Zarys opowiadania "JA I MÓJ RAK"

Autor: walkiria13

 

 Pokierowaliśmy się na ulicę wyszyńskiego do mojej ulubionej kawiarenki.

Nie protestował.

Minęliśmy kilka marketów, park  w którym stał dość ubogi amfiteatr i szczęśliwe stare małżeństwo. Niedaleko fotografa  znajdowała się  moja mała dziupla.

W końcu weszliśmy do środka.

Na ścianach było pełno książek, miejsce to było dla mnie w pewien sposób magiczne. Dobra Earl Grey i historia zamknięta w okładce to połączenie niemal idealne. Spędzałam tam wiele czasu, tym razem przyprowadziłam gościa. Muszę przyznać byłam minimalnie podekscytowana.

 Podeszłam do jednego z regałów.

Wyciągnęłam książkę, którą doskonale znałam  i szybko poszłam do stolika. Zrobił to samo, ale nie spojrzał nawet na wybrany egzemplarz . Po chwili zawołał kelnera.

- Poproszę dobre wytrawne czerwone wino.

Uwielbiałam wytrawne wino. Mimo, że nie mogłam zbytnio pić alkoholu, pomyślałam, że bez niego nic nie powiem.

Przynieśli nam  rozplątujący język trunek, napełniliśmy kieliszki.

-Aniela..

-tak?

- Stało się coś... Stało się prawda?

 

Co za typ! Co on w ogóle sobie wyobraża! Kim on jest by pytać mnie o takie rzeczy… przecież nie zna mnie wcale! Mój charakterek od razu by mu to wykrzyczał, jednak moja kultura osobista mi na to nie pozwoliła.

-Możemy przez chwilę pomilczeć? Proszę.

-oczyw…

Zamilkł.

 

 

Dotykałam jej. Piękna skórzana zielona okładka, dokładniej zielona jak stół bilardowy, piękny odcień. Przekartkowałam kilka stron, nagle trzynasta . Przysunęłam książkę do jego dłoni. Kazałam aby przeczytał jedno krótkie zdanie.

-„Jestem Chora”

 wyszeptał nieśmiało. Jego piękne błyszczące brązowe oczy nagle przygasły.  Obserwowałam dokładnie co robi. Zacisnął pięść, jakby obchodził go mój los. Wziął swoją książkę, z teczki wyjął ołówek. Mozolnie studiował każdą kartę. Zaczął coś podkreślać. Przysunął ją do mnie.

- „Carpe diem”. Na początku wydało mi się to trochę patetyczne. Kojarzyło mi się to raczej z tandetnymi tatuażami niedojrzałych dziewczynek w wieku gimnazjalnym. Jednak przypomniałam sobie o znaczeniu tych słów.

Miałam chwytać dzień. Chwytać gdy ono ukradkiem przedzierało mi się przez palce. On jeszcze nie wiedział. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że mu powiem. To zabawne, że rozmawiasz lub milczysz z kimś zaledwie pare chwil i nagle chcesz opowiedzieć mu historię swojego życia. Pomyślałam: do działa.

- Słuchaj. Będę dość bezpośrednia, może trochę niegrzeczna, ale skoro pytasz odpowiem. Mam raka jelit.  Byłam u psychologów, czytałam wiele książek, można powiedzieć, że potem moim mieszkaniem był szpital. Mimo tego nie potrafiłam znaleźć w sobie tej cholernej siły jaką mają inni. Ja nie mogę się z tym pogodzić, ale co ja mam do gadania skoro zaraz umrę. I nie pytam się „Boże dlaczego tak musiało być?!” bo równie dobrze mogłabym zapytać „a dlaczego nie…?”. I rozdziera mnie od środka, to uczucie, to katorga w porównaniu do  uczucia straty, bliskości, tęsknoty, miłości czy nienawiści. Wybuchłam płaczem.

I wiesz co jest najgorsze? Że za jeden dzień mogę nie zobaczyć już koloru bluzki  kelnera , koloru nieba. Mogę już nie czuć twoich perfum albo skóry mojego przyszłego kochanka.  Każdy ma swoją świadomość , że kiedyś umrze, niestety moja świadomość jest mi znacznie bliższa. A ja tak kocham żyć… Tak kocham żyć i się cieszyć i cierpieć, i spać i jeść i kocham tańczyć. Widzisz bo jestem tancerką.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy