Adolf Tołkaczow. Szpieg wart każde pieniądze

Autor: Adrianna Michalewska

Oto opowieść o niezwykłym człowieku, o szpiegu, który rzucił wyzwanie dwu potęgom: CIA i KGB. To historia inżyniera, dzięki któremu na długo po upadku ZSRR Amerykanie korzystali z przewagi na niebie. To opowieść o czasach zimnej wojny i o tym, że dzięki jednemu szpiegowi, który kosztował Amerykę kilkaset tysięcy dolarów, ten kraj oszczędził miliardy. Postać Adolfa Tołkaczowa przybliża czytelnikom David E. Hoffman w książce Szpieg za miliard dolarów. Poznajcie jego historię:

Jest luty 1984 roku. Na stanowisko sekretarza zostaje wybrany Jurij Andropow. Nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że Andropow leży w szpitalnym łóżku, które faktycznie stanie się jego łożem śmierci. Kilka dni po wyborach sekretarz generalny KC KPZR umiera, na jego miejsce zostaje powołany Czernienko. Jest już niemłody – ma 73 lata i nie wykazuje żadnej woli reform. Nie widzi, że świat się zmienia. Dla niego rzeczywistość, którą zna, jest najlepsza z możliwych, zatem przez całe i jedyne dwanaście miesięcy swojej władzy nie zrobi nic, aby odsunąć od ZSRR widmo upadku. Jedyną sprawą, która chyba naprawdę pochłaniała dyktatora, były dywagacje nad tym, czy w ZSRR panuje socjalizm rozwinięty czy rozwijający się.

Zdrowie nie pozwala Czernience na wiele, dlatego na spotkaniach i egzekutywach w jego imieniu występuje Michaił Gorbaczow. I to on zastąpi Czernienkę, gdy ten umrze w marcu 1985 roku na niewydolność serca.

Na kursie nauczono go, jak fotografować tajne dokumenty, początkowo za pomocą zwykłego aparatu, a następnie miniaturowego modelu T-50, używanego przez agentów CIA. Aparat (…) zamontowano w dużym piórze wiecznym. Wykorzystywana w T-50  błona nie była światłoczuła. Aby wykonać zdjęcie dobrej jakości, dokument należało najpierw dobrze oświetlić, a aparat trzymać nieruchomo w dłoniach.

- fragment książki „Szpieg za miliard dolarów".

Adolf Tołkaczow, inżynier zatrudniony w instytucie lotniczym w Moskwie, nie poświęcał polityce zbyt wiele czasu. Gardził politykami, czuł, że nie potrafią zreformować kraju, że nie panują nad niczym i prowadzą Rosjan w kierunku zagłady. Wybór Gorbaczowa na opuszczony przez Czernienkę fotel władzy zmienił jego zainteresowania. Zaczął czytać gazety, wspominać o odwilży, która mogłaby ocalić ZSRR.

Tołkaczow i jego żona Natalia mieli daczę pod Moskwą. Jak wielu Rosjan, mieszkających w blokach, korzystali z przywileju posiadania kawałka ziemi za miastem. Można tam było hodować warzywa, kwiaty, albo po prostu wypoczywać w ciepłe dni. W czerwcu 1985 roku Tołkaczow z żoną pojechali na działkę. Na wąskiej leśnej drodze ich żiguli zatrzymał patrol milicji. Funkcjonariusz nakazał Adolfowi, aby ten opuścił samochód i udał się za nim do milicyjnego pojazdu. Zanim jednak tam dotarł, do akcji wkroczyło KGB. Adolf Tołkaczow wiedział, że wpadł w zasadzkę.

Stosunkowo młoda agencja (CIA) odzwierciedlała powojenny amerykański charakter – była naiwna, optymistycznie nastawiona do świata i nakierowana na osiągnięcie założonych celów.

- fragment książki „Szpieg za miliard dolarów".

W świecie naładowanym elektroniką, czujnikami, radarami, sprzętem do podsłuchu najwyższej jakości i niezwykle pomysłowymi gadżetami do gromadzenia informacji, jedno jest niezmienne. Nie ma szpiegostwa bez szpiega. A szpieg to nie tylko człowiek. Szpieg to osobowość, to charakter i konsekwencja w działaniu, jakiej nie spotyka się na co dzień. Dlatego bycie szpiegiem to nie upodobanie do spektakularnych ucieczek, filmowych strzelanin i uwodzenie zabójczo pięknych kobiet. Bycie szpiegiem to cierpliwość ponad ludzką wytrzymałość, umiejętność zachowania zimnej krwi w najbardziej stresujących sytuacjach, opanowanie i spokój. Prawdziwy szpieg musi umieć czekać. Czekać tygodniami, czasem latami. Wielokrotnie ponawiać próby działania, wielokrotnie robić to samo, co zawsze, aby wyprowadzić przeciwnika w pole. Bycie szpiegiem to życie w wiecznym napięciu, w strachu o siebie i o swoich bliskich. Prawdziwy szpieg musi robić rzeczy, od których serce przyspiesza, w taki sposób, aby nikt nie zorientował się w sytuacji. Szpieg musi kłamać bez mrugnięcia okiem, bez wypieków, bez przyspieszonego oddechu i spoconych dłoni. Szpieg latami żyje w napięciu i na granicy życia i śmierci. A przy tym najlepiej, gdyby był niewidzialny, nudny, nieinteresujący, słowem szary jak tło, z którym powinien się zlać.

Musimy stworzyć skuteczne służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze. Musimy nauczyć się, jak szkodzić, osłabiać i niszczyć naszych wrogów metodami bardziej wyrafinowanymi i skuteczniejszymi niż te, których użyto przeciwko nam.

- fragment książki „Szpieg za miliard dolarów".

Jeśli taka jest szpiegowska codzienność, to co kieruje ludźmi, którzy decydują się na szpiegostwo? Co kierowało Adolfem Tołkaczowem, najcenniejszym szpiegiem, który podjął karkołomną walkę z ZSRR i postanowił współpracować z CIA?

Odpowiedź zwykle jest prosta. Czasami jest to ideologia i pieniądze, czasami tylko pieniądze, jak pokazuje David A. Hoffman w swojej książce Szpieg za miliard dolarów – a to w zależności od tego, po której stronie żelaznej kurtyny się znajdujesz. Czasami to po prostu praca, a czasami coś więcej niż praca i pieniądze, choć ważne, nie są tu najistotniejszym elementem rekompensującym ryzyko. A to jest potężne. Nie ma chyba na świecie kraju, który pobłaża szpiegom. ZSRR czasów powojennych szpiegostwo karało w jeden sposób – śmiercią.

Po zakończeniu II wojny światowej Europę i świat podzieliła niewidzialna granica, zwana żelazną kurtyną. Po jej obu stronach stanęli dawni sojusznicy, alianci z czasów walki o usunięcie Hitlera i pokonania Japonii, którzy teraz wypowiedzieli sobie cichą wojnę na śmierć i życie. Wyścig zbrojeń, jawny dowód na prowadzone wrogie działania i wzajemne wykradanie sobie informacji stały się pierwszym krokiem do zapowiadanej śmiertelnej potyczki.

Jedynym sposobem na wypełnienie powierzonej nam misji była rekrutacja wewnętrznych źródeł informacji – szpiegów, którzy mieli dostęp do polityków, przysłuchiwali się prowadzonym debatom, czytali poufną korespondencję.

- fragment książki „Szpieg za miliard dolarów".

Tuż po wojnie CIA nie było w stanie pozyskać w Moskwie ani jednego współpracownika. Powodem tego była obsesyjna skłonność Stalina do kontrolowania każdego elementu życia Rosjan. Cenzurowano pocztę, rozmowy telefoniczne, jednocześnie zamykając granicę i uniemożliwiając Rosjanom jakikolwiek kontakt z rozgłośniami radiowymi, prasą i literaturą zagraniczną. Zamknięci w więzieniu wielkiego państwa obywatele Kraju Rad żyli w ciągłym strachu, kontrolowani przez KGB, Komitet Gosudarstwiennoj Biezopacznosti, i przez zwykłych ludzi, sąsiadów, kolegów z pracy i obserwatorów z ulicy, którzy gotowi byli donosić na każde niestosowne, wedle władzy, zachowania moskwian.

W takiej sytuacji stworzenie jakiejkolwiek siatki wywiadowczej, a nawet placówki, która byłaby w stanie pozyskać informatorów z serca ZSRR, było po prostu niemożliwe. Nikt z mieszkańców Moskwy nie chciałby ryzykować nawet niewinnej rozmowy na ulicy z obcokrajowcem. Pytanie o drogę na dworzec czy prośba o papierosa mogłyby się skończyć przesłuchaniami w katowni KGB na Łubiance. A może i śmiercią.

Jednak piętnaście lat po zakończeniu II wojny światowej CIA udało się pozyskać dwóch pierwszych informatorów. Byli nimi oficerowie radzieckiego wywiadu wojskowego – Piotr Popow i Oleg Pieńkowski. CIA podjęło działania, dzięki którym Popow przekazał tajną instrukcję na wypadek użycia broni atomowej i przemówienie Żukowa do żołnierzy stacjonujących w NRD na wypadek konfliktu nuklearnego.

Choć KGB szybko zorientowało się, że Piotr Popow jest szpiegiem, do 1960 roku wykorzystywano go do przekazywania Amerykanom fałszywych informacji, a potem postawiono przed plutonem egzekucyjnym. Podobny los spotkał trzy lata później Olega Pieńkowskiego. CIA postanowiło się przyczaić i czekać na bardziej sprzyjające okoliczności.

Do 1974 roku szefem biura kontrwywiadu był James Jesus Angleton, człowiek o olbrzymim doświadczeniu, zdobytym jeszcze w czasach wojny, gdy pracował dla kontrwywiadu OSS, a w październiku 1944 roku został szefem Specjalnej Jednostki Kontrwywiadu Z (Special Counterintelligence Unit Z). Podczas pobytu w Anglii zawarł znajomość z Haroldem (Kimem) Philbym – wysokim pracownikiem Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE) oraz Tajnej Służby Wywiadowczej (MI6). Być może ta znajomość ukształtowała powściągliwy charakter Angletona, bowiem w 1963 roku Philby zbiegł do Moskwy. Jak się okazało, od prawie trzydziestu lat szpiegował na rzecz KGB.

Chorobliwa nieufność Angletona działała na szkodę CIA. Nie było możliwości podjęcia żadnych działań zmierzających do pozyskania kontaktu w Rosji. Przyczyniała się do tego także tzw. sprawa Anatolija Golicyna, oficera KGB, który w 1961 roku nawiązał kontakt z CIA, informując jednocześnie, że istnieje ryzyko, że każdy kandydat na współpracownika z terenu ZSRR jest prawdopodobnie podwójnym agentem.

Czasami wydaje mi się, że w kwestiach finansowych staję się celem określonej taktyki. Rozumiem stopniowe rozwiązywanie tematu wynagrodzenia, które zastosowano w moim przypadku. Tym niemniej, aby wzmiankowana taktyka nie doprowadziła do opóźnień w przekazywaniu informacji, ani do nieodwracalnych negatywnych konsekwencji, chciałbym, byście wzięli pod uwagę następujące czynniki.

- fragment książki „Szpieg za miliard dolarów".

Osoba Adolfa Tołkaczowa, jego zdecydowane działania w kierunku nawiązania kontaktu z CIA zaskoczyły samą agencję. Tołkaczow nie był oficerem KGB, teoretycznie nie stanowiłby dla USA wielkiego zysku, gdyby nie fakt, że miał dostęp do tajnej dokumentacji związanej z lotnictwem ZSRR. Jego cierpliwość i nieustępliwe dążenie do świadczenia usług obcemu mocarstwu wynikały z dwóch powodów. Tołkaczow nienawidził tego, co się działo w ZSRR, czuł, że kraj zmierza ku upadkowi. Po drugie: liczył na to, że współpraca z CIA przyniesie mu wymierne korzyści. CIA płaciło za przekazywane materiały, ale kwota, jakiej zażądał szpieg, wzbudziła konsternację. Po pierwsze: tak wielkie pieniądze mogły go od razu zdemaskować, gdyby zaczął je w niekontrolowany sposób wydawać. Po drugie: istniało zagrożenie, że agent zacznie fabrykować materiały, aby tylko zarobić więcej. Agencja miała szereg sposobów na odraczanie płatności albo przekazywanie pieniędzy na zagraniczne konta. W tym wypadku nie było to jednak konieczne. Tołkaczow szybko zrewidował swoje oczekiwania. Wciąż chciał pieniędzy, ale nie one były głównym motorem jego działania.

Funkcjonariusze NKWD dzielili „wrogów” państwa na dwie kategorie: tych, których należało bezzwłocznie rozstrzelać, i tych, których można było zamknąć na dziesięć lat w obozach pracy.

- fragment książki „Szpieg za miliard dolarów".

W 1937 roku w Moskwie mieszkał Iwan Kuzmin. Jego żona, Sofia, kierowała wydziałem planowania w Ministerstwie Przemysłu Drzewnego. Przyszła na świat w żydowskiej rodzinie. Jej ojciec zbiegł po rewolucji za granicę i osiadł w Danii. Córka odwiedziła go w 1937 roku. To wystarczyło, aby władza oskarżyła ją o przynależność do trockistów, działających na szkodę ZSRR. Została siłą wyciągnięta z mieszkania i usłyszała zarzuty o przynależności do antyradzieckiej terrorystycznej organizacji. Wkrótce stanęła przed plutonem egzekucyjnym. W tym czasie Stalin zatwierdził wyrok na pół tysiąca ludzi.

Mąż Sofii nie przyznał się do współdziałania z żoną i został zesłany na dziesięć lat do kopalni węgla na Workutę. Dwuletnia córka Sofii trafiła do sowieckiego sierocińca. Po latach wyszła za mąż za inżyniera lotnictwa Adolfa Tołkaczowa. Zadbała o to, aby mąż zrozumiał, że kraj, w którym żyją, jest piekłem na ziemi. Odkrył, że jego praca przy radarach, które montowano na pokładach myśliwców MiG, może mieć kolosalne znaczenie dla lotnictwa amerykańskiego. Postanowił działać.

Tołkaczow zwierzył się CIA, że w „czasach młodości” polityka odgrywała w jego życiu bardzo ważną rolę”, ale stracił nią zainteresowanie, z powodu „twardogłowej, pełnej hipokryzji demagogii”, którą posługiwały się władze partii i państwa. Inżynier nie wyjawił dalszych szczegółów, lecz można założyć, iż w połowie lat sześćdziesiątych, gdy odwilż przechodziła do historii wraz z Nikitą Chruszczowem, Tołkaczow odczuwał ogromne rozgoryczenie i niezadowolenie.

- fragment książki „Szpieg za miliard dolarów".

Od momentu pierwszych  prób podjęcia współpracy do ostatecznego jej zakończenia minęło osiem lat. Osiem lat kopiowania materiałów, posługiwania się tajnym sprzętem, kontaktowania się w wymyślny sposób z agentami CIA, poszukiwania nowych możliwości pozyskiwania danych i wprowadzania w błąd KGB. Osiem lat napięcia i wojny nerwów. Osiem lat obiecywania żonie, że skończył już z praca wywiadowczą. Nie skończył. Do końca stanowił cenne źródło informacji, dzięki którym jeszcze wiele lat po zakończeniu współpracy Amerykanie mogli osiągać w powietrzu przewagę nad samolotami ZSRR.

W dzień przed zaprzysiężeniem na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan otrzymał tajny raport, informujący o zagrożeniach, które wynikały z niedociągnięć wewnątrz CIA i FBI. Dotyczyły prowadzenia kandydatów na agentów. Jednym z nich było zbagatelizowanie aktywności człowieka, który przyczynił się do utraty cennego kontaktu CIA w Moskwie. Człowiek ten, kierując się osobistymi ambicjami i potrzebą zaspokojenia pragnienia bycia kimś ważnym, wymknął się CIA i zbiegł do Moskwy. Tam zginął w wyniku „nieszczęśliwego” upadku na podmoskiewskiej daczy. Kto wie, ile szkód zdołał wyrządzić, zanim CIA zorientowało się w jego działalności. Nazywał się Edward Lee Howard.

Portret Tołkaczowa zawieszono w kwaterze głównej CIA. Jest dowodem na jedną z największych operacji CIA w całym jej działaniu. Szpieg, który kosztował CIA niecały milion dolarów, przyniósł korzyści sięgające miliardów. Jego historia jest opowieścią o niezwykłej grze, która toczyła się na ulicach miasta, tuż pod okiem KGB, a zakończyła na chwilę przed tym, gdy ZSRR odszedł w niebyt.

Historia Adolfa Tołkaczowa to historia szpiega idealnego, który nie popełnił w swej wieloletniej karierze błędów, które kosztowałyby go utratę życia. Skopiował i przekazał CIA tysiące stron ściśle tajnej dokumentacji technicznej o niewyobrażalnym znaczeniu strategicznym. Wpadł, bo w organizacji, która miała go chronić, był kret, którego tak bardzo obawiał się James Angleton.

Żona Tołkaczowa, Natalia, w 1990 roku za pomocą amerykańskiej ambasady usiłowała uzyskać pomoc dla siebie. Zdiagnozowano u niej nowotwór. Nieświadoma jej znaczenia ambasada odmówiła. Natalia zmarła tuż przed upadkiem ZSRR, zamykając historię współpracy rodziny z obcym wywiadem.

Książkę Szpieg za miliard dolarów kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - st
st
Dodany: 2020-03-09 21:59:55
0 +-

Koniecznie!!!

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2020-03-09 19:48:34
0 +-

Ciekawe informacje.

Książka
Szpieg za miliard dolarów
David E. Hoffman

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Na Podlasiu. Antonia
Agnieszka Panasiuk;
Na Podlasiu. Antonia
Nawiść
Autor Nieznany (I)
Nawiść
Epizody z życia mojej mamy
Iwona Żytkowiak
Epizody z życia mojej mamy
Pieśni Zaginionego Kontynentu
Przemysław Hytroś
Pieśni Zaginionego Kontynentu
Zyg-zyg marchewka
Katarzyna Ryrych
Zyg-zyg marchewka
Milcząca żona
Karin Slaughter
Milcząca żona
Elf i pierwsza gwiazdka
Marcin Pałasz
Elf i pierwsza gwiazdka
Pokaż wszystkie recenzje