Opowieści z Hellsound. Bratnie dusze cz2

Autor: Ann_Die

5.

Stojąca wśród drzew puma rozdwoiła się, roztroiła... Tuż przy niej pojawiła się męska sylwetka, skupiona na treningu jakichś uderzeń i wykopów. Mise przyglądała się temu, siedząc bezpiecznie na ławce nieopodal. Nie zazdrościła temu, kto spotkałby wściekłego Sigela na swojej drodze.

Przytuliła policzek do ławki. Życie stawało się coraz trudniejsze. Balerine zamknęła się w mieszkaniu, nigdzie nie wychodząc, ojciec uwierzył jej, że Missea nastaje na jej życie, więc zabronił córce przychodzić. A Sigel skupiony był głównie na myśli o zemście...

-         O czym tak rozmyślasz? - przerwał jej smutne rozważania.

-         Skończyłeś już?

-         Zaczyna padać. - roześmiał się. - Musiałaś być naprawdę daleko stąd, skoro nie poczułaś.

Uśmiechnęła się blado, wstając. Sigel pogładził ją po policzku.

-         No już, nie smuć się, to nie w twoim stylu.

Mruknęła coś niewyraźnie, odwracając się i powoli ruszając w drogę do motelu. Stłumił więc westchnienie i powlekł się za nią, intensywnie wpatrując się w jej plecy. Odwróciła się.

-         Nie lubię tego twojego uśmiechu. - powiedziała. - Jest taki sadystyczny.

-         Ale gdy się nie uśmiecham, też ci się nie podoba.

Pokręciła głową, nie chcąc kontynuować wątku.

-         Missea... Wiesz, że jak twój ojciec umrze, a macocha zniknie to będą cię usiłowali wpakować do bidula?

-         Mówiłam ci, że nie chcę poruszać tego tematu.

-         Ale ja muszę wiedzieć, co z tobą zrobić, jak zostaniesz sierotą. - zaprotestował.

Mise miała ochotę go przekląć. Z trudem zdusiła to w sobie.

-         Adoptuj mnie. Teoretycznie jesteś moim bratem...

-         ...prawnym, ale tylko gdyby Balerine uznała mnie oficjalnie za syna.

-         Czy to takie okropne: być moim bratem, że tak się przed tym bronisz? - tupnęła nogą, zatrzymując się na środku chodnika.

Zatrzymał się obok niej, chowając ręce do kieszeni i wpatrując się we własne buty.

-         Odpowiedz... Czy to takie straszne być jakkolwiek związanym ze mną? - wyszeptała.

Podniósł wzrok na nią; tylko po to, by od razu odwrócić go na ścianę budynku.

-         Nie. Chętnie bym się z tobą związał. - westchnął. - Ale nie więzami braterskimi.

Zapadła cisza, tylko samochody rozpryskiwały kałuże, a deszcz bębnił po szybach witryn sklepowych.

-         Miałeś życie poświęcić tylko zemście... - szepnęła.

-         Wiem. Wierz mi, nie miałem w planach, ze się w tobie zakocham. - przełknął ślinę. - Chodźmy już, pada coraz mocniej.

Nie wierzyła. Nie mógł naprawdę powiedzieć tego, co zawsze mówił jej w snach. Ale to zrobił...

Podbiegła i wcisnęła w jego dłoń swoją. Nie powiedziała już nic, mając nadzieję, że ten jeden gest wystarczy.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy