Wszystko przez telepatię. cz. III

Autor: oleczka31

Pewnego dnia, przed jednymi z ostatnich zajęć, zauważyłam pędzącego Filipa. Biegł wprost na mnie!  Szybko usłyszałam  jego myśli : „Ale mam dla ciebie wiadomość!”  W ostatniej chwili wyhamował, bo niewiele brakowało, a by mnie  staranował.

- Asiaczku, jedziemy w lipcu na spływ kajakowy, na całe dwa tygodnie – wrzeszczał jak opętany. – Płyniemy  razem , w jednym kajaku. Już nas zapisałem!

- A skąd wiesz, czy dostanę forsę?

- No to zapytaj ile dostaniesz?  Jeszcze w czerwcu możemy się nająć do jakiejś roboty…

- Gdzie ten spływ?- zapytałam  jeszcze. – Kocham wodę.

- Pojezierze Drawskie. Popłyniemy Drawą, trzeba skombinować namiot, najlepiej dwójkę.- Wyobraź sobie, że na uczelni są w beznadziejnym stanie, nie wiem co ci ludzie w nich robili, balangi, czy co?

- W dwuosobowych, zlituj się .

- Tym gorzej dla nich – mruknął.

        

         Rodzice powiedzieli, że w tej chwili mogę dostać góra dwie setki. Okazało się, że u taty w banku będą redukcje etatów, chcą zostawić tych z  niższym wykształceniem, bo mniej trzeba im płacić. Dwóm osobom  już nie przedłużono umów… Do tej pory nikt się tym nie martwił, bo nie dotyczyło to nikogo ze starych pracowników.

 

         Filip oczywiście dostał więcej, bo sześć stówek. Postanowiliśmy znaleźć jakąś fuchę. O dziwo udało się, ale niestety tylko „na czarno”, a więc bez umowy.

Ja pilnowałam dwuletniego chłopca – Leona. Kiedy jego rodzice wzięli mnie w krzyżowy ogień pytań, pilnie słuchałam, wpatrując się z uwagą w twarz „mamuśki”. Pomagało mi to, a jakże. Na przykład , kiedy usłyszałam jej myśli: „ciekawe, czy będzie się brzydziła zmieniać pampersy”, zawołałam:

- Może spróbuję mu zmienić pampersa?

- Jakbyś czytała  w moich  myślach, jasne – odpowiedziała uradowana. Poszło mi dobrze. Pierwszego dnia „mama” była ze mną i wszystko mi wyjaśniła. Nawet na spacer do parku poszłyśmy razem.  Nigdy nie  przypuszczałam, że to taka ciężka praca. Po ośmiu godzinach wracałam do domu i padałam na łóżko. Zdawałam sobie sprawę z tego, jaka to ogromna odpowiedzialność. Przecież to czyjeś dziecko, jego życie w moich rękach – nie spuszczałam go z oczu nawet na sekundę. Po obiadku, który mu pitrasiłam zgodnie ze wskazówkami „mamusi”, Leonek ucinał sobie od półtorej do dwóch godzin drzemki. Seniorzy byli ze mnie zadowoleni, mały polubił mnie, czego więcej pragnąć?

        

         Mój mężczyzna znalazł pracę przy zakładaniu ogrodów. Po pracy był szary od piasku, bo dawno nie padało. Po dwóch tygodniach schudł pięć kilogramów. Fakt, bicepsów to on nie miał… Ale teraz zaczęły mu pojawiać się zarysy jakiś mięśni. Całkiem,  całkiem…niczego sobie „ciacho”. Na jakiekolwiek wypady nie mieliśmy siły, i dobrze, przynajmniej kasy nie wydawaliśmy.

 Pracowaliśmy do połowy lipca. Moi pracodawcy byli rozczarowani, gdyż powiedziałam, że muszę wyjechać na dwa tygodnie. Obiecałam, że zajmę się Leonkiem w sierpniu. Teraz jego „tatuś” miał wziąć dwa tygodnie urlopu i zająć się synkiem. „Mamuśka”  była lekko przerażona…

         Namiot Filip pożyczył od Krzyśka, starego  kumpla,  jeszcze z podstawówki. Śpiwór każdy miał swój, dmuchany materac również.

 

         Wyjechaliśmy…

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy