Każdy z nas przechodzi w życiu burzę. Wywiad z Agatą Czykierdą-Grabowską
Data: 2026-03-02 14:06:27
– Nieprzepracowana żałoba sprawia, że w późniejszym życiu mamy trudności w relacjach – podkreśla Agata Czykierda-Grabowska, autorka książki Przez milion burz. Autorka opowiada o bohaterce swojej powieści, która ucieka przed teraźniejszością, o potrzebie bliskości i o tym, że każdy z nas powinien zadać samemu sobie pytanie: Czy jestem szczęśliwy w miejscu, w którym jestem teraz?
Strata brata i późniejsze konsekwencje tej tragedii wpływają na dorosłe życie Martyny. Czy żałoba rzeczywiście w jakiś sposób kształtuje naszą tożsamość?
Na pewno. Myślę, że każde silne wydarzenie, tym bardziej w młodości, wpływa na nasze dorosłe życie. Nieprzepracowana żałoba, czy to z powodu niedojrzałości – jak w przypadku Martyny – czy też po prostu nieumiejętności jej przeżycia, sprawia, że w późniejszym życiu mamy trudności w relacjach, na przykład nie chcemy się w nie angażować zbyt mocno, bo boimy się straty. Dlatego Martyna wchodziła tylko w takie powierzchowne relacje, czy to z partnerami, czy nawet przyjaciółmi.
W książce powraca temat ucieczki – od ludzi, od wspomnień, od samej siebie. Czy uważa Pani, że Martyna bardziej ucieka przed przeszłością, czy przed przyszłością?
Tak naprawdę Martyna ucieka przed swoim aktualnym życiem, czyli przed teraźniejszością. Jest nią zmęczona, ale nie potrafi z tego kołowrotka wyskoczyć. Dramatyczne wydarzenia stały się początkiem czegoś pozytywnego w jej życiu.
Relacja Martyny i Huberta opiera się na wspólnych historiach tworzonych w dzieciństwie. Czy wyobraźnia to ich język porozumienia?
Tak, na pewno. W dzieciństwie stworzyli sobie symboliczną bezpieczną bazę w postaci wymyślanych historii. Zarówno dla Martyny, jak i dla Huberta możliwość zamieniania trudnych wspomnień w fantastyczne opowieści stała się spoiwem ich przyjaźni – tak mocnym, że ta relacja przetrwała lata.
W powieści wyraźnie widać, że przeszłość nie znika, tylko zmienia formę. Czy uważa Pani, że pamięć bardziej nas chroni, czy ogranicza?
To chyba zależy od rodzaju wspomnień. Tych bardzo traumatycznych wspomnień czasami lepiej nie odkopywać – chyba, że w jakiś sposób nas dręczą, a my nie możemy przez nie normalnie funkcjonować. Wtedy warto je przepracować i po prostu spróbować się uzdrowić.

Czym właściwie jest ten stary, zaniedbany dom w książce? Można go odbierać na różnych poziomach, także jako symbol.
Stary dom jest bezpiecznym miejscem Martyny. To tam czuła się najszczęśliwsza i najbezpieczniejsza, o czym przez ostatnie lata zapomniała. Gdy przekracza jego próg, przypomina sobie o tym, że życie może wyglądać inaczej. Wracają do niej wszystkie uczucia, którymi dom dziadków był wciąż wypełniony. Jest nimi przytłoczona, ale jednocześnie ją oczyszczają.
W książce mocno wybrzmiewa temat samotności po stracie. Czy zależało Pani na pokazaniu, że żałoba może łączyć równie silnie, jak potrafi dzielić?
Lęk przed ponowną utratą bliskiej osoby sprawia, że ta osoba odsuwa się od innych. Tak jest w przypadku Huberta, ale w trochę pokrętny sposób (nie chcę spojlerować). Chce być sam i jednocześnie pragnie bliskości. Martyna z kolei boi się wchodzić w głębsze związki, bo ma poczucie, że nic nigdy nie trwa na tyle długo, żeby się zaangażować na poważnie. Że nie ma ludzi niezawodnych i prędzej czy później oni odejdą. W ten czy inny sposób.
Martyna długo funkcjonuje w poczuciu, że jej życie potoczyło się nie tak. Skąd bierze się w nas potrzeba porównywania własnej drogi z wyobrażeniem o tym, jak miało być?
Martyna oddawała wszystko pracy, poświęcała się dla niej kosztem swojego prywatnego życia i gdy ją straciła, zdała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie ma zupełnie nic. Taka sytuacja niejednego może podłamać i sprawić, że zacznie rozliczać się ze swoich życiowych wyborów i tego, ile tak naprawdę były warte.
W powieści Przez milion burz wybrzmiewa pytanie o sens wytrwałości. Czy warto przechodzić przez kolejne burze, jeśli nie mamy pewności, że po nich przyjdzie spokój?
Czasami nie mamy wyjścia. Burze mogą nas dopaść wszędzie. Czasami da się je przewidzieć, czasami całkowicie nas zaskakują. Niektóre możemy ominąć (rezygnacja z trudnego związku czy z przeprowadzki do innego kraju), ale niektórych nie da się uniknąć i musimy je po prostu przetrwać.
Tytuł Przez milion burz pojawia się w kontekście dawnej historii Martyny i Huberta. Co dla Pani oznaczają te burze?
To taka luźna parafraza łacińskiego przysłowia Przez trudy do gwiazd. Każdy z nas przechodzi w życiu tę tytułową burzę i ważne, żeby nas nie złamała, tylko abyśmy z niej coś dla siebie wynieśli.

Martyna wielokrotnie podkreśla swoją potrzebę samodzielności. Czy jej upór to siła, czy mechanizm obronny?
Chyba to drugie. Chce być bez zarzutu, aby rodzice nie odczuwali tak bardzo straty po śmierci jej brata. Chce mu dorównać, albo przynajmniej stać się jakąś namiastką tego, kim on mógł się stać, gdyby miał szansę dojrzeć.
Gdyby miała Pani wskazać jedno pytanie, które ta książka pozostawia czytelnikowi, jakie by ono było?
Jesteśmy tak różni, że nie ma uniwersalnego pytania, tak jak nie ma uniwersalnych odpowiedzi i rozwiązań. Gdybym jednak musiała takie zostawić, to być może: Czy jestem szczęśliwy w miejscu, w którym jestem teraz, a jeśli nie, to co zrobić, żeby to zmienić?
Jakie są Pani dalsze plany literackie?
Niedawno skończyłam powieść młodzieżową, która jest trochę thrillerem, a trochę dramatem i opowiada o zaginięciu siostry głównej bohaterki.
Książkę Przez milion burz kupicie w popularnych księgarniach internetowych: