Pierwszy list, Mamo...

Autor: wusia

Jeszcze wczorajszy sen mam pod rzęsami przyklejony, wiesz? Śniłaś mi się, młoda, piękna w białej koszuli stąpałaś boso po trawie oblepionej rosą. Tak bardzo chciałam być Twoja, z całych sił pragnęłam poczuć Twój zapach, przecież nie wiem jak pachniesz, nie wiem w jaki sposób rozczesujesz włosy, jak układają się kąciki Twoich ust gdy się uśmiechasz. Chciałabym usiąść z Tobą na łące i zrobić wianuszek z pierwszych majowych stokrotek. Nie musiałybyśmy nawet nic do Ciebie mówić, ani szeptać, wystarczyłaby Twoja obecność.

I nawet nie zdążyłam spojrzeć niewinnie w Twoje oczy, w żaden sposób Tobą nacieszyć a już sen mi Ciebie zabrał Mamo.

Wiesz? Najlepiej mi nocą, gdy cały świat już śpi, gdy przytulam się do miękkiej poduszki wypełnionej po brzegi tęsknotą za Tobą. Zamykam powieki i widzę siebie, ale nie patrzę swoimi oczami. Nie znam siebie, nie poznaję, nie umiem oswoić.

Nie wiem kto spełnia moje marzenia. Wciąż nie mogę na  polnej ścieżce się z sobą samą spotkać, stanąć z wyprostowanym kręgosłupem. Tak mi ciężko bez Ciebie. Mówią, że nocą ludzie tęsknią parzyście, są jak samotne okręty którym najbliżej do nieba.

 Jednakże lubię noc, ciemną kurtynę nieba, miliony małych migocących światełek przyklejonych na nieboskłonie, ciszę i ten jeden wzrok, który znam na pamięć, który przeszywa mnie na wskroś każdej nocy. Jedno spojrzenie które należy do niego. Ten pucołowaty, pyzaty srebrny glob, który zna wszystkie moje sekrety, wszystkie tajemnice, tak dokładnie, że omal na pamięć zna każdy fragment moich myśli, każdą pajęczynę pragnień. Zna mnie tak dogłębnie, skrzętnie, pieczołowicie, tak rzetelnie. Każdej nocy bezradnie przygląda się moim wszystkim łzom wylewanym za Tobą Mamo.

Nagminnie myślę sobie, że tylko on pilnuje mnie z daleka. Jesteśmy sobie tacy bliscy, jakbyśmy uczestniczyli w jakimś szkoleniu, jakimś kursie zwierzeń. On wie jak bardzo czuję się niczyja. Te noce są dla mnie wyjątkowe.

Nie tylko dlatego, że właśnie noc wraz ze swoim całym wnętrzem, całą duszą wie o mnie wszystko, jest dla mnie drogocenna ponieważ gdy zsyła na mnie sen wraz z nim Ciebie.

Zdaje mi się, że właśnie pod osłoną nocy szepczesz do mojego ucha, słyszę Twój głos. Jak najpiękniejszą kołysankę, cichą słodycz melodii, Twój głos jest cudownością, elegancką melodyką która trafia do mojego serca tak stabilnie, tak pewnie, tak swobodnie i zdecydowanie. Jakby na pamięć znał drogę.  Ale może to tylko złudzenie? Urojenie? Fantazja

która chciałaby się ziścić pod osłoną nocy? Mojej najlepszej przyjaciółki?

Piszę do Ciebie list, bo przecież nie mogę Cię zobaczyć.

Z całej sterty wątpliwości, z całego zestawu pytań które toczą wojnę w mojej głowie o ważność, o odpowiednie miejsce,  z całego pakietu nie załatanych dziur, z całego pliku nie załatwionych spraw, odłożonych „na później” z całej góry rosnących lęków ten jest największy, fundamentalny, główny, najistotniejszy, naczelny.

Lęk przed samotnością.

Nawet nie masz pojęcia,  nie potrafisz wyobrazić sobie jak bardzo czuję się osamotniona.  Jak pająk krzyżak, który całe swoje życie samotnie tka pajęczynę z  nitek tęsknoty, bólu i rozpaczy. Jak skowronek, który tak pięknie komponuje się z mozaiką pól i łąk  na pozór szczęśliwy ale spłoszony  natychmiast wzbija się  z głośnym śpiewem wysoko w powietrze, jakby to miało go uchronić przed złem.

Nie chcę być jak te zwierzęta, które wiążą się na krótką chwilę, lecz chcę niczym łabędź związać się na całe życie. Chcę być niczym lwica, która dzieci wychowuje przez długi czas, a nie porzuca ich na pastwę losu.  Pragnę być jak zwierzęta które zdobywają jedzenie dla wszystkich, dla całego stada, nie chcę żywić się resztkami, pozostałościami po innych.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy