My wszyscy, zmartwychwstali...

Autor: zygomir

- Mariusz, nie pytaj mnie o takie rzeczy. Nie wiem. Po prostu nie wiem. Nagle się obudziłam jak gdyby nigdy nic. Jakby nic się tamtego dnia nie wydarzyło. Widzisz? Nawet ubranie mam to samo co wtedy.

Miała rację, najpierw nawet nie zwrócił na to uwagi, ale teraz gdy o tym wspomniała, rzeczywiście wyglądała jak tamtego dnia przed wypadkiem.

- Jezu Kaśka, ale co my teraz zrobimy? Jak to w ogóle wygląda prawnie? Z kim ja w takim razie jestem w związku małżeńskim? I w ogóle, gdzie masz zamiar nocować? Przecież nie wezmę cię do domu i nie powiem: „Kochanie, to moja zmarła żona. Niech poczuje się jak u siebie w domu”.

- Słuchaj, nie będę ingerowała na siłę w twoje życie – zrobisz co zechcesz, to twoja decyzja. Rozmawiałam już z kilkoma ludźmi, też byli w szoku ale zgodzili się mnie przenocować. Z tym problemu nie będzie, a ty jak widzę musisz wchłonąć informacje.

- Tak, zdecydowanie…

- Jeszcze jedno, coś się chyba zbliża… nie wiem dokładnie co, ale wydaje mi się, że nie jestem jedyna. Mam takie uczucie, że coś się nie zgadza. Coś jakby wisi w powietrzu i tylko czeka, żeby uderzyć. Nie wiem jeszcze o co chodzi, ale mam wrażenie, że to początek czegoś większego. Idę. Znajdę cię jutro.

 

Zaczął powoli wracać do domu. Zdecydował, że lepszy będzie spacer – więcej czasu na myślenie. W jednej chwili wyparował z niego cały alkohol, pozostała za to niepewność i strach. Nawet nie odważył się jej dotknąć, ale czego się bał? Że jej skóra pod jego dotykiem zmieni się w rozpadającą się tkankę? Że delikatna powierzchowność ukrywa toczącą ciało zgniliznę? Nie mógł się przemóc, żeby wyciągnąć dłoń i choć spróbować ją dotknąć. Wracał więc powolnym krokiem starając się uporządkować myśli, po wszystkich nowych wiadomościach. Chyba miała rację mówiąc, że nie jest jedyna – jak na tę porę nocy i dzielnicę Miasta, bardzo wielu ludzi się tu kręciło. Wyglądali na kompletnie zdezorientowanych, przeglądali się w witrynach sklepowych. Kilka osób go zatrzymało i spytało, czy też się właśnie obudził. Poczuł olbrzymią chęć aby stamtąd uciec, tak jakby stanowili dla niego jakieś bliżej nieokreślone zagrożenie.

- Co tu się do ciężkiej cholery dzieje?! – pomyślał – Czy cały świat właśnie staje na głowie?!

Wrócił do domu, otworzył drzwi i wszedł do przedpokoju.

- Mariusz! Gdzie byłeś!? Wszystko wariuje, a ja siedzę sama z dziećmi w domu! Wiesz w ogóle co się dzieje?!

- O ile dobrze się orientuję – odpowiedział z udawaną flegmą – zmarli powracają do domów.

- Wiesz jak bardzo się bałam?! Ledwie udało mi się ułożyć chłopców do snu…

- Spotkałem moją byłą żonę.

Cisza. Wiedział, że sama i tak w końcu o to zapyta, wolał to wyprzedzić i nieco wybić ją z rytmu.

- Ona… ona też?

- Tak. Poszła na dawne mieszkanie, potem musiała się chyba dowiedzieć od naszych znajomych gdzie pracuję, wiesz że siedzę ostatnio do późna nad jednym projektem, no i właśnie w biurze mnie dopadła – drobne kłamstewko.

- Mariusz… co w takim razie zamierzasz?

- Nie no, Ewka, bez przesady. Fakt, ona była moją żoną, ale przecież zmarła, związałem się z tobą. Koniec pieśni.

- Ale teraz jest tu znowu. Chcę po prostu wiedzieć na czym stoję. Czy nie wpadnie ci coś głupiego do głowy.

- Przestań, nawet przez myśl mi to nie przeszło. Przecież to by była jakaś nekrofilia!

- Po prostu wiem, że nigdy do końca nie pogodziłeś się z jej odejściem. Kto jak kto, ale ja dobrze wiem, że ciągle obwiniałeś się o ten wypadek samochodowy. Że mogło być inaczej.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy