Parados czasu

Autor: pajczung

Odebrał mu całkowicie oddech, cios wymierzony prosto w jego brzuch. Upadł na kolana, ból był okropny. Łzy napłynęły mu do oczu. Obiecał sobie, że nie będzie płakał, że to wytrzyma.

            Czwórka chłopaków roześmiała się. Byli więksi od Arka i znacznie silniejsi, do tego chodzili do trzeciej klasy gimnazjum. Byli ostatnim rocznikiem i chcieli pokazać innym, kto tak naprawdę rządzi w szkole.

            Jeden z nich podszedł do Arka i popchnął go tak, że chłopak upadł na twarz.

- Co ci mówiliśmy?- odezwał się przywódca grupy.

            Arek nie był wstanie mówić, milczał. Trzymał się za brzuch. Myślami starał się być gdzieś indziej, gdzieś daleko. Bardzo pragnął, żeby starszaki dali mu już spokój.

- Chyba musimy nauczyć cię rozumu.- Głos ponownie zabrał Tomek przywódca grupy. Tępy osiłek polegający na swej sile i strachu.

            Zaczęli go kopać, niezbyt mocno, nie chcieli go przecież zabić. Chcieliby żeby w końcu zrozumiał, że nie może chodzić przez ten park. To był ich rewir. Już raz go ostrzegali. Widać na nie wiele to się zdało i teraz musiał ponieść tego konsekwencje.

            Arek nie był jedyną ofiarą bandy. Chłopaki z trzeciej klasy lubili dokuczać młodszym i słabszym. Znęcali się nie tylko dlatego, żeby wzbudzać strach w innych, ale że czuli się wtedy silniejsi.  

            Chłopak skulił się w kłębek. Podciągnął kolana do brody najbliżej jak się dało, głowę osłonił rękoma. Mógł zrobić tylko tyle. Nawet jeśli próbował by się im postawić to i tak nie miał żadnych szans. A w konsekwencji mógł oberwać jeszcze gorzej.

- Prze…- nie mógł wypowiedzieć słowa.- Przepraszam!- wykrzyknął w końcu przez łzy.

            Starszaki zdawali się nie usłyszeć jego krzyku. Dopiero Wojtek, który wydawał się najrozsądniejszy z nich wszystkich zdołał się opanować.

- Ej, chłopaki on coś mówi.

Wszyscy jak na komendę przestali kopać.

- Przepraszam!!! Już nie będę! - wykrzyczał Arek przez łzy. Cisza, która nastała zdawała się trwać całą wieczność.

- Żeby było mi to ostatni raz- odezwał się przywódca grupy, Tomasz. Podniósł tornister Arka i wyrzucił wszystkie rzeczy jakie w nim były na skuloną postać.

            Arek słyszał jak odchodzą. Bał się jednak otworzyć oczy, mógł by to być podstęp. Odczekał jeszcze chwilę. Dopiero wtedy podniósł się powoli. Bolało go całe ciało, ledwie mógł się ruszać. Powoli pozbierał swoje rzeczy. Po policzkach spływały mu grube jak groch łzy.

            Tak bardzo nienawidził samego siebie. Czemu jego spotyka taki los, a przecież nikomu nie wadzi. Wszystko by się z mieniło gdyby mógł jakoś odmienić swój los. Stać się kimś sławnym i bogatym. Upadł na kolana i wybuchł nową falą płaczu.

- Chciał byś zmienić swoje życie?

            Usłyszał tajemniczy głos za plecami. Chciał się poderwać nagle lecz obolałe ciało uniemożliwiało mu szybką reakcje. Odwrócił się w stronę tajemniczego głosu.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy