”? Jakby tylko jednego killera brakowało.

-Ała! Że co mówiłaś dziołcha? Że jestem jedyny?- powiedziałem do rudej otrząsając się po uderzeniu. Nabrała wody w usta i nic nie chciała powiedzieć.

-Ech, nie ważne. Johnny, od razu ci mówię, lepiej się poddaj! Mamy przewagę liczebną, mamy broń i nie zawahamy się jej użyć!- krzyknąłem do czarnucha.

-Ej, młody, ty tu rządzisz czy ja?- zapytała się Amy lekko po cichu.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy