Więcej otrzymałam od kobiet niż od mężczyzn. Wywiad z Kasią Bulicz-Kasprzak

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Więcej otrzymałam od kobiet niż od mężczyzn. Wywiad z Kasią Bulicz-Kasprzak z kategorii Brak kategorii

– Bardzo cenię kobiece relacje i choć w życiu bardzo dużo dobrego spotkało mnie generalnie od ludzi, to chyba więcej otrzymałam od kobiet niż od mężczyzn – mówi Kasia Bulicz-Kasprzak, autorka książki Magiczna podróż. To ciepła, pełna poczucia humoru opowieść o trzech zupełnie obcych kobietach, które łączy pewna świąteczna misja. 

Zrobiłaś już świąteczne porządki?

Zdecydowanie nie. Jeśli chodzi o przygotowanie domu do Bożego Narodzenia, najbardziej lubię zagospodarować sobie trzy-cztery dni przed świętami i wtedy zrobić wielkie porządki: wyciągnąć każdą, nawet najmniejszą łyżeczkę z każdej, najdalszej nawet półeczki, wysprzątać każdy kącik i pozbyć się nawet najmniejszych drobinek kurzu.

A potem paść na twarz zamiast zasiąść do kolacji wigilijnej….

Raczej tuż po niej. Ale dopiero kiedy jestem tak potwornie zmęczona, mam wrażenie, że w pełni się do tych świąt przygotowałam, że nawet, gdyby zbłąkanym wędrowcem, który zasiądzie z nami do kolacji wigilijnej okazała się perfekcyjna pani domu, to nie znalazłaby u mnie najmniejszych uchybień. Kiedyś próbowałam znaleźć inny sposób na święta, ale zawsze brakowało mi tego zmęczenia.

Kasia Bulicz-Kasprzak
fot. Aneta Mikulska/Patrzę Kadrami

Rozumiem, że lustracji podczas kolacji wigilijnej dokonuje potem u Ciebie cała bliższa i dalsza rodzina?

Raczej bliższa. Spędzamy kameralne, bardzo rodzinne święta w małym gronie. Kiedy moi znajomi studiowali w Warszawie i nie wracali do domu na Boże Narodzenie, zdarzało się, że wpadało kilkanaście osób, z których połowy nie znałam. Takie przyjmowanie strudzonych wędrowców z akademików miało swój urok, ale teraz wszyscy mamy rodziny i z nimi spędzamy święta.

Czyli w listopadzie jeszcze nie myślisz o świątecznych przygotowaniach?

Myślę, jak najbardziej. Dużo wcześniej kupuję prezenty dla bliskich. Nie wybieram przedmiotów, które sama chciałabym dostać, ale takie, które spodobają się osobie obdarowywanej. Nie chodzi o wielkie i drogie prezenty, to raczej drobiazgi, ale mocno spersonalizowane. Mam już prezent dla chrześnicy i dla moich przyjaciółek. Mamy też – chociaż do potraw wigilijnych zwykle nie przykładamy zbyt dużej wagi – zamrożone ryby, które dostaliśmy od znajomych z ich hodowli. Nie jesteśmy więc może gotowi na święta, ale czujemy, że nieuchronnie się zbliżają.

Kasia Bulicz-Kasprzak
fot. Aneta Mikulska/Patrzę Kadrami

A przeczytałaś już w tym roku jakąś książkę o Bożym Narodzeniu?

Jasne! Moje ostatnie „badania terenowe” zakończyły się na 45 pozycjach świątecznych, które ukazały się – lub mają się ukazać – w tym roku. Na pewno nie przeczytam wszystkich, ale po niektóre sięgnę. Zresztą ta liczba pokazuje, że „gatunek” powieści świątecznych trzyma się mocno, że to w tej chwili popularne zjawisko i po prostu nie można go ignorować. Jako fanka świątecznych filmów zupełnie się temu nie dziwię. Te oglądam bardzo chętnie, nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez filmu „Holiday”, „Ja cię kocham, a ty śpisz” czy „Kevina…”. Niedawno byłam u rodziców i którejś niedzieli w telewizji można było obejrzeć film „Pani Mikołajowa”. I, powiem szczerze, nawet taka produkcja klasy c w samym środku upalnego dnia potrafiła wprawić mnie w dobry nastrój.

Tego właśnie szukasz – i to właśnie chcesz dać czytelnikom - w książkach świątecznych?

Myślę, że optymizm, pogoda ducha i dobry nastrój są tym, co wszyscy powinni odnaleźć w święta.

Wiemy, że obrazki, które znamy z reklam, nie są do końca prawdziwe: że są wśród nas ludzie samotni, rozbite czy po prostu pokłócone rodziny, że życie wielu osób jest dalekie od bajki. Ale myślę, że każdemu – niezależnie od sytuacji życiowej czy rodzinnej – Święta mogą przynieść trochę radości i nadziei. I to też pokazuję w Magicznej podróży, chociaż moje bohaterki nie lubią świąt.

Ta podróż zaczęła się…

Jeszcze w 2018 roku na Targach Książki w Krakowie. Blogerka Justyna Marczuk zaprosiła mnie wtedy na zupełnie prywatne spotkanie z kobietami, które poznała dekadę wcześniej na forum internetowym, kiedy została mamą. Okazało się, że choć te kobiety mieszkają daleko od siebie, są w różnym wieku, mają różne doświadczenia życiowe i zawodowe, choć widzą się raz w roku to łączy je prawdziwa przyjaźń: są dla siebie nawzajem wsparciem, lubią się, wiele o sobie nawzajem wiedzą. Zobaczyłam wtedy taką prawdziwą girl power w działaniu. Justyna opowiedziała mi też historię pewnego psa. I z tych dwóch doświadczeń powstał pomysł na historię, w której pokazane będą silne relacje kobiece, które dopiero zaczynają się tworzyć, przyjaźń, która dopiero się rodzi.

Potem była rozmowa ze Światem Książki…

Tak. I właśnie wtedy zorientowałam się, że właściwie mam już gotowy materiał na książkę. Zwykle na napisanie powieści potrzebuję dziewięciu miesięcy, bo pracę dzielę sobie jak ciążę – na trzy trymestry: na okres inkubacji, realizacji i poprawek. Tu okazało się, że cały pierwszy etap znacząco się skrócił i skończyłam książkę na początku maja. Na szczęście wiosna była zimna, więc upały nie wytrącały mnie z zimowego nastroju.

Kasia Bulicz-Kasprzak
fot. Aneta Mikulska/Patrzę Kadrami

W Twojej książce mamy trzy zupełnie obce kobiety, które świąt nie lubią, ale łączy je przecież pewna misja...

Zastanawiałam się nad tym, co każdą kobietę może oderwać od codziennych obowiązków, rodziny, przygotowywania świąt. Nawet, jeśli żadna z nich za świętami nie przepada, to potrzebują przecież pretekstu, by uciec od wszystkiego, w czym tkwią, od rodziny, niedoskonałych relacji, problemów. Tym zapalnikiem staje się opieka nad psem, który zgubił się pewnemu dziecku. I próba odwiezienia go do właściciela – bo przecież chłopiec i jego ukochany zwierzak nie mogą spędzić świąt oddzielnie.

Która z pań jest, Twoim zdaniem, w najmniej świątecznym nastroju?

Myślę, że mogłyby się licytować i wygrana nie byłaby sprawą oczywistą. Alicja nie lubi świąt, bo ma z nimi związane przykre doświadczenie – wtedy zachorowała jej mama, która później zmarła. Wtedy „rodzinne święta” nasza bohaterka ostatecznie straciła. Powinna je spędzić z ojcem i macochą, ale nie sprawia jej to przyjemności. Przeciwnie: nienawidzi tego i najmocniej wśród dziewczyn podkreśla swą niechęć do Bożego Narodzenia.

Małgorzata wydaje się dużo bardziej zakłamana…

Nie wiem, czy to nie za mocne słowo, Małgorzata wpada w wir przygotowań do świąt i manifestuje, jak duże przykłada do nich znaczenie, równocześnie ukrywając pewną traumę z przeszłości. Choć zmusza bliskich do uczestnictwa w rodzinnym zjeździe, wewnątrz tak naprawdę cierpi. Nie potrafi porozumieć się z teściami, którzy mają przyjechać na Boże Narodzenie, ale zaciska zęby, żeby pokazać, że wszystko jest w porządku, by nie pokazać, że coś jest nie tak.

Bo przecież świąteczne zdjęcia z takich rodzinnych Wigilii wychodzą potem tak pięknie…

Niestety, spotkania, podczas których do stołu zasiadają osoby nie mające na co dzień kontaktu, trudno uznać za specjalnie udane. Fałszywa życzliwość, udawanie więzi, kiedy o towarzyszach tak naprawdę niewiele wiemy – to wszystko powoduje napięcia, które czasem spektakularnie wybuchają.

Kasia Bulicz-Kasprzak
fot. Aneta Mikulska/Patrzę Kadrami

To łączy Wigilię Małgorzaty i kolejnej bohaterki Twojej książki, Beaty.

Rzeczywiście. Beata nie lubi spotkań rodzinnych i mocno przeciw uczestnictwu w nich protestuje, bo w oczach bliskich poniosła życiową porażkę. Wie, że patrzą na nią nie przez pryzmat tego wszystkiego, co zbudowała i osiągnęła, tylko widzą brak partnera, dzieci, czterdzieści lat na karku. W oczach dalszej rodziny, w ich małomiasteczkowym postrzeganiu życia, dla Beaty wszystko już przepadło. Może zniosłaby to, gdyby miała spędzić święta z rodzicami, ale na Wigilii będą jeszcze wszystkie te ciotki, babcie, kuzynki i każda z nich – może nawet nieświadomie – będzie mogła łatwo ją zranić.

Ale i Beata krzywdzi samą siebie, postrzegając to, jak wygląda jej życie, jako karę.

Beata to bardzo ambitna dziewczyna pochodząca z prowincji, która trafiła do dużego miasta i robi karierę w korporacji. Realizując pewien model kariery i drogi życiowej, za wszystkie niepowodzenia szuka winy w sobie i jest bardzo skłonna do karania samej siebie. Wciąż wraca do tego, co jej się nie udało, analizuje, dlaczego jej związek nie wyszedł, czego nie przewidziała.

Zdarza się, że do samochodu wsiadają trzy obce sobie kobiety, a wysiadają prawdziwe przyjaciółki...

Trzy panie wsiadają do samochodu jednej z nich jako zupełnie obce sobie osoby, a wysiadają jako przyjaciółki. Wyobrażasz to sobie poza literaturą?

Nie tylko sobie wyobrażam, ale wiele razy to przeżyłam.

Na przykład?

Podczas wyjazdów na targi czy spotkania autorskie. Pamiętam, jak jechałyśmy pierwszy raz do Kięgarni Atena w Kamiennej Górze, gdy organizowany był tam Światowy Dzień Książki. Z Renatą Kosin spotkałam się wtedy na dworcu. Było to nasze pierwsze spotkanie i wsiadłyśmy do samochodu żeby przejechać pół Polski. Było świetnie! Podobnie było w przypadku Ani Brengos, z którą podróżowałam na Targi do Katowic. Z Sylwią Trojanowską spotykam się praktycznie tylko na targach książki i zawsze mamy wrażenie, jakbyśmy znały się całe życie. Z Iwonka Grodzką-Górnik, Agnieszką Lis, Grażyną Jeromin-Gałuszką, Bożeną Mazalik wyjechałyśmy do Hiszpanii na spotkanie autorskie, a spędziłyśmy tam rewelacyjne wakacje. Takie przykłady mogłabym mnożyć – wiele razy zdarzało się, że rozmawiałam z dziewczynami, które widziałam pierwszy raz w życiu, do czwartej rano i nie mogłyśmy skończyć.

Twoim bohaterkom jest trochę trudniej…

Tak, na początku jest między nimi mnóstwo napięcia i trochę sprzeczek. Ale kiedy lody zostają przełamane, stają się sobie bliższe niż członkowie niejednej rodziny.

Przyjaciele to rodzina, którą sami sobie wybraliśmy?

Nie ma chyba zdania, z którym mogłabym się bardziej zgodzić. Przyjaciółka często wie o Tobie więcej niż siostra czy ciocia, które przecież są z Tobą związane więzami krwi. Bardzo cenię kobiece relacje i choć w życiu bardzo dużo dobrego spotkało mnie generalnie od ludzi, to chyba więcej otrzymałam od kobiet niż od mężczyzn. Dlatego moja książka dedykowana jest wszystkim kobietom, które spotkałam.

Magiczną podróż kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-11-15 08:32:00
0 +-

Właśnie czytam jedną z książek autorki.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2019-11-11 13:18:22
-1 +-

Nie lubię świątecznych książek :/

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-11-10 14:42:56
0 +-

To prawda, przyjaciele to rodzina.

Książka
Magiczna podróż
Kasia Bulicz-Kasprzak

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Okna z widokiem na Weronę
Hanna Kowalewska
Okna z widokiem na Weronę
Ktosiek 2.0
Beata Piliszek-Słowińska
Ktosiek 2.0
Niedzielna dziewczyna
Pip Drysdale
Niedzielna dziewczyna
365 stron życia 2020
oprac. Justyna Wrona, Hubert Wołącewicz
365 stron życia 2020
Zawsze i na zawsze
Jenny Han
Zawsze i na zawsze
Grypa. Sto lat walki
Jeremy Brown
Grypa. Sto lat walki
Relikwiarz
Elżbieta Bielawska
Relikwiarz
Brytyjska monarchia od kuchni
Adrian Tinniswood
Brytyjska monarchia od kuchni
Pokaż wszystkie recenzje