Nowy wspanialszy świat

Autor: LKZelewski

- I tak śpią w trzy dupy pijani – rzucił Kajtek.

Roześmialiśmy się. Styczeń faktycznie nas rozpieszczał, zwłaszcza, że cała nasza grupa dalekiego rozpoznania spała w ziemiankach. Operowaliśmy na zachód od Kijowa, oczekując nadejścia awangardy sił rosyjskich. Ich siły główne były pilnowane przez satelity. Prawie nie mieliśmy informacji, tylko tyle ile zdaniem dowództwa musieliśmy wiedzieć. Może na Litwie już była wojna?

- Krejzol, uśmiechnij się – rzucił Paszczko dopinając ładownice z magazynkami przytroczone na piersi.

- Spieprzaj – uśmiechnąłem się. Przychodziły chwile kiedy żartowaliśmy, jak szaleni, a czasami… Cóż, byliśmy na wojnie, która w każdej chwili mogła wpełznąć na terytorium Polski. Chyba każdy z nas był tym przerażony, no może oprócz Króla Disko i Paszczko. Sytuacja była coraz poważniejsza. Mówiło się, że Ruscy mogą lada dzień zająć kraje bałtyckie. Podobno siły specjalne NATO były już na Białorusi.

Działaliśmy „na zaproszenie” rządu ukraińskiego, a mimo tego w terenie nasza grupa rozpoznawcza, kryptonim „Raptor”, pozostawała w ukryciu, jak wszystkie wystawione przez 2 Pułk Rozpoznawczy. Wyobraź sobie, że mieszkasz w ziemiance, a podległy obszar patrolujesz skrycie. Tak było i tym razem. Ruch, bezruch – powolny marsz, nasłuchiwanie. Ciągła czujność i sranie w plastikowy worek, który wrzucasz do plecaka. Wykańczające, ale konieczne, jak żarcie z puszki. O ognisku i śpiworze zapomnij.

Jeszcze nie wiedzieliśmy, ale tego dnia życie każdego z nas miało zawisnąć na włosku. Przeze mnie.

 

02

„Ja i mój kaem zgadzamy się postrzelać do ruskich niedźwiedzi. Osobiście dedykuję im kawałek „Invaders Must Die” The Prodigy. Chcecie posłuchać?” – Król Disko, po służbie lubi się porządnie zabawić w klubie.

 

Poruszaliśmy się jak duchy, chociaż łatwiej byłoby, gdyby drzewa miały liście, a krzewy i inna roślinność dawały schronienie. Broń coraz bardziej ciążyła, kręgosłup uginał się pod ciężarem, pierś uciskał wkład balistyczny w kamizelce taktycznej, a pomimo chłodu każdy pocił się pod grubą zimową kurtką. Jak jesteś pierdołą to idziesz do jednostki, w której na pole bitwy dojeżdżasz transporterem opancerzonym, albo dowożą cię śmigłowcem, jeśli nie masz lęku wysokości.

Poprawiłem pas nośny karabinu Radon. Ostrożnie stawiałem kolejne kroki, czujnie rozglądałem się po swoim sektorze. Nasłuchiwałem. Kilka kroków, stop… Kilka kroków, stop… Niby tego terenu nie kontrolował wróg, ale kto wie? Ot choćby zwiadowcy przeciwnika, robiący to samo co my.

Żołnierz prowadzący patrol zatrzymał się, po czym powoli ukucnął. Wszyscy zrobiliśmy to samo. Mijały sekundy i nic się nie działo. W końcu załapałem – odległy dźwięk silnika. Przypadkowy cywil, wróg, albo jacyś bandyci. Ze względu na odległość od większych miejscowości i sensownych dróg cywil odpadał. Raczej brakuje chętnych na piknik w pobliżu strefy walk.

Powoli ruszyłem w kierunku czoła naszej małej kolumny.

- Co jest? – szepnąłem Kajtkowi do ucha.

- Słyszysz? – kiwnął głową w kierunku źródła dźwięku. – Stoi z włączonym silnikiem już od jakiegoś czasu. Może czyta mapę.

Wszystkie opcje możliwe. W pobliżu było tylko coś w rodzaju pozostałości po czymś w rodzaju PGR-u. Zastanowiłem się chwilę. Do tej pory nie mieliśmy wielu kontaktów, a jak się okazywało dotychczas na wroga nie natrafiliśmy.

- Przekaż wszystkim, że to nasze alarmowe miejsce zbiórki – poleciłem Kajtkowi. – Idę na szpicy, drugi ma być Król Disko z kaemem.

Ruszyłem w kierunku źródła dźwięku. Nadal powoli, nadal czujnie. Jeszcze nic nie widziałem, a silnik samochodu nadal pracował. Jeszcze…

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy