Nie ma wzoru kobiety. Wywiad z Ingą Iwasiów

Autor: Adrianna Michalewska
Okładka publicystyki dla Nie ma wzoru kobiety. Wywiad z Ingą Iwasiów z kategorii Brak kategorii

Nie ma wzoru kobiety. Nie o to walczyły nasze matki-feministki, żeby przyciąć nas do kolejnych stereotypów. O swojej najnowszej książce Kroniki oporu i miłości, o buncie, oporze i relacjach we współczesnych świecie opowiada Inga Iwasiów.

Do Pani najnowszej książki podeszłam z lekkim niepokojem. Media zapowiadają rozliczenie z ruchem feministycznym, a tu proszę, opowieści, które podskórnie tkwią w każdej z nas. Trochę ciepłe i trochę melancholijne. Rozlicza Pani ten feminizm w literaturze?

Nie, nie rozliczam feminizmu, jakżebym mogła? Sama jestem częścią tego ruchu, więc ze swoimi skłonnościami do autoanalizy pisałabym o sobie. Raczej zadaję przy pomocy fikcji pytania: skąd się wywodzimy, co poszło nie tak, ile osiągnęłyśmy, jaką rolę odegra doświadczenie poprzednich dekad w mglisto się rysującej przyszłości. Ciepło i melancholia mieszają się we mnie ze złością, zniechęceniem, ironią. Mam nadzieję, że w strawnych proporcjach i faktycznie rejestrujących powszednie stany.

Podoba mi się zestawienie losów Małgorzaty i Heleny. Pierwsza żyje w postępującym braku uczuć i rzeczy, druga zachłystuje się „rozkoszą”, która łączy się z mężem Stanisławem. Czy Heleny to nasze babki, a Małgorzaty to my, współczesne kobiety?

W poprzednich powieściach szukałam takich zestawień, idących w poprzek przeświadczenia, że seks jest domeną młodych. Kobiety, które poznawałam na różnych etapach życia, cieszyły się relacjami, niekoniecznie dużo o tym mówiąc. Dziś mamy nadpodaż obrazów seksu, porad dotyczących intymności, a zarazem ofensywę konserwatyzmu w sprawie wychowania seksualnego. Rewolucja już była. Jednak w duecie Małgorzata-Helena chciałam pokazać coś innego, mniej konkretnego i publicystycznego: bogactwo życia, które staje się wspomnieniem. Jego ślady zostały przez Helenę zapisane. Małgorzata również pisze. Chciałam pokazać wspólnotę, szacunek między kobietami z różnych pokoleń, ale też sztafetę opowieści.

W Kronikach oporu i miłości kobiety wciąż się „aktywizują”. Cały świat się „aktywizuje”, jest „aktywizowany”. To trochę straszne. Uzmysławia, pod jaką presją żyjemy. Wytyka Pani kobietom tę przymusowość bycia, działania, istnienia?

Nie, nie wytykam. Sama tak funkcjonuję, nie widzę sposobu na odpuszczenie. Prawdę mówiąc Małgorzata nieco się ociąga, chciałaby przestać działać przynajmniej w polityce, ale i w życiu prywatnym. Zdać się na kogoś. Zostawiłam tę kwestię otwartą z akcentem na „nie da się wyjść poza swoje życie”.

Kroniki oporu i miłości w pierwszej chwili skojarzyły mi się z Burzą i szałem Klingera i całym nurtem burzy i naporu. Nie mam na myśli, oczywiście, uciśnienia mas, ale intuicyjne i uczuciowe działanie Małgorzaty, bohaterki Kronik... Czy to dobry trop?

Klinger to jednak odległa, romantyczna perspektywa. Ale kto wie, co we mnie tkwi, czym obdarzam postacie? To nie jest w pełni kontrolowane, skonstruowane. Wymyślam bohaterów i kombinuję – jak postąpiliby w zadanej im sytuacji. Intuicja, uczuciowość – tak, jestem tu może spadkobierczynią pisarek, które dwa wieku temu zaczęły zmieniać język literatury. Poczynając od matek-sufrażystek, jak Mary Wollstonecraft i jej córka Mary Shelley, przez pisarki polskiego dwudziestolecia międzywojennego, jak Zofia Nałkowska. Co ważne, uczuciowość nie była u nich kwestią nagiej intuicji, lecz wyboru, podlegała opisowi, zracjonalizowaniu. Dziś wiemy, że miały rację, bo emocje są tak samo ważne jak tzw. „trzeźwy osąd”. Dodam, że tytuł powieści zmieniał się wielokrotnie. Gdy wiedziałam już, że mają to być kroniki, musiałam wybrać dopełnienie – czego najbardziej? Uznałam, że miłości na pewno, ale w takim samym stopniu oporu. Politycznego i osobistego. Małgorzata opiera się bardziej, niż na pozór można by sądzić.

Małgorzata wydaje się cierpieć na wieczne porzucanie i odrzucanie. Najpierw matka, ojciec, który odchodzi, potem mąż, kochanka, wreszcie – bracia, których wychowała, przyjmując jednocześnie rolę ojca, matki i nie wiedzieć kogo jeszcze. Szuka tożsamości?

Niewiele brakowało, a powieść nosiłaby tytuł Kroniki odejścia. Taki miałam nastrój w ostatnich latach. Nie sądzę, by szukała tożsamości. W końcu jest dojrzałą osobą. Doświadcza, jak wiele i wielu z nas, porzuceń i fascynacji. Udaje się jej też utrzymać całożyciowe przyjaźnie. Proszę tak na nią spojrzeć: wybiera z kim chce być. Niestety, niektóre relacje nie są wymienne. Jestem w wieku, gdy sporo się na takie tematy rozmawia, na przykład o opiece nad rodzicami. Nie chcę opowiadać powieści, lecz zachęcam czytelników, by i tak ją przeczytali, w kontekście zobowiązań i ich ciężaru.

A Bułhakowska walka z rzeczywistością? Miłość może nas ocalić?

Nie wiem, co z ocaleniem przez miłość. Dobrze, gdy jej doznajemy, jednak jako przesłanie dla Polek i Polaków to byłoby ucieczkowe. Hasłem miłości można się posłużyć w różnym celu. Małgorzata, mam nadzieję, ocali w konkretnych działaniach, hmm, nie chcę być górnolotna, ale tak – ocali nas. Obdarzyłam ją misją.

Ręka w górę, kogo nauczyli, że emocje należy pielęgnować, nie tłumić. Towarzyskie spotkania kobiet przeistaczają się w feministyczne wiece. Więc co z nimi? Są wolne czy nie? Mogą być kobiece i opiekuńcze jak Hela czy szalone, żyjące w oparach szaleństwa, jak tajemnicza matka Małgorzaty?

Mogą, bo są. Nie ma wzoru kobiety. Nie o to walczyły nasze matki-feministki, żeby przyciąć nas do kolejnych stereotypów. Towarzyskie spotkania, był taki czas, przeistaczały się w wiece. Chciałam zapisać tamten czas, żeby pokazać ciągłości i zmiany. Cóż, dziś profile na FB pomagają się zbierać ludziom, ale nadal bycie face to face odgrywa ważną rolę, także w działaniach społecznych. Ile historii zaczyna się od „spotkałam koleżankę…”? A teraz mamy startupa lub organizację pomocową.  Zarabiamy albo protestujemy.

Małgorzata, była nauczycielka, reformatorka, kronikarka, dziennikarka, w końcu zostaje sprowadzona do pozycji obcego w hierarchicznym, patriarchalnym, poukładanym społeczeństwie. Gdy w prowadzonym z panem Afirmatorem spotkaniu używa logiki, naprzeciw jego komunałom, pada pytanie o jej prawo do publicznych wystąpień. Bo akcent ma podejrzany, bo ją wyrzucili z pracy, bo głosi plugawe poglądy. Nie Afirmator, ale Małgorzata. I wychodzi. Nie ma zwycięstwa?

A może jednak jest, bo oni wychodzą razem – Afirmator i ona. Trzymają wspólny front przeciw agresorowi, hejterom. Agresja stała się ważnym tematem, sama byłam jej adresatką. Myślałam dużo o tym, jak sobie radzić z hejtem. „Radzić sobie” – fraza pokazująca, że zjawisko nami rządzi, bo to my mamy się pozbierać.

W witkacowsko-gombrowiczowskim stylu narracji widać rozpacz bohaterki. Jej rola jest od dawna ustalona. Może sobie dojrzewać wewnętrznie, ale na zewnątrz nic się nie zmieni. Pesymistyczna wizja, prawda?
 
Pisałam Kroniki… zrywami. Potem je zmieniałam. Wszyscy od paru lat patrzymy na świat z huśtawki. Pamięta Pani, co mówiono po Czarnym Proteście? „Kobiety zmienią kraj". Przed Eurowyborami? „Wiosna zmieni polską politykę". Te wybuchy wygasają, bo polityka chętnie skonsumuje energię wytworzoną przez ruchy społeczne, ale podzieli wpływy według swoich zasad. Pod informacjami o mojej książce pojawia się hejt (jeden z wątków powieści). Cóż, nie jestem optymistką, nigdy nie byłam. Jestem racjonalna do bólu, co zresztą nie stanowi cechy specjalnie pożądanej w świecie literatury. Wierzę, że Małgorzata odegra ważną rolę, nie tylko w swoim prywatnym kręgu. Na tyle sobie pozwalam: wymyślam postacie, które wbrew okolicznościom włączą się w niewdzięczną robotę osuszania bagienka.

Czyli w pewnym sensie doświadczenia, jakie były udziałem tysięcy Polek, uczestniczących w demonstracjach przeciwko ograniczeniu ich praw, ukształtowały też postać Małgorzaty?

Tak jak mówiłam – pisałam powieść na huśtawce, na barykadzie. Małgorzata miała być przede wszystkim córką i kochanką, została kronikarką i kandydatką na przywódczynię. Przyglądałam się w ostatnich latach wielu kobietom i mężczyznom stającym na czele protestów przeciw psuciu państwa prawa, zaostrzaniu ustaw. Zadawałam sobie pytania o ich motywacje i szanse. Wracałam do Małgorzaty. Jedną z ważnych cech życia publicznego jest wykorzystywanie wizerunków, lepienie opowieści o życiu prywatnym osób publicznych, by uzasadniały ich kompetencje w pełnieniu funkcji państwowych i dyskredytowanie ich z tego samego powodu. Takie prezentowanie na przykład kandydatów na posłów jest reliktem starych form, podtrzymywanym przez nowe media. I manipulacją. Życie Małgorzaty nie nadaje się na banery wyborcze, czy raczej ona nie chce go pokazać. Czy to ją automatycznie wyklucza?

Czy jakikolwiek bunt, o podłożu feministycznym, czy jakimkolwiek innym, ma sens? Przeciwko czemu można i należy się buntować?

Bunt ma sens, opór ma sens. Pisanie o nich powieści ma sens. Lista zjawisk, które wymagają określenia własnej postawy, jest długa. Gdybym była prawdziwą kronikarką, „zgarnęłabym” obrazy z ulic, na które ludzie wychodzą. Bronią Ziemi, walczą o płace, o warunki wykonywania pracy, o praworządność, przeciw faszyzacji, w sprawie ofiar przemocy, o równość, przeciw dyskryminacji. Proszę rozszerzyć tę listę, bo każdy znajdzie taką kwestię, która nie pozwoli zachować dystansu.

Małgorzata dojrzewa i osiąga intelektualne spełnienie. Poznajemy ją od chwili, gdy matkuje dorastającym braciom, aż po moment, gdy opuszcza salę, gdzie „piękny android” przejmuje jej rolę prowadzącej dyskurs. Czuje już tylko złość. Tyle jej zostało?
 
O nie! Powieść ma nielinearną konstrukcję i to, co się wydarzyło po wyjściu z sali, stanowi przesilenie. Małgorzata nie będzie płakać po pięknym androidzie. Uogólniając: jest źle, ale nie popadajmy w depresję, działajmy, zmieniajmy rzeczywistość. Konserwatywna cofka wyczerpie własnych wyznawców.

Kroniki oporu i miłości dostępne są w popularnych księgarniach internetowych: 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2019-09-12 13:59:46
0 +-

Ciekawa rozmowa :)

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-09-08 17:07:23
0 +-

Jeszcze nie znam autorki.

Avatar użytkownika - Joannate
Joannate
Dodany: 2019-09-06 19:54:51
1 +-

Bardzo ciekawy wywiad, ukłony dla jego Autorki za niebanalne pytania i naprawdę solidne przygotowanie się do rozmowy. 

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-09-06 18:11:40
0 +-

Znak czasów: "Bunt ma sens".

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-09-06 18:01:40
1 +-

Wywiad przeczytałam z zainteresowaniem. Nad książką jeszcze się zastanawiam.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-09-06 15:56:21
1 +-

Ciekawy wywiad, a książka warta uwagi hmm....

Książka

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Ta, która musi umrzeć
David Lagercrantz
Ta, która musi umrzeć
Bezmiar
Grzegorz Kapla
Bezmiar
Asiunia
Joanna Papuzińska
Asiunia
Bo trzeba żyć. Apolonia
Ewa Szymańska
Bo trzeba żyć. Apolonia
Bachor
Katarzyna Ryrych;
Bachor
Sekret antykwariusza
Paweł Jaszczuk;
Sekret antykwariusza
Łapy i ogony
Magdalena Podbylska
Łapy i ogony
Pokuta
Anna Kańtoch
Pokuta
To nie koniec świata
Ewa Maja Maćkowiak;
To nie koniec świata
Pokaż wszystkie recenzje