Dług wdzięczności

Autor: nastuchpastuch

Rozdział 1

Położyłam tacę na zapleczu i usiadłam na krzesełku. Kolejny dzień w nowej pracy skończony. Pracę w barze „Kriss” zaczęłam dwa tygodnie temu. Nie podoba mi się tu absolutnie, ale było to jedyne miejsce, w którym chcieli zatrudnić dwudziestolatkę tylko z maturą. Mimo iż maturę napisałam naprawdę dobrze, nie poszłam na wymarzone studia psychologiczne, Najzwyczajniej w świecie mnie nie stać. Zresztą w domu mam brata alkoholika, który kategorycznie zabronił mi dalszej nauki. Całe szczęście, że pozwolił mi przynajmniej dokończyć liceum. Muszę się go słuchać, ponieważ mieszkanie, w którym mieszkamy jest jego. Nasi rodzice, nasza jedyna rodzina, zginęli tragicznie w wypadku samochodowym dwa lata temu. Od tamtej pory Igor pije, a ja zmieniłam się diametralnie i zdaję sobie z tego sprawę. Kiedy rodzice żyli, miałam kilku oddanych przyjaciół, kochających rodziców i kochającego chłopaka. Czego chcieć więcej? Teraz nie zostało mi nic. Zamknęłam się w sobie. Powoli traciłam kontakt ze światem zewnętrznym; siedziałam tylko w pokoju, a w szkole na przerwach chodziłam do biblioteki. Teraz, żeby zarobić na utrzymanie, pracuję ja, nie Igor. Mój brat nie skończył szkoły, więc jego szanse na znalezienie pracy były nikłe. Używając argumentu „mieszkasz pod moim dachem”, zmusił mnie do rozpoczęcia pracy. Kiedy to powiedział, zaczęłam się wykłócać. Jednak szybko tego pożałowałam. Dostałam w policzek. Od własnego brata. Najbliższej mi osoby. Od tamtej pory jak najmniej czasu spędzam w domu, w towarzystwie Igora. Bardzo często pracuję w bardzo od dziesiątej rano i zostaje do następnego dnia. Najgorsze jest i tak to, że mój brat zabiera moją wypłatę. Faktycznie, to, co musi dać na mieszkanie, daje. Jednak resztę zatrzymuje dla siebie i idzie z nią do monopolowego.
Kiedy wyszłam z baru, uderzyła we mnie fala zimna. Był koniec listopada, a ja w dalszym ciągu chodzę w swetrze. Jakub uważa, że skoro mam sweter, on nie będzie wyrzucał pieniędzy w błoto. Nieraz już słyszałam takie odpowiedzi, gdy poprosiłam go o coś: „nie będę wyrzucał pieniędzy w błoto.”, koniec rozmowy. Nie starałam się go przekonywać, przedstawiać swoich argumentów, bo wiedziałam, że nie ma to najmniejszego sensu. Idąc ciemną i pustą ulicą, którą jedynie oświetlały światła latarni, czułam strach. Nigdzie nie mogłam dostrzec ludzi, światła wszystkich mieszkań były pogaszone. Nieraz znalazłam się w takiej sytuacji, a teraz pierwszy raz się bałam. Kiedy mijałam ciemny zaułek, z jego wnętrza wyszli trzej mężczyźni i zasłonili mi dalszą drogę. – Cześć laleczko – powiedział jeden z nich. Wszyscy byli pijani, ale ten wyglądał na najbardziej wstawionego. – Może chcesz się z nami trochę zabawić? – bełkotał. Spuściłam głowę i przełknęłam nerwowo ślinę. Postanowiłam ich okrążyć, jednak drugi mężczyzna złapał mnie szybko i dość mocno za ramię. – Nie słyszysz, co kolega do ciebie powiedział? – warknął i, nadal trzymając moje ramię, skierował się do wnętrza zaułka. Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć. Jednak przyniosło to odwrotne skutki, niż chciałam – wszyscy trzej mężczyźni zaczęli się śmiać, a mi nikt nie przyszedł na pomoc. – Nikogo nie ma o tej godzinie na dworze – szepnął mężczyzna, który mnie trzymał i rzucił mną o ścianę. Poczułam niewyobrażalnie wielki ból w plecach. Bałam się tego, co może zaraz nastąpić. ~♥~♥~♥~ Zostawiłem pieniądze na stole i, zostawiając zdziwioną dziewczynę samą, wyszedłem. Nie dosyć, że rodzice próbują za wszelką cenę znaleźć mi narzeczoną, to jeszcze wybierają tak puste kandydatki. Ta na przykład od razu sobie zastrzegła, że nie chce mieć w przyszłości dzieci, ponieważ po porodzie ciało wygląda tragicznie. Zaczęła mi mówić o jakiś cellulitach, rozstępach, Bóg wie czym! A jeśli zostałaby moją żona, chce, żeby ludzie myśleli o niej jak najlepiej. Jest to któraś z kolei kandydatka, dla której opinia publiczna jest ważniejsza od rodziny. Moi rodzice od dawna próbowali mi uświadomić, że powinienem się ożenić. Ale dopiero miesiąc temu powiedzieli mi to bezpośrednio. Myślałem, że sobie żartują, ale gdy dodali, że z jedną z dziewczyn jestem już umówiony, uświadomiłem sobie, że to, co mówią to prawda. Nie działał na nich argument, że nie znalazłem tej jedynej. Odrzuciłem tą dziewczynę. Na wstępie okazała się pustą dziewczyną. Odrzuciłem kolejną. Mimo to, naciski rodziców nie ustąpiły. Przeciwnie – stały się jeszcze intensywniejsze. Do dziś umawiam się z dziewczynami, a ze spotkań wychodzę średnio po dziesięciu minutach rozmowy. Kiedy szedłem pustą i ciemną ulicą do samochodu, usłyszałem głośne krzyki, dochodzące zza jednej z ciemnych zaułków. Nie wiele się zastanawiając, pobiegłem w tamtą stronę. Moim oczom ukazali się trzej mężczyźni, którzy obmacywali dziewczynę. Impulsywnie do nich podszedłem, wyjmując wcześniej scyzoryk, który zawsze przy sobie nosiłem. Krzyknąłem, a oni na mnie spojrzeli. – Czego? Nie widzisz, że jesteśmy zajęci?! – warknął na mnie jeden z mężczyzn, nie odrywając swoich rąk od ciała dziewczyny, która była cała zalana łzami. – A ty nie widzisz, że dziewczyna sobie nie życzy? – powiedziałem i przejechałem delikatnie palcami po ostrzu scyzoryka. Mężczyźni trochę się zlękli, lecz nadal nie oderwali się od dziewczyny. – Co ty możesz zrobić nam taką zabaweczką? – Roześmiał się następny. Ten natomiast oderwał się od dziewczyny i podszedł do mnie. Był niższy o całą głowę, więc wydało mi się komiczne, iż do mnie startuje. Delikatnie przejechałem mu po ramieniu scyzorykiem. Zaczęła z niego powoli wypływać krew, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. – Jeśli do jutra chcecie wyglądać jak teraz, radzę stąd spieprzać, gdzie pieprz rośnie. – Tym razem to ja warknąłem. Mężczyzna przeze mnie okaleczony jako pierwszy zaczął biec, a za nim koleino dwaj pozostali. Kiedy zniknęli z mojego pola widzenia, podszedłem do dziewczyny, która zsunęła się po ścianie budynku. Trzęsła się ze strachu... i zimna! Miała na sobie tylko sweterek, który bez problemu można by podrzeć. Następnie wyciągnąłem przed siebie rękę. Kiedy ją zobaczyła, spojrzała na mnie i niepewnie podała swoją rękę. Potem bez problemu ją podciągnąłem do góry; była leciutka jak piórko. Stojąc prosto, puściła moją rękę i stała trzęsąc się z zimna, ze spuszczoną głową. Długo zastanawiałem się, co powiedzieć, aby nie wystraszyć dziewczyny. – Może odwieźć się do domu? – Zadałem pytanie, ponieważ, gdybym stwierdził, że jej pomogę mogłaby poczuć się nieswojo. Po chwili dziewczyna przytaknęła głową. Skierowaliśmy się w stronę mojego auta. Dziewczyna niespodziewanie zatrzymała się pod jedną z latarni. – Nie, lepiej mnie nie odwoź do domu – powiedziała cichutko. – Nie chcę sprawiać kłopotu. – Spojrzała na mnie, a mnie coś sparaliżowało. Światło latarni oświetlało całą postać dziewczyny. Miała długie, do pasa blond włosy, duże, naprawdę duże, niebieskie oczy oraz drobniutkie ciało. Wyglądała jak najprawdziwszy anioł. Stałem zaczarowany jej urodą, gdy uświadomiłem sobie, co przed chwilą powiedziała. – Ależ to nie będzie problem! – Poczułem nagle nie tylko obowiązek, ale również chęć odwiezienia jej pod sam dom. – Niedaleko mam samochód, chodźmy. – Tym razem musiałem stwierdzić, gdyż wiem, że opierałaby się tak długo, dopóki nie odpuszczę. A odpuścić nie mogłem! Po chwili byliśmy przy samochodzie. Otworzyłem jej drzwi od strony pasażera, a później usiadłem od strony kierowcy. – Sebastian – przedstawiłem się, zanim ruszyliśmy. Patrzyłem w lusterko na twarz dziewczyny, która wyrażała zakłopotanie. – Monika – odpowiedziała cicho, przyjemnym dla ucha głosem. Następnie ruszyłem. Monika podała mi adres i ruszyłem w tamtą stronę. Wiedziałem, gdzie to jest. Jednak zdziwiłem się, że mieszka w takiej okolicy. Kradzież, gwałty i morderstwa to tam codzienność. Po drodze nie odzywaliśmy się do siebie. W pewnym momencie usłyszałem jak dziewczyna kaszle. Przysłuchując się, twierdziłem, że jest to kaszel mokry, a w związku z tym, że jest koniec listopada, nie można tego bagatelizować. Mogą być tego poważne konsekwencje, np. zapalenie płuc. Przypominając sobie, gdzie Monika mieszka, skręciłem w lewo. Dziewczyna od razu odżyła. – Powinieneś skręcić w prawo – powiedziała. Czułem w jej głosie strach. – Pojedziemy do mnie. Jestem lekarzem i u siebie cię zbadam – wyjaśniłem. – Nie przyjmuję sprzeciwu. – Widząc wystraszony wzrok Moniki, dodałem: – Nie zrobię ci nic złego. Dziewczyna rozsiadła się w fotelu, ale nie wyglądała na spokojną. Wcale jej się nie dziwię. Przed chwilą przeszła takie coś, a ja jej mówię, że wezmę do siebie i koniec. Też bym się na jej miejscu przestraszył, jednak nie mogłem postąpić inaczej. ~♥~♥~♥~ Kiedy usłyszałam, że pojedziemy do niego, przeraziłam się. Nawet po jego zapewnieniu, że nic mi nie zrobi, nie poczułam się lepiej. Przez całą drogę już się do siebie nie odzywaliśmy. Natomiast kiedy kaszlałam, twarz mężczyzny wyglądała jakby, zamiast na drodze, skupiała się na moich odgłosach. W końcu Sebastian zaparkował samochód na podziemnym parkingu. Wysiadł i otworzył mi drzwi. Następnie podał rękę, którą złapałam. Zaczęliśmy się kierować do wyjścia. Okazało się, że mężczyzna mieszka w prawdziwym apartamencie. Wpisując kod, otworzył drzwi wejściowe. Pokazał ręką, abym weszła. Wchodząc do mieszkania, czułam niesamowicie duży strach. To irracjonalne, iść do mieszkania mężczyzny, którego tak naprawdę się nie zna. Zaczęłam rozglądać się po wnętrzu mieszkania. Było wspaniałe. – Chodź do salonu – powiedział Sebastian i skierował się do jednej z wnęk. Posłusznie poszłam za nim. Zobaczyłam przed sobą wielkie okno, na większość ściany. Zafascynowana tym, podeszłam bliżej. Podziwianie panoramy miasta z dziewiątego piętra jest fantastyczne. Szybko przypomniałam sobie gdzie jestem. Odwróciłam się w stronę mężczyzny, który przyglądał mi się z uśmiechem. – Zaczekasz tu? Przyniosę stetoskop i cię zbadam – powiedział i wyszedł z pokoju. Z chwili na chwilę czułam coraz większy strach. Mówił, że nie zrobi mi nic złego, ale jeśli ktoś by miał złe zamiary, nie powiedziałby. Logiczne. Z drugiej strony wygląda na dobrego człowieka. Pomógł mi z tamtymi typkami i chciał odwieść do domu... ale zmienił kierunek. Po chwili do pokoju wszedł Sebastian. Powiedział, abym zdjęła bluzkę i usiadła naprzeciwko niego. Zrobiłam to, co kazał, gdy zobaczyłam, że ma przyrząd do badania. Choć to jeszcze nie robi z niego lekarza. Tak naprawdę nie wiem, czy faktycznie jest lekarzem. Zresztą wygląda na młodego mężczyznę. Będąc przed nim naga do pasa, zaczęłam się przyglądać jego twarzy. Miał kwadratową twarz, na której był delikatny zarost i mocno widoczne kości policzkowe. Jego kruczoczarne włosy podkreślały błękitność oczu. Myślę, że z takim wyglądem mógłby zostać modelem. Wzdrygnęłam się, gdy mężczyzn dotknął mojej skóry zimnym urządzeniem. Wiedziałam, co muszę robić; zaczęłam nabierać powietrza nosem i wypuszczać ustami. Rozluźniłam się trochę. Sebastian podniósł wzrok znad podłogi i spojrzał na moją twarz. Moje serce puściło się galopem. Miał coś intrygującego i tajemniczego w tych błękitnych oczach. Nie wiem czemu, ale trudno było mi się od nich oderwać. W końcu mężczyzna odłożył stetoskop. – Otwórz buzię i powiedz ”aaa”. Zachciało mi się śmiać. Mówił do mnie jak do dziecka. Zrobiłam to, co kazał. Kiedy zamknęłam twarz, mężczyzna zaczął coś pisać na zwykłej, białej kartce A4. Bazgrał tak bardzo, że zaczęłam wierzyć, iż ma coś wspólnego z medycyną.
Myśląc, że to już wszystko, założyłam bokserkę. Kiedy zabrał rękę z mojego czoła, wyciągnął przed siebie kartkę. – Masz zapalenie oskrzeli – powiedział i podniósł jedną brew do góry. – Wiesz co to i wiesz, że nie możesz tego bagatelizować? Musiałabym być prawdziwą idiotką, żeby nie wiedzieć. Przytaknęłam głową. – Tu masz leki jakie musisz sobie kupić. – Podał mi kartkę, na którą spojrzałam. Skrzywiłam się. – Ile to będzie kosztować? – spytałam. – Sto złoty na pewno, więc radzę ci wziąć trochę więcej – powiedział i wstał z fotela. – No i, nie wychodź z domu. Na pewno! Mam pracę, do której chodzić muszę. A leki... leków nie kupię. Nie mam pieniędzy... w zasadzie Igor mi ich nie da. Poszłam do przedpokoju i zaczęłam się ubierać. – Co ty robisz? – spytał zdziwiony Sebastian. – Ubieram się. – Jakże mądra odpowiedź; na pewno tego nie widzi. – Zbadałeś mnie, więc wracam do domu. – Nie ma mowy. – Podszedł do mnie i zabrał z ręki sweter, który miałam założyć, a następnie go odwiesił. Nie rozumiałam, o co chodzi. Mam zostać u obcego mężczyzny? Może on naprawdę chce mi zrobić krzywdę? – Masz gorączkę. W takim stanie nie możesz nigdzie iść – wyjaśnił. – Zaraz dam ci coś na przebranie i przyszykuję pokój. Chyba za termometr robi jego ręka, bo nie mierzyłam sobie temperatury. Sebastian powiedział to z taką łatwością, że sama zaczęłam się dziwić. Może często sprowadza dziewczyny do siebie do domu i mówi im takie coś? A Igor? Jeśli się dowie, że nie było mnie w domu na noc, będę miała poważne problemy. Nie mogę na to pozwolić. Zresztą stąd będę miała trudny dojazd do pracy. Kiedy Sebastian zniknął za ścianą, zaczęłam ponownie zakładać sweter. Nie może mnie tu zatrzymać siłą. Kiedy byłam w pokoju, aby zabrać swoją torebkę, poczułam, że moje powieki stają się coraz cięższe, a oczy mimowolnie zamykają. Po chwili poczułam, że tracę równowagę. – Mówiłem, że masz gorączkę. – Usłyszałam przy uchu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz Sebastiana. Kiedy zorientowałam się, co jest, uświadomiłam sobie, że leżę w ramionach mężczyzny. Błyskawicznie wstałam. – Nie tak gwałtownie, bo znowu zemdlejesz – powiedział z delikatnym uśmiechem. – Właśnie dlatego nie możesz teraz wyjść. Naprawdę ci nic nie zrobię, a spać będziesz w osobnym pokoju. Podszedł do komody, z której wyciągnął folię, a z niej wyjął niebieską koszulę. Przyjrzał jej się i podszedł do mnie. – Masz. – Wyciągnął przed siebie rękę. – Nie miałem jej na sobie, bo jest na mnie za mała. Niepewnie wzięłam koszulę do ręki. Na mnie będzie za duża... – pomyślałam. Sebastian zaprowadził mnie do łazienki, abym się przebrała i ogarnęła inne sprawy. Patrzą w lustro zastanawiałam się, czego chłopak będzie chciał w zamian. Bo to, że zrobił tyle rzeczy bezinteresownie, jest niemożliwe. Pomógł mi i pewnie czegoś w zamian za to oczekuje. Kiedy założyłam koszulę, zmyłam makijaż i związałam włosy w warkocz, wyszłam z łazienki. Nie za bardzo wiedziałam, gdzie iść. Na szczęście po chwili pojawił się Sebastian. Stanął w pewnej odległości ode mnie i zaczął ilustrować wzrokiem. Koszula sięgała mi prawie do kolan, więc nie za bardzo było się czemu przyglądać. – Zaprowadzę cię do pokoju – powiedział i nie spuszczając ze mnie wzroku, wyprzedził mnie. Kiedy doszliśmy na miejsce, niepewnie weszłam do środka. W końcu to nie jest mój dom. Rozejrzałam się dookoła. Pokój był duży, bardzo duży. Miał dwuosobowe łóżko i dużą szafę. Zaraz obok łóżka były następne drzwi, do których podszedł Sebastian. – Tutaj masz łazienkę – powiedział i otworzył drzwi. Nie mogłam uwierzyć, że znalazłam się w tak pokręconej sytuacji. ~♥~♥~♥~ Patrzyłem na nią z jaką lekkością się porusza. Jak delikatna jest. Prawdziwy anioł... Co mi w ogóle strzeliło do głowy, żeby ją tu przetrzymywać? Przecież to jest porwanie, przestępstwo. Ale... zauroczyła mnie. Kiedy tak patrzyłem na nią w tej koszuli, nie mogłem oderwać od niej oczu. Wyglądała cudownie. Nagle przypomniało mi się w jakiej okolicy mieszka. Zastanowiłem się chwilę, czemu się skrzywiła, gdy podałem jej kartkę z lekami? Czyżby nie lubiła ich przyjmować? A może po prostu... nie ma jak zapłacić? Potrząsnąłem głową – Dobranoc – powiedziałem i kiedy dziewczyna odpowiedziała, zamknąłem drzwi. Jutro zajmę się sprawą jej leków. Teraz pójdę się umyć i spać.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy