Ratchet and Clank: Zapowiedź misji I

Autor: Rinoa017
- Ratchet. Ratchet proszony jest na mostek. Ratchet proszony jest na mostek. Proszę przybyć jak najszybciej, panie Ratchet. – Odezwał się głos syreny. Jak zwykle, nie mają, kogo wołać. A niech to! Niech zgadnę… Znowu jakaś misja dla „odważnych”? No cóż… Dobra. Niech im będzie. Idę, już idę na ten wasz mostek. Kurcze, ale oni lubią mnie denerwować! A właśnie miałem zamiar coś „zepsuć”. Mam stanowisko mechanika, a nie żołnierza, oni dobrze o tym wiedzą! - Ratchet. Ratchet proszony jest na mostek. Ratchet proszony jest na mostek. Proszę przybyć jak najszybciej, panie Ratchet. – Przemówiła znowu syrena. Jak oni mnie wkurzają… - Idę, już idę! – Krzyknąłem w końcu. No, bo ile razy będą mnie wzywać? Bez przesady! No, dobra. Zaraz dojdę na ten wasz mostek Tylko nie odzywajcie się, ok? - No, jestem. – Odpowiedziałem po chwili. Wszyscy się odwrócili, wzdychając z ulgą. A to nie wróżyło nic dobrego… - No, to co znowu? – Zapytałem. - Hmmm… Co nowego? A jak myślisz, Ratchet? – Zapytała pani komandor. Jak zwykle, to ja mam się domyślać. A obok niej jeszcze siedzi ten zielony „bohater”. Też mi bohater… Tylko wymyśla plany, a sam ich nie wypełnia. A pani komandor? To ci dopiero kocica. I to dosłownie. Brązowe futerko w prążki, niebieskie oczka… A do teko fioletowy kostium strażnika kosmosu… No i oczywiście stoi na dwóch łapach, tak jak i ja. I wszyscy tutaj… - Następna jakaś misja? – Zapytałem znudzony. Ziewnąłem. - Tak, ale tym razem, jeśli chcesz, możesz być mechanikiem. – Odparła pani komandor. - CO?! – Krzyknąłem zdziwiony. Nie ma to jak pokręcić kluczem w maszynach, ale nie ma nic lepszego, jak stanie w polu walki. I jakieś gadżety. A potem można wybierać i przebierać, coś przerobić, coś naprawić… To też zabawa. I to jaka! – Dlaczego mechanikiem?! - No bo jakiś taki znudzony jesteś tymi ciągłymi misjami… - Odparł zielony. - O, NIE! Co to, to nie, odpada, chcę stać w polu! – Upierałem się. - No dobrze, dobrze, tylko się nie wydzieraj! – Krzyknęła pani komandor. W chwilę później mruknęła pod nosem coś podobnego do „Nic się nie zmienił”. Sama się do siebie uśmiechnęła. – Dobrze. Pozwolę na to, ale wiesz, dlaczego? – Zapytała pani komandor. Gdy nie odpowiadałem, powiedziała mi sama. – Ze względu na twój wygląd, Ratchet. Jesteś niski i niepozorny, poza tym, twoje żółte futerko zleje się z otoczeniem. Lecisz na Veldin. - Tak? – Zapytałem zaskoczony. Dawno tam nie byłem. To mój dom, a jednak… Za bardzo byłem zajęty. – A gdzie Clank? – Zapytałem. Lubiłem tego malutkiego, białego robocika. - Clank? Całkiem o nim zapomniałam! – Krzyknęła pani komandor, po czym kazała jednemu z informatyków zawołać go. Po chwili stanął w drzwiach maluśki, nie sięgający pół metra robocik. Zaraz, bez słowa stanął obok mnie. - No, dobra, to o co chodzi? – Zapytałem dosyć rzeczowo, jak na takiego zabawowego kota jak ja. Chociaż… Nikt nie potrafił określić, czym ja jestem. Ni kotem, ni myszą, ni lwem… Łepek myszy, tłów myszy, ogon lwa i umiejętności kota… Cały żółty w brązowe pasy z żółtym ogonem. Na to jeszcze jakiś skafander. Teraz na razie zwykły strój mechanika, ale za chwilkę… A Clank? Jak zwykle, zawsze taki sam. Biały, sześcienny robocik z kulkową głową i dużymi, okrągłymi, zielonymi oczyma. Zawsze taki sam, roboty się nie zmieniają. - To, o co chodzi? – Powtórzyła pani komandor. – A chodzi tutaj o bazę na Veldin. Na razie tylko o bazę, ale wiadomo, jak się rozprzestrzenią te wstrętne… Uff.. – Zadrżała. Dziwne, a nie zdarzało jej się to zbyt często, zazwyczaj niczego się nie bała. Czyli, nic przyjemnego mnie nie spotka. Przyjemnego? A od kiedy walka jest przyjemnością? Zabawą, owszem, dopóki nie zarwiesz porządnie z lasera czy czegoś takiego… Jak już zarwiesz

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy