Róże w czerni cz-2

Autor: annakowalczak

- Słodycze dla podniebienia, resorki do zabawy, a książki dla wiedzy i przyjemności – powiedział wesoło. Widząc zdziwienie w oczach dziecka i jego nieufne spojrzenie - odezwał się bardziej łagodnie oraz pełnym miłości głosem: - Pozwól Arturze, że się przedstawię. Nazywam się Tomasz Grodzicki i jestem twoim dziadkiem.

- Jakim, dziadkiem? Nigdy nie słyszałem o żadnym dziadku. Ja naprawdę nie mam dziadka proszę pana, gdybym go miał, babcia by mi o nim powiedziała - wyrzucił z siebie jednym tchem.

- A czy to ważne, jakim? Po prostu chcę zostać zwyczajnym twoim dziadkiem. Czy naprawdę, nie chcesz mieć dziadka?

- Wolałbym tatę, by grać z nim w piłkę, chodzić do kina i zaliczać rowerowe wycieczki - powiedział, a łzy zaszkliły się w jego niebieskich oczach.

- Ojcem być nie mogę, bo jestem już starym człowiekiem. Adoptować też cię nie mogę, bo nasze prawo jest chore, ale chętnie pokocham cię jako wnuka.

Artur nic nie odpowiedział, spuścił oczy, a z jego piersi dało się słyszeć ciche westchnienie. Zbyt wiele się wydarzyło w jego krótkim życiu, żeby uwierzyć obcemu człowiekowi, który się nagle pojawił i nie wiadomo na jak długo. Ale co znaczą te dziwne słowa? Gdy cioteczka Nina opuszczała Polskę, nie mogąc powstrzymać łez – powiedziała: ,,Nie mogę cię zabrać Arturze, bo nasze prawo jest chore i nie pozwala mi na to’’. Jako mały chłopiec, nie rozumiał tych słów, zrozumiał je dopiero jako dorosły mężczyzna. Starzec widząc wahanie, Artura – uśmiechnął się do niego:

- Zaufaj mi chłopcze. Chyba nie wyglądam, by rzucać słowa na wiatr? A może wyglądam, tylko o tym nie wiem? - spytał wesoło.

Artur nieufnie spojrzał w jego starcze oczy.

- Nie wygląda pan – odpowiedział krótko na pytanie. – Tylko nadal nie rozumiem, dlaczego właśnie ja mam być pańskim wnukiem?

-Więc pozwól, bym wszystko ci wytłumaczył. Wiem, że jesteś mały i nie masz rodziców. Dlatego pragnę otoczyć cię opieką i może mi się uda bym ich zastąpił.

- To nieprawda, że nie mam rodziców! Przecież mam tatę! – zaprotestował głośno chłopiec, podejrzliwie spoglądając na starca.

- Posłuchaj mnie uważnie, Arturze. Wiem, że masz tatę i wcale nie myślę ci go odbierać. Jednak, dokąd się nie pojawi, chcę być twoim dziadkiem i dbać o ciebie jak o prawdziwego wnuka.

- Ale dlaczego, właśnie ja mam zostać pana wnukiem? Przecież są inni chłopcy – buntował się malec.

- Zaraz ci powiem, a ty postaraj się mnie zrozumieć. Ja jestem samotnym starym człowiekiem, nie mam żony, dzieci i wnuków. Natomiast ty chłopcze, jesteś małym, wrażliwym dzieckiem i w tej chwili również samotny, podobnie jak ja. Nie uważasz więc, że do siebie pasujemy i zasługujemy na obopólną przyjaźń?

Artur nie spuszczał swoich dużych niebieskich oczu z twarzy starca.

- To znaczy, że chce mnie pan odwiedzać?

-Tak drogi chłopcze. Chcę cię odwiedzać, zadbać o twoje wychowanie i wykształcenie, jak przystało na prawdziwego dziadka.

- A co pan oczekuje w zamian?

-Żebyś na starość podał mi szklankę wody i od czasu do czasu, zapalił na moim grobie, chociaż małą świeczkę.

      Artur, pomimo że się wahał badawczo patrzył na człowieka, który chce zostać jego jedynym krewnym. Fakt, że był biednie ubrany, ale w jego głosie dało się odczuć szczerość oraz wielką miłość, jakiej właśnie potrzebował. Uśmiechnął się do niego serdecznie, wsunął swoją małą rączkę w jego dłoń i lekko uścisnął.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy