Zasłona esej

Autor: Grzegorz
owieka. A ten, który powiedział te słowa - zasmucił się, gdyż coś sobie przypomniał. A przecież Mistrz wyrzekł te słowa: „Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni”. Pisze Roman Brandstaetter: „Gdy poczęliśmy rozważać sens wydarzeń, które przewaliły się przez nasze życie, spostrzegliśmy że układają się one w mądry i logiczny obraz”. A w planach przedwiecznego Boga jest już to, że nad twoim grobem, Piotrze, potomni zbudują cudowną bazylikę, a kaplicę Sykstyńską ozdobi freskami Michał Anioł. Teraz jednakże zaklinasz się i przysięgasz nieznanej kobiecie: „Nie znam tego Człowieka”. Przypomnij sobie Piotrze. To ten Człowiek, do którego szedłeś po wodzie. * * * Do piekarni przywieziono mąkę. Piekarnia jest na ulicy Brzozowickiej. Właściwie już jej nie ma. Została w pamięci. Został zapach chleba. Chleb był okrągły, pachnący, a skórkę miał chrupiącą. Inaczej być nie mogło. Chleb w przeszłości musiał być smaczny, pachnący i mieć chrupiącą skórkę. Potem chleb zaczęły piec fabryki, kombinaty i zakłady, i wtedy chleb stracił smak, zapach, o skórce to nawet szkoda mówić. No, ale powiedzieliśmy że >>do piekarni przywieziono mąkę<<. Mąkę z okolic Siewierza. Tam rosło zboże zasiane ręką. Tam skoszono je kosą. I teraz Władek przywiózł furmanką pięćdziesiąt worków z mąką. Pan Wojnowski rzucił okiem, spróbował szczyptę mąki, i już wiedział że będzie z tej mąki chleb. Taki właśnie o jaki nam chodzi i jemu. Taki mityczny chleb. A on musi być dobry, mimo iż powszedni * * * Mateusz, Marek, Łukasz i Jan. Ci czterej napisali niewielkiej objętości książki, które są zadziwiające. Zadanie mieli właściwie niewykonalne, bo jak pokazać, opisać coś co się wymyka opisowi. Bo istota ich opisu tkwi głęboko. Głębie opisu pokolenia odkrywają i wymyka im się to co najważniejsze. A dlaczego im się wymyka? Dlatego że: „Obraz i poznanie Królestwa Niebios nie docierają do nas wprost przez zmysły.” Przypowieści o Królestwie Niebieskim są dotknięciem dłoni Boga. I gdyby Bóg ukazał się, wszystko inne musiałoby zniknąć. Czy zgadzacie się z tym? Zebrani w saloniku naszego dworku z uwagą wysłuchali słów wypowiedzianych przez Marcina, który niejedną noc spędził nad księgami, a zwłaszcza nad tą największą z ksiąg. Postanowili wszyscy werset po wersecie wsłuchać się w Dobrą Nowinę i dzielić się refleksjami. A my przycupniemy w kąciku i będziemy słuchać. * * * Pisze ks. Janusz Kobierski: „Spisane dzieje od początku do końca to nasza ludzka historia niech się nie wydaje nikomu, że dziś nikogo nie dotyczy ta KSIĘGA święta, bo od Boga, opowiada to, co się wydarzyło i jeszcze wydarzy. A słowo się spełni do ostatniej joty - na wszystkich” A więc każdy werset nas dotyczy? Każdy! * * * Książka ta zatacza koło. Jej część pierwsza była poświęcona Juliuszowi Słowackiemu. Szukaliśmy u Juliusza, w jego życiu, w jego twórczości, odpowiedzi na wiele pytań. Jedno z nich brzmiało: dlaczego Juliusz chciał przerobić zjadaczy chleba w aniołów. Odpowiedzi jednoznacznej nie znaleźliśmy. Ale Juliusza znaleźliśmy w klasztorze na Betcheszban. Jest rok 1837. Miejsce jak pisze Juliusz „prawdziwie bezludne Klasztor zbudowany na skale, rozległy widok na morze z mojej celi…” I wspomina dalej: „…Przepędzałem dnie całe na dumaniu…” Na wielkiej skale czasu Juliusz otrzymał 40 lat. Od roku 1809 do 1849. Jak on wykorzystał ten dar, ten swój czas? * * * Pisaliśmy, że książka ta zakreśla koło. Bo tytuł tej książki to „Imię moje jak dźwięk pusty” i wszystkie rozważania, wszystkie rozdziały, mimo iż różne tytuły i koncepcje się tutaj mieszają, krążą wokół jednego. Dla innych nasze imię to pusty dźwięk. A jeżeli nie teraz, to w przyszłości tak będzie. Ale przecież to nie powód do smu

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy