Moc bursztynu cz-3

Autor: annakowalczak

  Małgorzata leżąc nieruchomo na brzuchu – głośno zawodziła, a obfite łzy nie pytając o zgodę - wypływały spod powiek i oblewały satynową poduszkę. – Jestem idiotka, nawet cholerna idiotka. Nie pomyślałam o tym wcześniej, teraz muszę cierpieć – narzekała dławiącym od łez głosem. Zdawała sobie sprawę, że przez własną głupotę dzisiejszą noc nie zmruży oka. Kiedy tak płakała i syczała z bólu, niczym rozwścieczony gajor - otwarły się raptownie drzwi i w progu stanął Tomek.

- Jest tu ktoś?! – zapytał dość głośno.

Małgorzata uniosła głowę i z wyrazem bólu – spojrzała na syna. Tomek na widok matki roześmiał się serdecznie i pospieszył, aby ją powitać.

- Tylko delikatnie mnie dotykaj! – krzyknęła machając rękoma.

- Co się stało mamo, że jesteś tak bardzo przerażona? Czyżby Norbert cię opuścił? – zażartował.

- Też – kiwnęła głową. – Ale to, w tej chwili  nie ma znaczenia, najważniejsze są moje plecy i ramiona. Sam zobacz, jak wyglądam – rzekła odwracając się do niego tyłem.

Tomek podszedł do kontaktu i osiem żarówek tkwiących w żyrandolu: oświetliły cały pokój. Obrzucił matkę pełnym przerażenia wzrokiem.

- Mamo, coś ty zrobiła? Jak można się tak spiec? Przecież twoje plecy przypominają wrzuconego go wrzątku raka. Podszedł do niej, delikatnie ją przytulił i pocałował w czoło. – Pojedziemy mamuś do szpitala, udzielą ci pomocy doraźnej i zapiszą coś do smarowania. Inaczej nie zaśniesz, będziesz cierpiała – tłumaczył ciepło jak małej dziewczynce.

Małgorzata pokręciła przecząco głową.

- Nie chcę widzieć żadnego szpitala. Wsiądź do samochodu, Tomku i podjedź do apteki, a na pewno ci coś doradzą. Gdy byłeś malutki, to miałam różne kremy i balsamy, na wszelki wypadek. Ale teraz mi to niepotrzebne. Byłam nad wodą, a nie pomyślałam, jakie mogą być skutki opalania. Jednym słowem, zdrowo mi odbiło. Twojemu ojcu też odbiło, nawet bardzo mu odbiło.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy