W ogniu

Autor: Kornelia
Zamknęła drzwi. Wiedziała, że za chwilę wtargną tu przybysze, jednak do tego czasu chciała mieć spokój. Usiadła na wyblakłym bujanym fotelu i zaczęła czytać książkę, którą tak niedawno pożyczyła od Elmiry. Opowiadało ona o młodej kobiecie, która za sprawą czarów znalazła się w świecie między niebem a ziemią, drugim wymiarem, gdzie nie było czasu ani logiki, każdy mógł robić to, na co miał ochotę. Zaczytawszy się nie sprawdziła, która godzina i przybysze zaskoczyli ją w pokoju, pochłoniętą w lekturze. Gdy usłyszała ich oddechy wolno przeniosła wzrok z książki na nich i uśmiechnęła się lodowato. -Przybyliście – rzuciła mimochodem wstając z fotela. Dokładnie wygładziła fałdy swojej jasnoniebieskiej sukienki i zaczesała włosy w koński ogon. Czuła jak jej ciało zaczyna odmawiać jej posłuszeństwa. Wiedziała, że to przez strach. Nie chciała się do tego przyznać. Zawsze myślała, że umrze jako staruszka w dużym łóżku, otoczona gromadką wnuków i prawnuków, którzy z oczami pełnymi miłości będą ją przeprowadzać przez ten etap życia. -Tak jak miało być. Zostaniesz stracona na polu Eljeskim. Nie będzie boleć – powiedział najwyższy z kapłanów i wykrzywił usta w grymasie satysfakcji. -Tak, jestem tego pewna. Tym bardziej, że egzekucję będziesz prowadził Ty, Katronie. – starała się by głos nie zdradzał jej wewnętrznych emocji. Pragnęła z całej siły zachować zimną krew, by Ci barbarzyńcy nie odczuli triumfu z chwilą jej śmierci. Spojrzała na wysokiego mężczyznę z czarną rozwichrzoną czupryną, w którego oczach dojrzała iskierki gniewu i złości. -Sama sobie na to zasłużyłaś! – warknął i podszedł do niej szybkim krokiem – Tak jak nakazuję księga Altreny, zostaniesz spalona jak wszystkie inne wiedźmy w tym okręgu! Gdyby nie Ty, Atren nadal by żył! Gdyby nie Ty, świat byłby o wiele piękniejszy, ty zawszona szczurzyco! – splunął obok jej stóp i wymierzył siarczysty policzek. Zachwiała się lekko na nogach. Mimowolnie dotknęła opuszkami palców miejsce, w które przed chwilą uderzył ją Katron. Uśmiechnęła się złowieszczo. -Dziękuje, za wypowiedzenie mi wszystkich win. Cóż, na nas już czas, nie sądzisz? – Katron puścił jej uwagę mimo uszu i szarpnął ją za rękę, ciągnąc za sobą. Po chwili dotarli na pole Eljeskie. To miejsce można by nazwać pięknym, gdyby nie to, że zostało splamione krwią niewinnych ludzi. Setek ludzi. Spojrzała na nie z obrzydzeniem i zamknęła oczy pragnąc znaleźć się teraz gdzie indziej. Po chwili, która zdawała się być wiecznością, jakiś kapłan poprowadził ją za sobą na miejsce egzekucji. Widziała je z daleka. Mały piedestał znajdował się na środku placu. Na nim stos siana ułożony w okrąg a pod nim drzewo. Bała się śmierci. Marzyła, żeby przebiegło to bezboleśnie i szybko. Jak najszybciej, by mogła nie poczuć jak jej ciało pali się żywcem a ogień trawi także jej duszę. -Idziemy! – krzyknął jeden z kapłanów i wszyscy rozstąpili się by zrobić miejsca dla zakutej w kajdanki czarownicy. -Uspokój się… Spokojnie – powtarzała sobie i wierzyła w swoje słowa. Stanęła na stosie i po chwili jeden z mężczyzn wrzucił tam płonącą pochodnie. -Wszyscy zginiecie! Wytargają was za chude karki i wrzucą na pożarcie rekinom! – poczęła krzyczeć a z jej oczu tryskały błyskawice. Po chwili ogień dosiągł jej stóp. Ból, który przeszył ciało był niewyobrażalny. Nie wiedziała co się dzieję, czuła tylko, że każda cząsteczka jej ciała ginęła. Ale nie bezpowrotnie…
1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy