Que debemos pasar tiempo juntos. Tom II. Rozdział 27 (+18)

Autor: Pilar

Mężczyzna nie odpowiedział. Uśmiechnął się do niej, po czym usiadł ponownie na jej łóżku. Ona w tym czasie przewinęła dziecko. Mała grzecznie zapadła w sen po upływie kilku minut. Następnie Inka podeszła do Maksa i usiadła obok niego. Słowa były zbyteczne. Głowę oparła na jego ramieniu. Ta poza nie trwała jednak długo. Mężczyzna przytulił ją do siebie i pocałował w czoło. Kto by pomyślał, że para ludzi, jeszcze tak niedawno, sprzeczająca się o wszystko, będzie w tak osobistych relacjach. Teraz byli wtuleni w siebie, jakby nie pamiętając o przeszłości.

            - Inko – zaczął. – Przepraszam.

            - Nie, nie przepraszaj. Oboje tego chcieliśmy.

            - Nawet nie wiesz, jak bardzo – powiedział, jakby do siebie. Wzrok wbił w przestrzeń przed sobą.

            - Nie rozumiem. O czym mówisz?

            - Wiesz… Chyba pora, abym wyznał ci coś – to powiedziawszy wziął ją za ręce i spojrzał prosto w oczy. – Kocham cię. Kocham od dawna. Wbiłaś się w moje serce już wiele lat temu i nie pozwoliłaś o sobie zapomnieć.

Dziewczyna wyglądała na zdruzgotaną. Spodziewała się wszystkiego, ale nie tego wyznania. Wprawdzie widziała, że zbliżają się do siebie, ale teraz była rozbita.

            - Więc… - zaczęła, jąkając się. – Więc… To ja byłam tą kobietą, o której mi kiedyś opowiadałeś?

            - Tak.

            - Dlaczego, wtedy mi nie powiedziałeś? – spytała zdumiona.

            - Wiesz doskonale, co się działo między nami. Poza tym winiłem się za ten wypadek w kuchni. Prędzej byś mnie pogryzła niż pozwoliła się do siebie zbliżyć.

            - Trafiłeś w samo sedno. Jednak, nie zmienia to postaci rzeczy. Oszukałeś mnie.

            - Tylko mi nie mów, że… - Maks wyglądał na poważnie przerażonego. – Nie, Inko, tylko nie to.

            - Wiesz, jak cenię sobie szczerość. Tego wymagam od swoich bliskich – rzekła, patrząc na niego. – Dlatego, musisz mi obiecać, że w przyszłości to już się nie powtórzy – oświadczyła, śmiejąc się. Twarz mężczyzny wydawała się płótnem. Przerażeniem wymalował niebo pełne chmur gradowych. Smutek zaś stworzył pod linią horyzontu morze – ciemne i pełne żalu. Wreszcie zaskoczenie połączone z radością i szczęściem wymalowało jasne i ciepłe barwy plaży i miejscami dzikiej roślinności, symbolizującej drzemiące w nim rządze. Inka mogła wprost odczytywać uczucia, widniejące na jego licu. Maks natomiast nie pozostał obojętny na jej słowa. Niezwłocznie pochwycił ją w objęcia i razem wylądowali, ponownie, na jej tapczanie. Mężczyzna obdarował ją gradem małych buziaków. Całował jej czoło, nos oczy, aż w końcu dotarł do ust. Już nie chcieli się zatrzymywać. Namiętność ogarnęła ich ciała i dusze. Ona niczym powietrza potrzebowała jego ust, a on, jak wiatr pragnął muskać jej miękkie, czerwone wargi. Zdawało się, jakby oboje na nowo poznawali, czym jest bliskość, czułość i namiętność. Ich dłonie wybrały się w wędrówkę po ciałach. Odkrywali nagość i nie byli tym onieśmieleni. Inka podziwiała mięśnie wynurzające się spod, ściąganej w tym momencie koszuli. Drżącymi dłońmi rozpinała kolejno każdy guzik, aż udało się pozbawić go odzienia. Kiedy już kremowy płat materiału wylądował na podłodze, dziewczyna przeciągnęła dłonią po gołej skórze mężczyzny, zatrzymując się na czarnym, skórzanym pasku. Oczy młodych ludzi płonęły. Widać było żar, który ich ogarnął. Maks również nie pozostał bierny. Między kolejnymi pocałunkami rozebrał, elegancko ubraną dziewczynę. Widać było, jak bardzo stara się być delikatnym.  Ważył każdy swój gest, by jej nie urazić i nie spłoszyć.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy