Nie stój! Całuj! - Walentynkowe Story

Autor: AkFa
się za siebie zaczęła ciągnąć niestawiającego oporu brata przez tłum znajomych. Po dwóch metrach, Jacob zaczął zastanawiać się czy nie dostanie klaustrofobii. Nawet już nie wiedział kto go poklepywał po ramieniu, tylu się przepchnęło obok nich. Poklepywanie po tyłku jednak poważnie go wkurzyło. Zerwałby się w mgnieniu oka gdyby nie żelazny uścisk jego siostry na jego nadgarstku. Strzyga miała chwyt, trzeba było jej przyznać.

W końcu lądując po drugiej stronie Sali, tuż przy stanowisku z małymi upominkami, czekoladkami i serduszkami, Lucy rzuciła się na wielkiego, postawnego mężczyznę i obcałowała po całej twarzy. Zawsze pierwszym skojarzeniem Jacoba, kiedy na niego patrzył było Hiszpański Konkwistador, choć technicznie rzecz biorąc jego korzenie były włoskie. Wielkolud z cierpliwością zniósł atak, a nawet przyciągnął dziewczynę do siebie i praktycznie skrył w ramionach. Jeśli ktoś chciałby plakatową kwintesencję walentynek, wystarczyłoby że pstryknąłby im zdjęcie.

– Hmm…maleństwo. Bawisz się dobrze? – wymruczenie Lucy dotarło nawet do Jacoba. W tym momencie w jej rzeczywistości istniał tylko jeden człowiek. Skupiła się więc tylko i wyłącznie na ukochanym, trąc swoim ciałem o mężczyznę jak kotka. Jacob pokręcił tylko głową z niedowierzaniem. Jego przyszły szwagier był normalnie pantoflarzem. Przy prawie metrze dziewięćdziesiąt, dawał się wodzić Lucy za nos, jak byk na kółeczku. Oczywiście rozsądniej było zachować swoją opinię dla siebie, co też Jacob czynił. Lubił wszystkie części swojego ciała, dokładnie tam gdzie naturalnie wyrosły.

– Hej. – Mężczyźni uścisnęli swoje dłonie, potrząsając lekko. Już dawno temu pogodzili się z myślą, że obaj zajmują miejsce w życiu Lucy i to się nie zmieni, wystosowali więc nawet pewnego rodzaju przyjaźń.

– Cześć. Do samego końca nie wierzyłem że się zjawisz – Mike przyznał z śmiechem, szczerząc zębiska. Grube czarne brwi uniosły się z kpiną. Jacob palnął go wolną ręką, odskakując jednak zaraz i zasłaniając się drinkiem.

– Jasne to mówi ten co odkrył sposób na to aby odmówić Lucy – zawołał złośliwie Jacob.  Mężczyźni wymienili porozumiewawcze spojrzenia i roześmiali się lekko.

– Co więc ostatnio dzieje się z tobą? Nie byłeś u nas wieczność. – Mike poklepał Lucy po pośladku i ucałował lekko w czoło. Kobieta zadowolona, że ktoś przypilnuje aby Jacob nie zwiał, wykręciła się na chwilę, podążając do stanowiska DJ’a. Jacob miał niejasne przeczucie że coś knuła.

– Nic się nie dzieje. Nuda. Praca i nic po za tym. Można powiedzieć, normalka. A ty?

– Och, nie dobrze bracie, nie dobrze. – Mike mlasnął z niezadowoleniem, przyglądając się mniejszemu mężczyźnie z smutkiem. Nie dziwne że Lucy się o niego martwiła. Porwał dwie szklanki, tym razem drinka niebieskiego koloru i wręczył jedną Jacobowi. Facet powinien wyluzować. – Ja byłem odwiedzić rodziców. Zaplanowałem wakacje u nich. Przywiozłem brata. Koniecznie musisz go poznać. Może znajdziecie wspólny język, bo wierz mi człowieku powinieneś się trochę rozerwać!

– Ha! Tylko jeszcze ty nie zaczynaj, błagam cię. Jestem perfekcyjnie zadowolony z mojego życia. – Jacob z miejsca się zastrzegł, odrywając oczy od masy bez wytchnienia falującej i przemieszczającej się tuż przed jego oczyma aby spojrzeć na przyszłego szwagra ostrzegawczo. – Nie trzeba naprawiać czegoś co jest perfekcyjne!

– Nie jesteś samotny? Pracujesz coraz więcej. Nawet już nie spędzasz czasu ze siostrą – Mike zauważył z wyrzutem. Jego kochanie cierpiało z tego powodu, a on bardzo nie lubił kiedy Lucy cierpiała. Zawsze robił co w jego mocy aby to zmienić.  Mała wycieczka w stronę poczucia winy, nie była poniżej jego godności. – Nie tęsknisz za nią? Bo muszę ci powiedzieć, że ona tęskni ba

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy