Nikt nie może być szczęśliwy bez przerwy. Wywiad z Magdaleną Szponar

Autor: Patryk Obarski

– Na co dzień staram się nie tworzyć klasyfikacji problemów. Każdy z nas jakieś ma. To, co dla jednych jest trudnością nie do przejścia, dla innych będzie błahostką. Uważam, że w życiu nas wszystkich są momenty, kiedy najzwyczajniej w świecie radzimy sobie gorzej. I mamy do tego prawo. Nikt nie może być szczęśliwy bez przerwy. Prędzej czy później pojawiają się jakieś schody. Pytanie tylko, czy damy radę po nich wejść? – mówi Magdalena Szponar, autorka debiutanckiej powieści W płomieniach

Magdalena Szponar autorka powieści W płomieniach

Czasami mówimy o żywiołach jako o odbiciu czyjejś osobowości. Jaki żywioł pasuje do Pani?

Nie lubię być ograniczana, wysoko cenię sobie wolność. Potrafię być też zmienna, czasami wręcz nieprzewidywalna. Bywam spokojna, opanowana i rozważna, a niekiedy reaguję emocjonalnie i nagle. Myślę, że taki opis charakteryzuje powietrze. Jest ono właśnie takie – czasami otula nas lekką bryzą, innym razem uderza niszczącą siłą burzy i wichury. Podobno ludzie spod tego żywiołu żyją w swoich umysłach. To również do mnie pasuje. Potrafię snuć długie refleksje, zastanawiać się nad różnymi kwestiami, słuchać wewnętrznego głosu.

Czytałem, że napisała Pani debiutancką powieść w czasie pierwszego lockdownu. Dlaczego nie wybrała pani, no nie wiem, szydełkowania albo nauki angielskiego?

Odpowiedź jest prosta. Stworzenie własnej powieści było moim marzeniem, odkąd zaczęłam czytać. Najczęściej jednak brakowało mi czasu, zapału, konsekwencji, wiary we własne możliwości. Sytuacja z marca ubiegłego roku zmotywowała mnie do zajrzenia w głąb siebie, do sprecyzowania własnych celów i marzeń. W końcu zapytałam samą siebie: jeśli nie teraz, to kiedy? Kiedy jest dobry moment, by walczyć o to, czego się pragnie? Myślę, że pandemia przewartościowała poglądy nas wszystkich. Był to moment, w którym świat się zatrzymał, a wielu z nas zadało sobie pytanie – czy na pewno realizuję się w pełni? Czy życie nie jest zbyt krótkie i ulotne, by tracić czas? Dodatkowo niebagatelną rolę odegrał tutaj mój mąż, który również motywował mnie do spełnienia tego marzenia. Właściwie zmusił mnie do postawienia pierwszych liter, a później było już tylko łatwiej.

W W płomieniach nie ma maseczek i płynów do dezynfekcji. Szukałem. Pisanie powieści stało się zatem formą ucieczki od świata, którego już nie ma?

Kiedy zaczynałam pisać, nikt z nas nie wiedział, z czym tak do końca będziemy mieć do czynienia. Pamiętam, że sama przez chwilę byłam pewna, że po dwóch tygodniach wszystko wróci do normy. Z tego względu w ogóle nie brałam pod uwagę mierzenia się z tematem pandemii w mojej powieści. Poza tym wydarzenia, choć ich czas nie jest określony precyzyjnie, dzieją się jeszcze w realiach sprzed koronawirusa. Z drugiej strony myślę, że rzeczywistość jest teraz trudna już sama w sobie i chyba nie chciałabym nawiązywać do niej w swojej twórczości. Literatura powinna być nijako ucieczką od trudów życia codziennego. Oczywiście, często porusza niełatwe tematy, jednak mimo wszystko daje jakieś wytchnienie. Taki był mój zamysł. Choć nie umiem powiedzieć, czy wątek ten nie pojawi się w kolejnych tomach Żywiołów – jeszcze nie zdecydowałam.

W płomieniach książka

Właśnie – świat zaprezentowany w Pani książce także nie jest pozbawiony problemów. Rzeczywistość – nawet bez śmiertelnego wirusa – jest wystarczająco trudna?

Oczywiście, że tak. Na co dzień staram się nie tworzyć klasyfikacji problemów. Każdy z nas jakieś ma. To, co dla jednych jest trudnością nie do przejścia, dla innych będzie błahostką. Uważam, że w życiu nas wszystkich są momenty, kiedy najzwyczajniej w świecie radzimy sobie gorzej. I mamy do tego prawo. Nikt nie może być szczęśliwy bez przerwy. Prędzej czy później pojawiają się jakieś schody. Pytanie tylko, czy damy radę po nich wejść? Czy nie spadniemy po drodze i nie wrócimy do punktu wyjścia? Czy znajdziemy obok siebie kogoś, kto wyciągnie do nas pomocną dłoń i pomoże przejść po kolejnych stopniach?

Myślę, że przekonują się o tym bohaterowie Pani książki. Marta wskutek pożaru traci dach nad głową, czyli niemal wszystko, na co pracowała. Zyskuje coś niematerialnego – poznaje Rafała.

Aktualna sytuacja na świecie udowodniła nam, jak ważne są relacje. Myślę więc, że to drugi człowiek zawsze i bezwzględnie stoi na pierwszym miejscu. Może to banalne, ale wierzę głęboko, że dobra materialne przemijają, a ich obecność w naszym życiu jest skrajnie niepewna. Co innego ludzie, nimi otaczamy się stale. Od nas zależy, na czym będą polegać te relacje. Ile damy od siebie, ile będziemy oczekiwać od innych?

Kluczem jest jednak relacja szczera. Tymczasem zarówno Marta, jak i Rafał skrywają przed sobą pewne fragmenty przeszłości.

Tajemnicą jest coś, co chcemy ukryć. Najczęściej będą to kwestie wstydliwe, do których przyznanie się stanowi dużą trudność. Uważam więc, że każdy ma swoje sekrety. Natomiast szczerość, jak pan zauważył, jest podstawą zdrowej relacji. Jeżeli nie możemy wyjawić komuś całej prawdy, nigdy nie zbudujemy z tą osobą trwałej relacji. To po prostu niemożliwe. Dlaczego? Wynika to z akceptacji. Musimy ją odczuwać, tak myślę, bo inaczej nigdy nie będziemy mogli być pewni uczuć drugiej strony. Zawsze będą pojawiać się wątpliwości – czy on/ona kocha mnie, czy jedynie wyobrażenie o mnie? Jest to dylemat, który potrafi bardzo mocno zaprzątać nasze myśli. Jeżeli ciągle zadajemy sobie pytanie, na które nie możemy znaleźć odpowiedzi, to nigdy nie zaznamy spokoju serca, ciągle będziemy mieli wątpić.

Opowiedzenie o trupach ukrytych w szafie to dowód najwyższego zaufania?

Każdy ma swojego trupa w szafie. Niekiedy są to sprawy poważne, nadzwyczaj trudne do akceptacji. W innych przypadkach mogą to być błahostki, które jednak wciąż są wstydliwe. Myślę, że nie wielkość sekretu sprawia kłopot, ale samo jego istnienie. I tak, wyjawienie prawdy o sobie jest dowodem największego zaufania. Znów sprowadza się to do akceptacji, której jako ludzie zwyczajnie potrzebujemy na każdym etapie naszego życia.

Rafał ma za sobą trudną przeszłość. Często zakłamujemy rzeczywistość, by móc przetrwać codzienność?

Rafał nie potrafi pogodzić się z decyzjami, jakie podjął w swojej przeszłości. W dodatku mocno rzutują one na jego teraźniejszość, a już w ogóle nie pozwalają sformułować planów na przyszłość. Zaakceptowanie problemu, dostrzeżenie jego wagi to pierwszy krok ku wyzwoleniu. Dla Rafała jest to trudne, bo wymaga przebaczenia samemu sobie. Myślę, że walka z sumieniem jest tutaj kluczem. Człowiek często szuka wyjść łatwiejszych, taka już nasza natura. Unikamy wysiłku zmierzenia się z własnymi demonami. Przynajmniej do chwili, w której znajdujemy motywację do podjęcia takiej walki.

Myśli Pani, że dzięki poznaniu „drugiej połówki" każdy ma szansę zacząć swoje życie od nowa?

Poznanie Marty było kluczowym momentem dla Rafała. W tej chwili postawił swój pierwszy krok na drodze ku wyzwoleniu z mroku. Myślę, że sam nie dokonałby tego nigdy, że nie czułby takiej potrzeby. Dopiero pojawienie się Marty spowodowało, że znalazł motywację. Wybaczanie sobie jest jednak procesem trudnym i długotrwałym. Z pewnością dużo łatwiej zacząć od nowa, jeśli mamy dla kogo to zrobić i, przede wszystkim, z kim podjąć ten trud. Wsparcie jest nieodzownym elementem nowego początku.

Magdalena Szponar autorka

Rafał to typ Casanovy. Czy zatem w przypadku takiego faceta możliwe jest ustatkowanie się?

A czy człowiek może się zmienić? To pytanie zadaje sobie chyba każdy na jakimś etapie życia. Uważam, że nie, człowiek nie zmienia się, a jedynie wciąż odnajduje w sobie coś nowego. Rafał nie chciał się ustatkować, bo nie spotkał nikogo, dla kogo warto byłoby to zrobić. Innymi słowy – nie zaznał jeszcze miłości. W dodatku nadal tkwi w swojej mrocznej przeszłości, przez którą nie wierzy, że zasługuje na coś więcej. Myślę, że zaufanie, jakim obdarza go Marta, jest tutaj decydujące. Wówczas dostrzega on w sobie zupełnie innego człowieka. Relacja, jaka rodzi się między tą parą, powoduje, że Rafał chce być lepszy i jestem pewna, że w takim przypadku zasługuje na szansę od losu. Każdy na nią zasługuje, ale tylko nieliczni potrafią z niej skorzystać.

Marta z kolei jest typem dziewczyny z przedmieścia. To połączenie jest jak – no właśnie – ogień i woda. Przypadek?

Przyznam szczerze, że w serii Cztery żywioły nic nie jest przypadkiem. Każdy element był przeze mnie skrupulatnie przemyślany, począwszy od tytułów, aż do kreacji bohaterów. Wszystkie części, tak jak żywioły, uzupełniają się wzajemnie, przenikają, dopiero razem tworzą całość. Tak też będzie w kolejnych tomach. Każdy z bohaterów „otrzyma” swój żywioł, który będzie symbolem jego życia. Muszę tutaj jednak coś sprostować. W recenzjach często pojawia się opinia, że Rafał jest ogniem, a Marta wodą. O ile przy pierwszej sugestii mogę się zgodzić, to przy drugiej już niekoniecznie. Nie do końca tak właśnie jest, chociaż wyraz tego odnajdziemy najpełniej w drugim tomie. Marta jest powietrzem, bez którego ogień nie mógłby istnieć. To jest właśnie symbol związku tej dwójki – jedno podtrzymuje drugie przy życiu. Ich miłość jest połączeniem ognia i powietrza – żywiołów, które potrafią być nieprzewidywalne, które są najbliżej siebie. Czy to wystarczy, by ich relacja przetrwała najgorsze? To okaże się już w drugiej części.

Istnieje powiedzenie o odradzaniu się jak feniks z popiołów – podobnie jest z bohaterami Pani powieści?

Tak, zdecydowanie. Ten symbol jest szczególnie trafny w kontekście pierwszych dwóch tomów. Przede wszystkim chodzi tutaj o wspomnianą już przeze mnie drugą szansę. W odpowiednich okolicznościach, z ludźmi, którym na nas zależy, możemy zacząć od nowa. Wierzę w to głęboko.

Ogień jest niszczycielską czy twórczą siłą? 

Jest jednym i drugim. Wszystko zależy od rąk, w które trafi. Ogień może odradzać, może też i niszczyć.

W płomieniach to pierwsza książka z cyklu Cztery żywioły. Na początku był ogień, drugi tom będzie związany zatem z…?

Powietrzem. Poznamy w nim dalsze losy Marty. Dowiemy się, czy jej siła wystarczy, by podtrzymać ogień Rafała.

Książkę W płomieniach kupić można w popularnych księgarniach internetowych: 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Kudłata
Hwang Sun-mi
Kudłata
Hania Baletnica
Jolanta Symonowicz, Lila Symonowicz
Hania Baletnica
Już, już!
Katarzyna Wasilkowska
Już, już!
Kartoteka Pitera P.
Jacek Wiśnicki
Kartoteka Pitera P.
Zaginiona apteka
Sarah Penner
Zaginiona apteka
Skręcona historia
Jakub Ostromęcki
Skręcona historia
Maja Orety i skarb Szkocji
Eliza Sarnacka-Mahoney
Maja Orety i skarb Szkocji
Na zawsze
Karolina Winiarska
Na zawsze
Kuba na tropie
Kuba i Filip Majewscy
Kuba na tropie
Lwowska kołysanka. Dwa miasta
Monika Kowalska (I)
Lwowska kołysanka. Dwa miasta
Pokaż wszystkie recenzje