Fałszywa hrabina, prawdziwa historia. Tajemnice Janiny Mehlberg. Wywiad z Elizabeth B. White i Joanną Śliwą

Data: 2026-01-09 14:27:11 Autor: Sławomir Krempa
udostępnij Tweet

– Myśl, że żydowska kobieta odważyła się z własnej woli wchodzić do obozu koncentracyjnego na Majdanku niemal każdego dnia, wydawała się niemal zbyt fantastyczna, by mogła być prawdziwa — mówią Elizabeth B. White i Joanna Śliwa – historyczki, które przez pięć lat zgłębiały historię Janiny Mehlberg. Żydówka, korzystająca z fałszywej tożsamości polskiej hrabiny, dostarczała do obozu na Majdanku żywność, wiadomości, a nawet książki i ozdobione choinki dla więźniów. Prowadziła też negocjacje z niemieckimi oficerami i uratowała życie ponad 10 000 osób. Oto rozmowa z autorkami książki Fałszywa hrabina.

Historia Janiny Mehlberg wydaje się wręcz niewiarygodna: żydowska kobieta, podszywająca się pod polską hrabinę i prowadząca negocjacje z niemieckimi oficerami... 

Elizabeth B. White: Kiedy po raz pierwszy raz zetknęłam się z historią Janiny, byłam wstrząśnięta. Byłam jedną z niewielu osób w gronie amerykańskich historyków, które zajmowały się obozem koncentracyjnym na Majdanku, dlatego właśnie mi powierzono rękopis jej wspomnień. Była to historia wręcz niewiarygodna, szczególnie w świetle tego, co wiedziałam o Majdanku — miejscu, w którym w komorach gazowych i dołach egzekucyjnych zamordowano około 63 tysięcy Żydów. Myśl, że żydowska kobieta odważyła się wchodzić do obozu niemal każdego dnia i przemycać kontrabandę dosłownie pod nosem SS, wydawała się niemal zbyt fantastyczna, by mogła być prawdziwa. A jednak autorka rękopisu znała Majdanek bardzo dokładnie. Jej pamiętnik był dla mnie niezwykle poruszający i inspirujący, ponieważ z ogromną empatią opisywała cierpienie więźniów oraz Polaków z dystryktu lubelskiego, którym starała się pomagać. Rozumiała, że więźniowie potrzebowali nie tylko pożywienia, lecz także nadziei — i na wiele sposobów próbowała im ją dać.

Joanna Śliwa: Mnie również poruszyłą ta historia. Gdy Barry (Elizabeth B. White - przyp. red.) podzieliła się ze mną rękopisem w 2018 roku, byłam nim głęboko zdumiona. Obie jesteśmy historykami zajmującymi się Holokaustem, od lat badamy tę historię, czytamy pamiętniki i dzienniki, relacje ocalałych oraz wysłuchujemy świadectw. A jednak nigdy wcześniej nie zetknęliśmy się z podobną opowieścią. Zrodziło to pytanie: czy to rzeczywiście mogło być prawdą? Czy uda się znaleźć dokumenty, które to potwierdzą?

Właśnie – trudno było Paniom potwierdzić prawdziwość wszystkich zapisków z pamiętnika? Czy weryfikacja faktów była dla Pań dużym wyzwaniem?

EBW: Wymagało to ogromnej pracy badawczej. Prowadziłyśmy kwerendy w dziesięciu krajach na czterech kontynentach. Udało nam się nie tylko potwierdzić prawdziwość jej relacji, ale również wykazać, że Janina dokonała znacznie więcej, niż sama opisała w swoich wspomnieniach.

Jak długo trwały badania i praca nad książką?

EBW: Intensywne badania zaczęłam w 2017 roku. Joanna dołączyła do mnie w 2018. Rękopis oddaliśmy pod koniec 2022 roku — praca zajęła więc nam około pięciu lat.

JŚ: Była to prawdziwa praca detektywistyczna. Musiałyśmy łączyć informacje z archiwów w różnych krajach i językach. Janina przeżyła Holokaust pod fałszywą tożsamością, celowo zacierając ślady, co znacznie utrudniało odnalezienie dokumentów na jej temat. Książka ukazała się w 2024 roku w Stanach Zjednoczonych pod tytułem The Counterfeit Countess i wzbudziła ogromne zainteresowanie — zwłaszcza wśród czytelników, którzy wcześniej nie słyszeli o Majdanku ani nie wiedzieli, że prześladowani byli także nie będący Żydami Polacy.

EBW: Pamiętnik Janiny jest częściowo refleksją nad naturą ludzką. Była ona świadkiem zarówno najgorszych, jak i najlepszych postaw, do jakich zdolni są ludzie. Uważała, że wszyscy należą do – jak sama to określiła „rozległej, cierpiącej rodziny ludzkiej”. Wierzyła, że każdy człowiek zasługuje na pomoc, miłosierdzie i nadzieję. To właśnie jest przesłanie naszej książki.

Książka ukazuje Lublin i obóz na Majdanku — miejsca symboliczne dla Zagłady. Jak wyglądał proces odtwarzania realiów okupowanego miasta?

EBW: Przeczytałyśmy bardzo wiele relacji osób, które mieszkały w Lublinie w czasie wojny, co w połączeniu z obszerną dokumentacją okupacyjną było ogromnym wsparciem. Oczywiście, dysponowałyśmy też pamiętnikiem Janiny, który ukazywał jej osobiste spojrzenie na miasto. Następnie pojechałyśmy do Lublina i dosłownie odtwarzałyśmy jej drogę, odwiedzając miejsca, w których mieszkała i pracowała. Spędziłyśmy też długie godziny na Majdanku, próbując zrozumieć, co mogła czuć, wchodząc do obozu.

Jakie były pierwsze wrażenia Pań po przyjeździe do Lublina, na Majdanek?

EBW: Zajmuję się badaniem Majdanka od niemal czterdziestu lat, ale nigdy wcześniej tam nie byłam. Z jednej strony to, co zobaczyłam, było zgodne z moimi wyobrażeniami, z drugiej — zupełnie od nich odbiegało. Ogromne wrażenie zrobił na mnie stopień zachowania terenu oraz wystawy. Baraki dla więźniów wciąż stoją. Zobaczenie tego miejsca na własne oczy, przy całej mojej wiedzy o tym, co się tam wydarzyło, było dla mnie niezwykle poruszające.

JŚ: Dla mnie nie była to pierwsza wizyta na Majdanku. Byłam tam wcześniej — zarówno w ramach zorganizowanych wyjazdów, jak i indywidualnie. Wiedziałam, czego się spodziewać, a jednak za każdym razem miejsce to wywołuje dreszcz. Człowiek ma wówczas świadomość, że stoi w przestrzeni, w której miały miejsce niewyobrażalne prześladowania, w miejscu ogromnego cierpienia i masowych mordów. To doświadczenie zostaje z człowiekiem na długo. Dlatego zachowanie takich miejsc pamięci ma ogromne znaczenie. Na Majdanku widziałyśmy mieszkańców Lublina, uczniów i turystów, którzy przychodzili, by uczyć się o tym miejscu i by je poznawać. Od pracowników muzeum dowiedzieliśmy się, że przez lata mówiono tam o hrabinie Janinie Suchodolskiej, nie wiedziano jednak, że była Żydówką. Nasze badania pozwalają uzupełnić tę historię o niezwykle istotny wątek.

Dlaczego ta historia nie była wcześniej znana? 

EBW: Janina po prostu nie opowiadała nikomu swojej historii. Po wojnie, w komunistycznej Polsce, nadal żyła pod fałszywą tożsamością. Pamiętnik napisała dopiero w latach sześćdziesiątych, krótko przed śmiercią w 1969 roku, i nie dzieliła się tymi doświadczeniami publicznie. Nawet osoby, które znały ją w Stanach Zjednoczonych, nie wiedziały, w jaki sposób przeżyła wojnę.

JŚ: Musimy również pamiętać o kontekście historycznym. W latach sześćdziesiątych ocaleni z Zagłady nie odwiedzali szkół, by opowiadać o swoich przeżyciach, a muzea Holokaustu w dzisiejszym rozumieniu jeszcze nie istniały. Dopiero wydarzenia takie jak proces Eichmanna sprawiły, że głosy ocalałych znalazły się w centrum uwagi. Uważamy, że był to jeden z powodów, dla których Janina zdecydowała się spisać swoje wspomnienia.

Kolejnym niezwykle istotnym czynnikiem była antysemicka kampania, rozpętana przez władze komunistyczne w latach 1967–1968. Wielu ocalałych poczuło się wówczas ponownie prześladowanych. Wierzymy, że Janina uznała ten moment za właściwy, by opowiedzieć o tym, co zrobiła w czasie wojny.

Janina Mehlberg była nie tylko bohaterką wojenną, lecz także wybitną matematyczką. Czy dostrzegają Panie wpływ jej naukowego sposobu myślenia na jej sposób działania?

EBW: Zdecydowanie tak. Była matematyczką i filozofką, specjalizowała się w rachunku prawdopodobieństwa. To z pewnością pomagało jej chłodno kalkulować ryzyko i oceniać, czy szanse powodzenia przewyższają możliwe straty w razie niepowodzeń. Co ciekawe, w swojej rozprawie doktorskiej Janina dowodziła, że rozumowanie matematyczne wymaga nie tylko logiki, ale także wyobraźni i intuicji — i właśnie te cechy potrafiła doskonale wykorzystywać. Miała wyjątkowe wyczucie ludzi oraz wykazywała niezwykłą pomysłowość w niesieniu pomocy.

Janina współpracowała z Armią Krajową, ale jak udało jej się zdobyć zaufanie nie tylko Polaków, lecz także Niemców?

JŚ: Otrzymała fałszywą tożsamość hrabiny dzięki pomocy prawdziwego arystokraty — Andrzeja Skarżyńskiego, który uratował ją i jej męża, przewożąc ich ze Lwowa do Lublina w grudniu 1941 roku. To był punkt wyjścia. Równie istotne było jednak jej pochodzenie.

Janina dorastała we wschodniej Polsce. Jej ojciec był ziemianinem, utrzymującym kontakty z lokalną szlachtą. Janina przyswoiła sobie maniery, obyczaje i sposób mówienia wyższych sfer. Znała kilka języków, w tym francuski — język polskiej arystokracji. To wszystko sprawiało, że jako hrabina była wiarygodna i przekonująca.

Była też znakomitą aktorką. Arystokracja emanuje pewnością siebie i specyficznym przekonaniem, że ma się do czegoś prawo — i Janina potrafiła sprawiać takie wrażenie w kontaktach z niemieckimi urzędnikami. Naziści byli rasistami, ale szanowali status społeczny. Pochodzenie arystokratyczne miało dla nich znaczenie, co umożliwiało jej prowadzenie negocjacji. 

EBW: Janina była osobą ciepłą, empatyczną i charyzmatyczną. Umiała też w niezwykle inteligentny sposób formułować swoje postulaty. Nigdy nie prosiła Niemców o pomoc Polakom, próbując wzbudzić litość — proponowała rozwiązania, które leżały w interesie samych Niemców.

Co najbardziej zaskoczyło Panie w zdobytych materiałach archiwalnych?

EBW: Odkryłyśmy, że wynegocjowała uwolnienie ponad 9 700 Polaków z niemieckiej niewoli, z czego ponad 4 000 z Majdanka — i nigdy nie przypisała sobie tych zasług w pamiętniku. Jednym z pierwszych takich przypadków było uwolnienie ponad 2 000 polskich chłopów, w tym dzieci i osób starszych, masowo umierających na Majdanku. Zaświadczyła o tym po wojnie, lecz nie wspomniała o tym w swoich wspomnieniach.

JŚ: Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak wiele dokumentów udało się odnaleźć, choć Janina starała się zatrzeć wszelkie ślady. Znalazłyśmy dokumenty z jej podpisem, fotografie, listy w zupełnie nieoczekiwanych miejscach, w tym w Bibliotece Publicznej w Nowym Jorku. To było niezwykłe odkrycie.

Muszę o to zapytać – szczególnie w obliczu popularności książek takich jak Tatuażysta z Auschwitz. Jak udało się Paniom uniknąć pułapki fabularyzowania historii?

EBW: Jesteśmy naukowczyniami, historykami. Nigdy nie wykorzystałabym pamiętnika bez jego weryfikacji — byłoby to nieetyczne. Potwierdziłyśmy każde wydarzenie i każdy szczegół opisany w książce, opierając się na tysiącach dokumentów oraz świadectw.

JŚ: Potwierdziliśmy nawet najmniejsze detale — zaświadczenia, rozmowy, adresy. Gdy wystarczająco wiele elementów znajduje potwierdzenie, wiadomo, że dana historia jest prawdziwa. Trzeba też pamiętać, że wiele relacji ocalałych początkowo brzmi niewiarygodnie, ale to nie znaczy, że są nieprawdziwe. Naszym obowiązkiem jako historyków jest je badać, a nie z góry odrzucać.

Czasami ludzie po prostu zapamiętują wydarzenia w różny sposób. Czy w pamiętniku znalazły się fragmenty, których nie udało się zweryfikować i dlatego nie zostały ujęte w książce?

EBW: W pamiętniku znalazłyśmy kilka fragmentów, których wymowa nie była całkowicie jasna. Wspomnienia nie mają układu ściśle chronologicznego — Janina często odchodziła od głównego wątku, porządkując wydarzenia tematycznie, rzadko podając dokładne daty. Zdarzało się również, że myliła nazwiska lub daty. Kilka drobnych szczegółów pominęłyśmy, ponieważ nie udało się ich w pełni potwierdzić albo nie wnosiły istotnej wartości do narracji.

W jaki sposób pracowały Panie nad tą ksiażką? 

JŚ: To zawsze ciekawa kwestia, gdy książkę tworzą dwie osoby. Obie prowadziłyśmy badania, często posługując się dokumentami w różnych językach. Ja zajmowałam się głównie źródłami polskojęzycznymi i ich tłumaczeniem, jednak kluczowe było to, abyśmy obiee dokładnie rozumiały treść wszystkich materiałów. Pracowałyśmy również ze źródłami niemieckojęzycznymi.

Jeśli chodzi o samo pisanie, książka musiała mieć jeden, spójny głos. Barry przyjęła rolę głównej autorki, ale stale się ze sobą konsultowałyśmy.

EBW: Pisanie tej książki z Joanną było wielką przyjemnością, ale też okazywało się też bardzo dobre dla całej historii. Mogłam napisać fragment i zapytać Joannę, czy jest zrozumiały. Sugestie poprawek lub wątpliwości, które zgłaszała, były bezcenne. Od początku ustaliłyśmy, że ostateczna redakcja tej książki będzie moim zadaniem, ale w praktyce nigdy nie miałyśmy poważnych różnic zdań.

JŚ: Była to bardzo przyjazna i twórcza współpraca. Praca zespołowa pozwala jednemu ekspertowi weryfikować pracę drugiego. Nasze różne specjalizacje — historia Niemiec, historia Zagłady, historia Żydów, historia Polski i Żydów polskich — połączyły się w tej książce w spójną całość.

Jak dziś wygląda Pań współpraca? Może w przyszłości powstanie kolejna wspólna książka? 

EBW: Nie sądzę, by ktoś jeszcze przekazał mi kolejny tak niezwykły pamiętnik. Już za pierwszym razem trudno było mi uwierzyć w swoje szczęście. Dziś jestem zresztą na emeryturze i nie prowadzę nowych projektów badawczych.

JŚ: Nasza wspólna misja jednak trwa — jest nią dzielenie się z innymi historią Janiny. Dla niej samej było ważne, że pisała swoje wspomnienia po polsku, z myślą o polskich czytelnikach. Mamy nadzieję, że z czasem pojawią się kolejne informacje dotyczące jej życia.

Praca nad tą biografią zmieniła Pań spojrzenie na rolę kobiet w ruchu oporu podczas II wojny światowej?

JŚ: Zdecydowanie poszerzyła moją wiedzę. Strategie przetrwania kobiet i ich formy oporu są dziś bardzo ważnym obszarem dla badaczy. W książce uwzględniłyśmy historie innych kobiet, z którymi Janina współpracowała — ponieważ nasza bohaterka nie działała samotnie. Wiele z nich wciąż pozostaje nieznanych.

EBW: Janina chciała oddać hołd osobom, z którymi współpracowała — zwłaszcza ludziom związanym z organizacjami wymazanymi z historii przez władze komunistyczne. Jednym z celów jej pamiętnika było przywrócenie im należnego miejsca w dziejach.

Janina niemal przez cały czas musiała grać jakąś rolę. W takiej sytuacji bardzo łatwo zapomnieć o tym, kim się naprawdę jest...

EBW: Janina w swoich wspomnieniach nie odsłaniała zbyt wiele ze swojego wewnętrznego życia. Zmagałyśmy się z pytaniem, jak potrafiła dzień po dniu wchodzić na Majdanek — zwłaszcza po masakrze 18 tysięcy Żydów z Lublina, dokonanej 3 listopada 1943 roku. Była prawdopodobnie pierwszą osobą cywilną, która dowiedziała się o tej zbrodni — a mimo to nadal wracała do obozu.

Założyłyśmy, że nauczyła się tłumić świadomość swojej przedwojennej tożsamości — Pepi Mehlberg — i w pełni stała się hrabiną Janiną Suchodolską. Być może dlatego imieniem Janina posługiwała się przez resztę życia — kobieta, którą stała się w czasie wojny, była już nieodłączną częścią jej samej.

JŚ: Janina była mistrzynią przeobrażania się. Od matematyczki do żołnierki Armii Krajowej, negocjatorki, hrabiny, działaczki społecznej — choć formalnie nie była pracownicą socjalną — aż po powrót do świata akademickiego po emigracji do USA.

W Stanach Zjednoczonych, na Illinois Institute of Technology, była prawdziwym wyjątkiem — profesorką matematyki, pierwszą i przez długi czas jedyną kobietą na tym stanowisku.

Z dzisiejszej perspektywy, jaka myśl pozostała z Paniami po napisaniu tej książki? O czym warto, by pamiętali czytelnicy, którzy sięgną po historię Janiny Mehlberg?

EBW: Pamiętnik Janiny zawiera rozważania nad naturą ludzką. Widziała najgorsze rzeczy, do jakich zdolni są ludzie — ale także te najlepsze. Rozumiała, że ten sam człowiek może popełniać straszliwe zbrodnie, a jednocześnie dokonywać aktów wielkiej odwagi.

Janina pisała o wrogach, którzy uczestniczyli w zbrodniach, a jednocześnie ryzykowali, by jej pomóc. Pisała o tragicznych wyborach, przed jakimi stawiała ludzi wojna — między przetrwaniem a wiernością własnym wartościom. Doszła do wniosku, że nie sposób przewidzieć, kto w najtrudniejszej sytuacji okaże nam pomoc na podstawie religii, pochodzenia czy ideologii. Wierzyła, że wielu ludzi, którzy dopuścili się strasznych czynów, nigdy by tego nie zrobiło, gdyby mogli żyć w czasach pokoju. Postrzegała innych jako część czegoś, co nazywała rozległą, cierpiącą rodziną ludzką. Ludzie zasługują na pomoc, miłosierdzie i nadzieję. To jest przesłanie naszej książki.

Książkę Fałszywa hrabina kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.