Ola: cz.2 - To musiało się wydać.

Autor: subtelna

- Mamo już jestem! - krzyknęłam na cały głos otwierając dębowe drzwi domu.
- Dłużej się nie dało?! Pewnie mleko już dawno skisło! Zejdź mi z oczu smarkulo! - nieco chłodno powitała mnie mama, trzymająca w lewej dłoni już czwartą puszkę piwa.
Wybuchłam płaczem, ale dopiero zamykając za sobą drzwi od pokoju. Dzielę go z młodszą siostrą, Natalią. Jesteśmy bardzo ze sobą zżyte więc nigdy nie było między nami żadnego sporu.
- Olek... - Natalia mnie przytuliła - Co jest?
- Matka... Nie daje mi żyć... - położyłam się bezsilnie na swoim miękkim łóżku, zanurzyłam twarz w poduszce i zaczęłam krzyczeć.
- Zostawię Cię może samą. Zapytam jak tam z kolacją. Nie przejmuj się. - wyszła.
Dlaczego zawsze jest tak, że wszystkie swoje negatywne emocje mama musi odbijać na mnie? Ja nie wiem i nie chcę wiedzieć. Nadszedł czas na to, abym zaczęła dbać sama o siebie. Postawię się w końcu mamie i to może coś zmieni.Postanowiłam, że zacznę od jutra, a teraz kładę się spać.

- Ola? A co Ty tutaj robisz?
- Ma.. mama? - burknęłam zaspana.
- Nie, Święty Mikołaj. Wstawaj i biegnij do sklepu po piwo. - wyszła trzaskając za sobą drzwiami.
- No nie... Chwila... - w głowie aż zagrzmiał mi wczorajszy pomysł. - Teraz to się zdziwi!
Podniosłam się z łóżka, założyłam na siebie czarną sukienkę i bajecznie błękitny płaszcz. Weszłam do łazienki i w lustrze ujrzałam rudą brzydulę. Po chwili namysłu postanowiłam, że nie ma co się wstydzić więc rozpuściłam swoje falowane włosy, pomalowałam rzęsy (po pięciomiesięcznej przerwie) i umyłam zęby.
- No i tak ma być! - krzyknęłam uśmiechnięta.
Zbiegłam do kuchni, mama dała mi 50 zł i kazała kupić cztery puszki mocnego piwa i dwie paczki papierosów.
Po wyjściu z domu wymyśliłam pewien plan. Mianowicie kupię młodszym braciom słodycze, a za resztę bułki i inny prowiant, bo od dwóch dni chodzimy głodni. Ciekawe czy znowu spotkam tego pana. Mam nadzieję, że tak, bo chcę, żeby powiedział mi coś więcej na temat wakacji z 1997 roku.
- A co to? - na słupie z ogłoszeniami zauważyłam zdjęcie Mateusza, a pod nim napis "Poszukiwany Lucjan Trybus!". - Lucjan? Jak to Lucjan?!
- Przepraszam? - podeszła do mnie starsza pani trzymająca w dłoni torbę z zakupami - Znasz mojego wnuczka?
- Tak, ale... - zamyśliłam się.
- Tak?
- On ma na imię Mateusz, ktoś tu popełnił błąd.
- Mateusz? - kobieta westchnęła - Tobie też nagadał, że ma tak na imię? Co za wstydliwy łobuz... - oparła się o słup.
- Pomóc w czymś? Co się z nim stało? - podeszłam bliżej pomagając dźwigać jej torbę.
- Lucek znowu wplątał się w sprzedaż alkoholu nieletnim. Ktoś powiadomił policję i chłopak się zdenerwował... - poprawiła sobie niebieską chustę na głowie. - Ubrał się wieczorem i wyszedł. Nie ma go do tej pory więc porozwieszałam te ogłoszenia. Nie mamy z nim żadnego kontaktu...
- Wie pani co? Ja pani zaniosę te zakupy do domu i pójdę poszukać Ma... To znaczy Lucjana. - powstrzymywałam się od śmiechu z powodu imienia.
- Dziękuję śliczna dziewczynko. - pogłaskała mnie po głowie.
Ja? Śliczna? Aż się zarumieniłam. A jednak cała moja praca nie poszła na marne. To takie miłe.
Dochodząc do domu starszej pani przypomniałam sobie, po co szłam do sklepu.
-Ojej! - krzyknęłam. - Przepraszam, ale ja już muszę wracać.
- Dobrze, bardzo Ci dziękuję za pomoc.
- Drobiazg. - uśmiechnęłam się i pomachałam jej na pożegnanie.
Teraz biegnę szybko do sklepu. Mam nadzieję, że ten pan nadal jest w sklepie lub gdzieś w jego pobliżu.
- Która to już godzina? - spojrzałam na zegarek.
Dopiero 13:47 więc nie muszę się tak spieszyć, chociaż z drugiej strony nie chcę, żeby dzieciaki były głodne.
W końcu dotarłam na miejsce. Mam szczęście, bo widzę tego pana.
- Przepraszam! - zawołałam go.
- Słucham Olu? - mężczyzna był widocznie zdziwiony.
- Może mi pan o

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy