Mroczny stróż- Rozdział 8

Autor: naina93

- Dziecko, uspokój się już- powiedział zrezygnowanym głosem Książę.
Klara wypłakiwała się od ponad godziny w poduszkę. Luca cały czas przy niej był. Po powrocie do zamku nie odstąpił jej nawet na krok. Czuwał, pocieszał, przepraszał i tłumaczył się, jednak nic nie skutkowało. Klara zalewała się łzami.
- Mimo wszystko... Nadal jestem na ciebie wściekły- dodał na końcu. - Jak mogłaś uciec? Czy byłem dla ciebie niemiły?
- Nie, Książę... Byłeś bardzo dobry, Panie.
- Więc dlaczego? Rozumiem, że bałaś się mojego kuzyna, ale to nie powód, żeby od razu uciekać.
Dziewczyna oderwała twarz od poduszki i wytarła twarz rękawem. Była już spokojniejsza.
- Witaj z powrotem.
Luce udało się wydobyć nikły uśmiech na jej twarzy.
- Tu nie chodzi ciebie, Książę, ani o niego. Chodzi o to, kim lub czym jesteście. Wampiry to bestie. Widziałam, do czego są zdolne. Nasza wioska jest ciągle napadana przez te krwiożercze potwory, które nie znają litości ani żadnych ludzkich uczuć...
Klara szybko zasłoniła dłońmi usta i spojrzała wystraszona na mężczyznę. Luca wyprostował się dumnie. Widać było, że jej słowa go zabolały.
- Jak łatwo jest oceniać innych w ogóle ich nie znając. Owszem, są bezmyślne podgatunki psujące nam opinię, ale czy i ja, według ciebie, nie mam litości? Czyżby powstrzymywanie Mirczy nią nie było? Czy moja troska i opieka nie była przejawem ludzkich uczuć? Nie, moja droga Klaro, gdyby nie moje ludzkie uczucia, do tej pory gniłabyś w tym zimnym i wstrętnym lochu! Możesz zarzucić mi wszystko, okrucieństwo, bycie potworem i krwiopijcą, ale nie to, że nie mam uczuć!
książę podniósł się z łóżka i wyszedł z sypialni trzaskając drzwiami. Klara znów opadła na poduszkę i zaczęła płakać. Poczuła się bardzo samotna. Nie miała nikogo, kto mógłby ją pocieszyć i przytulić, a właśnie tego teraz potrzebowała najbardziej. Chciała przeprosić Lucę, ale nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy. W głębi duszy, odkąd go poznała, wierzyła, że on jest dobry.
 W trakcie kolacji Luca siedział przy stole z pochmurną miną. Ten zwykle rozgadany, będący duszą towarzystwa, czarujący mężczyzna milczał wpatrując się uparcie w puste miejsce przeznaczone dla Klary. Dziewczyna nie zeszła bowiem na kolację. Nie chciała jeszcze spotkać Księcia, a tym bardziej jego wstrętnego kuzyna, którego się potwornie bała.
- Jesteś jakiś dziwny, tatku- odezwała się Elisabetha. - Coś się stało?
- Jestem po prostu zmęczony. Od kilku dni nie miałem nawet chwili spokoju. Ciągle coś się dzieje. Chciałbym trochę odpocząć. Wybaczcie, ale opuszczę was, muszę pobyć sam.
 Książę udał się do ogrodu. Noc była spokojna, kojąca nerwy. Mężczyzna chwilę spacerował, po czym usiadł pod drzewem naprzeciw okna Klary i patrzył w nie z nadzieją, że uda mu się ją zobaczyć choć przez chwilę. Księżyc odbijał się w szybach. Czasami zasłaniały go nieliczne chmurki. Luca siedział bez ruchu przez pół godziny, aż w końcu pokazała się dziewczyna. Usiadła przy oknie i oparła głowę o szybę. Patrzyła na gwiazdy, które odbijały się w jej oczach. Była smutna i tak pięknie zamyślona. Usta jej drżały, a pierś falowała powoli. Włosy miała roztrzepane. Po chwili wyjęła spinkę ze zniszczonego koka i rozpuściła je. Otworzyła okno i  odetchnęła głęboko. Powietrze było rześkie i chłodne, co sprawiło, że Klara zadrżała. Powiew wiatru przyniósł mężczyźnie zapach jej skóry. Był słodki i upajający, pobudzał zmysły jak żaden inny zapach. Do Księcia dotarła również dusząca woń kwiatów, która wieczorami stawała się nieznośnie intensywna. Luca musiał przez to opuścić ogród, choć robił to bardzo niechętnie. Nie mogąc znaleźć sobie miejsca, poszedł do stajni, osiodłał konia i pogalopował nie oglądając się za siebie.
 Klara, siedząc w oknie, zauważyła odjeżdżającą postać. Wiedziała, że to Luca. Słyszała jego głos, który hu

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy