– Gdy instytucje zawodzą, kobieca wspólnota jest nie do przecenienia. Wywiad z Anną Fryczkowską

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla – Gdy instytucje zawodzą, kobieca wspólnota jest nie do przecenienia. Wywiad z Anną Fryczkowską z kategorii Brak kategorii

– Dzwonienie na policję, gdy mąż bije żonę czy dzieci, powinno być pokazywane w co drugim serialu, powinna do tego zachęcać nauczycielka w szkole i ksiądz na mszy, jednocześnie napominając oprawców. To oprawca powinien dostawać sądowy nakaz wyprowadzki, a nie bita kobieta tułać się z dziećmi, jeśli się odważy na ucieczkę. Wtedy przemoc przestałaby być akceptowana. Nikt by nie rechotał z idiotycznych żartów, że jak się baby nie bije... Z Anną Fryczkowską, pisarką, która wydała właśnie powieść Wdowinek rozmawia Sławomir Krempa. 

Nie lubisz wsi?

Bardzo lubię! Mój dziadek był pierwszym chłopem ze swojej wsi, który skończył studia wyższe. Na wsi urodził się i mieszkał do matury mój tata, ze wsi pochodzi połowa mojej rozległej rodziny. Z tego też powodu od dziecka spędzałam wszystkie wakacje na różnych wioskach, agroturystykach, wynajętych kwaterach. Pasałam krowy, karmiłam kury i podglądałam, jak gospodarz zabija w drewutni królika czy koguta. Łaziłam oglądać świeżo narodzone cielaczki i źrebaki. To magia, kiedy w chwilę po urodzeniu podnoszą się na równe nogi.

A potrafiłabyś zamieszkać tam na stałe?

Trochę pomieszkuję. Moi rodzice mają na jednej z mazowieckich wsi dom, tam siedzimy przez mnóstwo czasu, w wakacje, wszystkie święta. Mamy sypialnię z widokiem na łąkę i zachód słońca. Lubię tamte rytmy, bardziej niż w mieście związane ze światłem, pogodą, przyrodą. Lubię naszych sąsiadów. Obok nas ma dom, rodzinę moja koleżanka z dzieciństwa. Dwa domy dalej mieszka koleżanka mojej córki.

Myślisz, że po pewnym czasie potrafiłabyś poczuć się tam jak „swoja”?

Pewnie nie do końca. Ale ta inność daje trochę wolności. Mamy dzięki niej przyzwolenie, żeby zachowywać się inaczej – bo nie jesteśmy stamtąd, bo mimo wszystko, choć mnóstwo osób znam tam od dzieciństwa – jesteśmy ciałem obcym. Nie przyjmujemy więc księdza po kolędzie, nie jeździmy w niedzielę do kościoła. Gdybyśmy byli „swoi”, byłoby nam z tym trudniej.

To jest chyba jedyny zarzut, jaki mam do Wdowinka – wrażenie, że pisałaś tę powieść z perspektywy „miastowej”, z lekkim pobłażaniem pisząc o pobocznych problemach, jakie trapią Świątkowice – tym, że pali się tu w piecach byle czym, a śmieci wyrzuca pod lasem, niezbyt ludzkie jest też tutejsze podejście do zwierząt. Ale – oczywiście – może to być tylko wrażenie.

Naprawdę widzisz w tym pobłażanie? Nie czułam go, opisując to wszystko. No dobrze, lekceważenie kwestii ekologicznych to tylko jedna z twarzy polskiej prowincji, ale całkiem widoczna. Podczas spacerów co i rusz natykamy się w lesie na dzikie wysypiska śmieci. To samo nad rzeką, aż serce boli, podwójnie, bo krajobrazy są tam przepiękne. Niedaleko naszej wsi znajduje się schludna wioseczka z zadbanymi domami i podwórzami. Ta wioska otoczona jest pierścieniem dzikich wysypisk. Poza tym naprawdę wiele osób pali w piecach oponami czy butelkami po mirindzie, co widać i czuć. Wystarczą takie 3–4 osoby na okolicę, żeby skutecznie zanieczyścić powietrze. I co z tym robić? Zwrócić uwagę sąsiadowi – niezręcznie, po co sobie zresztą robić wrogów. Donieść odpowiednim władzom – to już w ogóle nie wchodzi w grę. Więc się cierpi, wdycha lub zamyka okna.

Wcale też nierzadko zdarza się trzymanie psa latami na krótkim łańcuchu przy nieocieplonej budzie, bez miski wody ani kawałka cienia latem. Na wsiach mało który pies dożywa dziesięciu lat. Choć bywa i inaczej – nasza młoda sąsiadka karmiła pipetką małe kotki, gdy ich mamę przejechał kombajn. Inna znowu sterylizuje wszystkie swoje koty, żeby nie było problemu z nadmiarem małych. Więc, oczywiście, nie ma co generalizować, bywa różnie. Dobrze też.

No, dobrze, może nie „z pobłażaniem”, lecz „z protekcjonalnością”. Uderzasz we Wdowinku w pewien stereotyp wsi, gdy tymczasem my, w miastach, nie jesteśmy o wiele lepsi…

No, nie jesteśmy. U nas, na Żoliborzu, też w paru miejscach czuć smród z komina. Natomiast jeśli chodzi o zwierzęta – mam wrażenie, że w mieście się je antropomorfizuje, natomiast na wielu wsiach traktuje jak przedmioty. Ale pisałam o wsiach, które znam. Pewnie bywają fajniejsze jeśli chodzi o podejście do zwierząt i ekologię.

Wracając do kwestii obcości, we Wdowinku pokazujesz, że nawet kobiety, które poprzez małżeństwa weszły w społeczność Świątkowic nigdy tak naprawdę nie poczuły się tam „swoje”.

Trochę tak jest. Gdy ktoś się wżeni w rodzinę, dom, gospodarkę, w przypadku rozstania zostaje z niczym.

„Sobótki” – takim mianem je określasz, bo łączy je pewien zwyczaj, który trochę przypomina pogańskie, słowiańskie rytuały. Ta „słowiańszczyzna” w literaturze robi się coraz bardziej modna – jak to się stało, że pojawia się u Ciebie?

Wiejski, polski w ogóle katolicyzm jest przesiąknięty słowiańskimi rytuałami, które uwielbiam. Te kapliczki na początku i na końcu wsi, żeby chronić miejscowość od złego. I na rozstajach, żeby dobrze wybierać drogę. Święcenie pól na wiosnę, żeby się darzyło. To, że nikt nie wchodzi do rzeki przed Świętym Janem, czyli Sobótką właśnie. Słowianie też nie wchodzili, bo przed Sobótką w rzece czyhał na nich zły wodnik. Rytuały związane ze śmiercią, ze świętowaniem, z narodzinami, ze ślubami – tu wszędzie zostało w nas dużo słowiańskich wierzeń lekko tylko podbarwionych katolicyzmem. Ponad tysiąc lat od chrztu Polski, a słowiańszczyzna trzyma się mocno.

Sobótki bywają sobą, czują się „chciane”, otwierają się przede wszystkim we własnym gronie.

Sobótki kąpią się razem w rzece, obnażają, również duchowo, bo mają ten czas tylko dla siebie i wtedy mogą być ze sobą szczere. I tylko ze sobą – wobec innych muszą trzymać fason. Wobec dzieci muszą być silne, opiekuńcze, przy mężach – posłuszne. Przy sąsiadach – akuratne.

Twoje bohaterki tworzą tę wspólnotę kobiet, bo potrzebują pomocy, by poradzić sobie z problemem, jakim jest przemoc ze strony mężczyzn. O przemocy domowej mówi się coraz częściej. Jesteś dziennikarką, pewnie przed napisaniem tej książki robiłaś solidny research – mimo coraz większego nagłośnienia problemu, przemoc nie zanika?

Nie, wcale. Był czas, że było nieco łatwiej – odpowiednio przeszkolona policja, Niebieska Linia, dobrze dofinansowywane organizacje pozarządowe zajmujące się pomocą prawną i finansową dla ofiar przemocy domowej. Teraz pieniędzy na to jest coraz mniej, a problem znowu jest spychany systemowo w strefę prywatną. Mnóstwo kobiet zostaje z tym samych.

Przemoc nie musi być czysto fizyczna – w Twojej powieści kobiety nie mają nawet prawa do decydowania o własnym ciele – muszą zaspokajać wszystkie pragnienia mężczyzn.

No i tak czasem bywa: był ślub, więc mężowi się należy. A z drugiej strony – mąż nie nałoży prezerwatywy, bo ksiądz zakazał. Więc poronienia po pobiciu albo kolejne nieplanowane ciąże, a im więcej dzieci, tym trudniej z nimi odejść. Bo dokąd? Za co?

Na inną pomoc niż ze strony przyjaciółek nie mogą liczyć?

Gdy instytucje zawodzą, grupa wsparcia bywa jedynym wyjściem. Zresztą nawet gdy nie zawodzą, kobieca wspólnota jest nie do przecenienia.

Jeśli kobieta ujawni, że stała się ofiarą przemocy w rodzinie, to – szczególnie w małych społecznościach – nie tylko nie będzie mogła liczyć na współczucie, ale może też zostać napiętnowana przez otoczenie. O takich sprawach nadal nie mówi się publicznie?

Różnie z tym bywa. Widziałam już kobiety zgłaszające przemoc domową na tyle skutecznie, że oprawca lądował w więzieniu, a cała rodzina mogła odetchnąć z ulgą. Często są to kobiety podbuntowane przez własne dzieci. To ciągle jednak nie jest normą, lecz wyjątkiem. I wcale nie jest specjalnie popierane. „Nie umie sobie chłopa wychować – jej wina” – to dość powszechny pogląd.

Policja nie chce interweniować w sprawach przemocy w rodzinie – można powiedzieć, że zachęca kobiety, by radziły sobie z problemem same. We Wdowinku chciałaś pokazać, co by się stało, gdyby rzeczywiście postanowiły wziąć sprawy we własne ręce?

Wszystko zależy od konkretnego funkcjonariusza. Ale tak, faktycznie – takie wezwania nie są kochane przez naszych mundurowych, przyjeżdżają, wygłaszają pouczenie, wyjeżdżają, często odradzają zakładanie Niebieskiej Karty. Kobieta znowu zostaje z przemocowcem sama. A nawet, jeśli ta Karta zostanie założona, jeśli dochodzi do jakiegoś procesu sądowego, to przemocowcy w prawie 90 procentach przypadków dostają karę więzienia w zawieszeniu i dalej mieszkają z rodziną. Nakaz wyprowadzki dostaje tylko 4 procent. To aż niewiarygodne! Więc bywa, że dręczona kobieta zostaje doprowadzona do ostateczności. 1/3 kobiet skazanych za zabójstwo zabiła właśnie swojego męża lub partnera. To nie są seryjne morderczynie. To nauczycielki, gospodynie domowe, kasjerki. Co się musiało dziać, że zostały doprowadzone do takiego stanu?

Przemoc zawsze zrodzi przemoc? Przeniesie się na kolejne pokolenia, rozprzestrzeni się?

To nie jest jakaś klątwa, tylko wyuczone zachowania. Powielamy to, co wynieśliśmy z domu. Kalkujemy sposoby radzenia sobie z frustracją, również, gdy bywa to picie i bicie, powielamy zachowanie wobec osoby agresywnej. Ze statystyk policyjnych wynika, że 95 procent sprawców przemocy domowej to mężczyźni, a 91 procent ofiar to kobiety i dzieci. Co tydzień trzy kobiety w Polsce tracą życie z rąk męża czy partnera.

Chcesz powiedzieć, że media mogą trąbić, a sytuacja kobiet w Polsce nie ulega zmianie?

Media trąbią ciągle za mało. I wcale nie wszystkie media. Czy mówiła o tym w ostatnich czasach choćby TVP? Żeby sytuacja zmieniła się naprawdę, dzwonienie na policję, gdy mąż bije żonę czy dzieci, powinno być pokazywane w co drugim serialu, powinna do tego zachęcać nauczycielka w szkole i ksiądz na mszy, jednocześnie napominając oprawców. To oprawca powinien dostawać sądowy nakaz wyprowadzki, a nie bita kobieta tułać się z dziećmi, jeśli się odważy na ucieczkę. Wtedy przemoc przestałaby być akceptowana. Nikt by nie rechotał z idiotycznych żartów, że jak się baby nie bije itd.

Można też spróbować uciec z takiego środowiska – jak Andżelika/Aniela, która ze Świątkowic wyjechała. Można powiedzieć, że udało jej się uciec od powielenia historii matki i innych kobiet z wioski. Ale szczęśliwa nadal nie jest. Więzy z rodzinnym miasteczkiem Twoja bohaterka starała się całkowicie odciąć. Myślisz w ogóle, że takie „zresetowanie” przeszłości jest możliwe?

Aniela nie miała dzieci, natomiast miała koleżankę w Warszawie, było jej łatwiej. Zresztą odcięcie korzeni nie jest wyjściem. Psychika ludzka ma co prawda wielką moc, mamy silne mechanizmy obronne, umiemy sobie pięknie wyprzeć traumy. Tyle że zmieniając miejsce, zmieniasz tylko okoliczności, natomiast problem, nawet wyparty, nadal niesiesz w sobie. Aniela przez lata nosiła ten ból, stłumiony, ale ciągle obecny. We Wdowinku opisuję moment konfrontacji z bólem, a potem zdrowienie Anieli, odbudowywanie więzi z matką, z własną kobiecością.

Andżelika zapłaciła wysoką cenę za swoją ucieczkę – piszesz chyba jej dusza na tyle stwardniała, że nie może uruchomić czułości, nie lubi kontaktu fizycznego z nikim poza własnym psem, nie okazuje emocji, jest skostniała…

Gdy się zamykasz na emocje, stajesz się mniej zdolny również do odczuwania i tych lepszych. To straszna cena.

W literaturze najczęściej odcięcie się od przeszłości skutkuje stopniowym narastaniem napięcia – do momentu, gdy sytuacja wybucha nam w twarz. Myślisz, że Andżelika ma szansę na uleczenie?

We Wdowinku Aniela konfrontuje się z przeszłością, ze swoim bólem, z żalem wobec matki i rodziny, co do której ma pewność, że ją zdradziła. I to stanięcie w szczerości to początek zdrowienia. Pewnie, że ma szansę. Ja wierzę w tę dziewczynę, jest silna i coraz bardziej dojrzała. No i ma wsparcie w Sobótkach.

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2019-03-01 11:52:19
0 +-

Ciekawa rozmwa :)

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-02-28 10:34:00
0 +-

Cieszę się, że słowiańszczyzna trzyma się mocno. Rozejrzę się za książką.

Avatar użytkownika - emilly26
emilly26
Dodany: 2019-02-27 21:30:10
0 +-

:) Zgadzam się również z większością,że wywiad został przeprowadzony ciekawie.

Avatar użytkownika - takahe
takahe
Dodany: 2019-02-27 18:16:23
0 +-

Muszę to przeczytać!

Avatar użytkownika - lenka83
lenka83
Dodany: 2019-02-27 16:59:47
0 +-

Ciekawy wywiad. Zachęcił mnie do przeczytania książki.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-02-27 16:17:11
0 +-

Lektura wydaje się być wartościowa. Na razie nie miałam przyjemności poznać twórczości autorki

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-02-27 13:55:37
0 +-

Będę czytać!

Avatar użytkownika - Smolucha
Smolucha
Dodany: 2019-02-27 13:54:19
0 +-

Jestem pozytywnie zaskoczona, co za tematy w wywiadach na Granicach ostatnio! Pedofilia, teraz przemoc wobes kobiet... brawa ode mnie, trzeba o tym mówić i pisać! 

Avatar użytkownika - MagdaMc
MagdaMc
Dodany: 2019-02-27 13:04:52
0 +-

Po bardzo udanym spotkaniu z autorka w "Równonocy", "Wdowinek" już czeka na półce. Duzo sobie obiecuje po lekturze, gdyż dobra proza kobieca w Polsce jest naprawdę...dobra ;)

Książka
Wdowinek
Anna Fryczkowska

Warto przeczytać